Czy kury na wolnym wybiegu trzeba karmić?

Tę kurę ktoś naprawdę celowo wyhodował

Czy kury na wolnym wybiegu trzeba karmić?
Takie pytanie otrzymałem w jednym z maili. Odpowiedź zdaje się być prosta: tak, lub nie. Niestety krótka, jednowyrazowa odpowiedź pewnie by Czytelników i twórcę pytania nie zadowoliła, nie mówiąc już o robotach Googla ;), więc odpowiem wymijająco :)

Zacznę od tego jak to kiedyś wyglądało, zanim na świecie nie znano jeszcze hormonów wzrostu, antybiotyków, i podstaw genetyki. Cofniemy się zatem do wieku XIX. Wiem, Mendel wtedy już swoje prawa odkrył, ale chodzi o czas, gdy wiedza trafiła pod strzechy – do chłopów, czyli producentów jaj i kur. Zaczniemy od początku roku. W styczniu w obejściu chłopa było zwykle tylko kilka kur i jeden kogut. Kury nie dostawały codziennie paszy, czy chociażby ziarna, jak to jest dzisiaj. Ba, nie dostawały jej w ogóle – ziarno było zbyt cenne, by tak po prostu karmić nimi kury. Orało się przecież przy pomocy wołów/koni (bogatsi chłopi) albo żony i chomonto (wersja ekonomiczna;). Wydajność z ha była z 4 razy niższa, niż jest dzisiaj ( 2 tony żyta, czy pszenicy z hektara to był niesamowity urodzaj!).

Wracając do naszego zwykłego chłopa, jego zony, chomonto i kur… Czy kury odżywiały się zatem praną (energią kosmosu) ? Nie, jadły takie rzeczy jak:

  • czerwie i inne robactwo wylęgające się z odchodów większych zwierząt
  • ziarno i nasiona, które przeszły niestrawione przez przewód pokarmowy innych zwierząt gospodarskich
  • ziarno i nasiona, które rozsypały się na ziemię i większe zwierzęta nie mogły ich już zjeść.
  • obornik

Jedno można powiedzieć – nie była to dieta zrównoważona. Można nawet powiedzieć, że nie była to dieta, która pokrywała potrzeby energetyczne (kaloryczne) kur. Zima dla kur to bardzo “cienki czas” – po prostu mocno niedojadały (jak zresztą większość ludzi w przeszłości). Oczywiście w takich warunkach (permanentnego głodu) kury nie znosiły żadnych jaj. Traciły na wadze, podupadały na zdrowiu, ale wkrótce…

Wraz z przyjściem wiosny sytuacja poprawiała się. Kury mogły paść się na dworze, zjadać trawkę. Najważniejszym źródłem jedzenia dla kur był jednak… brud, a raczej robactwo się w nim się wylęgające. Krowie i świńskie placki były niemal wszędzie – XIX wiek i wieki wcześniejsze nie słynęły z higieny. Jeśli wioska w której mieszkał chłop była większa (takie małe miasteczko niemalże) to ludzie wyrzucali odpadki kuchenne i swoje odchody na ulicę, tworząc idealne warunki do rozwoju czerwi i chorób. Kury pasły się w tych warunkach dość dobrze. Podobnie zresztą jak szczury.

Kilka kur chłopa znosiło zapłodnione jajka, wkrótce pojawiały się małe kurczaczki.Przeciętny chłop miał pewnie z kilkadziesiąt sztuk. Stary kogut trafiał do garnka, ewentualnie był sprzedawany. W dzisiejszych czasach pewnie tak starego koguta (jeden rok) byśmy nie zjedli, nasze “kurczaki” mają zwykle około 7 tygodni. Jajka z drugiego rzutu trafiały już na stół, a u biedaków na sprzedaż.

Nadeszło lato, czas żniw – to dobra pora dla kur. Z racji kiepskiej techniki duża ilość ziarna podczas żniw się marnowała – osypywała się na ziemię. Na szczęście kury je zjadały, więc nie do końca ziarno przepadało bezproduktywnie. Czerwi latem mnóstwo, kury ładnie rosną (już z 4 -5 miesiąc). Kury szwendają się po sadzie, dzięki czemu wyjadają ze spadów robaki, podskubują również trawkę…

Nadchodzi jesień – kury już są tłuste, czas je sprzedać Żydowi:), może w tym roku da lepszą cenę, w zeszłym była kiepska, tak dobrego katolika okradać, to ino Żyd ;) może. Chłop zostawiał sobie zwykle te słabo wyglądające, gdyż myślał, że się na następny rok podtuczą i sprzeda się je za lepszą cenę niż w tym roku (przez nieznajomość genetyki degenerowało się kurzą rasę).

Kury w XIX wieku dawały średnio 70 jajek rocznie. Dla porównania dzisiaj karmione dają (odmiany przemysłowe) około 300, Zielononóżki 180.

Przedstawiony tu opis poniekąd odpowiada na pytanie,czy kury na wolnym wybiegu trzeba karmić. Znawcy tematu twierdzą, że kur karmić na wybiegu nie trzeba, jednak w takim wypadku na 1 ha pastwiska można wyżywić tylko około 4- 5 ptaków i to nawet nie zima. Dla porównania 1 ha pastwiska może przy odpowiednim zarządzaniu dostarczyć około 300 kurom 20% paszy. Widzimy zatem dość jasno, że jeden ha pastwiska daje jedzenie dla 60 kur w ciągu sezonu pod warunkiem, że dajemy im jeszcze jakąś inna paszę. W przeciwnym wypadku wartość 4-5 kur na ha wydaje się prawidłowa.

Ważne jest by kury nie pozostawały cały czas w tym samym miejscu (kwestia namnażania się pasożytów) oraz niszczenia swojej własnej bazy pokarmowej. Kury jak i krowy jedzą deser najpierw, zatem będą żreć rośliny przez siebie ulubione, a ignorować te niesmaczne. Efekt, to zanik w runi pastwiska roślin przez siebie lubianych, a rozpowszechnienie i zajęcie całego pastwiska przez rośliny niejadalne dla siebie. W końcu doprowadzi to do tego, że będziemy musieli interweniować. Zwykły rolnik robi to kosząc niedojady, stosując herbicydy, będzie musiał potem podsiewać wartościowymi roślinami pastwisko itp innymi słowy tworząc niepotrzebna pracę i koszty. Permakulturnik wyśle do zjedzenia niedojadów inne zwierzęta, a przede wszystkim wprowadzi wypas rotacyjny, czym zapobiegnie degradacji pastwiska..

Warto pomyśleć o sadzeniu specjalnych wieloletnich roślin paszowych dla kur, oto kilka propozycji:

- karagana syberyjska
-oliwnik wielokwiatowy
-oliwnik baldaszkowaty
-morwy
-żywokost lekarski
-rdest ptasi
-maliny
-truskawki (choć to raczej ekstrawagancja;)
-koniczyna
-robinia akacjowa
-buk
-babka lanacetowata
-mniszek lekarski
-jarzębina
-róża dzika i róża pomarszczona
-głogi
-dereń jadalny
-berberysy

Jak widać większość z tych roślin to “chwasty” lub dynamiczne akumulatory jak kto woli. Wiele z nich to również zwykłe rośliny jadalne.
Na dłuższą metę można pomyśleć również o kasztanie chińskim. Minie zapewne wiele lat, nim stanie się to ekonomicznie opłacalne, no ale staramy się myśleć długoterminowo. Takie kasztany będzie trzeba kurom ześrutować. Myślę również, że orzechy włoskie i laskowe też by się nadały, choć tutaj też wchodzi w grę sprawa ekonomiki i oczywiście rozłupania skorup.

Kury, czy ogólnie zwierzęta, które mają możliwość korzystania z wolnego wybiegu mają wyższy poziom nienasyconych kwasów tłuszczowych omega 3. Również jajka od kur z wolnego wypasu są bogatsze w te cenne substancje odżywcze, niż kury karmione tylko zbożami/nasionami.

Można również wykorzystać wiadro do zamiany odpadków w jedzenie dla kur.

Jeżeli interesuje Cię jak przygotować konkretną mieszankę dla kur na wolnym wybiegu to polecam przeczytać ten wpis.

Jeśli ktoś czytający te słowa byłby w stanie dostarczyć 20-26 ton (całą ciężarówkę/wywrotkę) mączki granitowej, mączki bazaltowej, mączki skalnej, maczki diabazowej do Boskiej Woli, to proszę o kontakt. W zamian oferujemy atrakcyjną reklamę (na blogach + w czasopismach jeździeckich). Będzie Pan/Pani zadowolony!

Comments

  1. Anonymous says

    Witam :)

    Małe sprostowanie – to nie tylko zielononóżki znoszą 180 jajek rocznie.Każda kura rasy ogólnoużytkowej ( sussex, plymouth rock, rhode island red) w przeciętnych warunkach wiejskiego podwórka znosi ok. 190-200 jaj. Po prostu biologia kury tak działa – kura ma owulację co drugi dzień i w tej samej częstotliwości znosi jajko :) Oczywiście kury mają swoje "trudne dni" , kiedy nieśność spada – ot, chociażby w trakcie przepierzania , krótkiego dnia ( światło stymuluje nieśność!), niedoboru pasz ( gruba okrywa śnieżna) , chłód w kurniku. Nie polecam jednak pozostawiania zwierząt samym sobie – jak to sugerował pytający . Kury współczesne to nie dzikie bażanty, które sobie same poradzą.

    O tych biednych istotach skazanych na chów klatkowy i zmuszanych do produkowania 300 jaj lepiej zmilczeć…

    Pozdrawiam – eko- Wielkopolanka.

  2. Wojciech Majda says

    @ eko-Wielkopolanka, dzięki za informacje o kurach.

    Pytający pytał tylko w celach inforamcyjnych, niczego nie sugerował :)

    Gdzieś czytałem, że jeśli odpowiednio "zarządza się" światłem to można mieć sporo jajek również zimą, jak dzień jest krótki. Czy z odpowiednią paszą, bez dodatkowego doświetlania można mieć jajka zimą?

    @krzysztof Lis – permakulturnik jest zdecydowanie za długie. Jako nazwa domeny ujdzie (choć w sumie za bardzo się nie zastanawiałem jak permakultura była zajęta), ale 5 sylabowy wyraz jest chyba za długi.

    Po angielsku to będzie "permaculturist" albo w skrócie "permi".
    Może "permer" ;) ?

  3. Anonymous says

    Oczywiście – w kurnikach sztucznie przedłuża się dzień. Światło stymuluje nieśność, bo ptaszory dostają w ten sposób informację, że sezon wegetacyjny tuż-tuż , a więc będzie czym wykarmić pisklaki. Kury nie są takie głupie…;)

    W warunkach krótkiego dnia – porażka.

    Ja mam cichą nadzieję, że nie sugerował ;)

    Eko- Wielkopolanka

  4. Anonymous says

    Jeśli chodzi o nazwy to proponuję różne w zależności od sytuacji :
    – gdy żona chce powiedzieć czule to może " mój kochany permisiu " ;
    – gdy będzie to np. Państwowa Inspekcja Permakulturalna to niech kontrolujący nazywa się permowiec ;
    – ogólnie to może perman czy perwoman ;
    -a swojsko to permiak , permiacy , permiarze.

    Cedric

  5. Anonymous says

    Co do kur nie wiem jak działała by zmiana paszy na lepszą w zimie, po okresie gorszej paszy i przepierzenia sie, bo niektóre ptaki właśnie poprzez dostateczną ilość pożywienia dochodzą do wniosku że czas już "znieść jajko". Kury na fermach mają jednakowo dlugi dzień i jednakową pasze cały rok – w naszym klimacie raczej nie do zapewnienia w warunkach permakulturowych. Poprostu trzeba przeboleć że kury sie "oszukuje" co do długości dnia i pory roku i to dlatego dają wiecej jajek. Ale za to permakulturowe kury dają mniej, ale zdrowszych jajek.

    A skoro o "permakulturze" i "permakulturnikach" (fajne i zabawne troche) mowa, to ja bym proponował: leśny ogrodnik, rolnik naturalny, biorolnik czy biofarmer, bardzo swojsko to mogłoby być: piastun ziemi, modnie: ekorolnik, kierowniczo: ekonadzorcaekokierownik uprawy, i hodowli, informatycznie: ekoadmin (istrator)ogrodu/uprawy albo nowocześnie: kierownik natury.

    Do wyboru do koloru ;p

    Małorolny

  6. Wojciech Majda says

    Osobiście nie mam nic przeciwko temu, by trochę kury ściemniać (czy może doświetlać?) używając żarówki :D

    Nazwy bardzo ciekawe.

  7. Jurek says

    Ja używam "permakulturysta".
    Brzmi swojsko i sprzyja sieciowemu lansowi, dopóki się tej nazwy nie skonfrontuje z rzeczywistą posturą "kulturysty" ;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.