Zmiana paradygmatu i pomysł na biznes, który zarabia w czasie kryzysu

Osoby czytające bloga od dłuższego czasu pewnie już zauważyły, że permakultura jest koncepcją rewolucyjną, by nie rzec wywrotową. Nie używanie pestycydów, nawozów sztucznych to tylko wierzchołek góry lodowej, która w obliczu Peak Oil, ogromnej erozji i degradacji gleb, wyczerpywania się zasobów słodkiej wody i fosforu zmiecie stare sposoby produkcji żywności i sposobu w jaki żyjemy. Permakultura zmienia całkowicie paradygmat produkcji i dystrybucji żywności oraz sposób produkcji wielu dóbr.”W Oxford English Dictionary paradygmat jest zdefiniowany jako wzorzec lub najogólniejszy model lub jako wzorcowy przykład. Termin ten jest używany w wielu naukach w powyższym sensie ale dotyczy tylko ich podstawowych założeń.” – Wikipedia

W tym wpisie chciałbym zmienić najogólniejszy wzorzec podejścia do… paszy dla zwierząt gospodarskich. Konkretnie kur. Nie będzie to wpis o tym, jakie rośliny stosować jako paszę, będzie to wpis o tym jak jeden z przedsiębiorców hodował 1200 kur niosek nie kupując im jedzenia. Nie dość, że nie kupował im jedzenia, to płacono mu za to, by dostawał paszę dla kur. Co trzeba było do tego zrobić? Odpowiednio poskładać kilka elementów do kupy. Już opisuję:

W 2008 roku jak pamiętamy doznaliśmy znacznej podwyżki cen ropy naftowej. Odbiło się to na cenie gazu ziemnego (który w wielu branżach może stanowić substytut ropy naftowej). Gaz ziemny jest podstawowym źródłem energii do produkcji nawozów azotowych. Cena nawozów sztucznych poszła w górę. Jako, że nowoczesne rolnictwo opiera się w dużej mierze na ropie, diesel potrzebny jest by dokonać opryski, by orać, by rozprowadzić nawozy sztuczne, by zebrać zboże… Jednym zdaniem praktycznie do wszystkiego. O tym, jak brak ropy może sparaliżować nowoczesny kraj możesz przeczytać tutaj.

Kury żywią się na pryzmie kompostowej, przewracają ją i przyspieszają produkcję kompostu. Minimalizowane jest zatem zużycie paliw kopalnianych w celu przerzucania pryzmy.

W 2008 roku dla amerykańskich producentów jaj i brojlerów koszty paszy wzrosły o 38% (w Polsce pewnie podobnie). Nie zapowiadało się, żeby ceny miały iść w dół. Nawet jeśli ktoś sam kupował surowce do produkcji paszy dla kur zwiększyła się cena kukurydzy, pszenicy, soi, więc i tak płacił więcej. Co pozostawało hodowcom kur?
Podwyższyć ceny z swój produkt (wyższa cena oznacza mniejszą sprzedaż) , powiększyć skalę produkcji, dzięki czemu można zadowolić mię mniejszą marżą lub zbankrutować. Jak widać rozwiązania nieciekawe.

Jakby sytuacja wyglądała, gdyby jednak nie musieć płacić za pasze?
Wyższe koszty produkcji u konkurencji oznacza, że można zwiększyć trochę cenę, oferując trochę niższą cenę niż dają konkurenci. I w takiej sytuacji na kryzysie się zarabia.
No ale jak karmić te kury?
Nie byłoby zbyt odkrywcze, gdybym powiedział, że można samemu produkować paszę dla kur. Zresztą koszty produkcji i tak poszły do góry, więc nie da się uzyskać niższej ceny za ziarno.

Dlaczego jednak zakładamy, że kury muszą być karmione ziarnem i nasionami, dlatego, że przemysł rolniczy tak chce?

Karl Hammer z firmy Vermont Compost Company (VCC) oprócz produkcji kompostu postanowił dodać do swojej działalności (produkcja kompostu) również 1200 kur niosek. Jeśli myślisz, że rachunek za paszę jest wysoki – mylisz się. To Karl dostaje pieniądze za to, że dostaje paszę dla swoich kur – jego firma zajmuje się wywozem odpadów organicznych z restauracji, stołówek… Słowem wszędzie gdzie produkuje się materię organiczną w dużej ilości. Firmom korzystającym z usług VCC i tak bardziej opłaca się segregować materię organiczną, i płacić VCC niż płacić za odbiór surowców, niż wywóz „odpadów” na wysypisko śmieci.
Tam są mieszane z sianem i odchodami krów.

Kury Karla są na wolnym wybiegu, szwendają się swobodnie po całej kompostowni, jednak ich ulubione miejsce to góra odpadów, gdzie jest „świeże” jedzenie. Po jakimś czasie w kompoście pojawiają się czerwie i dżdżownice, które kury z dużą chęcią zjadają. Taka dieta jest dla nich bardzo zdrowa, wzmacnia ich układ odpornościowy. Kury szukając tłustych robali rozdrapują i przewracają kupę kompostową, co sprawia, że jest lepiej napowietrzona. Jak to każdy stwór co coś zjada musi też coś usunąć – odchody dalej przyspieszają tworzenie kompostu.

Czy myślisz, że to niezdrowe, że kury szwendają się po kompostowni i jedzą robaki, resztki jedzenia, które mogą być spleśniałe?
Kury jedzą jedzenie, które jest jeszcze dobre, to co jest już niejadalne zostawiają dżdżownicom i czerwiom, które potem są zjadane przez kury. Kury mają wybór. czy myślisz, że to gorsze, niż granulki, czy pelety dla kur? W fermach przemysłowych kury nie mają wyboru – jedzą co hodowca da. Moim zdaniem takie żywienie jest dużo bardziej naturalne, bo kury zjadają „żywe” jedzenie.

Jeszcze kwestia produktywności kur.
Karl używa starych odmian kur, dających mniej jaj na rok niż te najlepsze nioski. Jednak „najlepsze, przemysłowe” nioski są produktywne tylko w połączeniu z wysokiej jakości przetworzonym jedzeniem. Kury, które VCC stosuje są to :Australorps, Buff Orpingtons, Wyandottes, Rhode Island Reds  (anglosaskie odpowiedniki naszych „zielononóżek”). W takich warunkach (wolny wybieg) dużo bardziej produktywne są właśnie te kury dające o 1/3 – 1/2 jajek mniej.

Innymi słowy kury są integralną częścią tej firmy. Nie tylko wytwarzają jajka (tworząc zdrowy dochód), ale również zmniejszają koszty przewracania pryzmy kompostowej, dzięki czemu przyspieszają przepływ gotówki w firmie. Kto by pomyślał, że kura i ekologia może być największym sprzymierzeńcem krwiożerczych kapitalistów? ;)
Oczywiście większość Czytelników tego bloga.

Duża cześć tego artykułu jest tłumaczeniem tego angielskiego artykułu.
Zdjęcie pozyskane na zasadzie „fair use” z tej samej strony.

A Ty co o tym myślisz? Jak chcesz to zerżnij ten pomysł. Jak na mój chłopo-robotniczy rozum jest on całkiem rozsądny. Zwłaszcza, że sukcesywnie wzrasta w Polsce podatek od składowania śmieci na wysypisku śmieci. Wkrótce czekają nas nawet kary z UE, za to, że za dużo odpadów trafia na wysypiska śmieci…

Aktualizacja:

W Polsce i całej UE karmienie zwierząt rzeźnych lub innych niż futerkowych na skalę komercyjną resztkami żywności jest niezgodne z prawem.

Comments

  1. Wojciech Majda says

    @Jola, Cieszę się :)

    @Azzie
    Vermont, to stan z populacją 24 osoby/km2. Zapewne wpływa to na to, że ceny ziemi są niższe, także kompostownia pewnie usytuowana jest odpowiednio na uboczu.

    To jest bardziej kompostownia (ich główny towar to kompost na sprzedaż), więc pewnie inne prawa się do tego stosuje…
    Jakby te wszystkie "śmieci" trafiały na wysypisko to też by pewnie fiołkami, nie pachniało. Ponadto jeśli materia organiczna jest rozkładana w warunkach beztlenowych (jak na wysypisku) to powstaje metan – gaz groźny dla załogi wysypiska (może wybuchnąć). By sobie z tym radzić trzeba budować specjalne dreny itp – to wszystko kosztuje. Dlatego VCC może brać od swoich "dostawców" niższe ceny.

    Jeśli materiał na pryzmie kompostowej ma odpowiedni stosunek węgla do azotu, jest natleniony, nie jest zbyt mokry, to w trakcie procesu kompostowania nie wydziela się smród (czytaj nie następują straty azotu :) Oczywiście jak nowa dostawa towaru przyjeżdża, to może zalatywać, no ale analogiczna sytuacja jest na wysypisku śmieci.

  2. Wojciech Majda says

    Aha metan jest też gazem cieplarnianym (z 20 razy silniejszym niż CO2).
    Nie jest istotne, czy wierzysz w globalne ocieplenie, czy nie. Ważne, że UE nie lubi metanu i jeśli coś z tym wkrótce nie zrobimy, to będziemy płacić potężne kary (setki milionów złotych rocznie). Jako, że nie jesteśmy suwerennym państwem musimy się podporządkować.

    Wykorzystanie "odpadów" organicznych do produkcji jedzenia, jest dużo lepszym rozwiązaniem niż produkcja z tych odpadów energii. Zwłaszcza, że jedzenia na świecie coraz mniej…

  3. Nina says

    Czyli wracamy (nasza cywilizacja) do korzeni.
    Niedawno gdzies czytalam, ze indianie brazylijscy (zanim ich wytepily choroby bialych konwistadorow) uprawiali rosliny potrzebne im do przezycia bez wyrebu dzungli.
    Wykorzystywali swoja znajomosc srodowiska naturalnego tak, ze nie niszczyli lokalnego ekosystemu, ale z nim wspolpracowali…

  4. Wojciech Majda says

    Chyba nie mamy wyjścia.
    Indianie brazylijscy to bardzo różnorodna społeczność. Niektórzy z nich byli typowymi łowcami-zbieraczami, niektórzy wycinali drzewa by uprawiać rośliny, jeszcze inne grupy wypalały podszyt w lesie, by ułatwić sobie polowanie i zwiększyć ilość dostępnej dla zwierząt na, które oni polowali żywności.
    Wiele dowodów świadczy, że Puszcza Amazońska była całkiem intensywnie zarządzanym terenem. Biali, gdy przybyli tam po raz pierwszy myśleli, że mieszkają tam dzicy – nawet nie znają rolnictwa (czytaj orania pól). Ta właśnie dzika dżungla, to swego rodzaju "rolnictwo".

    Jak się okazuje uprawa zbóż w tropikach jest bardzo niewydajna, na dłuższą metę dużo wyższe plony dają drzewa.

    W dzisiejszych czasach gęstość zaludnienia jest na tyle wysoka, że nie za bardzo da się powrócić do gospodarki zbieracko-łowieckiej. Można jednak zaprojektować system, który będzie dostarczał dużej ilości zdrowego pożywienia, zwiększał dochody rolników i był przyjazny dla środowiska.

  5. Kamil says

    Witam, Jestem studentem ochrony środowiska na politechnice .Bardzo ciekawy blog, czytam go codziennie. Znajduje w nim bardzo wiele nawiązań do tego co mnie uczyli przez 5 lat, lecz nigdy nie padło słowo Permakultura.

    Odnośnie tego wpisu. Intryguje mnie sposób w jaki Karl zbiera jajka od swoich kur :)

    Pozdrawiam

  6. Wojciech Majda says

    Cześć Kamil. bardzo cieszy mnie, że już zasady permakultury są uczone na wyższych uczelniach. Sepp Holzer przez wiele lat też "robił" permakulturę nie znając tego słowa…

    Co do jajek.
    1. Kury pierwszy okres życia spędzają w osobnym wybiegu, gdzie uczą się od starszych kur tego jak szukać jedzenia.

    2.Na noc idą do kurnika, później kojarzą kurnik z bezpiecznym miejscem i później składają tam jajka

    Punkt pierwszy to informacje oparte o artykuł zaklinowany w tym wpisie, a drugi to przypuszczenie (nie jest o tym napisane w artykule, choć to najbardziej prawdopodobna wersja).

    Inna sprawa, że jak część kur złoży jajka gdzieś w kompoście to i tak strat nie ma dużych, bo za jedzenie Karl nie płaci, a kury służą również do przewracania pryzmy, więc i tak część roboty już odwalają.

    Również pozdrawiam

  7. Kresowa Zagroda says

    Hehe, a co przeszkadza zjeść nioskę, gdy już się wyprztyka?
    Że mięso twarde?
    To nie na pieczeń, a na rosół idzie. Pyszny. Z jednej kury wychodzi rosołu 12 porcji (wypraktykowałam) + wątróbka z cebulką (gdy kura zdrowo się odżywiała).

    Co do szczegółów hodowli. Trzymanie kur w zgodzie z wiekiem w tym samym pomieszczeniu, a potem rano ich rozdzielanie to jakaś paranoja. Niechaj ktoś spróbuje choć raz to zrobić! Kura długo nie musi się uczyć grzebać. Przeważnie uczy się w pierwszych dniach życia. Wystarczy poobserwować.
    Problemem jest łączenie nowych kur ze starym stadem. Trwa to kilka dni. Kury tłuką nowe przybyszki, ale po 2-3 dniach przyjmują je do siebie.
    Jaja każda nioska znosi w specjalnym gnieździe. Potrafi się w tym celu oderwać od żerowania. Jeśli czuje się bezpiecznie w kurniku i gniazdo jest wspólne dla wszystkich kur to bezbłędnie tam trafi (chyba, że to zielononóżka).
    Pozdrawiam serdecznie teoretyków
    Ewa S.

  8. Wojciech Majda says

    Chyba nic nie przeszkadza zjeść kury nioski, ale przeciętny klient nie kupi starej, twardej kury.

    To jest firma – ona ma przynosić zysk. Poza tym mają 1200 kur, a nie 10. Przeciętny klient nie kupi starej, twardej kury. Pewnie są przerabiane na jedzenie dla psów, czy kotów.

    Zielononóżki mają problem z wracaniem?

    Pozdrawiam praktyków ;)

Trackbacks

  1. [...] Podobnie jeśli połączymy wszelkiego rodzaju odpady organiczne a zwłaszcza te będące odpadami po produkcji żywności lub resztkami jedzenia dla ludzi to możemy nagle uzyskać sporo paszy dla zwierząt wszystkożernych (kury, świnie). W chwili obecnej żywienie świń przynajmniej resztkami ze stołówek, akademików, przedszkoli itd. jest nielegalne. Odpady trafiają zatem albo na wysypisko śmieci (najpowszechniejsza wersja) albo do biogazowni (rzadkość) albo w mniejszych placówkach przepis ten jest nieprzestrzegany.  Swoją drogą wkrótce zaczniemy (Polska) płaci kary unijne  za to, że na nasze wysypiska śmieci wyrzucamy tak dużo materii organicznej… Opisałem jak jeden przedsiębiorczy Kanadyjczyk zorganizował  swój biznes tak, że to ludzi płacą mu za to, że odbierze od nich paszę dla jego kur. [...]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *