Prawo, lewo, anarchia i szopa

Jeden z internetowych znajomych poprosił mnie bym na łamach bloga nagłośnił sprawę pewnego człowieka. Rzecz się ma mniej więcej tak:

Pan Waldemar Deska – muzyk reggae grający w zespole DAAB wybudował w 2006 roku na swojej ziemi mały, tani dom – za 10tys zł. Drewniany domek (o powierzchni nieco ponad 30m2) został pod kątem prawnym wybudowany „na wariata”. Bez zezwoleń, bez pozwoleń. Ot tak jak budowano domy od zarania dziejów do bodajże… kilkudziesięciu lat temu? Pan Waldemar Deska potrzebował mieć dom bez wydawania fortuny, więc po prostu wybudował go systemem gospodarczym. Jak to Amerykanie mawiają:

Man got to do, what man got to do

Niestety jego szczęście nie trwało długo, gdyż namierzyli go urzędnicy i nakazali mu rozbiórkę tej samowoli budowlanej. By dowiedzieć się więcej szczegółów udaj się na stronę internetową Pana Waldemara Deski. Zachęcam również do podpisania petycji „w obronie Szopy Waldka Deski” więcej szczegółów również tutaj. Sam już się podpisałem, mimo tego, że w protesty i petycje, które niepodparte są kulami  czy chociaż cegłami obywateli (jak górnicy) nie za bardzo wierzę.

Mój komentarz do sprawy:

Popieram całym sercem  umiłowanie wolności Pana Waldemara Deski, jednak… potępiam realizacje – za zbytni i nieprzystający do rzeczywistości idealizm. Wydaje mi się, że przyczyną problemu Pana Waldka Deski jest jego wyobrażenie, że żyjemy w państwie prawa i w związku z tym mamy jakieś prawa. Myślę, że wyjście z założenia, że NIE MAMY ŻADNYCH PRAW, mamy tylko przywileje a i ich zakres cały czas się zmniejsza jest dobrym rozwiązaniem, które ułatwi orientowanie się i radzenie sobie w aktualnej rzeczywistości.


Zacznij oglądać od 6:50 – wcześniej George Carlin oddaje się tradycyjnemu u siebie antyklerykalizmowi i religijnemu bluźnierstwu, od 6:50 podaje bardzo dobry przykład tego, że nawet w USA obywatele (lepsze słowo to poddani/niewolnicy) nie mają tak naprawdę żadnych praw a tylko przywileje o czym dowiedzieli się „obywatele” USA japońskiego pochodzenia w roku 1942.

Powtórzę jeszcze raz przesłanie Georga Carlina by inni nie popełnili błędu Pana Deski. Nie mamy żadnych praw, tylko przywileje (i obowiązki – W.M.). Naturą przywilejów jest to, że mogą zostać odebrane. Sztandarowym przykładem, że nie żyjemy w państwie prawa jest niedawna sprawa z tzw. „dopalaczami”. Sklepy zostały zamknięte mimo tego, że działały legalnie – rząd z czasem i tak znalazł haka na młodego, łódzkiego przedsiębiorcę. Podobnie jak za czasów zimnej wojny broni nuklearnej było podobno tyle, że wystarczyłoby do kilkukrotnego wybicia wszystkich ludzi na ziemi (tzw. overkill) tak i dzisiaj (w Polsce) każdy człowiek jest przestępcą. I to wielokrotnym. Niektórzy po prostu tego jeszcze nie wiedzą, lub to ignorują lub nie kontaktowali się ostatnio z urzędami lub nikomu nie podpadli. Słowa  bardzo wpływowego swego czasu  Polaka – Feliksa Dzierżyńskiego, mimo tego (a może zwłaszcza?), że żyjemy ponoć w demokratycznym państwie prawa (hahaha) są nadal aktualne:

Nie ma ludzi niewinnych są tylko źle przesłuchani.

Pan Deska postanowił zupełnie zignorować istniejące przepisy. Z moralnego punktu widzenia nie ma w tym oczywiście nic złego – to dla każdego myślącego człowieka, który nie ma mentalności niewolnika nie podlega żadnej dyskusji – Pan Waldemar Deska nikogo przecież nie zabił, nikomu nie stała się krzywda, popełnił po prostu kolejne „przestępstwo bez ofiary”. Jednak nie o moralność w całej sprawie chodzi a o przepisy. Te przepisy karmią i żywią dziesiątki jak nie setki tysięcy ludzi w Polsce. Czyje interesy Pan Deska naruszył?

  • Pan Waldemar Deska wybudował swój domek za 10 tys zł (przynajmniej tak twierdzi, nie zaś widzę powodu by mu nie wierzyć). W związku z tym raczej nie musiał stać się na 30-50 lat dobrowolnym niewolnikiem banków pokornie spłacając ratę kredytu w wysokości 1/3 swoich miesięcznych zarobków. Czy to podoba się przemysłowi bankowo-kredytowemu?
  • Urzędnicy związani z planowaniem przestrzennym – Czy aby tego typu zachowanie nie powoduje, że urzędnicy ci tracą rację bytu (zatrudnienie), władzę (kto lubi pozbywać się władzy dobrowolnie?), dodatkowe źródło nieopodatkowanego dochodu (łapówki)  za pozytywne rozpatrzenie sprawy?
  • Spekulanci działkami budowlanymi – kiedyś nie było podziału na ziemię rolną i budowlaną. Możecie w to uwierzyć?
  • Kierownicy budów i architekci, którzy mają dodatkową pracę. Te grupy zawodowe mają jednak jak najbardziej uczciwą i rynkową rację bytu nawet bez tych przepisów.
  • Prawnicy, którzy zajmują się interpretacją przepisów dotyczących prawa budowlanego itp.

Ci ludzie mają w tym interes by indywidua takie jak Pan Deska nie budowały sobie tanich domów bez pozwolenia i ludzie ci będą swojego interesu mocno bronić. W chwili obecnej jeszcze nie jesteśmy w takiej sytuacji, że wszystkie przepisy można po prostu ignorować a o władzy jeszcze nie decyduje kto ma większą broń i więcej ludzi (choć w sumie idea państwa na tym się opiera..). Władza i wymienione wcześniej grupy interesów są jeszcze na tyle sprawne, że doprowadzają do skutecznej egzekucji tych  przepisów, które mają wymierne przełożenie na pieniądze.

Zatem do czasu aż nie nastąpi „reset systemu” coś w rodzaju tego, co stało się u nas w roku 1989 (to bardziej zawieszenie 😉 czy też zmiana systemu operacyjnego na SB RULES 2.0 była) lub to co stało się w Argentynie w roku 2001 (załamanie gospodarcze) to te przepisy będzie trzeba przestrzegać. Czy to oznacza, że musimy wziąć kredyt na 30 lat i co miesiąc pokornie w zębach przynosić bankierom 1/3 pensji? Nie, mamy wiele różnych opcji na wybudowania taniego budynku, chociażby:

  1. Prześlizgiwanie się między przepisami.  Jak już pisałem „W Polsce wszystko można i nic nie można”  – podobnej wielkości szopę jak ma Pan Waldemar Deska można postawić „na zgłoszenie”. Ewentualnie kombinować z tymczasową dzierżawa gruntów by stać się rolnikiem o powierzchni gospodarstwa powyżej średniej gminnej. Dlatego do płatnej części projektu Agepo przygotowywany jest kompleksowy poradnik jak wykorzystywać dziury i kruczki prawne by wybudować się nie na działkach budowlanych i różnych „administracyjnych alternatywach” na budowanie się.
  2. Wykorzystywanie znajomości w urzędzie.
  3. Korupcja – wszyscy wiedzą o co chodzi, co jeszcze można dodać? Chyba tylko to, że sprawa Pana Waldka Deski jest na to rozwiązania zbyt głośna i raczej nie dysponuje tego typu pieniędzmi, by tę sprawę rozwiązać w chwili obecnej w ten sposób. Za dużo osób już o niej wie – wszyscy wiedzą, że jeśli chce się przekupić 1 policjanta czy celnik to trzeba dać mniej niż jak chce się przekupić 2… Kolejna zasada to im wyższy szczebel sprawy tym wyższa stawka. Przekupić jakiegoś policjanta drogówki jest taniej niż komendanta policji (tak mi się przynajmniej na mój chłopo-robotniczy rozum wydaje). W przypadku podpisania przez „polski” rząd skrajnie niekorzystnej dla nas umowy gazowej stawka pewnie była kilkusetmilionowa lub w różnych niewymiernych korzyściach. Możliwe, że jakby Pan Deska dał w łapę komu trzeba odpowiednio wcześnie to sprawa zamknęłaby się na kilkuset-kilku tysiącach złotych. Proszę pamiętać, że przyczyną egzekucji tego przepisu jest interes ludzi zainteresowanych sprawą, a nie jakaś mityczną chęć życia w państwie prawa – to już od dawna jest niemożliwe.
  4. Nagłośnienie sprawy – tutaj różne petycje, uwaga mediów, blogerów się przydaje. Może jakiś polityk zechce na łamaniu prawa przez Pana Waldemara (bo, że „prawo” zostało złamane raczej nie ulega wątpliwości) zechce zbić kapitał polityczny? Podobnie jak Tusk na udupieniu „króla dopalaczy”. Pan Deska również skorzystał z tej opcji.
  5. W Polsce prawa jest tyle, że wszystko można i nic nie można zarazem i w tej samej sprawie. Ustalanie w czym rzecz, może trwać sporo czasu w trakcie którego Pan Waldek może sobie mieszkać w swoim domku. Walka w sądach okręgowych, Najwyższych, Sztrasburgach może trwać sporo czasu (ile to nie wiem, bo bardziej na gnoju się znam jak na prawie). Mieszkaniec „Szopy” poszedł tą drogą – całkiem możliwe, że to dobra ścieżka a walka prawna potrwa tyle, że system się zmieni, zreformuje, zapadnie albo sprawa się przedawni. Ja bym grał na zwłokę – chociażby wysyłał listy polecone do urzędów w wersji ekonomicznej a nie priorytetowej 😉

Podane przeze mnie przykłady są uszeregowane w ten sposób, że im wyżej przykład na liście tym łatwiej i teoretycznie taniej (z wyjątkiem uwagi mediów, ale ta na pstrym koniu jeździ) jest zastosować dany przykład. Chyba się wszyscy zgodzą, że jeśli taką szopę wybuduje się zgodnie z prawem albo lewem 😉 to kosztuje to mniej (od strony „urzędowej, że się tak wyrażę) niż danie łapówki, ta zaś jest pewnie tańsza (nie wiem jaka jest rynkowa stawka na załatwienia tego typu „usługi” w miejscu w którym Pan Deska mieszka) niż procesowanie się. Zwłaszcza jeśli uzna się, że nasz czas na to poświęcony (pisanie listów,  namawianie ludzi do podpisania petycji, dojazd do sądu, rozprawy sądowe, rozmowy z prawnikami…) wart jest choćby z 10 zł/h. Wiem trochę głupio przyznać urzędasom, że mają rację i władzę, no ale taka prawda – mają władzę. Mi samemu testosteron pewnie by w tym mocno przeszkadzał…

Konsekwencje jakie mogą ponieść upierdliwi planiści

Jeśli jesteś osobą wydającą tego typu decyzje, to chciałbym uświadomić Cię, że czasami ludzie tracą nerwy np. tak jak śp.  Marvin Heemeyer. Może nie osiągnął swego celu, ale domy upierdliwych planistów oraz budynki użyteczności publicznej zostały zniszczone. W końcu za coś bierzesz nasze ciężko zarobione pieniądze… Dla wszystkich innych – wcale interesujący choć tragiczny sposób na protestowanie:


Przykład tego jak obywatele zmęczeni decyzją władz biorą sprawy w swoje ręce.

Na zakończenie chciałbym polecić wszystkim osobom zainteresowanym tą tematyką przeczytanie tekstu i zwłaszcza komentarzy pod tymi wpisami:

Czy można mieszkać w chlewie?

Jak obejść głupie prawo cz.2 -budujemy siedlisko posiadając małą działkę.

Przypadek Pana Waldemara Deski na pewno będzie na łamach bloga śledzony, myślę, że wszyscy możemy się z niego wiele nauczyć, chociażby tego jak tanio wybudować dom, czego czepiają się urzędnicy i jak z nimi walczyć nie dysponując bronią palną czy buldożerem. :)

Urzędasie – większość ludzi aspirujących do roli nowego wieśniaka nie szuka zwady. W razie czego będziemy się jednak bronić w myśl piosenki Ras Lutasa „Miłośc w każdym domu” – nie robimy krzywdy ludziom i nie damy krzywdzić się nikomu – Twoje decyzje jednak ludzi krzywdzą.

Więc bój się ludzi!

Related Post

Comments

  1. says

    Wow! Ale historia. Prawie jak Drzymały…

    Swoją drogą, dylemat „bić się czy nie bić” w tej chwili staje się sprawą palącą. Otwarcie występując przeciw „systemowi” p. Deska nie tylko władzy się naraził. Nie ulega bowiem wątpliwości, że władza (a nawet, tak po prostu: konkretni urzędnicy,których to dotyczy) prawie na pewno zdołają poszczuć na niepokornego jego sąsiadów i ogólnie „opinię publiczną”. Pod tym względem, władza nabrała wielkiej wprawy od czasów XIX-wiecznych powstań, kiedy to jednak tych biednych idiotów którzy szli z kosami na armaty zwykle otaczała sympatia nie tylko rodaków… Teraz, raczej na nic takiego liczyć nie można!

    Jak tam z samochodem, Wojtku?

  2. permakulturnik says

    Tak, to rzeczywiście dylemat. „Postęp” w dziedzinie propagandy jaki dokonał się w tym czasie jest ogromy. Zresztą wtedy legitymizacja władzy była głównie Boskiego pochodzenia, teraz władza pochodzi od ludu, więc teoretycznie lud chce mieć takie przepisy – jak przeciwko temu protestować nie atakując całej koncepcji demokracji?
    Bardzo ciężki orzech do zgryzienia.

    Między Wozem Drzymały a szopą Pana Deski jest taka różnica, że jednak w Niemczech prawo było jednoznaczne i tego prawa przestrzegano – dlatego Drzymała mógł się tak bawić jak się bawił. U nas (co historia dopalaczy pokazuje) sama władza przyznaje się do łamania prawa, by dopiąć swego. Znaczy się wyższy poziom cywilizacyjny w II Rzeszy był. To niezaprzeczalny dowód na to, że żadnego postępu „prawnego” (czy takie coś w ogóle istnieje?) przynajmniej u nas nie było w ciągu ostatnich 100 lat.

    Samochód już pewnie został rozebrany na części – w zeszył tygodniu jak zgłaszałem kradzież to mi policjanci nie chcieli na początku uwierzyć, bo to 3 Cinquecento w tamtym tygodniu było. Gniezno swego czasu było i w jakimś sensie nadal jest zagłębiem komisów samochodowych, więc popyt jest. Naszej rodzinie też kilka rowerów ukradziono. Ot – normalne, gnieźnieńskie złodziejstwo.
    Na dniach dostanę z policji świstek, że sprawa nabrała trybu urzędowego czy jakoś tak.

    Ze stratą się pokornie pogodziłem, nawet z pogodą ducha. Byłbym mieszkał w Rosji dostałbym pewnie nazwisko Smirnoff :)

  3. Krzysztof says

    No ale w praktyce chyba nikt z buldożerami mu nie wejdzie? Jakby ktoś po prostu zignorował system i zbudował domek, to czy rzeczywiście urzędnicy tak to ścigają?

  4. permakulturnik says

    Urzędnicy nie będą tego rozbierać. Pan Waldek Deska będzie musiał to zrobić w razie czego – jeśli się nie zastosuje to dostanie grzywnę i zostanie wynajęta firma budowlana, która dokona rozbiórki „samowoli”. Kosztami rozbiórki zostanie obarczony Pan Deska. Jeśli nie zapłaci to zajmą ku konta i majątek, Jeśli to nie wystarczy to pewnie do pierdla pójdzie – za długi.
    http://wiadomosci.gazeta.pl/kraj/1,34309,3132903.html

    Poland – I’m lovin it!

  5. says

    Wykonanie zastępcze w egzekucji administracyjnej- po kolejnych grzywnach wjedzie ekipa i rozbiorą. Nikt go za to nie zamknie, ale będzie bankrutem (da się żyć, ale niebyt przyjemnie). BTW post właściwie dokładnie opisuje moje nastawienie do sprawy.

  6. g says

    Dla mnie żenada. Facet przyznaje, że nie dostał by pozwolenia na budowę, więc z premedytacją olał prawo. Uważacie, że każdy skrawek ziemi powinien zostać zabudowany, ekologicznymi szopami z foli, styropianu, pianki i desek :)?
    Czy jeśli nie podobały by mi się przepisy dotyczące gospodarki odpadami to mogę palić śmieci i wylewać ścieki do rowu?

  7. permakulturnik says

    Dzięki artur xxxxx za sprostowanie i Maczecie za wyjaśnienia.

    @G
    W łamaniu prawa „pozytywnego” nie ma nic złego. Tzn. złe jest to, że mogą cię złapać i człowiek zostanie później ukarany. Pan Waldemar Deska nie zabudował każdego skrawka ziemi, tylko wybudował mały dom na SWOJEJ DZIAŁCE. Technologia budowy (czy ze styropianem czy z folią czy z glinosłomobeli) to sprawa (w tym przypadku) drugorzędna i jest to z moralnego punktu widzenia JEGO SPRAWA. Ja tez, jakby było mnie stać wybudowałbym sobie dom z sosny syberyjskiej, bo zdrowo wdychać te żywice i olejki eteryczne, z hebanu bo ładny itd. Nie zbuduję sobie a Pan Deska też sobie nie zbudował, bo go i mnie na coś takiego nie stać. Pan Deska (i ja zresztą też) pieprzymy ten styl życia „praca w korporacji” i spłata ładnego domku na przedmieściach przez 30 lat. Ja będę system pieprzył troszkę inaczej (patrz wpis). Jak pokazał można wybudować się taniej, swoją drogą pewnie materiały użyte przez Pana Deskę są takie tanie, bo nie spełniają norm budowlanych (zwłaszcza ta folia – się mi wydaje).

    Widzisz g, jeśli paliłbyś śmieci czy wylewał ścieki do rowu to szkodzisz innym poprzez ich zatruwanie. Jak Pan Deska zaszkodził innym ludziom budując swą szopę? Pomijając oczywiście wymienione we wpisie grupy interesu, bo im to rzeczywiście zaszkodził. Tak samo jak Ty szkodzisz sklepowi A kupując w sklepie B lub powstrzymując się w ogóle przed zakupem.

    Po zastanowieniu dochodzę jednak do wniosku, że „szkoda” Pana Deski jest nawet większa, bo ODZWYCZAJA LUDZI OD MENTALNOŚCI NIEWOLNIKA. Dla państwa, kliki rządzącej i establishmentu biurokratyczno-sitwowego to rzeczywiście gigantyczna i wymierna strata. Poddani zobaczą, że można inaczej, że nie trzeba harować „na system” całe życie, by mieć swoje mieszkanie/dom. Normalny podżegacz i szkodnik! Ukarać przykładnie, bo się ludziom w głowach poprzewraca!

  8. g says

    Wojtku, jakim prawem w takim razie jest np. ograniczenie prędkości w terenie zabudowanym do 50 km/h, jazda na światłach itp. Można je łamać (oczywiście z moralnego punktu widzenia)?
    Pytasz: „Jak Pan Deska zaszkodził innym ludziom budując swą szopę?” Otóż zaszkodził tym wszystkim którzy chcieli by pod Kazimierzem podziwiać krajobraz kulturowy/rolniczy, a nie barak krytą papą na działce ze strzyżonym trawnikiem. Pan Deska „zatruł” krajobraz, który podlega takiej samej ochronie jak powietrze czy wody.

  9. permakulturnik says

    Ograniczenie prędkości w miejscach uzasadnionych wynika z prawa naturalnego – możesz kogoś zabić, dlatego zalecane jest zwolnienie. Łamiąc to prawo i tak każdy odpowiada przed sobą, Bogiem czy policjantem i sędzia. W pewnych miejscach jest rozsądne zwolnić i sam tam zwalniam, czasami to prawo łamię. Zwłaszcza, że „teren zabudowany” jest na potrzeby przepisów o ruchu drogowym OKREŚLENIEM ADMINISTRACYJNYM (że się tak wyrażę). Czasami nie ma tego typu terenu a wypada zwolnić, bo są jakieś budynki, ruch wokół drogi, dzieci, czasami „teren zabudowany” jest w środku lasu, żeby doić kierowców z kasy.

    Takimi rzeczami jak „zatruwanie” krajobrazu kulturowego/rolniczego to zajmować się nie powinniśmy – nie ten poziom rozwoju bogactwa. Jesteśmy jeszcze nędzarzami (jako naród). Sorry, ale potrzeba posiadania schronienia znajduje się w hierarchii potrzeb Masłowa niżej, czyli jest ważniejsza niż potrzeby estetyczne jakiegoś kawiorowego socjalisty. Zatruta woda czy powietrze uszkodzi Twoje ciało, „zatruty” krajobraz nie. Zresztą sam dałeś to słowo w nawias czując absurdalność tego zestawienia.

    Podobnie można rozumować, że Murzyni w Afryce nie mają sobie wody czy prądu do chat przyłączać, bo kobiety niosące na głowie w glinianych dzbankach wodę 5 km codziennie są częścią „krajobrazu kulturowego” Afryki. Zresztą już teraz się mocno popsuł, bo zamiast nosić w ciężkich, ale malowniczo wyglądających glinianych dzbanach, to noszą w jakichś lekkich plastikowych baniaczkach…

    Nie da się ukryć, że talerz satelitarny, maszt telefonii komórkowej, jakieś linie wysokiego napięcia „zatrują” krajobraz osobie, która przyjechała sobie do Afryki na safari.

    Powiem tak, może jesteś ofiarą „systemu” (jesteś zakredytowany i dokonujesz racjonalizacji), może masz w tym interes (w grupie, która korzysta z takiego prawa), może jesteś burżuj i takie domy właśnie „zatruwają” Ci krajobraz kulturowy… Ale są na tym świecie ludzie biedni, którzy nie mają niemal nic (np. ja i chyba Pan Waldemar Deska), wiesz, że tego typu przepisy uniemożliwiają ludziom biednym postawienie podstawowego schronienia? Wiesz, że w Polsce jak się nie ma schronienia, to się zimą zginie? Wiesz, że SCHRONIENIE TO JEDNA Z PODSTAWOWYCH POTRZEB FIZJOLOGICZNYCH w naszym klimacie? To co biedacy nawet w slumsach nie mają prawa sobie szałasu zbudować, bo rani to odczucia estetyczne bogaczy? WTF?!

  10. g says

    Wojtku, nie jestem burżujem, kawioru nie jadam, nie jestem również bankowcem, „spekulantem” ziemią budowlaną, architektem, producentem materiałów budowlanych, kredytu nie posiadam. Należę do „grupy interesu” której zależy na tym, żeby las pozostał lasem, łąka łąką, żeby nad każdym jeziorem nie było osiedla daczy. Chce mieć możliwość wyjechania z miasta i podziwiania krajobrazu. Po to istnieje zagospodarowanie i planowanie przestrzenne. To są moje prawa i moje wolności. Ciekawe co Ty i Pan Deska byście powiedzieli gdyby na sąsiedniej do waszej działce ktoś postanowił wybudować fabrykę, wysypisko śmieci, itp?
    Jak bardzo bogaci powinniśmy być (jako społeczeństwo), żeby móc wreszcie zając się takimi sprawami? W bogatych społeczeństwa tez są ludzie biedni, oni mają dyktować prawa reszcie? A może maja być ponad prawem? Bogate kraje najczęściej zniszczyły swój krajobraz, a ten który im pozostał pieczołowicie chronią. W Polsce ginie się nie tylko z braku schronienia, ale też np. w wypadkach i umiera na grypę.
    Prawdziwi bezdomni i biedni nie mają 30 tys zł na budowę domu.
    cytat ze strony Pana Deski: „Szopę budowałem od 2 listopada do połowy lutego. Koszt całkowity wliczając w to benzynę na codzienne dojazdy (ok. 130 km dziennie), piwo, jedzenie i komórkę: trochę powyżej 30 000 zł.”

  11. ikti says

    W normalnej sytuacji jak ktoś chce mieć jakieś prawo do czegoś to za to płaci. Natomiast dziwnym trafem miastowi uważają, że mogą zmuszać ludzi mieszkających kilkaset kilometrów od nich do jakichś działań, żeby mogli sobie 2 dni w roku pooglądać piękne wiejskie krajobrazy.
    Równie dobrze wieśniacy mogli by się czepiać do tego, co się buduje i jak w Warszawie albo Krakowie, bo sobie czasem na wycieczkę przyjadą.

    Niech by ktoś tylko spróbował, to by mu pokazali że jednak są lepsi a kto gorsi :)

  12. permakulturnik says

    Sam bym tego lepiej nie określił… Taka ludzka natura, że ciągle jej mało a jak za darmo to 100 kilo na wynos, tylko żeby mi dobrze zapakować 😉

  13. Lurker says

    >>Ciekawe co Ty i Pan Deska byście powiedzieli gdyby na sąsiedniej do waszej działce ktoś postanowił wybudować fabrykę, wysypisko śmieci, itp?

    Co za żałosna demagogia. Zabrakło jeszcze tylko elektrowwni atomowej. Na sąsiedniej działce. Przez takich pożytecznych idiotów system rośnie w siłę. A energia przeciwników rozpływa się w jałowych dyskusjach z trollami.

  14. says

    Należę do “grupy interesu” której zależy na tym, żeby las pozostał lasem, łąka łąką, żeby nad każdym jeziorem nie było osiedla daczy. Chce mieć możliwość wyjechania z miasta i podziwiania krajobrazu. Po to istnieje zagospodarowanie i planowanie przestrzenne.

    Mylisz człowieku nielegalne budowanie domów w nieswoim lesie czy na państwowym terenie z budowaniem domu na swoim. Skoro państwo sprzedało człowiekowi działkę, to jest ona jego własnością i ma do niej pełne prawo. Jeśli wybuduje na niej chatę, to widocznie taka była jego wola na jego własnym skrawku świata. Nikomu to krzywdy nie wyrządzi. A jeśli zrobi tam wysypisko śmieci, to oczywiście, będzie to złamanie prawa i wtedy można go pozwać do sądu.
    A jeśli chodzi o elektrownię atomową, to Donek mnie o pozwolenie nie pytał, sam zadecydował. Mnie się to nie podoba. I nie tylko mnie.

Trackbacks

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *