Bałwochwalcy

Wiara w omnipotencję państwa i moc przepisów w Narodzie jest niesamowita. Jednym z takich bałwochwalców (bo po chrześcijańsku to w państwo wierzyć racze chyba nie jest?) jest komentator o nicku  g.

Postaram się przedstawić poglądy mego oponenta, by wszyscy wiedzieli z czym się nie zgadzam i ewentualnie by Czytelnicy jeśli zechcą mogli się ze mną nie zgodzić. G wychodzi z założenia, że:

  1. Pan Waldemar Deska został słusznie ukarany, gdyż złamał przepisy
  2. Pan Waldemar Deska został słusznie ukarany, gdyż „zatruł” swoją (w przekonaniu g. brzydką) szopą krajobraz rolniczo-kulturowy danego obszaru uniemożliwiając mu cieszenie się widokami.
  3. Materiały użyte przez Pana Deskę (papa, folia, styropian) są „nieekologiczne” i pewnie nie spełniają norm budowlanych.
  4. Pan Waldemar Deska wcale taki biedny nie jest, bo na swój dom wydał około 30 tys zł, w tym wliczone wydatki na piwo.
  5. Na mój zarzut, że schronienie  w naszym klimacie jest potrzebą elementarną i od jego braku się ginie, g odpowiedział, że u nas umiera się również na grypę i w wypadkach.

Przepisy planistyczne  w głównej mierze powstały po to by kontrolować i w konsekwencji jeszcze bardziej wydoić z pieniędzy mieszkającą na danym terenie ludność. Trzeba przyznać, że z taktycznego punktu widzenia to działanie bardzo sprytne – podatki wynikające z opodatkowania dochodów można ograniczyć poprzez optymalizację podatkową lub zatajenie dochodów, podatek VAT można ograniczyć poprzez kupowanie niektórych produktów na lewo. A domu: za bardzo ukryć się nie da, jest wiec świetnym atakiem do ordynarnego łupienia. Teraz trzeba tylko dorobić do tego odpowiednią ideologię…

Krótka historia legitymizacji władzy

Dawno, dawno temu władzę miał ten kto potrafił ją zdobyć. Legitymizacji w sumie nie było – gorzej władasz maczugą, twoja banda ma mniej mieczy, więc… masz pecha i musisz nam płacić „podatki” (zboże, tkaniny, zwierzęta bo jak nie to: zrobimy z ciebie niewolnika, zgwałcimy ci żonę, zabijemy dziecko, podpalimy gospodarstwo (niepotrzebne skreślić). Ten system sprawdzał się całkiem dobrze, do czasu gdy obszary wpływów był mały a grupa kontrolująca była silna. Wraz ze wzrostem rewiru zbójeckiego (czytaj stref wpływów) brak legitymizacji okazał się… mało wydajny i kosztowny (potrzeba utrzymywania odpowiednio licznego aparatu przymusu, któremu przecież trzeba w ten czy inny sposób płacić).

Wprowadzono z czasem koncepcję, że władca (teraz już książę,  król, faraon, cesarz) są albo namiestnikami Boga na ziemi albo sam władca jest bogiem. Słuchać się władcy i płacić podatki trzeba teraz również z powodów religijnych. Popularne w tamtych czasach było przekonanie, że „władza pochodzi od Boga”. Władca miał od tego momentu również różne zobowiązania względem poddanych. Niestety nie ma nic za darmo. Władzą i przychodami z podatków trzeba było się dzielić z duchowieństwem, które wpoi w lud obowiązującą wersję religii i (religijny) obowiązek do władzy. Dlatego władca nadawał duchowieństwu majątki ziemskie, stąd prawo do pobierania dziesięciny.

Legitymizacja władzy i przepisów w dzisiejszych czasach

W czasach nowożytnych rozpowszechniła się koncepcja demokracji. Teraz władza nie pochodzi od Boga a pochodzi z ludu – jest to w społeczeństwie bardzo rozpowszechniony pogląd. Oczywiste zatem jest, że uzasadnienie żadnego przepisu nie może być:

  • tak jest, bo my (władza) tak chcemy a jak nie to użyjemy przemocy
  • Bóg tak chce (a my wiemy jak interpretować Wolę Boga)

Dziś wszelkie nowe przepisy i podatki są legitymizowane… dobrem ludzi (ja jakoś nie mogę zrozumieć dlaczego podwyżka podatków na żywność jest dla mnie dobra, no ale ja prosty człowiek jestem)* . To dobro jest realizowane poprzez poprawę rzekomą lub rzeczywistą:

  • bezpieczeństwa (przepisy budowlane, przepisy o ruchu drogowym, kryminalizacja narkotyków, państwowa emerytura – taki mały żarcik;) )
  • równości społecznej (podatek dochodowy, państwowa opieka socjalna)
  • środowiska (obowiązek oczyszczania ścieków, podatek od emisji CO2, dopłaty do „zielonej energii” kosztem a jakże… odbiorców energii)
  • zdrowia ludności (składka zdrowotna ZUS, akcyza na papierosy, alkohol, reklamy propagandowe mleka w TV, sprzedaż niektórych leków tylko na receptę, zakaz sprzedaży ziół)
  • krajobrazu kulturowo-rolniczego (przepisy o planowaniu przestrzennym)

Każda władza, poza tylko tą najbardziej prymitywną potrzebuje legitymizacji i w każdym przypadku to kosztuje. Oczywiście tych kosztów nie ponosi sama władza – ponosi je społeczeństwo tak jest również w społeczeństwie powiedzmy demokratycznym. Głównym kosztem jest wzrost podatków oraz zwiększenie ilości przepisów. Krzysztof Rybiński szacuje [1], że podwyżka podatku VAT spowodowana była zatrudnieniem w latach 2008-2009 dodatkowych  40 000 urzędników. Obydwie rzeczy zrobił rzekomo liberalny rząd (liberałowie to wg. teorii [2] ci od obniżania podatków i ograniczania biurokracji). Czy za te kilka lat (podwyżka podatku VAT ma być oczywiście tylko tymczasowa – podobnie jak istniejący od 9 lat podatek Belki) rząd wyrzuci na zbity pysk urzędników, (którzy zarabiają powyżej średniej krajowej) i powie by ci zamiast przerzucać z jednej kupki na drugą papier przerzucali prawdziwe kupki czyli gnój?

Szacunek do prawa czyli i Ty jesteś przestępcą (choć może jeszcze o tym nie wiesz)

Ciekawy, zabawny i przygnębiający zarazem wykład dla tych co jeszcze mają tzw. „szacunek dla prawa” – dlaczego nie powinieneś rozmawiać z policją. To tyczy się warunków amerykańskich, ale myślę, że i u nas pewnie podobne przepisy istnieją. Kol. Maczeta Ockhama napisał na podobny temat dobry i nieco przerażający wpis.

Przytoczę fragment z filmiku (5:50) : sprawa tyczy się USA – przetłumaczę na polski część jednego z około 10 tysięcy amerykańskich praw federalnych  – legislatorzy nawet sami nie wiedzą dokładnie ile ich jest:

16 U.S.C.  paragraf 3370

Jest niezgodne z prawem by jakakolwiek osobaimportowała, eksportowała, transportowała, otrzymywała, nabywała, kupowała jakąkolwiek rybę, roślinę albo dzikie zwierzę/”składnik dzikiej przyrody” (z ang. wildlife) które zostało pozyskane, posiadane, transportowane lub sprzedane z pogwałceniem prawa: federalnego USA, Indian (amerykańskich – przypis W.M.), stanowego lub prawa jakiegokolwiek innego państwa (świata – przypis W.M.).

Oznacza to, że w USA można stać się przestępcą, jeśli np. jakiś głupi (albo nieświadomy) krewny  wyśle albo da ci prezent w postaci zagrożonego zwierzątka czy rośliny. Pewnie zawartość Twojego dysku twardego również pozostawia wiele do życzenia…


Fragment zrekonstruowanej pradawnej osady – to blokowisko kultury łużyckiej. Ciekawe czy użyte przez mieszkańców Biskupina materiały spełniają normy budowlane (dach wygląda mi na łatwopalny, przewodów kominowych brak, teren jakiś podmokły…). Aż trudno uwierzyć, że ktoś tam zgodził się ludzi wpuścić. Czy nie byłoby dla nich bezpieczniej i lepiej gdyby mieszkali w namiotach, pod gołym niebem?

Śmieci z perspektywy

G nie uwzględnia tego, że za 200 czy 1000 lat szopa Pana Waldemara Deski (jeśli się ostanie) stanowić będzie cenne znalezisko. Znalezione przez archeologów przyszłości fragmenty papy, styropianu stanowić będą obiekt westchnień archeologów i miłośników przeszłości. Kto wie, może za 150 lat w Szopie zamieszka futurystyczna wersja Riannon, która mieszka w domu przysłupowym?


Szopa Pana Deski poza posiadaniem współczesnego sprzętu i innego dachu dużo nie różni się od chat z Biskupina. W Biskupinie mają może lepiej utrzymany trawnik 😉

Jak rozwiązać kwestie zagospodarowania przestrzennego?

Większość problemów z budowaniem słynnych wysypisk śmieci, fabryk, tartaków można by rozwiązać w następujący sposób: Wyznaczane są rozległe tereny gdzie dopuszczalne jest stawianie fabryk, tworzenie wysypisk śmieci itp. Na tych terenach można jednak się osiedlać – kwestia tego, że wie się, że w danym miejscu może być w przyszłości wysypisku śmieci/fabryka. Podobnie z ziemią rolną – chcesz to się budujesz, tylko nie dziw się jak będzie ci śmierdzieć (i nie masz prawa  protestować) i, że kilka dni w roku sąsiad będzie wylewał na pola szlam z oczyszczalni ścieków a w żniwa od świtu do zmierzchu, nawet w niedzielę hałasował kombajnem. Zresztą dany teren może być zarówno terenem przemysłowym jak i ziemią rolną. Na pierwszy rzut oka ma to same zalety. Największe wady:

  • Co by miało robić te dziesiątki tysięcy urzędników, którzy odpowiadają za „ład przestrzenny”?
  • Kto zrekompensowałby tym urzędnikom utracone dochody z łapówek za szybkie i sprawne załatwienie spraw?

Nie wiem na jakim obszarze kraju można aktualnie się budować, w sensie jaką powierzchnie Polski stanowią działki budowlane, śmiem podejrzewać, że stanowi to promile lub procenty całej powierzchni Polski. Jak myślicie, że wpłynie na cenę działek na których można się wybudować jeśli ten teren będzie stanowić 70% powierzchni naszego kraju? Czy zwykłemu człowiekowi będzie wtedy łatwiej i taniej kupić działkę? Czy jeśli usługi architektów i kierowników budów nie będą obowiązkowe, to czy ich cena spadnie?

Kwestia priorytetów

Pan Waldemar Deska na swojej stronie internetowej słusznie zauważa, że budynki najpierw służyły za schronienie, potem doszła funkcja przechowywania żywności np. niezdrowych zbóż by w końcu przejść do funkcji prestiżowej. Pan Deska chciał zaspokoić swoją podstawową potrzebę. Kimy Ty człowieku jesteś by mówić innym co oni mają budować na swojej ziemi (jeśli nie ograniczają wolności innych)?
A jak się komuś nie podobają domy biednych ludzi to niech se kupi ziemię przylegającą do tych domów i posadzi żywopłot – najlepiej z iglaków, wtedy zasłona będzie całoroczna. Wtedy Twoje prawo „do ładnych widoczków” (bo to dla g jest istota sporu!) nie zostanie pogwałcone.

Kiedy architektura robi się piękna?

Kolejną sprawą jest fakt, że zwykle ludzie starają się upiększać swoje siedziby. W miarę wzrostu zamożności mieszkańców ludzie zaczynają upiększać swoje domy. Najpierw budowało się budynki gospodarskie (dla zwierząt) potem w miarę wzrostu zamożności coś w rodzaju domu, potem gdy pieniędzy było jeszcze więcej to ten dom się upiększało – na coś trzeba przecież pieniądze wydawać, albo coś z czasem robić. Wszyscy, którzy wierzą w potęgę państwa w kwestiach architektury radzę, by zgłosili inicjatywę ustawodawcą – by posłowie przegłosowali ustawę o pięknie architektury w Polsce. Niech posłowie uchwalą, że w Polsce architektura ma być piękna. Może przy okazji zbierać też podpisy pod ustawą o dobrobycie?

*Pośrednio rząd tą decyzją sprawia, że domowa produkcja żywności staje się coraz bardziej opłacalna, więc i zainteresowanie permakulturą siłą rzeczy większe.

Related Post

Comments

  1. gabuzo says

    Zagadką dla mnie jest postawa ludzi, którzy najpierw tanio kupują ziemię/domy pod lotniskami, następnie uczestniczą w manifestacjach / apelach przeciwko hałasowi z samolotów…

    Co do sprawy Waldemara, ona pomoże nam wszystkim zrozumieć, że żyjemy w państwie policyjnym, nie demokratycznym. Nie dajmy się zwieść propagandzie.

    Na sądy nie ma co liczyć, bo one mają na zadanie ochronę interesów bogatych. Sąd to tylko wyrafinowana forma maczety. Za jego pośrednictwem władca stosuje outsourcing przemocy: nie musi już zdejmować swoich białych rękawiczek. A wiara w „konstytucję/prawa człowieka/dobrą wolę ustawodawcy” należy w wieku dojrzałym odrzucić, na równi z wiarą w Św. Mikołaja.

    Najwyższy czas, żeby się obudzić. Liczyć można tylko na siebie.

  2. MaQ says

    Temat jest dość ciekawy ale i kontrowersyjny. Moim zdaniem szopa pana Waldemara jest całkiem ładna. Prawo w Pl jest niedoskonałe i wszechmoc władz wtrącających się w naszą wolność też przeraża. Sam skutecznie obszedłem przepisy budowlane budując na swojej działce domek „gospodarczy” (pow. zabudowy <25m2) Niemniej jednak problem z zaśmiecaniem krajobrazu też istnieje. W okolicach mojej działki postawiono już ok 20 domków tzw "holenderskich". Są to odpady których na zachodzie nie opłaca się utylizować. Wybawieniem umożliwiającym dodatkowo zarobek są nasi rodacy. Polactwo dzięki otwartym granicom z ciąga ten złom do nas i stawia gdzie popadło. Wygląda to naprawdę szpetnie i w dodatku truje – większość tych "domków" wyprodukowano w pierwszej połowie lat 80tych i ocieplona jest azbestem. Z jednej strony zgadzam się z Panem Majdą. Nasza prywatna własność i nic nikomu do tego co tam stawiamy – z drugiej – wydaje mi się że jakaś kontrola jednak nad tym powinna być.
    Kolejnym tego typu drażliwym tematem są np. reklamy http://bryla.gazetadom.pl/bryla/0,85304.html?tag=reklama brak stosownych przepisów w tym temacie skutkuje wolną amerykanką naprawdę trudno jest obecnie znaleźć miejsce w Polsce nie obklejone jakimś plakatem. Nad morzem pojawiają się nawet boje reklamowe. A w górach (zakopane) na każdym kroku straszą prywatne reklamy. Wolność budowania co się chce prowadzi do szpetoty ogólnej – np miasta USA. Zachwycamy się pięknymi i urokliwymi miasteczkami Austrii czy Niemiec – trzeba pamiętać że tam wszystkie budowle musiały być w określonym przez radę miejską stylu.
    Pozdrawiam

  3. permakulturnik says

    Właśnie, natura nie znosi próżni. Całkiem możliwe, że gdyby nie kretyńskie prawo to takie paskudztwa jak domki holenderskie nie byłyby importowane do nas w takiej ilości, tylko postawiony by był normalny budynek.

    Niemcy i Austria to kraje dużo bogatsze od nas.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *