Dlaczego w Polsce tak trudno jest mieć wszystko? Luźne dywagacje o produktywności, drzewach, trawie, wodzie i nawożeniu.

Mówi się, że nie można mieć wszystkiego. Pewnie jest to racja… Będąc realistą poświęcę ten wpis może nie temu jak osiągnąć wszystko a jak osiągnąć bardzo wiele, dużo więcej niż to co nam naturalnie przysługuje. Będą to zatem dywagacje (poparte badaniami naukowymi i doświadczeniem praktyków) dotyczące produktywności, leśnych ogrodów, sadów, nawożenia i nawadniania. Te medytacje mają jednak przełożenie na przyziemną rzeczywistość – wydajność z hektara. Jeśli w tym momencie posmutniałeś drogi Czytelniku, bo Ty żadnych hektarów nie masz a co najwyżej małą działeczkę czy przydomowy ogródek, to nie przerywaj lektury – ten wpis będzie dla Ciebie nawet ważniejszy, niż dla kułaków posiadającej kilka czy kilkanaście hektarów.

Z czym do Europy?

Polska obdarzona jest dość nieszczęśliwym położeniem geograficznym. Nie mówię w tej chwili o tym, że zawsze byliśmy gościńcem dla różnych europejskich armii (a i w przyszłości zapewne również będziemy, bo dlaczego niby nie?), chodzi mi o warunki klimatyczno-glebowe w jakich przychodzi nam żyć i gospodarować. Nasze gleby nie są zbyt żyzne a opady atmosferyczne również pozostawiają wiele do życzenia… Postawię w związku z tym dwie bardzo odkrywcze 😉 tezy:

  • Z powodu niewystarczających (w przeciętnym roku) opadów atmosferycznych produktywność polskiego ogrodnictwa jest mniejsza niż potencjalnie mogłaby być gdybyśmy mieli tych opadów więcej.
  • Z powodu niskiej żyzności polskich gleb produktywność naszych ogrodów jest mniejsza niż mogłaby być (gdyby była wyższa).

Oznacza to, że jeśli byśmy obficie nawadniali i nawozili nasze uprawy, to można podwyższyć ich produktywność. To również niezbyt oryginalna myśl… Dla dalszych rozważań warto zapamiętać fakt, że średnie opady atmosferyczne dla Polski to około 600 mm na rok. W Średnia dla Wielkopolski skłania się  ku 500mm a na Kujawach nawet do 400-450. To wartości średnie. Czasami jest lepiej, równie często – statystycznie rzecz biorąc – jest gorzej.

Ilość dostępnych w glebie pierwiastków potrzebnych roślinom do wzrostu również jest ograniczona. Trudno, żeby było inaczej skoro większość gleb w Polsce jest piaszczysta i uboga w materię organiczną – one po prostu nie są w stanie „utrzymać” łatwo przyswajalnych pierwiastków.

Owce dość dobrze nadają się do młodych systemów agroleśniczych, gdyż ich obecność nie wymaga aż tak silnej ochrony drzew jak przed krowami czy końmi.

Dlaczego zaprzestano stosować w Polsce agroleśnictwo?

Jednym z powodów dla których zaprzestano stosowania agroleśnictwa na terenie Polski są właśnie powyższe spostrzeżenia. Dlaczego piszę, że zaprzestano? Chyba wszyscy się zgodzą, że większość opisywanych na blogu systemów agroleśniczych jednak w Polsce o ile w ogóle istnieje, to stanowią promil całej ziemi uprawianej w naszym kraju. Inna sprawa, że dziś jaki i w przeszłości sady stanowią małą część ogólnego obszaru wziętego przez człowieka pod uprawę. Samo słowo zaprzestano sugeruje również, że kiedyś to (agroleśnictwo) jednak stosowano. A i owszem: za dawnych czasów wypasano w sadach gęsi, kury, świnie czy krowy – one żywiły się spadami, trawą, chwastami i roślinami motylkowymi rosnącymi w sadzie. Wszystkie te rośliny, które rosły w tym sadzie były „dziko rosnące”. W żadnym wypadku nie można mówić o jakimkolwiek doborze pod kątem produktywności np. wydajnie wiążących azot roślin z rodziny bobowatych (kiedyś mówiło się na nie motylkowe), czy trawy o wysokiej zawartości białka na paszę dla zwierząt. Przeżywały zwykle to, co było najmniej smaczne i strawne dla zwierząt. Gęsi,kury i krowy jedzą deser najpierw – na dłuższą metę czyniło to murawę w sadzie dość nędznym źródłem paszy dla zwierzaków. Ogólne plony z tak zarządzanego systemu również nie były wysokie. Drzewa owocowe konkurowały przecież z trawami, chwastami i motylkowatymi o ograniczoną ilość wody i substancji mineralnych. Żywot naszych chłopskich przodków był również dość marny a ich zwierzęta użytkowe kiepsko odżywione także to w sumie nic niezwykłego…

Średnia temperatura lata od V do XI (w °C)

Potrzebna ilość opadów (w mm)

jabłoń

Grusza

brzoskwinia

14

540

500

15

620

570

440

16

700

640

550

17

780

710

560

Tabela 1* Przedstawia ilość opadów niezbędnych do uzyskania maksymalnych plonów trzech głównych gatunków drzew owocowych na średnio zwięzłych glebach w NRD (aktualnie Niemcy – przypis W.M.) (według Kemmera i Schulza).[1]

Wielkość opadów na przeważającym obszarze Polski jest niewystarczająca by osiągnąć maksymalne plony jabłoni w większości cieplejszych lat. Zwróć proszę uwagę, że w Polsce gleby mamy raczej lżejsze. Większość sadów sadzi się co prawda na lepszych glebach, jednak osoby posiadające przydomowy sad czy ogród często muszą zakładać go na glebie piaszczystej (lekkiej). Te gleby charakteryzują się mniejszą pojemnością wodną, czyli skutki suszy szybciej są na nich widoczne.

Miesiąc

Owies

Żyto ozime

Koniczyna

Burak cukrowy

Parowanie z czarnego ugoru

Marzec

29,7

Kwiecień

4,9

43,1

38

47,3

Maj

94,7

131,8

181

38,3

54,9

Czerwiec

181

112,2

70,8

80,3

61,2

Lipiec

91,2

81,2

61,2

123,4

49,4

Sierpień

12

20,9

34,0

64,9

42,9

Wrzesień

46,8

12,3

Tabela 2* Zużycie wody przez niektóre rośliny uprawne w różnych miesiącach roku w milimetrach opadów (wg Seelhorsta) [1]

Największe zapotrzebowanie na składniki pokarmowe oraz wodę rośliny sadownicze mają w pierwszej części sezonu wegetacyjne (kwiecień, maj, czerwiec) pokrywa się zatem z największym zapotrzebowaniem na wodę i substancje pokarmowe traw (można sugerować się pozycją z tabelki żyto ozime) i motylkowych (patrz koniczyna). Wyeliminowanie „chwastów” lub pastwiska dla zwierząt sprawi, że ogranicza się nieproduktywne zużycie wody (nie w celu produkcji owoców) niemal 2-3 kronie… Jeśli w danym roku wystąpi wiosenna susza, to konsekwencje dla plonu drzew owocowych (i dochodu rolnika) mogą być naprawdę dramatyczne.

Prof. Pieniążek na łamach wspomnianej już wcześniej książki sromotnie potępia:

  • Produkcję siana w sadzie
  • Uprawę warzyw zielonych (z powodu ich potencjalnego zanieczyszczenia chemicznymi środkami ochrony roślin służącymi do ochrony drzewek owocowych)
  • Uprawę zbóż w międzyrzędach drzew (w pierwszych latach po założeniu sadu

Czynności te stosuje się/stosowało się by uzyskać dochód z sadu zanim drzewa/krzewy zaczną wydawać plon). Powodem dla którego profesor miał o takiej działalności kiepską opinię jest negatywny wpływ tego typu upraw na tempo wzrostu drzew oraz uniemożliwia w przypadku uprawy zbóż skuteczną ochronę drzewek/krzewów przed szkodnikami czy chorobami. Rzeczywiście, zabiegi agrotechniczne na drzewach/krzewach owocowych w przypadku uprawy alejowej są mocno utrudnione, ale produktywność i tempo wzrostu krzewów i drzew niekoniecznie musi być ograniczona przez inną produkcję roślinną… jeśli spełnione zostaną następujące warunki:

  • Taki system agroleśniczy będzie intensywniej nawożony, szybko działającymi nawozami, zwłaszcza w okresie początku sezonu wegetacyjnego
  • Taki system agroleśniczy będzie intensywniej nawadniany
  • W skład mieszanki będzie wchodzić procentowo mało (lub wcale) traw, które przecież działają alleopatycznie (negatywnie) na wzrost i plonowanie drzew.

Jak przezwyciężyć ograniczenia klimatu Polski i zwiększyć drastycznie produktywność systemów agroleśniczych?

Najlepszym sposobem (jaki przychodzi mi do głowy) by zwiększyć produktywność systemów agroleśniczych jest ich obfite nawadnianie i nawożenie.

Jak nawadniać leśny ogród lub system agroleśniczy by osiągnąć maksimum produktywności?

Mały, przydomowy leśny ogród można nawadniać np. sprytnie wykorzystując deszczówkę z dachu pobliskiego budynku. Dach o powierzchni 150 m2 jest w stanie zapewnić dodatkowe i z reguły optymalne nawodnienie dla leśnego ogrodu o niemal dwa razy większej powierzchni.

Większe system agroleśnicze można nawadniać grawitacyjnie wykorzystując np. projektowanie Keyline. Kolejną alternatywą jest nawadnianie za pomocą pompy i wykorzystaniu wody ze stawu lub studni. Warto zauważyć, że w systemach agroleśniczych (zwłaszcza jeśli wody mamy pod dostatkiem) wskazane jest wykorzystywać deszczowanie a nie nawadnianie kropelkowe. W systemie agroleśniczym produktywny jest cały teren a nie tylko drzewa czy krzewy owocowego. Nawadniać zatem trzeba również cały teren, by rośliny zielne, dynamiczne akumulatory czy rośliny wiążące azot również miały dostęp do wody i mogły osiągnąć maksimum produktywności.

System agroleśniczy w Szkocji oparty o czereśnie i wypas zwierząt.

Jak nawozić leśny ogród lub system agroleśniczy by osiągnąć maksimum produktywności?

Jeśli chcemy osiągnąć pełnię korzyści z systemu agroleśniczego, to musimy zarządzać nim w specyficzny sposób. Bardzo istotne jest odpowiednie nawożenie, czy może lepiej się wyrażając odpowiednie zarządzanie pierwiastkami potrzebnymi roślinom do wzrostu. Do maksymalnego wzrostu!

Jeśli chcemy prowadzić intensywną produkcję roślinną np. jabłoni a w międzyrzędach siano (z lucerny i cykorii) w naszym systemie agroleśniczym to powinniśmy rośliny bardzo obficie na wiosnę nawozić, zwłaszcza azotem. Roczna dawka na ha powinna być w granicach około 150-200 kg. Co najmniej 1/2 należy zastosować na wiosnę. Dobrym sposobem na dostarczenie azotu dla roślin, choć niekoniecznie dostępnym dla wszystkich jest rozrzucenie na wiosnę 20 ton/ha (lub 200 kg/100m2) obornika. Obornik dostarczy również innych pierwiastków potrzebnych roślinom. Stali Czytelnicy zapewne zadają sobie pytanie – po co nawozić azotem, skoro lucerna jest jedną z wydajniejszych roślin wiążących azot? To prawda, jednak jeśli dopiero co wysialiśmy lucernę, to dostarczanie azotu do gleby rozpocznie się dopiero po kilkudziesięciu dniach np. po pierwszym pokosie lub wypasie. Do tego czasu jabłonie mógłby cierpieć na niedobór azotu spowodowane jego małą ilością w glebie oraz konkurencją o ten składnik ze strony cykorii. To spowodowałoby chwilowe zahamowanie wzrostu oraz ograniczenie plonów.

Specyficznym sposobem na dostarczenie substancji nawozowych w systemie sylwopastoralnym (drzewa/krzewy + pastwisko) jest trzymanie na danym obszarze zwierząt. Zwłaszcza jeśli dodatkowo dokarmiamy je paszą pochodzącą spoza obszaru naszego systemu jak np. kury ziarnem, to odchody zwierząt dostarczają roślinom szybko dostępnych składników odżywczych. Minusem jest, że najprawdopodobniej wszystkie obszary systemu agroleśniczego nie zostaną nawiezione w tym samym, optymalnym czasie. Wynika to z faktu, że zwierzęta w tego typu systemie agroleśniczym najczęściej wypasane są kwaterowo – za pomocą elektrycznego pastucha, siatki lub np. kurzego traktora.

Zwierzęta mogą z czasem służyć za źródło odnawiającej się żyzności – pozyskany obornik będzie służył za źródło nawożenia wiosennego, a system agroleśniczy będzie służył za częściowe źródło paszy na zimę.

Kolejnym źródłem substancji nawozowych dla systemu agroleśniczego mogą być nawozy zielone, które wsadach konwencjonalnych czasami wysiane są późnym latem a następnie przyoruje się je na wiosnę. Oranie jednak niesie ze sobą wiele negatywnych konsekwencji. Teoretycznie ścięcie roślin na nawóz zielony i pozostawienie ich na powierzchni również powinno dać podobny efekt, jednak biomasa roślin rozkłada się na powierzchni sporo dłużej niż jeśli się je przeora lub dłużej niż odchody zwierząt, unieruchamiając biogeny na dłużej.

Na małą skalę leśne ogrody można również nawozić moczem ludzkim lub dostarczać składników odżywczych roślinom za pomocą kompostu, ściółki czy też wyrzucaniu resztek kuchennych bezpośrednio „w krzaki”.

*Dane wykorzystane w tym wpisie mają co najmniej 22 lata (w 1988 wydano książkę „Sadownictwo” z której korzystam), a w niektórych przypadkach nawet 50. Od tego czasu średnia temperatura w Polsce w wyniku globalnego ocieplenia zwiększyła się o około 0,5* C, co sugeruje, że nawadnianie może dać jeszcze większe korzyści. Według optymistycznych przewidywań prof. Mirosława Miętusa – kierownika Katedry Meteorologii i Klimatologii Instytutu Geografii Uniwersytetu Gdańskiego czeka nas w najbliższym czasie nawet jeszcze większy wzrost średniej temperatury. [2]

——

[1] „Sadownictwo” prof dr. Szczepana Aleksander Pieniążek, wydanie IX

[2] Prof. Miętus: Ocieplenie klimatu w Polsce na portalu ekologia.pl

Related Post

Comments

  1. permakulturnik says

    Prof. Bobolę mam w swoim czytniku RSS, więc czytałem… Smutny artykuł. Sam też jakoś tak bardziej skłaniam się teoriom Boboli niż GO. Choć nie powiem, GO byłoby dla nas lepsze, bo przecież niezależnie od tego czy zachodzi czy nie, to podatki nam z tego powodu i tak podniosą:
    http://wiadomosci.ekologia.pl/srodowisko/Zla-wiadomosc-dla-polskiego-przemyslu-Polska-przegrala-batalie-o-CO2,13711.html

    A tak to byłoby chociaż cieplej…

  2. Krzysztof says

    Dywagacje prof. „Boboli” na temat zmian klimatu są super, tyle że z punktu widzenia permakultury nie chodzi tutaj chyba o „przeciwwagę” ochłodzenie/ocieplenie a raczej o fakt, że już mamy w Polsce widoczne wyraźne susze na przemian z powodziami, związane z nieregularnymi i pewnie niższymi opadami. W tym punkcie profesorzy się zgadzają.

    Fakt, czy są one spowodowane ociepleniem, czy rychłym ochłodzeniem ma mniejsze znaczenie.

  3. permakulturnik says

    Czy te zmiany są tak wyraźne? To zależy z jakiej perspektywy czasowej na to wszystko patrzeć.

    Oczywiście permakulturę warto stosować w każdym przypadku:
    -ochłodzenia
    -ocieplenie
    -stabilizacji temperatury

    Choć może jeśli spodziewamy się ochłodzenia, to zwiększanie poziomu materii organicznej w glebie (globalnie) to nie jest dobre rozwiązanie, bo zwiąże się cenny CO2

  4. Michał Michalak says

    Jeśli chodzi o produktywność faktem jest, że nawożenie azotanami i fosforanami jest najlepsze, ale jeśli ktoś chciałby stawiać na jakość uzyskiwanych produktów, to jednak lepsze będzie nawożenie szczątkami roślinnymi, bowiem tych wszystkich cennych związków roślina nie wytworzy sobie z samego azotu.

    • says

      Nie mogę się zgodzić do końca – choć to wynika raczej z innego stawiania akcentów a nie jakichś „realnych” różnic… Dostarczenie azotu, zwłaszcza w formie organicznej pobudza ogólny wzrost roślin, w tym korzeni roślin, które po rozłożeniu dostarczają pożywki dla grzybów, bakterii, dżdżownic, które umożliwiają dostęp roślinom do niedostępnych do tej pory pierwiastków. Taki łubin chociażby jest szczególnie użyteczny w azotu oraz uaktywnianiu niedostępnego do tej pory fosforu. Jego głęboki system korzeniowy |(po rozłożeniu/przerobieniu na ściółkę/paszę/odchody zwierząt) umożliwia dostęp do niedostępnych innym roślinom pierwiastków.

  5. Elton says

    Nie nawozi się owoców/warzyw dla ludzi moczem czy ludzkimi odchodami. Poza negatywnym wpływem na na rośliny jak można w ogóle wpaść na coś takiego? Fuj.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *