Jak wyżyć z ziemi czyli jak zarobić na rolnictwie?

Gentelmeni nie rozmawiają o pieniądzach – gentelmeni pieniądze mają

Tak głosi pewne przysłowie. Sam gentelmenem nie jestem, co najwyżej człowiekiem aspirującym do roli zwykłego wieśniaka. Może mój syn (którego jeszcze nie ma, a przynajmniej żadna gładka białogłowa się do mnie po alimenty jeszcze nie zgłosiła 😉 gentelmenem dzięki moim trudom będzie mógł być. By tak stało trzeba jednak zarobić jakąś kasę – ostatnio żadnej wojny u nas nie było, kułaków nie rozkułaczają, więc trzeba ziemię sobie kupić i się na niej jakoś utrzymać.

James Bond może i jest gentelmenem, może i ma pieniądze, ale on pracuje dla rządu JKM. Poza tym ma stresująca pracę, śmiem twierdzić, że nawet bardziej niż gdyby pracował „w korporacji”.

Jak wyżyć z małego gospodarstwa permakulturowego?

To pytanie ma co najmniej dwa znaczenia. W tym wpisie nie zajmować się będziemy tym jak  w optymalny sposób wyprodukować wystarczającą liczbę kalorii by zaspokoić potrzeby organizmu. Pisałem już wcześniej o uprawie biointensywnej czy wielokrotnie nawet o leśnym ogrodzie. Tam zawarte są wskazówki jak tego dokonać.  Nie samą marchewką, masłem czy ziemniakami człowiek żyje – by korzystać z pewnych udogodnień jakie daje nam cywilizacja a które większość z nas pożąda potrzebujemy jakąś ilość pieniędzy. Za KRUS trzeba jakoś zapłacić, a jak nie chcemy być ubezpieczeni to i na wizytę u lekarza czy weterynarza trzeba mieć pieniądze – nie wszystko da się załatwić za gęsi – czasem trzeba dać w łapę gotówką ;).  O tym, że pieniądze są potrzebne, nawet miłośnikom „Anastazji” pisze pewien Ukrainiec (świetny tekst analizujący zjawisko pasożytnictwa społecznego u osiedleńców-lekkoduchów – polecam przeczytać).

Postanowiłem przedstawić  sposoby jak można żyć z ziemi czy może dokładniej na ziemi:

  1. Sprzedaż produktów wysokiej jakości „normalnych” produktów czyli np. jajka od kur z wypasu pastwiskowego, surowe mleko, świnie z wypasu pastwiskowego… Klient docelowy to burżuj posiadający świadomość ekologiczną, lubiący dobrze zjeść itp.
  2. Sprzedaż towarów/usług, które są niezależne od lokacji. Np. poduszek do medytacji (sprzedaż wysyłkowa przez internet) czy tez praca programisty (nie zawsze jest to możliwe, ale często tak) lub tłumacza. Rynek to Polska/UE/świat.
  3. Sprzedaż produktów specjalnych takich jak żeń-szeń, grzyby shitake wzbogacone w witaminę D. Klient na tego typu produkty to  miłośnicy medycyny alternatywnej a to spora część Polaków (i nie tylko) – można suszone grzybki czy ziółka wysyłać paczką i do innych krajów UE**.
  4. Sprzedaż usług związanych z ziemią np. kursy permakultury, wikliniarstwa, robienia serów, agroturystyka
  5. Bycie rentierem lub życie z odsetek od spadku po bogatej cioci z Ameryki:)

Sprzedaż „normalnych” produktów wysokiej jakości

Temu punktowi nie poświęcę w tym wpisie dużo uwagi, gdyż w wielu miejscach już o tym pisałem. Chociażby we wpisie o drogich świniach, czy zielonym marketingu. Warto pamiętać, że najlepiej sprzedawać bezpośrednio – wtedy działkę pośrednika zgarniasz również Ty.

Sprzedaż towarów czy usług które są niezależne od lokalizacji

Istnieje spora grupa towarów czy usług, które są dość niezależne od lokalizacji czy może mało zależne od lokalizacji. Jednym z takich przykładów jest projektant stron internetowych. Jeśli w jakimś miejscu jest prąd i dostęp do internetu, to dany człowiek może wykonywać swą pracę w takim miejscu. Podobnie tłumacz i inni freelancerzy. Miejscem gdzie można poszukać różnego typu zleceń jest np. Elance.com lub Guru.com. Sam kiedyś na Elance zlecałem komuś stworzenie tekstów dla mojej firmy (która miała zarabiać na globalnym ociepleniu) i byłem zadowolony. Inną opcją jest uczestniczyć w jakimś PP (programie partnerskim) np. moim. Wtedy za każdego namówionego klienta (w moim przypadku na usługę) dostaje się określony procent transakcji (u mnie od 20 do 40%). Istnieje wiele programów partnerskich – można ludzi namawiać na to by brali kredyty, kupowali książki, scyzoryki, watowane gacie, porno pantofelki, nasiona, sprzęty ogrodnicze… Praktycznie w każdej branży jest jakiś program partnerski (na pewno anglojęzyczny), polski rynek PP choć nie tak bogaty, to szybko się rozwija.

Moja firma działa prawie na tej zasadzie. W razie większego zlecenia jedziemy do klienta, odległość jest w tym przypadku niezbyt istotna. Cześć usług konsultacje: skypeowe/mailowe mogę wykonywać jak tylko mam dostęp do internetu, komputera i prądu. Tego typu rozwiązanie biznesowe pozwala mi  zamieszkać w jakiejś taniej części Polski, daleko od dużego miasta, dzięki czemu cena ziemi jest niska.

Sprzedaż produktów specjalnych

Kolejnym sposobem na zarobek jest sprzedaż „produktów specjalnych”. To są rzadkie, raczej ekskluzywne i niszowe produkty. Zidentyfikować taki rynek jest dość ciężko. Klient zwykle jest wybredny i wymagający, na szczęście ma kasę, i jest skłonny się tymi pieniędzmi podzielić. Oto kilka pomysłów, niekoniecznie wszystkie do zrealizowania w Polsce, ale może kogoś zainspiruje:

  • mleko klaczy końskiej – są ludzie, którzy za coś takiego płacą 20x tyle co za mleko krowie. Niby zdrowsze. Z koni arabskich mleko jest bardziej ekskluzywne (1)
  • mleko kotów – bez komentarza, jedzenie dla naprawdę burżujskich burżuji, nie jest to jednak jeszcze szczyt dekadencji. Szczytem chyba jest suflet z dodatkiem mleka z… białego tygrysa (2) Współczynnik konwersji paszy (zielonej) jest pewnie w granicach 1 do kilkuset.
  • jajka ślimaków – tak, dobrze przeczytałeś – są ludzie, którym doskwiera to, że nie mogą jeść kawioru kaspijskiego (przełowienie), ktoś wpadł na pomysł, że jaja ślimaków przechowywane w solance smakują podobnie… No i niektórzy to jedzą a inni hodują i sprzedają. (1)
  • żeń-szeń* – ponoć dobre na wszystko. Tak przynajmniej ludzie wierzą, a skoro wierzą, to musi być to prawda! Za taki cudowny lek trzeba odpowiednio zapłacić.
  • sprzedaż wyrobów z wełny alpaki – słynne alpaki (a raczej słynni są na tym blogu ich polscy hodowcy) to również przykład takiego burżujskiego produktu specjalnego.
  • larwy złotooków (3 )- złotooki to takie pożyteczne owady, które zżerają mszyce. Zamawiasz larwy, one się wykluwają i biedne mszyce (które tylko chciały się najeść) zostają pożarte co może poprawiać plony. Dla wielu osób jest bardzo ważne by nie używać pestycydów w ogrodzie. Osoby te są skłonne za to zapłacić (nawet więcej niż wynosi pieniężna wartość rynkowa uratowanych od mszyc plonów).
  • trufle a raczej  drzewka zaszczepione mikoryzom trufli – do tego typu działalności polecam założenie spółki z o.o. (w Polsce nikomu nie udało się pozyskać w ten sposób trufli). Raczej też lepiej nie podawać domowego adresu do korespondencji. Pierwsze plony trufli ponoć pojawiają się po kilkunastu latach od zasadzenia – sprzedawca ma zatem sporo czasu by wyjechać z kraju przed pierwszą reklamacją. 😉
  • grzyby shitake/pieczarki/boczniaki naświetlone promieniowaniem UV – zawierają dużo więcej witaminy D. Co prawda to jest ta występująca w gorzej przyswajalnej formie (D2), ale ważne, że jest wegańska. Wielu wegan będzie chciało zapłacić za to, że mają „wolne od cierpienia naturalne suplementy diety” (cokolwiek to znaczy). Dobry marketingowiec nie sprzedaje produktu, on sprzedaje styl życia…
  • nasiona/sadzonki ekologiczne – Wcale niedawno jeden ze znajomych szukał nasion ekologicznych (normalne ze sklepu nie mogą być, ). Dla niektórych pochodzenie nasion jest niezwykle istotne. Prawdopodobnie można by go skasować 2, 3 może 5, może nawet 10  razy więcej niż za „normalne” nasiona (ekologicznej sadzonki drzewka raczej za 300zł nikt nie kupi). Mam nadzieję, że się wypowie w tym wątku :) Myślę, że nie jest on wyjątkiem, to oznacza, że jest to rynek, który może zapewnić przyzwoity byt niejednemu człowiekowi. Podobnie sprzedaje się styl życia (którego nasiona są w tym przypadku tylko nośnikiem). Nie nam oceniać upodobania klientów, tylko je spełniać i kasować odpowiednio…
  • sadzonki/nasiona rzadkich roślin – osoby sprzedające w Polsce szlachetne odmiany derenia jadalnego, oliwników naprawdę się nie wyrabiają. Gdzie dostać smacznego pawpawa, odpornego na mróz nawet 200 km na północ od Suwałk? W USA takie mają…
  • pędy paproci jadalnych – dla Azjatów, mieszkańców Ameryki Północnej żyjących aktualnie w Polsce.
  • warzywa dla restauracji orientalnych i etnicznych (w dużych miastach) – populacja Azjatów w Polsce szacuje się na od kilkudziesięciu do kilkuset tysięcy. Wiele z ich warzyw nie są dostępne w handlu. Restauracje specjalizujące się w jedzeniu dla rodowitych Azjatów zapewne będą zainteresowane świeżymi orientalnymi warzywami czy przyprawami jak np. wasabi – chrzan japoński (swoją drogą nie wiesz co to ostry chrzan jeśli nie jadłeś wasabi – oczy z czaszki wychodzą!). Podobnie jak pierwsze brytyjskie piekarnie, które piekły chleb dla Polaków zarobiły niezłe pieniądze, bo ludzie na obczyźnie są skłonni płacić przyzwoite pieniądze z jedzenie „jak u mamy” (chodzi o styl życia, nie o produkt – produkt to tylko nośnik!). Z czasem i Brytyjczycy się przekonali do polskiego chleba – kilku moich  znajomych z Albionu mówiło mi, że kupują chleb w polskich piekarniach, bo tam jest on po prostu lepszy – chyba chodzi o to, że ma mniej „witaminy” E  (E-220, E-342…)

Sprzedaż produktów związanych z ziemią

Następny sposób w jaki można zarobić pieniądze pośrednio z ziemi to organizacja rożnego rodzaju kursów np. serowarstwa, permakultury, wikliniarstwa, zdrowego gotowania, warsztaty jogi, prowadzenie agroturystyki, wynajem sal na wesela itd. Lepiej tego typu działalność prowadzić w pobliżu dużych miast.

Świadczenie usług dla osiedleńców to moim zdaniem rosnący rynek – coraz więcej ludzi chce się z tzw. wyścigu szczurów wykruszyć. Porzucają pracę w korporacji by przenieść się na wieś. Często etaty, które porzucają są bardzo dobrze płatne – ludzie ci mają więc pieniądze i chcą się z nią rozstać jeśli dostaną to, czego chcą. A pożądają np. wymienionych wcześniej ekologicznych nasiona czy wegańskich suplementów diety. Wkrótce stworzę ekonomiczny profil „nowego wieśniaka”, bo to IMO ogromny rynek, który może stać się źródłem utrzymania dla innych osiedleńców (ja tak robię).

*Uwaga: zmienia się prawo w sprawie sprzedaży ziół od 1 kwietnia 2011 roku (4). Należy uwzględnić, że może być problem ze sprzedażą – to źródło pieniędzy jest zatem dość niepewne. Może przez jakiś czas jako produkty kolekcjonerskie (jak dopalacze), problem w tym jednak jest taki, że interesu – przemysł farmaceutyczny ma… interes by sklepy zielarskie zamknąć.  Oni mają na korumpowanie lekarzy/legislatorów/lobbystów niewyobrażalne wręcz sumy pieniędzy. Słuszne wydaje mi się założenie, że z zielarzami omijającymi prawo, którzy psują przecież biznes przemysłowi farmaceutycznemu rozprawią się podobnie jak z dopalaczami. Prawda, że niezły totalitarny cyrk powstaje gdy tylko zgodzimy się na zasadę, że biurokraci mają prawo decydować o tym co mamy jeść/pić/przyjmować/palić?

Related Post

Comments

  1. permakulturnik says

    Dzięki cedric, ciekawe linki – ten film już widziałem. A o tym drugim to… lepiej nie gadać. Piszę w tej chwili artykuł na Agepo w trochę podobny deseń. Przyszłość geopolityczna się szykuje w bardzo ciemnych barwach i ogólnie od strony ekonomicznej to dupa. Hans kiedyś u siebie napisał, że na szczęście najcenniejsze rzeczy w życiu są za darmo…

  2. says

    Produkty specjalne – szał w biały dzień. Lubię czytać to co piszesz, bo zawsze można coś ulepszyć, podpowiedzieć innym. Jeśli chodzi o ekologiczne jedzonko, to mam swoje zdanie, bo niestety sąsiedzi oddaleni o 10 km też mogą nam zatruć nasze hodowle, ogród czy poletko, a i chemitraliasy dodajmy, kwaśne deszcze, wyjałowioną glebę – bo niekoniecznie na powiedzmy nowo zakupionej przez nas ziemi, ktoś kilka lat, lub kilkanaście wcześniej stosował naturalne „nawozy”, a chemia w ziemi siedzi…
    Pozdrawiam ciepło.

    • Tomek says

      Co ty Człowieku wiesz o uprawie roślin, wyjałowieniu gleby czy chemii stosowanej w rolnictwie?
      Takie bzdury piszesz, aż trudno przejść obok tego obojętnie

  3. permakulturnik says

    Co masz na myśli, że sąsiedzi oddaleni o 10 km mogą zepsuć hodowlę?

    Większość związków chemicznych mimo wszystko z czasem się rozkłada, zdecydowana większość pestycydów jaka jest w naszej żywności jest spowodowana tym, że rośliny zostały spryskane danym środkiem.

    Kwaśnych deszczy w Polsce coraz mniej. Do tego doszło, że rolnicy muszą na powrót siarką pola nawozić – wcześniej to siarkę mieli za darmo, od elektrowni – z nieba spadała.

    Na szczęście jałowa gleba i niebezpieczeństwo pozostałości nawozów sztucznych w glebie się trochę wykluczają. Większość nawozów mineralnych jest wypłukiwana szybko z gleby – dlatego dawkę rozkłada się w ciągu sezonu na 2-3 razy.

    Podsumowując aż tak źle nie jest:)

    Dziękuję za pozdrowienia, również pozdrawiam.

  4. says

    Opryskiwanie przez sąsiada w wietrzny dzień (a są i tacy mądrzy) powoduje, że wiatr roznosi daną chemię, zresztą nie tylko chemię, ale i modyfikowane gentycznie nasiona roslin jadalnych i nie jadlanych, w sensie chwastów. A i pszczoły nawet przenosząc się z jednej rośliny na drugą pzrenoszą chemię…

  5. Anonim says

    grzyby shitake/pieczarki/boczniaki naświetlone promieniowaniem UV – przyznam ze to jest troche dla mnie nie jasne, czy chodzi o to ze wszystkie 3 rodzaje grzybow maja byc naswietlane, czy tylko boczniaki? pozdrawiam

Trackbacks

  1. […] David Wolfe – główny ideolog i guru surowego weganizmu, promotor tzw. superjedzenia (ang. superfood). Przyczynił się do zwiększenia czy nawet powstania popytu na Zachodzie na wiele egzotycznych, zdrowych produktów żywnościowych (jagód goji, grzybów shitake itp. produktów specjalnych). Produkcja suplementów (oczywiście roślinnych) dla surojadków może stanowić źródło dochodu dla małego/permakulturowego rolnika. […]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *