Holistyczne zarządzanie ziemią cz.1

„Współczesne rolnictwo traci więcej gleby niż produkuje żywności”

Poincelot
Czytelnicy na pewno domyślają się, która strona jest zarządzana Holistycznie. Czy wiesz, że obsada zwierząt jest również dużo wyższa na tej lepiej zarządzanej stronie? Zwróćcie uwagę, że po lewej stronie, nie tylko wydajność pastwiska jest mniejsza, widać również silną erozję brzegu strumienia.

Z angielska holistyczne zarządzanie ziemią to „Holistic Land Management”. Termin ten został stworzony przez Allan Savory i jego żonę Jody Butterfield. Napisali oni m.in. książkę pt. „Holistic Land Management” (która miałem przyjemność bardzo szybko przeczytać). Opisują w niej swoje podejście do zarządzania farmą, czy gospodarstwem. Allan urodził się w Rodezji (dzisiaj ta była kolonia należy do Zimbabwe). Poruszają w niej taką tematykę jak postępujące pustynnienie, degradacja gleby i pastwisk…
Osoby, które stosują podejście opisane w tej książce były w ciągu 10 lat zwiększyć ponad tysiąckrotnie wydajność pastwiska z ha. Nie jest to specjalnie trudne w przypadku, gdy 1 ha pastwiska jest w stanie utrzymać mniej niż jedną krowę przez dzień w roku:) Taka „wydajność” panuje na niektórych farmach w Australii z powodu wieloletnich błędów w sposobie użytkowania rancza. Bill Mollison opisuje w książce „Permaculture: A Designers’ manual” podobny przypadek. Źle „zarządzana” krowa na mili kwadratowej pastwiska może przyczynić się do zmienienia tego obszaru w pustynie. 1 mila kwadratowa to około 260 ha!!!

Potoczną wiedzą jest to, że nadmierny wypas bydła przyczynia się do pustynnienia. Savory rozprawia się z tym mitem.
To złe zarządzanie bydłem przyczynia się do pustynnienia. Świat jak się okazuje pełen jest przykładów w którym przyczyną pustynnienia było wstrzymanie wypasu bydła, czy odgrodzenie terenu by nie mogły się na nim dzikie zwierzęta wypasać.

Jak się okazało nadmierne wypasanie nie ma nic wspólnego z ilością zwierząt na jednostkę powierzchni. Co wpływa na nadmierne wypasanie to ilość dni w których rośliny są wystawione na spasanie przez zwierzęta oraz ilość dni między następnym spasaniem.Naszym zadaniem, jako zarządców jakiegoś terenu powinno być zatem skrócenie czasu jaki zwierzęta są na danym obszarze i wydłużenie okresów między pierwszym a kolejnym spasaniem.

Jeśli będziemy się kierować tymi zasadami to możemy mieć dużo większą ilość zwierząt na pastwisku, zmniejszyć koszty nawozów do zera, zaprzestać używania herbicydów oraz zmienić pustynie w produktywne pastwiska i lasy – Sahara to w dużej części pustynia pochodzenia antropogenicznego (ludzkiego)

W Polsce raczej do pustynnienia nie dojdzie, jakkolwiek zasady pozostają podobne.
Gdy mamy ciągle na tym samym obszarze jedną krowę, to krowa ta z czasem przyczyni się do degradacji pastwiska (zje wszystkie jadalne rośliny). Na pastwisku pozostaną tylko rośliny niejadalne i trujące dla krów. Gdyby trzymać krowę w zamknięciu na 10 ha z czasem krowa umarłaby z głodu na skutek złego zarządzania. By temu zapobiec stosuje się wypas kwaterowy, herbicydy i podsiewanie pastwiska. Oznacza to nakład pracy i koszty dla rolnika.


Allan Savory – Keeping Cattle: cause or cure for climate crisis? from Feasta on Vimeo.

Polecam obejrzenie godzinnego wykładu Allana Savory. Wiedza w nim zawarta jest dla każdego właściciela pastwiska wręcz bezcenna.

Prosiłbym, aby osoby zainteresowane wprowadzeniem tej metody się do mnie zgłosiły. Za darmo zaprojektuję i będę doradzał w kwestii przystosowania tej metody do warunków polskich. Wymagane jest:

  • posiadanie pastwiska:)
  • elektrycznego pastucha
  • jakiegoś trawożernego dużego inwentarza – co dość oczywiste:)
  • zgoda na opublikowanie wyników na blogu i dzielenie się obserwacjami z Czytelnikami
  • chęć bycia pionierem :)
  • posiadanie kultywator lub dostęp do niego

Bardzo mocno preferowane będą osoby z Wielkopolski/Kujawsko-Pomorskiego. Im bliżej Gniezna tym lepiej:) Niewielkopolanie, Niekujawiacy, Niepomorzanie proszę nie bierzcie tego osobiście:) – kilkukrotne wycieczki na drugi koniec Polski są bardzo czasochłonne, trochę kosztowne no i CO2 bym dużo wytworzył :)
Chętnych proszę o wpisywanie się w komentarze do postu wraz z podaniem miejscowości i najlepiej odległości od Gniezna :)

Innych zachęcam do komentowania – co o tym myślicie?

Zdjęcie dzięki uprzejmości Holistic Management International. Aktualnie na świecie Holistycznie zarządzane jest 30 milionów akrów tj. około 12 milionów hektarów.

Related Post

Comments

  1. Anonymous says

    Witam. Troche nie na temat, ale kwestia ta nurtuje mnie już jakiś czas.

    Z tego co widzę permakultura bardzo sprytnie wykorzystuje naturalne zależności występujące w środowisku. Rośliny rosną wydają plony, ale czy istnieją jakieś permakulturowe sposoby na ułatwienie zbiorów tych owoców czy części roślin? W monokulturach można zebrać np. zboża czy owoce kombajnem, ale w permakulturowych uprawach ciężki sprzęt ubija glebę, poza tym różne rośliny na jednym kawałku nie mogą być zbierane w ten sam sposób, bo są to różne gatunki, albo dojrzewają w różnym okresie.

    W permakulturze odpada większość prac typu oranie (poza Keyline), opryski, nawożenie, częściowo siew – to wszystko pozwala na oszczędzenie czasu i energii w postaci pracy czy paliwa, ale takie zabiegi jak zbiór muszą być prowadzone przy pomocy ludzkich mięśni, selektywnie, każdy gatunek z osobna. Powoduje to że permakultura znajduje zastosowanie najczęściej w małych gospodarstwach (mówie o uprawie, nie hodowli). Pozwala to na samowystarczalność, ale jest to ograniczenie dla rozwoju permakultury na szeroką skale – warto zastanowić się nad rozwiązaniami ułatwiającymi prace typu zbiory bo ma to strategiczne znaczenie dla rozwoju permakultury i PIP-u :) (obszarnik za projekt zapłaci więcej, a zawsze dużemu klientowi można dać rabacik co zachęci jego i innych). Ja wiem że wszyscy są leniwi, a robić nie ma komu :) ale sama permakultura wyznaje zasadę "maksimum efektu, przy minimum kosztów", więc może jest to temat na jakiś wpis?

    Ogrodnik

  2. Anonymous says

    Z konstruktywnych rozwiązań przychodzi mi uprawa wielu roślin na jednym polu, które dojrzewają w tym samym czasie i zbiór ich kombajnem, a następnie zastosowanie takiej mieszanki jako paszy bądź nasion siewnych. Można także takie nasiona tryjerować, przez co rozdzielimy jeden gatunek od drugiego. Przykładem jest fasola uprawiana razem z kukurydzą. Nie jest to rozwiązanie doskonałe, ale zawsze jakieś:)

    Innym sposobem na np. rośliny o nasionach drobnych i nierównomiernie dojrzewających, to otrzepywanie nasion z rosnących roślin na płachty co jakiś czas, a następnie użycia ich jako mieszanki lub tryjerowania tych nasion. Więcej nasion się uratuje ale jest to pracochłonna metoda.

    Na większe owoce można by stosować siatki zawieszone pod drzewami – ale nie wiem czy to opłacalne.

    Borówki i niektóre jagody można by zbierać przy użyciu maszynki do zbioru borówek (taki grzebień z zbiorniczkiem z tyłu)

    Tyle przychodzi mi teraz do głowy. Czy istnieją jeszcze jakieś permakulturowe metody na ułatwienie sobie pracy? A może po odpuszczeniu zabiegów orania, opryskiwania itd, itp. czasu zostaje tak dużo że nie ma co ze sobą zrobić i człowiek sam aż się rwie do zbiorów?

    Ps: Tryjerowanie to oddzielanie grubszych nasion od drobniejszych poprzez przesiewanie w takim antycznym urządzeniu które czyści np. zboże od chwastów mi: poprzez przesiewanie przez sita o rożnych średnicach otworów i wywiewaniu lżejszych chwastów przy pomocy wiatraka. W moim regionie nazywa się ono inaczej, ale chyba "tryjerowanie" to nazwa polska.

    Ogrodnik

  3. Wojciech Majda says

    Witam Ogrodniku.

    Temat już wrzucony na listę tematów do zrobienia. Przychodzi mi już kilka pomysłów na to, jak zmniejszyć nakład pracy. Można wpuścić ludzi do sadu/leśnego ogrodu by sobie sami zebrali – ta opcja dobrze łączy się z agroturystyką lub jeśli gospodarstwo jest blisko miasta. Wtedy każda osoba płaci "wejściówkę" i sama pasie się w sadzie/leśnym ogrodzie. W zależności od tego, co jest akurat w ogrodzie to wejściówka może być droższa tańsza.

    Permakultura na dużą skalę (kilkadziesiąt tysięcy hektarów) to przede wszystkim różnego rodzaju agroleśnictwo i Keyline. Najmniej absorbujące jest prowadzenie lasu pastwiskowego. Zwierzęta na mięso/skóry a drzewa na drewno.

    Na trochę mniejszą skalę (choć też dużą) dobre są produkty, które nie trzeba zebrać powiedzmy "w jeden dzień" – orzechy/kasztany.

    Polecam zapoznanie się z koncepcją 5 stref:
    http://permakulturnik.blogspot.com/2009/09/5-stref.html

    Takie zbieranie orzechów jest dość łatwe – zwłaszcza jeśli puści się krowy pod orzechami, żeby wyżarły trawę. Trzeba tylko na placki uważać 😉

    Do zbierania orzechów polecam przyrząd zwany nut wizard. Chyba już dostępny w Europie. Sam z ziemi w 40 sekund zebrałem kilkadziesiąt orzechów laskowych. Bez schylania się – szło szybko, łatwo i przyjemnie.

    Nie da się ukryć, że jak piszesz zbiór jest zwykle trudniejszy i bardziej pracochłonny=wyższe koszty niż w monokulturowych.

  4. Anonymous says

    Jest rozwiązanie podobne do "wypasowych wejściówek", które spotkałem na pobliskiej plantacji truskawek – teren ogrodzony, truskawki urosną to przychodzą ludzie i zbierają, i przy wyjściu płacą za wagę zebranych owoców. Ma to jednak ta wadę że ludzie są jacy są (szczególnie nieuświadomieni peramkulturowo) i gotowi rozdeptać pół ogrodu w poszukiwaniu pietruszki :( Rozwiązaniem byłoby utworzenie bardzo gęstej sieci ścieżek, ale to niszczy glebę miejscami i wyłącza część ziemi z produkcji. Poza tym w dzisiejszych czasach ludzie są leniwi i wolą mieć podane wszystko na tacy i raczej nie będzie sie im chciało ganiać po leśnym ogrodzie za ziemniakami na obiad… Chociaż dla innych byłaby to atrakcja – ale takich jest niewielu :(

    Ogrodnik

  5. Wojciech Majda says

    Sepp Holzer wypożycza domki letnikom a oni mają sobie znaleźć jedzenie.

    Gdzie ludzie tam też ścieżki muszą być niestety. Wykorzystując zasadę "piętrowości" niekoniecznie ścieżka musi być terenem wyjętym z produkcji – przecież może drzewo rosnąć nad ścieżką.

    Ogrodnik:
    "Ma to jednak ta wadę że ludzie są jacy są (szczególnie nieuświadomieni peramkulturowo) i gotowi rozdeptać pół ogrodu w poszukiwaniu pietruszki :("

    W tym zachowaniu to ludzie zupełnie się od innych zwierząt nie różnią :) Krowy też jedzą deser najpierw…
    http://permakulturnik.blogspot.com/2010/01/krowy-jedza-deser-najpierw-czyli-o-tym.html

    Może rozwiązaniem jest duża intensywność spasania i potem długi okres odpoczynku leśnego ogrodu? :)

  6. Zeus says

    „Na glebach mineralnych, intensywne poruszanie się zwierząt nie jest pożądane, bowiem ugniatanie i tak mocno zbitej wierzchniej warstwy gleby wpływa ujemnie na jej właściwości
    fizyko-chemiczne (zmniejszenie porowatości, a tym samym intensywności wsiąkania i zatrzymywania wody oraz napowietrzenia). Sprawia to, że w miejsce wartościowych gatunków runi rozwijają się gatunki mniej wartościowe (np. sity), a nawet niepożądane, którym takie warunki sprzyjają.”

    „Organizacja wypasu zwierząt w gospodarstwach ekologicznych” – doc. dr hab. Zbigniew Wasilewski, Instytut Melioracji i Użytków Zielonych w Falentach

    skomentujesz to?

  7. jako says

    IMHO przy 'wypasie permakulturowym' działanie zwierząt jest intensywne, ale krótkotrwałe, dzięki czemu zyski (nawożenie i 'amputacja zieleniny') przeważają nad stratami (ugniatanie).

  8. Wojciech Majda says

    Opisany przez pana dr. model wypasu dotyczy typowego użytkowania pastwiskowego. Jeśli zwierzęta będą poruszać się intensywnie przez długi czas – np. wędrując od jednego fragmentu pastwiska do drugiego w poszukiwaniu najsmaczniejszych kąsków, to rzeczywiście będzie to na dłuższą metę dla pastwiska negatywne.

    W przypadku intensywnego spasania prawie wszystkie rośliny są zżarte, a te co nie są zjedzone zostają stratowane. Wszystkie rośliny "startują od zera". Ten typ wypasu jest lepszy, bo krowy przy dużej obsadzie nie wybrzydzają i nie łażą po pastwisku. Przyczyniając się do dodatkowego ubicia gleby.

    Przy założeniu, że mamy 10 ha
    Kluczowe jest jednak pytanie czy intensywniejsze użytkowanie jest 10 krów na 0,1 ha przez 1 dzień,
    czy 10 krów na 10ha przez 100 dni?

    W pierwszym przypadku każdy fragment pastwiska (i rośliny) ma na regenerację po intensywnym wypasie 100 dni w drugim nie ma ani chwili "odpoczynku". Krowy łażą po pastwisku i zjadają najpierw smaczne kąski, co przyczynia się do stałej degradacji runi pastwiska.

    Do tego dochodzi stałe zwiększanie się poziomu materii organicznej (poprzez auto-amputację korzeni mocno zgryzionych traw)

    Oczywiście przedstawiony model to uproszczenie, no ale mam nadzieję, że obrazowo przedstawiłem o co chodzi.

  9. Wojciech Majda says

    Jako mądrze prawi (jakby księgi czytał;)
    Rozkładająca się materia organiczna (korzenie roślin) będą pożywką dla dżdżownic, co sprawi, że te zaczną pracować pilnie nad napowietrzeniem gleby. Duża ilość dżdżownic przyciągnie krety (dalsze napowietrzenie i spulchnienie), które na normalnym pastwisku przyczyniają się do wzrostu "chwastów". W holistycznym zarządzaniu nie ma tego problemu (rośliny niesmaczne zostaną zżarte, a trujące zadeptane).

  10. Pastuch says

    Posiadam wszystko co niezbedne do przeprowadzenia powyzszego eksperymentu. Prowadze hodowle w poblizu Drezdenka (158km od Gniezna według google). Jezeli odleglosc jest za duza prosilbym o doradztwo online.
    Pozdrawiam.

  11. Permakulturnik says

    @Pastuch

    Dobra, odezwę się po weekendzie na maila, którego podałeś w komentarzu. Jeśli to nie jest dobry mail, to proszę napisz jeszcze jeden komentarz z prawidłowym, lub napisz na maila. Pozdrawiam.

    • Permakulturnik says

      Cześ Panie X,

      przeczytałem tę książkę i z fizjologicznego punktu widzenia to ma po prostu sens, jego założenia „filozoficzne” również (zakładając, że można je wcielić w życie). Nawet stosowałem kilka technik „na odwrót” jak zalecał Savory do dobrego wzrostu roślin tzn. w odstępie 6 dniowym skosiłem 2 razy perz bardzo nisko nad ziemią i otrzymałem bardzo dobre rezultaty w postaci porażenia wzrostu tegoż perzu. Zobaczymy na ile to podziała…

  12. Marek Wityk says

    Trochę poza tematem ale i w temacie. Prowadzę razem z tatą i bratem duże gospodarstwo rolne(1500ha) na Dolnymśląsku. Nie posiadamy zwierząt, poza fermą brojlerów. Z mojego punktu widzenia oraz permakutury i holistycznego zarządzania robimy krzywdę naszej ziemi. Choć nie stosujemy orki, co daje pozytywne rezultaty to jednak ilość chemii wylewanej na pola i rośliny jest ogromna. Czuję potrzebę zmiany i nie chodzi mi tu o większą ilość pieniędzy w mojej kieszeni ale o to by moje dzieci nie miały kontaktu z tą chemią z która ja pracuje. Nie mam jeszcze wpływu na zarządzanie w naszym gospodarstwie, ale mam pewność, że prędzej czy później dokonam zmiany naszego gospodarstwa. Ludzie tacy jak Pan Savory inspirują mnie i wielu innych. Nawet jeśli jego tezy i praktyki ktoś podważa to jego podejście i wizja dają nadzieje. Przepraszam, że się tak rozpisałem, ale chcę powiedzieć, że nie wierzę, aby tylko małe gospodarstwa mogły stosować dobre praktyki bez nawozów i chemii. Mam nadzieje że udowodnię to sobie i innym w najbliższych latach. Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *