Jak kultura może wpłynąć na ograniczenie plonów.


Niektórzy ludzie uważają to za rarytas, a Ty?

Dzisiejszy wpis jest konsekwencją świątecznej rozmowy z moją narzeczoną…

Kilka tygodni temu na jednym z forów internetowych zamieściłem wpis o wegetarianizmie. Wkleję tutaj nieco poprawiony fragment tego wpisu:

„Oczywiście we współczesnym modelu rolnictwa jedzenie mięsa jest „niewydajne”. Zwłaszcza jeśli karmi się krowy zbożem a nie trawą. Pod tym względem wegetarianie są pożyteczni. Jeśli więcej ludzi jadłoby mięso, to popyt na zboże (i soje) byłby większy, więc nasze smaczne mięcho byłoby droższe:)

Wegetarianizm(jeśli miałby mieć pobudki etyczne) i miałby być zastosowany do całości populacji jest…bardzo niewydajnym systemem lub hipokryzją.

Wegetarianie jedzą mleko – krowa musi się mniej więcej raz do roku ocielić, żeby dawała mleko. Mniej więcej połowa jej dzieci to byczki. Jak wiadomo byk mleka nie daje:)
Do utrzymania krowy potrzeba około 1 ha pastwiska (zakładamy, że chcemy dbać o zwierzęta i nie karmić je nienaturalnym pokarmem jakim dla krowy jest zboże).
Po 11 latach mamy 6 krów(jedna matka+5dzieci – jałówek) i 5 byków. Do których utrzymania potrzebujemy 11 ha pastwiska. To wszystko po to by doić 1 krowę! Jak łatwo zauważyć nie jest to system zrównoważony.
Podobnie jest z kurczakami a raczej jajami (z tym, że młode kogutki są od razu zabijane – nie opłaca się kurczaków odmian „jajecznych” tuczyć.)

Bill Mollison – twórca pojęcia permakultura projektował raz system permakulturowy wyznawcom Hare Kryszna. Oni są wegetarianami pijącymi mleko. Chcieli hodować swoje krowy do produkcji mleka, ale nie mogą jeść ich mięsa. Mollison powiedział, to sprzedajcie krowy do rzeźni – wtedy ich nie zabijecie i jeszcze na tym zarobicie.
Nie, nie można czerpać korzyści z cierpienia zwierząt, a tym bardziej z ich zabijania. Powiedział, że w takim razie nie może im pomóc, bo z tej sytuacji nie ma rozsądnego rozwiązania, bo (tutaj przedstawił te obliczenia o krowach, które napisałem powyżej)

Krysznowcy jednak znaleźli rozwiązanie. Nie było ono rozsądne, ale rozwiązanie znaleźli:

Wieczorem, „zbędne” byczki i krowy wypuszczali poza ogrodzenie. Tam po prostu znikały. Tylko krew i kości zostawały zawsze. Gdy wie się, że akcja toczy się w Indiach, a osada o której mowa znajdowała się na terenie gdzie występują tygrysy chyba nikt nie ma wątpliwości, co działo się z tymi niechcianymi zwierzętami.

Los je spotkał dokładnie ten sam jeśli skończyłyby jako kotlet czy tatar:) na ludzkim talerzu. Przy okazji wiele głodnych ludzi (w Indiach ludzie nadal umierają z głodu) mogłoby się najeść.

Podsumowując wegetarianie i mięsożercy są sobie potrzebni i wspierają się nawzajem:) Dokładnie jak w naturalnych, zdrowych ekosystemach:)”

Czy zatem uprzedzenia sprawiające, że plony z ha są mniejsze niż potencjalnie możliwe dotyczą tylko „nierozsądnych” wyznawców Hare Kryszna?

Nie.
To dotyczy również nas „normalnych” Polaków. Ogromna większość Polaków mających dostęp do ogrodów, pól, lasów, działek, stawów nie wykorzystuje z powodów kulturowych ich pełnego potencjału. Kto z nas zjada psy, konie, ślimaki, czy żaby?

Wszystkie ww stworzenia są przez niektóre nacje zjadane, niektóre są nawet uznawane za przysmak (raz w Grecji widziałem tackę pół kilogramową winniczków w cenie 8 albo 20 euro). Nie wykorzystanie poszczególny plonów może nawet sprawić, że spadnie wydajność innych plonów. Proszę w tym momencie pomyśleć o ślimakach w grządce sałaty. Przeciętny człowiek pomyśli „o cholera, muszę coś z nimi zrobić (czymś opryskać lub wyzbierać ręcznie), znowu czeka mnie niewdzięczna robota w ogródku”. Francuz pomyśli(tak, używam stereotypu:): ” świetnie będzie dziś na obiad sałatka i smażone ślimaki, muszę lecieć po jakieś dobre wino z tej okazji”.

Nie wykorzystując niektórych plonów sprawiamy, że kilka nisz ekologicznych jest nie zapełnionych, co jest przyczyną dodatkowej, nieproduktywnej pracy (np. ochrona warzywniaka przed ślimakami).

W telewizji swego czasu słyszałem o bezdomnym człowieku, który zabijał psy i je zjadał. Ludzie z jakiejś organizacji chroniącej prawa zwierząt zgłosili na policję informacje o popełnieniu przestępstwa czy wykroczenia. Pan ten został skazany (kara chyba w zawiasach). Jakoś nie jestem w stanie potępić tego człowieka, a Ty?

Zdjęcie dzięki uprzejmości Wikipedii.

Co o tym myślisz, może też znasz też jakiś dobry przepis na ślimaki? Zjadłbyś psa, konia, żabę, świerszcza? Jeśli nie, to dlaczego?

Życzę wszystkim smacznego karpia:) wesołych świat Bożego Narodzenia spędzonych w rodzinnym gronie i szczęśliwego nowego roku.

Related Post

Comments

  1. Anonymous says

    Oprócz kota i psa zjadł bym całą resztę. Populacja psów i kotów jest przez ludzi kontrolowana więc niema tutaj chyba problemu.

    Pozdrawiam Piotr

  2. Wojciech Majda says

    To, że populacja psów i kotów jest przez ludzi kontrolowana nie znaczy, że jest wykorzystywana jako źródło jedzenia, czy coś produktywnego. Populacje ślimaków w większości ogrodów również są kontrolowane, jednak nie są zjadane. Analogicznie populacja krów w przypadku wielbicieli Hare Kryszna była kontrolowana, jednak nie była produktywnie wykorzystywana.

    Oczywiście nie potępiam, że nie jesz psów i kotów:) Można wiedzieć dlaczego byś ich nie jadł? Sam prawdopodobnie miałbym problemy z ich zjedzeniem. Po prostu stwierdzam fakt, z którym się należy liczyć w procesie projektowania.

    Przyznam się, że raz próbowałem upiec ślimaki. Były niesamowicie śmierdzące i nie podobała mi się ich "konsystencja". W czerwcu jadę do Prowansji na ślub znajomych. Może tam się przekonam?

    Również pozdrawiam.

  3. Azzie says

    Ja bym zjadl wszystko, pod warunkiem ze byloby dobrze przyrzadzone i nieszkodliwe. Co za roznica, pies, kot, krowa czy slimak.

    Slimaki jadlem, kupilem mrozone z sosem czosnkowym (po burgundzku czy jakos tak 😉 ), konsystencja troche jak grzyby. Nie byly zle, ale jakis rarytas to tez raczej nie.

  4. Wojciech Majda says

    Ja też mam mało ograniczeń kulinarnych. Ślimaki, które ja przyrządzałem były zebrane przez mnie własnoręcznie:) Chciałem wykorzystać te zupełnie nie wykorzystane zasoby, które mam pod nosem. Niestety sztuka kulinarna mnie pokonała. Następnym razem zamiast je przegłodzić tydzień (trzeba tak zrobić, gdyż mogą mieć w jelitach rośliny potencjalnie trujące dla człowieka) wrzucę im świeże ziele tymianku (gdzieś o tym wyczytałem).

  5. Wojciech Majda says

    Wg. Wikipedii to błotniarka moczarowa (nic nie piszą o winniczku) jest żywicielem pośrednim. No ale strzeżonego Pan Bóg strzeże… Zwłaszcza, że Wiki nie zawsze jest najbardziej wiarygodnym źródłem informacji.

  6. Anonymous says

    Witam
    Motylica wątrobowa jest przenoszona tylko przez błotniarkę moczarową ;). Występuje ona na podmokłych/wilgotnych pastwiskach i łąkach, a tam chyba nie masz zamiaru się wypasać :).
    Na "suchym" terenie za to jest motyliczka wątrobowa [bardzo podobny pasożyt, ale moim zdaniem wygląda ładniej ;)], na szczęście z jej strony nie ma ryzyka, bo przenoszą ją mrówki.

    Pozdrawiam
    Hania [studentka zootechniki]

  7. Wojciech Majda says

    Dziękuję za informacje. Moje ślimaki zbierałem z okolicznego terenu (zdziczałego parku, łąki i bagienka właśnie.) To na pewno były tylko winniczki.

    Wczoraj w mojej głowie powstała teoria, dlaczego moje ślimaki były śmierdzące i niejadalne:
    Niektóre z ślimaków podczas głodzenia mogły zdechnąć. Jeśli by stało się w 2 dniu, to potem przez 5 następnych mogły się rozkładać… Następnym razem sprawdzę dokładnie i w trakcie ich mycia będę tylko te żywe… przetwarzał (nie chciałem napisać, że będę je gotował żywcem :)

  8. Corch says

    W tym roku też próbowałem winniczków.
    PRzepis:
    http://www.mojegotowanie.pl/przepisy/przekaski/winniczki_z_czosnkiem

    Posiłek pracochłonny, a smak i ilość oprzymanego pożywienia średnia. Jako przystawka może być.

    Psa, kota, konia bym zjadł, ale jedynie w ekstrymalnej sytuacji.

    Co do wegetarian: nie podzielam ich poglądów od strony technicznej jak i ideałowych. Technichną stronę opisałeś powyżej. Ideały… Szkoda mi zwierzą, które są traktowane jak surowiec, a nie jak coś co żyje. Najlepszym rozwiązaniem było by żywienie się zwierzętami z własnej chodowli jednak nie zawsze mamy do tego warunki.

  9. Sokomaniak says

    Ja to bym zjadł wszystko jakbym musiał: konia, psa, kota itd.
    Ślimaki jadłem w Grecji, żaden dla mnie rarytas. Dużo żucia, wysoka cena, smak raczej błotny.

  10. Michał says

    Widzę, że dyskusja dotycząca wykorzystania konsumpcyjnego różnych zwierząt jest dość odległa w czasie, jednak mam jedno pytanie. Zastanawiają mnie wyliczenia dotyczące ilości bydła. Nie wiem czemu liczy Pan 5 buhajów. Jeżeli powodem jest potrzeba zapładniania krów to nie trzeba byka hodować, można korzystać z pomocy „sąsiada” :-) Poza tym istnieje coś takiego jak inseminacja, rozumiem, że to może zostać uznane jako odbieganie od natury, ale z punktu widzenia pojęć dotyczących tzw dobrostanu zwierząt, jest to czynność wpływająca korzystnie na nasze krowy. Po pierwsze ograniczamy mocno choroby przenoszone drogą płciową, a dodatkowo samica nie jest gnieciona podczas skoku przez ważącego 1000kg samca[ my jako hodowcy ponosimy za to winę, buhaje ras prymitywnych takich rozmiarów nie osiągały]. Ktoś mógłby dodać, że odbieramy krowie przyjemność, ale czy rzeczywiście czerpie ona przyjemność z tego jakże długiego, 15 sekundowego „aktu miłosnego”? :-) Jeżeli więc mówimy o permakulturze jako działaniach zmierzających do jak najdokładniejszego, racjonalnego wykorzystania wszelkich możliwości natury, to czemu tej naturze nie pomóc?

  11. Permakulturnik says

    @Michał

    Te 5 buhajów bierze się stąd, że z 10 udanych narodzin pochodzących z naturalnego zapłodnienia średnio urodzi się 5 buhajów… Niedokładnie to przedstawiłem, bo co roku krowa cielaka nie rodzi. W przedstawionym przykładzie chodzi o to jak absurdalnie niewydajne jest pozyskiwanie mleka od krów jeśli nie chce się zabijać krów na mięso (by doić 1 krowę po 10 laktacjach trzeba żywić 11 krów). Mam wrażenie, że po prostu nie chce Pan przyjąć do wiadomości (mój rozum też się przed tym bronił na początku), że oni (Hare Kriszna) to tak chcieli robić na prawdę – stąd to zdziwienie :)

    Co do Pana wyliczenia dotyczącego samców… Zgadzam się. Samce są niewydajne – to nieproduktywne trutnie, które tylko biedne samice wykorzystują nie dając nic w zamian! Każda feministka Panu to powie.

    Tak serio to w wielu prymitywnych systemach rolniczych zmniejszenie ilości samców (zwłąszcza na zimę czy w okresie w którym zwierzęta trzeba dożywiać) powoduje zwiększenie wydajności… Samców zwierząt nie opłaca się zbyt dużo trzymać.

  12. anju says

    Znów się dziwię. Jeśli permakultura to naśladowanie przyrody, to skoro w naturalnym środowisku są zwierzęta mięsożerne i roślinożerne, czemu ludzie nie mogą być wśród tych drugich? Poza tym post zapomina o kwestii wegan, których „hipokryzja” krów i byczków nie dotyczy. Jeżeli oczywiście rozmawiamy o efektywności danego leśnego ogrodu – trzeba się zdystansować do lubienia czy nie lubienia tego sposobu życia.

    Natomiast wydaje mi się, że jednak etyka jest istotnym elementem permakultury i nie należy w niej uciekać od kwestii wegetarianizmu także od tej strony. Nie wyrokuję tym samym, na którą stronę ma się przeważyć szala. Albo jesteśmy egoistami i wtedy permakultura niekoniecznie się broni, albo nie jesteśmy i wtedy wegetarianizm nie jest czymś, o czym nie warto dyskutować. Gdybyśmi mieli być tacy do przodu w kwestii wykorzystywania maksymalnie energii w naszym ogrodzie (co się dotyka kwestii, że niby nie jedzenie psów to tylko widzi mi się kulturowe), to powinniśmy i zwłoki ludzkie przerabiać na kompost oraz zrzucać z urwisk chore noworodki..Trochę w tym poście temat jest trywializowany, ale rozumiem, że to po prostu pogląd autora. Ja natomiast odrobinę czepiam się uzasadnienia,tego poglądu, który wcale nie jest takie mocne, jak się wydaje.
    pozdrawiam.

    • says

      Świat jest trochę bardziej skomplikowany niż czarne czy białe. My jesteśmy w obszarze „szare” – możemy jeść i rośliny i zwierzęta.

      Weganie również są hipokrytami (albo ignorantami), bo jedynym moralnym rozwiązaniem (jeśli uznają wartość życia zwierząt za równe życiu ludzi) jest natychmiastowe samobójstwo. W trakcie orania ziemi pod np. uprawę zbóż często giną gryzonie (to jedna z korzyści orania). Nie można uprawiać jakiejkolwiek rośliny, bez zabijania zwierząt. To jest po prostu niemożliwe (no może poza ściśle kontrolowanym środowiskiem laboratoryjnym w przypadku hydroponiki).

      Sam jestem egoistą. Utylitaryzm proponowany przez wegetarian/wegan to herezja, wystarczy się uczonego księdza spytać…

  13. anju says

    Z jednym się zgadzam, że to bardziej skomplikowane. A nawet więcej nic nie jest tylko czarne i tylko białe. Cały świat jest „szary” właśnie.

    Podobnie jeśli chodzi o kwestię w ogóle praw zwierząt, nie tylko jedzenia ich lub nie. Argument pt. „nie chcesz zabijać, a marchewka też żyje”, jest już jak zdarta płyta.
    Polecam lekturę Alberta Schweitzera.
    To, że nie da się czegoś w ogóle wyeliminować, to nie znaczy, że jest to bez sensu. Pólki, co nie znamy sposoby na nieśmiertelność, a jednak dążymy do tego żeby żyć. Podobnie z kwestią naszego oddziaływania na środowisko (zabijania, ale nie tylko) – nie wyeliminujemy go, możemy jednak starać się ograniczyć je do sytuacji koniecznych.

  14. says

    Ja nie piszę o ginących marchewkach. Piszę o „czujących istotach”, zwierzętach wyższych (myszach, nornicach), które giną po to by weganie mogli się najeść.

    Schweitzer (z tego co wynika z notki biograficznej w internecie) jest dobrego serca, ale jednak pożytecznym idiotą. Po co mam czytać jego twórczość?

    Kto ma decydować co jest sytuacją konieczną w przypadku zabijania? Niech zgadnę… kolejny leniwy i niedouczony urzędnik? Czy też może chcesz na niego miejsce powołać oświeconego i pracowitego urzędnika? Ciekawi mnie Twoja odpowiedź na to pytanie…

  15. anju says

    interesuje mnie wiedza, którą przekazujesz a znią przekazujesz jakieś tam przekonania.Oczywiście masz prawo do swoich przekonań i ich przedstawiania – szkoda tylko, że z małym poszanowaniem cudzych. Granicą tolerancji dla czyjegoś światopoglądu jest krzywdzenie nimi pozostałych członków społeczności.

    Łatwo przychodzi Ci wyzywanie ludzi od idiotów i przypisywanie im innych epitetów, co zauważam w postach. Nie sprzyja to konstruktywnej dyskusji…Do której jednak zachęcam, bo to bywa bardzo twórcze.

    Osobiście uważam, że notka z wikipedii to trochę zbyt mało, żeby móc wyrobić sobie mocną opinię o czymkolwiek. A po, co masz to czytać? Ja Ci nie odpowiem, bo nie jestem tobą. Ja zwykłam czytać, żeby poszerzać swoje horyzonty i mierzyć się intelektualnie z nowymi dla mnie ideami.

    Kto ma decydować o konieczności zabijania? To pytanie zadaje też Schweitzer. Według mnie (w uproszczeniu), sytuacja, w której zagrożone jest czyjeś przetrwanie usprawiedliwia go do zabicia. Temat rzeka. Temat, o którym nadal tworzy się książki i dyskutuje na wielu uczelniach, który niepokoi etyków i kapłanów wielu religii. Gdyby takie pytania miały jednozczane odpowiedzi, żyli byśmy w świecie harmonii i pokoju 😉

  16. says

    Ja tu nikogo nie krzywdzę. To jest prywatny blog, do którego czytania nikogo nie zmuszam – ludzie sami tu wchodzą.

    Nie zrozum mnie źle – ja czytam dużo, tylko po co miałbym czytać akurat jego? Zwłaszcza, że poglądy (przyznam się na podstawie tego co Wikipedia + jedna inna strona o jego biografii) uznaję za naiwne (pacyfizm itp.).

    W tym momencie dochodzimy do sedna sprawy. Po „ustaleniu” kto ma decydować o tym co można zabijać jakoś trzeba będzie karać tych co nowe PRAWO złamią. Czytaj myśliwi do więzienia (lub jak widzisz po poście z wilkami – na stryczek). Coś takiego, jak każdy postęp mnie się nie podoba, bo zmniejsza mój zakres wolności…

  17. anju says

    Masz rację, nikogo nie zmuszasz do czytania, a obrażając jednozczanie pewne grupy, nawet zniechęcasz.
    Na temat kwestii zbijania, mogłabym tu toczyć dyskusję i choćby w nieskończoność, co próbuję wciąż podkreślać – raczej niczego nie „ustalimy” i nie ustaliliśmy. A nie o to mi chodziło, lecz o wskazanie, że warto do poglądów innych ludzi podchodzić z szacunkiem.
    Skoro uważasz, że twoja wolność uprawomocnia nie szanowania innych, trudno.

    Poruszasz na raz mnóstwo pojęć, które po koli wołają o uwagę. Mam wrażenie, że jesteś zatwardziałym przeciwnikiem wszystkiego, co odbiega od twojego zdania, a wiadomo, moja prawda jest lepsza bo mojsza.
    Sam jednak pod swoje argumenty podpadasz. A choćby i ten postęp, który też Ci się nie podoba. Gdyby to, co popularyzujesz w blogu, trafiło do wielu ludzi, wtedy byłby to również postęp w stosunku do sposobu zarządzania ogrodnictwem i rolnictwem w obecnej chwili. No ale postęp jest zły, lepiej więc zostać przy wielkohetarowych, monokulturowych produkcjach żywności.

    • says

      A co mam szanować ludzi, którzy rozważają nad tym czy nie pozbawić mnie pewnych przyjemności? Dla niektórych to nawet nie kwestia „czy” a „jak” i „kiedy”!

      Nie jestem zatwardziałym przeciwnikiem wszystkiego co odbiega od mojego zdania. Jeśli chcesz sobie wcinać sałatę i tylko sałatę to Twoja sprawa. Niektórzy ludzie (pozostańmy przy kwestiach żywieniowych) chcą mi zakazać jedzenia tego co ja chcę.

      Nie myl pojęć – to oni dokonują agresji na mój styl życia, to oni mnie nie szanują pierwsi…

      Postęp krytykuję na gruncie inżynierii społecznej, niekoniecznie postęp technologiczny. Choć nie da się ukryć, że nasza technologia ostatecznie doprowadzi ludzkość do upadku… Ot choćby polepszenie i potanienie technik chirurgii plastycznej! By nie wspomnieć nawet o technologiach nuklearnych i broniach masowego rażenia…

Trackbacks

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *