Greed is good!

Wpis może na pierwszy rzut oka wydawać się bardzo egocentryczny, tak jednak nie jest, gdyż posłużę się moim przykładem do tego by przedstawić dlaczego zarabianie pieniędzy może być dobre dla środowiska i  permakultury…
Osoby, które czytają tego bloga od dłuższego czasu wiedzą, że czynnikiem na który zwracam często uwagę są pieniądze, opłacalność itp. Czyli czynniki, które  często są uznawane jako  przeciwieństwa szeroko pojętej „ekologii”. Kilka razy zarzucono mi nawet, że  zarabiam na tym (jakby to było coś złego), że ludzie chcą mieszkać na wsi, zwolnić czy może nawet całkowicie porzucić tzw. „wyścig szczurów”.  To wszystko prawda, nie wstydzę się tego ani nie ukrywam. Teraz jawnie np. podam linka do:

Normalny kapitalistyczny wyzysk pojęcia permakultury, zarabianie na permakulturze, rolnictwie i ogrodnictwie ekologicznym. Jak tak mogę to robić dla zysku? Ano mogę bo:

  • Tak chcę i to dla wolnego  mężczyzny już jest wystarczający powód  😀
  • Muszę coś jeść i gdzieś mieszkać (ba! muszę trochę zarobić na to by ziemię zagospodarować i dom wybudować)
  • Uważam bycie prywaciarzem za najbardziej szlachetne zajęcie a nisza permakulturowa w Polsce mocno niezagospodarowana była
  • Ciężko byłoby mi znaleźć jakąś pracę na miarę  zamiłowań (lubię się wymądrzać, raczej nie trzymam języka za zębami jak coś mi nie odpowiada…)
  • Miałem bardzo nieprzyjemne doświadczenia w pracy „w korporacji” – nie chcę być już więcej w stosunku podległości
  • Chcę mieć wysoką jakość życia, dlatego nie zamierzam mieć już więcej  czasu wolnego (świetny artykuł polecam przeczytanie każdemu)
  • Bo chcę wpisywać sadzonki drzewek, krzewów owocowych, gadżety permakulturowe w koszta działalności gospodarczej – w ten sposób zoptymalizuję swoje podatki. Państwo będzie miało mniej pieniędzy, więc mniej pieniędzy będzie wydane na różne kretyńskie i niemoralne sprawy jak np. zabijanie broniących swej ojczyzny przed najeźdźcami Irakijczyków czy Afgańczyków.

Pisanie tego bloga, poza robieniem tego dla przyjemności (interakcje z Czytelnikami są bardzo przyjemne,  poza tym jak już pisałem lubię się wymądrzać a gdzie bym w realu  znalazł osoby, które chcą w wolnym czasie czytać o oborniku, dżdżownicach, ogrodnictwie, kompoście, paszy?), to również mnóstwo się w trakcie tego procesu uczę. Zarówno przygotowując wpisy jak i w rozmowie  z Komentatorami albo osobami piszącymi do mnie maile. No i oczywiście nigdy tego nie ukrywałem – ten blog jest moim głównym narzędziem marketingowym (reszta prowadzonych przeze mnie to tzw.  zaplecze).  To narzędzie marketingowe ma na celu znalezienie klientów na usługi.  Działa to w ten sposób, że wypisuję tu różne (mam nadzieję) ciekawe, czasem zabawne, mądre i użyteczne rzeczy. Osoby czytające później kojarzą mnie i moją firmę z tymi mądrymi treściami i korzystają z naszych płatnych usług. Dzięki temu ja i projektanci z moją firmą współpracujący możemy zarabiać na chleb (ja co prawda chleba niemal nie jem, ale dobre mięso jest nawet droższe;) ).  Odebrać czynnik zarabiania pieniędzy na tym blogu (a więc pośrednio oczywiście na permakulturze, rolnictwie i ogrodnictwie ekologicznym) to musiałbym utrzymywać się w inny sposób np.

  • mieć bogatych rodziców, którzy chcą mnie utrzymywać (a nie mam i jakoś nie kręciłaby mnie taka opcja)
  • wygrać 6  w totolotka (co byłoby niezwykle trudne, by nie rzec niemożliwe zważywszy, że nie gram)
  • zamiast wykładać permakulturę na blogu wykładałbym chemię (w Biedronce) albo pracowałbym w jakimś innym miejscu (np. jako pomocnik budowlany)
  • musiałbym mieć biznes działający w innej branży
  • żyć na garnuszku państwa

Greed is good!

Każda z tych powyższych opcji byłaby ze szkodą dla permakultury  w Polsce. Już tłumaczę dlaczego:

  • Czy się niektórym osobom to podoba czy nie, to ja (jeszcze) teoretyk  najwięcej piszę o permakulturze po polsku. Jako, że mam interes w tym (całkiem dosłownie) by permakulturę promować robię to regularnie i przykładam się do tego (na miarę moich możliwości). Dodatkowo cały czas staram się rozwijać moje umiejętności marketingowe, dzięki czemu więcej osób usłyszy o permakulturze a ja potencjalnie więcej zarobię.
  • Gdybym miał pracować w innej dziedzinie nie miałbym tyle czasu na tworzenie wpisów – te powstają głównie w moim czasie „pracy”. Można więc powiedzieć, że większą część czasu pracy w mojej firmie poświęcam na marketing (pisanie wpisów). Jako, że moje wpisy zwykle mają po 1000-1500 słów zajmują mi one (z badaniami) kilka godzin.
  • Po kilku godzinach pracy fizycznej zdolności intelektualne również spadają. Człowiek jest zmęczony, chce się najeść, zdrzemnąć. Za bardzo nie ma już siły na bycie kreatywnym czy innowacyjnym. Nie dziwi to – człowiek przez większą cześć swojej prehistorii pracował po kilkanaście godzin tygodniowo, nie 60 (czas jaki musiałbym poświęcić na pracę na etacie plus pisanie wpisów). Również gdybym miał firmę w innej branży musiałbym na bycie na czasie i rozwój w tej „innej branży” poświęcać sporo czasu (a mniej na uczenie się i Was permakultury).
  • Permakultura w Polsce (jako pojęcie) jest od co najmniej 10 lat. Niektórzy twierdzą, że Fukuoką zajmowali się już 20 lat temu. Niestety często gdy nie robi się czegoś dla zysku nie ma się dużej motywacji by daną rzecz promować. Inna opcja to brak odpowiednich umiejętności marketingowych osób, które do tej pory wiedziały o permakulturze w Polsce. Efekt jest jednak ten sam – o permakulturze słyszało niewielu. Często negatywny stosunek do pieniądza wiąże się z niechęcią do marketingu. Oczywiście ze szkodą dla idei, bo chyba Czytelnicy się zgodzą, że idea jest świetna a i jej przełożenie na rzeczywistość nienajgorsze? Większe jej rozpowszechnienie byłoby z korzyścią dla rolników, konsumentów i środowiska.
  • Opieranie się na dotacjach/darowiznach jest bardzo niestabilną i niebezpieczną formą istnienia organizacji.


Kolorem czerwonym zaznaczone jest na wykresie ilość wyszukiwań dziennych wyrazu „permakultura” w wyszukiwarce Google w roku 2010. Zwróć proszę uwagę na spadek wyszukiwań w miesiącach maj-lipiec – wtedy z powodów braku czasu blogowałem dużo mniej. Kolor niebieski to ilość wyszukiwań w roku 2009. Blogować o permakulturze zacząłem w sierpniu 2009, tak na dobre jednak od grudnia.

Na zakończenie akapitu słynna mowa z filmu Wall Street dotycząca „z braku lepszego słowa” chciwości:

Gekko: Well, I appreciate the opportunity

you’re giving me, Mr. Cromwell,

as the single largest shareholder

in Teldar Paper, to speak.

Well, ladies and gentlemen, we’re not here to indulge in fantasy, but in political and economic reality. America, America has become a second-rate power. Its trade deficit and its fiscal deficit are at nightmare proportions. Now, in the days of the free market, when our country was a top industrial power, there was accountability to the stockholder. The Carnegies, the Mellons, the men that built this great industrial empire, made sure of it because it was their money at stake. Today, management has no stake in the company!

All together, these men sitting up here [Teldar management] own less than 3 percent of the company. And where does Mr. Cromwell put his million-dollar salary? Not in Teldar stock; he owns less than 1 percent.

You own the company. That’s right — you, the stockholder.

And you are all being royally screwed over by these, these bureaucrats, with their steak lunches, their hunting and fishing trips, their corporate jets and golden parachutes.

Cromwell: This is an outrage! You’re out of line, Gekko!

Gekko: Teldar Paper, Mr. Cromwell, Teldar Paper has 33 different vice presidents, each earning over 200 thousand dollars a year. Now, I have spent the last two months analyzing what all these guys do, and I still can’t figure it out. One thing I do know is that our paper company lost 110 million dollars last year, and I’ll bet that half of that was spent in all the paperwork going back and forth between all these vice presidents.

The new law of evolution in corporate America seems to be survival of the unfittest. Well, in my book you either do it right or you get eliminated.

In the last seven deals that I’ve been involved with, there were 2.5 million stockholders who have made a pretax profit of 12 billion dollars. Thank you.

I am not a destroyer of companies. I am a liberator of them!

The point is, ladies and gentleman, that greed — for lack of a better word — is good.

Greed is right.

Greed works.

Greed clarifies, cuts through, and captures the essence of the evolutionary spirit.

Greed, in all of its forms — greed for life, for money, for love, knowledge — has marked the upward surge of mankind.

And greed — you mark my words — will not only save Teldar Paper, but that other malfunctioning corporation called the USA.

Thank you very much.

Chciałbym zauważyć, że sporo osób mimo tego, że nie skorzystało z moich usług ani nie zakupiło mojej książki i tak korzysta z tego, że jestem „kapitalistycznym wyzyskiwaczem” który między innymi kieruje się zyskiem. Można również powiedzieć, że dzięki osobom bogatszym (które płacą za nasze usługi) osoby biedniejsze czy po prostu takie, które nie chcą po prostu za nie zapłacić mają dostęp do sporej ilości wiedzy zgromadzonej dość wygodnie w jednym miejscu.

Jaki jest główny problem z wolontariuszami i dlaczego nie mamy w Polsce społeczeństwa obywatelskiego?

Problem z wolontariuszami jest taki, że pewnego dnia są, innego dnia ich nie ma. Mało w Polsce jest jeszcze ludzi na tyle bogatych, że mogą oddać się całkowicie swojej pasji, bo byt mają zapewniony. Często wolontariusz może popracować w jeden dziań, ale w drugi już nie może (bo musi pracować zarobkowo) albo ma inne ciekawsze rzeczy do roboty np. randkę z dziewczyną. Ponadto wolontariat opiera się dobrowolności, osoby czy instytucje korzystająca z ich pracy za bardzo nie jest w stanie wyegzekwować  stałości czy jakości ich pracy. Kolejny czynnik dla którego uważam, że trzeba mieć interes jeśli się chce działać w tej branży to poziom opodatkowania w Polsce. Podatki w Polsce są tak wysokie, że mało kogo stać na działalność charytatywną (nawet w sensie poświęcania swego czasu a nie pieniędzy). Z pustego i Salomon nie naleje. Jeśli człowiek większość czasu poświęca na pracę, to i na hobby (wolontariat powiedzmy) mu nie wystarczy. Dlatego w Polsce długo jeszcze nie będzie społeczeństwa obywatelskiego i na wolontariacie lepiej nie budować modelu biznesowego. Zresztą jak to zauważył Pan Jacek Kobus uwzględniając skalę opodatkowania użycie słowa obywatel na określenie stosunków łączących mieszkańców Polski z państwem jest mocnym nadużyciem. POdwyższanie POdatków przez „liberałów” z PO i zwiększanie zatrudnienia w administracji wcale nas do owego społeczeństwa obywatelskiego nie przybliża.

Chciałbym uprzedzić wszystkie komentarze dotyczące tego, że nie muszę się tłumaczyć z tego co robię. Oczywiście, że nie muszę, bo nie ma w tym nic złego. Ten wpis nie jest jednak tłumaczeniem a… objaśnieniem pewnego mechanizmu. Mimo wszystko chciałbym poznać Twoje zdanie na ten temat.

Related Post

Comments

  1. permakulturnik says

    Na poziomie samorządu trochę bardziej istotne jest głosowanie na konkretnego człowieka, niż na konkretną partię.

    Do rady miasta będę głosował na znajomego z czasów gdy w UPR działaliśmy – to dobry katolik i wolnorynkowiec. Na kogo zagłosuję w wyborach na prezydenta miasta to jeszcze nie wiem. Mam zamiar zadzwonić i się poradzić przyjaciela, który bardziej niż ja lokalną politykę śledzi a wiem, że to również dobry człowiek (i ma podobne poglądy).
    Waham się między PiSowcem (moim nauczycielem historii skądinąd) a byłym UPRowcem.

    W ostatnich prezydenckich głosowałem 2x na Kaczyńskiego. Wychodzę z założenia, że władza demoralizuje a państwo może tylko coś spieprzyć – lepiej jest jak mamy choć minimalny klincz. Zresztą mój stosunek do „liberałów” od podwyższania podatków już wyraziłem.

    W parlamentarnych to na lewaków (SLD,UP, Zieloni2004) nigdy bym nie zagłosował z powodów ideologicznych.
    PO, PSL to zwykli złodzieje i marionetki, które w zamian za doraźne korzyści gotowi są wpędzić (i wpędzają) kraj w rosyjsko-niemiecką strefę wpływów. Kwestie „gazowe” są tego najlepszym przykładem.
    PiS to pobożni socjaliści lubiący „działać”, choć pamiętam i uwzględniam, że to oni obniżyli podatki i poważnie myślą o ograniczaniu korupcji. To ogólnie dobrzy ludzie, tylko za bardzo propaństwowi.

    W UPR (najbliżej mi do nich pod kątem ideowym) doszło jakiś czas temu do niemożliwych dla mnie do zaakceptowania machlojek finansowych (to dlatego JKM od nich odszedł).

    Coraz bardziej skłaniam się by myśleć w ten sposób:
    http://www.youtube.com/watch?v=xIraCchPDhk&feature=player_embedded

  2. says

    wszystko napisałeś na ten temat i jak ktoś nie jest leniwy to sam by mógł sobie taki ogród zaprojektować, zrobić i to całkiem za darmo. A ci, którzy na to nie maja czasu albo są leniwi niech kozy staja z twoich usług.
    Pozdrawiam

  3. says

    Nie mam pojęcia, dlaczego zarzucają ci chęć zarabiania na permakulturze. Na swoim blogu już chyba wszystko napisałeś na ten temat i jak ktoś nie jest leniwy to sam by mógł sobie taki ogród zaprojektować, zrobić i to całkiem za darmo. A ci, którzy na to nie maja czasu albo są leniwi niech kozy staja z twoich usług.
    Pozdrawiam

  4. mopel44 says

    Brac pieniadze za robienie pieknych i dobrych rzeczy to musi byc przyjemnosc! Tak trzymac! A jeszcze malo! Smieszne pieniadze placicie za to ze swiadcze Wam uslugi ktore jak dobrze zaplanujecie sobie zycie moga zycie uratowac gdyby to wszystko padlo!
    pozdrawiam
    mopel

  5. Wiesio says

    Dla mnie nie ma niczego niewłaściwego w pańskim postępowaniu. Wiedzę którą pan posiada, jest bardzo cenna i chyba nikogo nie powinno dziwić że ona kosztuje. Uważam że, powinien pan wprowadzić jakąś opłatę za korzystanie z informacji umieszczonych na blogu. Również chyba niegłupim pomysłem jest rozszerzenie działalności na rolnictwo.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *