Mit rawy food – Czy obróbka termiczna obniża wartość odżywczą żywności?

Ostatnim krzykiem dietetycznej mody (przynajmniej w internecie) jest dieta „raw food” lub bardziej po polsku witarianizm lub surowy weganizm (czy też może jestem nie na czasie i wcale już nie jest to ostatni krzyk dietetycznej mody?). Ten sposób jedzenia polega na spożywaniu nieobrobionych termicznie warzyw, owoców, orzechów, grzybów. W żywności podgrzanej powyżej 40 – 48° C denaturalizacji ulegają enzymy, co zdaniem surojadków powoduje, że jadło staje się dużo mniej zdrowe a  nawet toksyczne.  Niektórzy wyznawcy tej „doktryny dietetycznej” (bo na podstawach naukowych to ta wiara oparte nie jest), że będąc na tej diecie nie trzeba jej suplementować, no bo przecież po co dodawać do „naturalnej diety” jakieś nienaturalne suplementy? Zatem zobaczmy co na ten temat (obróbki termicznej) żywności, paszy (bo do żywienia zwierząt również będziemy się odwoływać), witarianizmu oraz układów trawiennych różnorodnych istot mówi nauka, zdrowy rozsądek i zdobyte przez ludzi doświadczenie. By jeszcze bardziej zwiększyć zainteresowanie mą twórczością dodam, że we wpisie będzie trochę o seksie i randkach.


David Wolfe – główny ideolog i guru surowego weganizmu, promotor tzw. superjedzenia (ang. superfood). Przyczynił się do zwiększenia czy nawet powstania popytu na Zachodzie na wiele egzotycznych, zdrowych produktów żywnościowych (jagód goji, grzybów shitake itp. produktów specjalnych). Produkcja suplementów (oczywiście roślinnych) dla surojadków może stanowić źródło dochodu dla małego/permakulturowego rolnika.


 

 

Kiedy ludzkość zaczęła stosować obróbkę termiczną żywności?

Ludzie (lub ich przodkowie) zaczęli najprawdopodobniej używać ognia kilkaset tysięcy lat temu. Kiedy dokładnie oczywiście nie wiadomo, możemy tylko przypuszczać: C. Loring Brace, głosi pogląd uznawany przez większość antropologów, że najstarsze dowody na używanie ognia przez ludzi sięgają 250 tys lat wstecz.  Ogień jest użyteczny również w wielu innych czynnościach, niż gotowanie takich jak chociażby polowanie, oświetlenie, wytwarzanie narzędzi czy ogrzewanie schronienia, co sprawia, że określenie kiedy dokładnie zaczęto używać ognia do obróbki termicznej jest jeszcze trudniejsze…

Czy 250 tys lat to wystarczający okres do tego, by ludzkość przystosowała się do obrabianego termicznie jedzenia?

Zakładając, że obróbkę termiczną żywności rozpoczęto około 250 tys lat temu, czy można wnioskować, że ludzie są przystosowani do tego, by spożywać obrobione termicznie jedzenie? By odpowiedzieć na to pytanie należy zadać sobie pytanie jak szybko geny „przystosowania do obrobionego termicznie jedzenia” są w stanie rozpowszechnić się w populacji? Zakładając, że jedzenie obrobionej termicznie żywności ułatwia przetrwanie (o czym później) (w języku Teorii Ewolucji „daje ewolucyjną przewagę” ) można zakładać, że geny „przystosowania do jedzenia obrobionego termicznie jedzenia” są w stanie rozpowszechnić się bardzo szybko. Wystarczy kilka okresów nieurodzaju, a potrafiący lepiej wykorzystać zasoby środowiska obrabiający termicznie żywność  łowcy-zbieracze:

  • fizycznie przetrwają
  • będą w stanie wyżywić dzieci
  • kobiety będą w stanie zajść w ciążę/nie poronić

Osobniki nie przystosowane, w tym przypadku „źle tolerujące żywność obrobioną termicznie” w czasie okresu nieurodzaju:

  • w większości wymrą
  • nie będą w stanie dostarczyć odpowiedniej ilości kcal i białka swoim dzieciom
  • kobiety przestaną miesiączkować/poronią

Spowoduje to stosunkowo szybkie wyeliminowanie z populacji łowców-zbieraczy gorzej wykorzystujących swe środowisko. Proces ten mógł zajść w ciągu ledwo kilku tysięcy lat. Analogicznie sytuacja miała się z (względnym) przystosowaniem do spożywania zboża* czy produktów mlecznych.  Ludzie z nietolerancją laktozy, kazeiny (głównego białka w mleku) mieli dużo gorzej, lub umierali.

*Jak Jacek Kobus mi przedstawił, paleolityczni łowcy-zbieracze jedli zboża, robili nawet z nich zapasy. Kto by (nie skażony ideologią) jednak jadł zboża  jak dostępne jest wysokiej jakości mięso, zwłaszcza jakby własnoręcznie (no dobra, można kobiecie zlecić – jak u jaskiniowców 😉  musiał te zboża przygotować do spożycia używając prymitywnych narzędzi ? W przypadku głodu owszem warto tym się zająć, bo inaczej się umrze, ale jeśli zwierzyny jest pod dostatkiem, to po co zbierać jakieś ziarna jak można upolować słonia/mamuta i mieć jedzenie na miesiąc? Patrz teoria optymalnego zdobywania pokarmu.

Kiedy wymyślono poszczególne diety?

Witarianizm jest odmianą diety wegańskiej. Dieta wegańska to skrajniejsza wersja diety wegetariańskiej – weganie nie spożywają żadnych produktów pochodzenia zwierzęcego (tak przynajmniej im się wydaje i do tego dążą) – mleko, mięso, organy, ryby, sery, mód czy jajka nie stanowią zatem pożywienia wegan. Samo słowo weganizm (ang. veganism) zostało stworzone przez Donalda Watsona w w latach 40 ubiegłego wieku [2]. Możliwe, że jako zjawisko weganizm istniał wcześniej, jednak był na tyle rzadkim zjawiskiem, że nie było potrzeby tworzenia do tego nowego słowa. Surowy weganizm (witarianizm) jako doktryna dietetyczna siła rzeczy został wymyślony nawet później.

Dlaczego ludzie uważają, że  dieta wegańska raw food jest naturalna?

Wielu wegan surojadków (tych mniej w biologii wyuczonych) lubi porównywać ludzi do naczelnych, które wyglądają mniej więcej tak: „Patrz goryle i szympansy są surowymi weganami, a jakie duże silne i zdrowe są, ludzie to też naczelne, naszym najbliższym krewnymi są szympansy, więc dieta, którą spożywają szympansy i goryle powinni spożywać ludzie, bo jest „naturalna”. Goryle nie muszą przyjmować suplementów B12, białka, DHA więc i ludzie na surowej diecie wegańskiej również nie muszą”.  Jeśli zbytnio rzecz (poglądy niektórych ideologicznych surojadków) uprościłem, to nie przesadnio.

Z tą argumentacją trzeba się nie zgodzić jeśli chcemy być uczciwi intelektualnie. Po pierwsze szympansy nie są weganami – spożywają termity, insekty, mięso i organy zwierząt np. innych małp.

Urządzają polowania stosując całkiem skomplikowane strategie!

Goryle również nie stronią od pokarmów pochodzenia zwierzęcego


Od lewej: gibon, orangutan, szympans, człowiek. Zwróć proszę uwagę na objętość jamy brzusznej poszczególnych osobników.

Druga kwestia, nawet jeszcze istotniejsza, to  różnicy w budowie układu trawiennego miedzy gorylami i szympansami a ludźmi. Konkretnie chodzi o objętość jelita grubego w porównaniu do objętości całego.  U szympansów i goryli jelito grube zajmuje 52% objętości całych jelit, u człowieka jelito grube zajmuje objętość 17% całych jelit. [3] Dlaczego jest to tak istotne? Ponieważ w jelicie grubym bytuje wiele bakterii, które rozkładają węglowodany, które dotarły do tego miejsca (głównie błonnik). Co niezwykle ważne w procesie tym wytwarzane są wolne kwasy tłuszczowe, które są następnie wchłaniane. U szympansów i goryli około 65% zapotrzebowania energetycznego pochodzi właśnie z tych kwasów tłuszczowych u człowieka do 10%. Innymi słowy głównym paliwem „napędzającym” goryle i szympansy nie są węglowodany proste (glukoza i fruktoza zawarta w owocach) a tłuszcz wytworzony przez bakterie znajdujące się w jelicie grubym.

U krów niedobór celulozy  w diecie (z której bakterie, pierwotniaki i grzyby wytwarzają wolne kwasy tłuszczowe) powoduje obniżenie ilości tłuszczu w mlekuGoryle karmione dużą ilością owoców (a nie pędów i liści jak to się dzieje naturalnie) powoduje chorowanie tychże na… cukrzycę. Jelito grube u szympansów i goryli jest tak istotne, że jego usunięcie powoduje śmierć zwierzęcia, w przeciwieństwie do ludzi (patrz operacja proktokolektomii). Surojadki odżywiające się głównie owocami i warzywami (głównie glukozą i fruktozą) dostarczają zupełnie swemu organizmowi innego „paliwa” niż „bliscy kuzyni”: szympansy czy goryle.

W trakcie tego procesu bakterie w jelicie grubym wytwarzają m.in. metan, wodór i CO2, gazy te  są przyczyną m.in. wzdęci i… gazów jelitowych. Im więcej energii dany organizm pozyskuje  w ten sposób tym więcej gazów jest wytwarzane – skrajnym przykładem są przeżuwacze (np. krowa), dalej konie, jeszcze dalej orangutany, szympansy, następnie świnie, potem ludzie a na drugim biegunie są zwierzęta typowo mięsożerne (psowate, kotowate)…

To głównie z powodu tego, że do jelita grubego dostają się węglowodany (może to być celuloza, ale również fruktoza, laktoza, inulina…) i ulegają one rozkładowi przez bakterie ludzie często mają wzdęcia i gazy po spożyciu następujących produktów:

  • rośliny strączkowe (celuloza, rafinoza)
  • kapustowate (celuloza, inulina, rafinoza)
  • owoce (błonnik + czasami fruktoza)
  • cukier i produkty z jego dużą zawartością (czasami fruktoza)
  • mleko i nie przefermentowane produkty mleczne  u osób nie produkujących dostatecznej ilości laktazy (laktoza)
  • topinambur (inulina)

Fakt, że uznajemy osoby z wzdętym brzuchem i puszczające „bąki” za mniej atrakcyjnych partnerów seksualnych* jest moim zdaniem dowodem na to, że dieta w której musimy polegać na fermentacji bakteryjnej, by dostarczać nam choć części energii za mocno nieoptymalną (kapusta, strączkowe), bo czyni ona nas (co najmniej) czasowo mniej atrakcyjnym seksualnie. Ostatecznie wszystko co „obrzydliwe” i odpychające (puszczanie gazów, bekanie, przykry zapach z ust, nieprzyjemny zapach wydzielin ciała, odpluwanie wydzielin) jest objawem złego zdrowia/choroby/ nieodpowiedniego trybu życia (choćby chwilowego) czyli sygnałem ostrzegawczym dla potencjalnego partnera seksualnego.

*Tak, to ten obiecany seks we wpisie. Przepraszam, że rozczarowałem ludzi spodziewających się czegoś więcej…

Co ludziom daje obróbka termiczna żywności?

Wbrew opinii surojadków obróbka termiczna często zwiększa wartość odżywczą żywności. Nie zawsze, ale często. Rzecz się ma zwłaszcza z węglowodanami. Zwłaszcza poprawia się strawność węglowodanów, czytaj warzyw, owoców, nasion strączkowych*, zbóż.*. Wysoka temperatura niszczy ściany komórkowe komórek roślinnych, które zbudowane są m.in. z celulozy. Jak można się domyślić ściany komórkowe służą roślinom do tego by ochronić organella komórkowe, czyli to wszystko co jest wewnątrz. To w środku zawarta jest większość substancji odżywczych (witamin, mikroelementów, oraz strawnych węglowodanów – energii). Człowiek nie posiada celulaz (ze znanych zwierząt tylko termity wytwarzają ten enzym służący do rozbicia cząstek celulozy), oraz nie posiada warunków do wykorzystywania bakterii, grzybów i pierwotniaków, które potrafią rozkładać celulozę (człowiek nie ma dużego jelita grubego), więc wykorzystanie substancji odżywczych a zwłaszcza energii z warzyw jest mocno niewydajne (delikatnie mówiąc).

Jednym z dowodów na to, że obróbka termiczna zwiększa wartość odżywczą pokarmu jest eksperyment przeprowadzony nad marchewką[4]. Polegał on na zmierzeniu m.in. w jakim stopniu możliwe jest wchłonięcie alpha i beta karotenu (prekursora witaminy A) z surowej i ugotowanej marchwi. Marchew poddano różnorodnym zabiegom, które miały symulować to co dzieje się z marchwią w układzie trawiennym człowieka. Następnie mierzone były poziomy uwolnionych ( czyli możliwego do zaabsorbowania przez organizm) karotenów. Oto co działo się z dostępnością alpha karotenu (z beta karotenem było podobnie):

  • 3 % (tak, trzy procent) karotenów było dostępnych z surowej marchwi (co symuluje zjedzenie i pogryzienie surowej marchwi przez człowieka)
  • 21% z marchwi homogenizowanej (zmielonej na pulpę)
  • 27% z marchwi zmielonej na pulpę i potem ugotowanej
  • 39% gdy do gotowanej pulpy dodano oleju

Doświadczenie to pokazuje, że obróbka termiczna i mechaniczna poprawia wartość odżywcza marchwi. Podobnie rzecz się ma z ilością kalorii, jaką możemy pozyskać z surowej/obrobionej termicznie żywności. Na końcu wpisu przedstawię również bardzo proste doświadczenie, które każdy sam w łatwy sposób będzie mógł przeprowadzić w domu, by przekonać się samemu czy obróbka termiczna żywności zwiększa wartość odżywczą żywności.

Obróbka termiczna żywności często zmniejsza również ilość substancji antyżywieniowych w żywności, zwłaszcza w roślinach (zwierzęta bronią się przed zjedzeniem za życia – walką albo ucieczką, z reguły nie muszą zatruwać swego ciała). Zagadnienie to opisałem pokrótce wcześniej, rozwinę je w osobnym wpisie.

Zupełnie innym zagadnieniem jest fakt, że niemożliwe jest posiadanie układu pokarmowego  przystosowanego do trawienia pokarmu o niskiej gęstości energetycznej (proszę pomyśleć o krowach, koniach, gorylach) i dużego mózgu. To jednak również jest temat na inny wpis.

*Nie zalecam jedzenia zbóż, czy roślin strączkowych obróbka termiczna sprawia, że są mniej szkodliwe niż te same zboża na surowo.

Efekty wegańskiej diety raw food

Po owocach ich poznacie. Oto ciekawe badanie pokazujące owoce głównie owocowej surowej diety:

  • Deficyt witaminy B12
  • Amenorrhea (zanik miesiączki) całkowita lub częściowa u 30% kobiet będących na surowej diecie. Tym częstszy im większą częścią diety stanowi surowa wegańska żywność. [3] Wbrew pozorom zanik miesiączki u kobiet w wieku reprodukcyjnym, która nie przyjmuje hormonalnych  środków antykoncepcyjnych, nie jest w ciąży, nie karmi piersią nie jest dowodem na „osiągnięcie wyższego stanu świadomości ciała” a zwykłym objawem niedoborów dietetycznych.
  • Zbyt niski BMI (poniżej 18,5) u  14,7 % mężczyzn i 25% kobiet. BMI wegańskiego surojadka było tym niższe, im dłużej osoba nim była i im większą częścią diety stanowiła surowa żywność. Nie dziwią
  • Dzieci wychowane przez wegańskie surojadki bez suplementów diety są często upośledzone umysłowo i opóźnione w rozwoju fizycznym, małe. Brytyjska guru wegańskich surojadków, która ma swoje dziecko (karmi je oprócz tego suplementami, swoim mlekiem i jajkami) napisała na ten temat ciekawy artykuł przestrzegający przed wychowaniem dzieci na surowej, wegańskiej diecie bez suplementów. Daje do myślenia.

Inne rodzaje diety raw food

Istnieją również inne niż wegańska (bez produktów pochodzenia zwierzęcego) odmiany diety surowej:

  • Raw paeo diet – spożywa się wszystkie paleolityczne produkty na surowo (zwierzęce, roślinne, grzyby)
  • Raw meat diet – spożywa się wyłącznie produkty zwierzęce (organy, mięso, tłuszcze zwierzęce, jajka)
  • Instincto – spożywa się jedną surową rzecz naraz wg smaku
  • Wai – dużo owoców, trochę ryb, bez produktów mlecznych

Jestem skłonny przypuszczać, że wymienione wyżej dość niespotykane diety są bardziej „naturalne” niż wegańska dieta surowa… Sam staram się spożywać choć część białka zwierzęcego (wołowina, żółtka, wątroba) na surowo – produkty zwierzęce są z reguły lżej strawne w takiej formie niż produkty obrobione termicznie. Nie da się ukryć, że komórki zwierzęce nie posiadają celulozy, więc nie trzeba ich uzdatniać obróbką termiczną. Zwykle gotowanie i smażenie białka zwierzęcego pogarsza jego jakość.

Czy to oznacza, że surowe warzywa i owoce są niezdrowe?

Ależ skąd. Surowe i gotowane warzywa są pożądanym składnikiem zdrowej diety bogatej w białko i tłuszcze zwierzęce. Owoce również są smacznym do niej dodatkiem.  Dorośli ludzie, zwłąszcza jeśli będą swą nienaturalną przecież surową wegańską dietę suplementować są w stanie mieć się dobrze na tej diecie. Nie dziwi to – wegańskie surojadki eliminują ze swojej diety cukier, często rośliny strączkowe, zboża. Jak zdrowie od takiej zmiany może się nie poprawić?

Mały test

Proszę spróbować zjeść jednego dnia 1 kg surowej marchewki, na następny dzień proszę zjeść 1 kg ugotowanej marchewki. Jak myślisz po czym będziesz się czuł bardziej syty?

—–

[1] „Did Cooked Tubers Spur the Evolution of Big Brains?”  Elizabeth Pennisi, Science, Volume 283, Number 5410 Issue of 26 Mar 1999, pp. 2004 – 2005

[2] Interview with Donald Watson – Vegan Founder

[3] „More Raw Truth About Raw Vegan Diets” Don Matesz, Primal Wisdom

[4] „Estimation of carotenoid accessibility from carrots determined by an in vitro digestion method”  E Hedrén, V Diaz and U Svanberg;  Department of Food Science, Chalmers University of Technology, Göteborg, Sweden, Instituto de Investigación Tecnológica, Escuela Politécnica Nacional, Quito, Ecuador

Estimation of carotenoid accessibility from carrots determined by an in vitro digestion method

Related Post

Comments

  1. Libero says

    Tylko odnośnie testu.
    Jednorazowe zjedzenie marchewki, czy surowej, czy ugotowanej niewiele wniesie. Sprawdzanie przez tydzień może mieć już jakiś sens. chociaż to i tak krótko.
    Tylko powstać może mały problem – nadmiar witaminy A

  2. Permakulturnik says

    Test powinien zadziałać, ponieważ jednym z czynników regulujących odczuwanie sytości jest poziom glukozy we krwi. Jeśli będziemy w stanie pozyskać energię w jakiejś konkretnej ilości, to poczujemy się najedzeni.

  3. Permakulturnik says

    A tak w ogóle niemożliwe jest wywołanie hiperwitaminozy witaminy A jedząc marchew. Nawet jeśli byśmy jedli wyłącznie marchew w oleju palmowym (też źródło karotenów). Konwersja karotenów w wit A pogarsza się w miarę zwiększania ich podaży. No i w ogóle trzeba móc dokonywać takiej zamiany – czego około 40% ludzkości nie jest w stanie robić… Znane przypadki zatrucia witaminą A są przyczyną spożywania nadmiaru suplementów diety lub częstego jedzenia wątroby niedźwiedzi polarnych czy fok. O co raczej w Polsce trudno :)

  4. Kudła says

    Od razu się przyznaję: jestem wegetarianinem od 15 lat. Nigdy nie byłem wojującym wege ale jakoś Twoje wpisy n/t wegetarianizmu odbieram jako jakąś krucjatę 😉

    Wzdęcia po strączkowych miałem jedynie po antybiotykach. kilka miesięcy później bakterie odżyły i już takich sensacji nie miewam – znaczy można wykształcić taką florę bakteryjną, że strączkowe i kapustne wzdęć nie powodują. Po owocach, cukrze czy mleku nigdy nie miałem wzdęć. Za to miewałem wzdęcia po kiełbasie i po kotletach sojowych (ciekawe :) )

    Co do jelita grubego – jego długość czy stosunek do reszty jelit ma wg mnie drugorzędne znaczenie. Zasadnicze trawienie następuje w jelicie cienkim, w grubym zachodzi głównie odzysk wody z tym co jeszcze się w niej jeszcze rozpuściło. No i nie ma co oczekiwać, że każdy roślinożerca musi trawić celulozę czy błonnik… Co by nam to dało jeśli nasze zapotrzebowanie na węglowodany może zaspokoić skrobia czy prostsze cukry?

    Nieprzyjemny zapach z pyska to raczej domena kotów i psów niż np krów czy koni – jest zresztą chyba oczywiste, że mięso szybciej zgnije i bardziej będzie śmierdzieć niż np zboże czy owoc.

    Tak – zgadzam się – ludzie są wszystkożerni, czasem mogą jeść głównie mięso (eskimosi) czasem głównie owoce (buszmeni) czasem głównie to co im urośnie na polu (jestem zwolennikiem teorii że nazwa „Polanie” powstała od „tych co uprawiają pola”)

  5. Permakulturnik says

    E tam krucjata zaraz – ot hobby takie mam, że mity naukowe lubię zwalczać, zwłąszcza w dziedzinie żywienia. a że wegetarianie często je głoszą to są wdzięcznym tematem do wpisów :)

    Po strączkowych większość ludzi ma wzdęcia m.in. w wyniku właśnie tej fermentacji bakteryjnej. Część gazów jest przerabiana przez inne bakterie, więc to jest kwestia posiadania odpowiedniej flory. W sprawie wzdęć po kiełbasie… pewnie się odzwyczaiłeś i organizm część enzymów przestał produkować. Co do kotletów sojowych to nie ma się co dziwić – to ciężkostrawny odpad, który co najwyżej na paszę dla zwierząt się nadaje (i to nie w ostatnim etapie tuczu, bo zaburzy proporce tłuszczy nienasyconych 😉

    Wzdęcia po cukrze i owocach mogą występować, bo organizm broni się przed wchłonięciem fruktozy i przedostaje się do jelita grubego nie strawiona, tam zajmują się nią bakterie, pierwotniaki i grzyby tworząc gazy.

    Objętość jelita grubego w stosunku do całej długości jelit ma zasadnicze znaczenie. U człowieka to właśnie jelito cienkie jest objętościowo istotne, bo człowiek jest przystosowany do spożywania żywności o dużej gęstości energetycznej (mięso, organy, tłuszcz, owoce, ugotowane warzywa) i u człowieka rzeczywiście jelito grube ma mniejsze znaczenie. Ale… i to pośrednio jest przesłaniem wpisu zwierzęta typu goryle i szympansy są w stanie zadowolić się żywnością o niższej gęstości energetycznej poprzez tworzenie warunków do rozwoju mikroorganizmów w swoim dużym jelicie grubym. Dla nich to jest niezwykle istotne.

    Piszesz:
    „No i nie ma co oczekiwać, że każdy roślinożerca musi trawić celulozę czy błonnik… Co by nam to dało jeśli nasze zapotrzebowanie na węglowodany może zaspokoić skrobia czy prostsze cukry?”

    Bezpośredni to żaden ssak nie trawi celulozy, bo nie wytwarza celulaz (ze zwierząt to prawdopodobnie niektóre termity tylko, ale i to nie jest pewne). Roślinożercy jedzący żywność o niskiej gęstości energetycznej muszą stworzyć warunki do rozwoju bakterii w przewodzie pokarmowym, albo zjadać swoje odchody jeszcze raz jak króliki.

    Jacek Kobus może coś dopisze na temat trawienia koni.

    A co by nam to dało? Możliwość przetrwania ciężkich czasów jedząc trawę, gałęzie itp. niestety konsekwencją tego byłby mały mózg i ociężałość.

    Większości psów i kotów rzeczywiście śmierdzi z pyska. Z tym, że one głównie żrą zboża i rośliny strączkowe – mięsa w karmie dla mięsożerców jakby mało jest, bo drogie.

    U przeciętnego człowieka mięso nie gnije w jelitach – to kolejny mit o którym warto będzie napisać :)

    No bo jak ma gnić? W trawieniu przez człowieka chodzi o to by rozłożyć żyzność najlepiej do :
    -węglowodanów prostych
    -kwasów tłuszczowych
    -aminokwasów

    Jak człowiek ma w miarę działający układ trawienia to mięso rozłoży się do kwasów tłuszczowych i aminokwasów. Nie ma co gnić, bo nie ma pożywki dla bakterii.

    • Dede says

      Hej, przypadkiem tu trafiłam, przeczytałam z zainteresowaniem. Moj pies akurat je surowe mieso z kośćmi i niestety śmierdzi mu z pyska okrutnie. To tak odnośnie argumentu o zapachu z paszczy.

  6. Permakulturnik says

    Więc jeżeli coś gnije w przewodzie pokarmowym zdrowego człowieka to są to niektóre warzywa/strączkowe/owoce. Podam też definicję gnicia, żebyśmy wiedzieli, że mówimy o tym samym:

    „Gnicie – rozkład organicznych substancji na substancje prostsze pod wpływem bakterii beztlenowych. W procesie gnilnym powstają m.in. woda, dwutlenek węgla, amoniak, siarkowodór i inne związki organiczne. Towarzyszy mu zwykle przykry zapach. Gnicie, poprzez rozkład martwych organizmów, przyczynia się do krążenia pierwiastków w przyrodzie.”

  7. Kudła says

    No ale ten amoniak i siarkowodór mogą powstać tylko w wyniku rozkładu białek – pokarm mięsny jest bez wątpienia pokarmem wysokobiałkowym a ubogim w węglowodany. Węglowodany wymagają najmniejszego wysiłku energetycznego do strawienia i jednocześnie nie dają odpadów w postaci siarkowodoru czy amoniaku. Białko bez wątpienia jest konieczne do życia, jednak jestem przekonany, że nasza dieta zawiera za dużo białka. Na pewno możemy dobrze żyć jedząc mniej białka – przy okazji będzie to tańsze.

  8. Permakulturnik says

    @Ali
    Dzięki za linka, ciekawy
    @RO
    Jedzenie surowego jest normalne :)

    @Kudła
    Ta definicja gnicia to była ogólna, nie z układu pokarmowego człowieka. Jeśli ktoś ma uszkodzony układ pokarmowy, to może mu również i białko (z mięsa, strączkowych czy czegokolwiek innego zawierającego białko) w jelitach gnić. Normalnie do jelita grubego nie powinno docierać białko.

    Najmniej wymagające jeżeli chodzi o wysiłek energetyczny to są tłuszcze nasycone, zwłaszcza te średniołańcuchowe (najwięcej w kokosie, mniej w tłuszczu mlecznym).

    Na jakiej podstawie twierdzisz, że spożywamy za dużo białka?

  9. Permakulturnik says

    @RO

    Na blogu PaNu jest pięknie wytłumaczone o tłuszczach.

    Tłuszcz świński jest dobry, ale tłuszcz przeżuwaczy (krów, owiec, kóz, jeleni) jest jeszcze lepszy:

    http://www.paleonu.com/panu-weblog/2011/1/29/there-is-no-such-thing-as-a-macronutrient-part-i-fats.html

    Przyznam, że łój krowi ma taką… tłustą konsystencję. Może to śmieszne, ale sprawia wrażenie bardziej tłustego niż smalec, masło nie mówiąc już nawet o olejach…

  10. Kudła says

    @RO
    Oczywiście można znaleźć taką kombinację warzyw i mięsa, że warzywa będą droższe (np świeża papryka w lutym w Polsce) ale ogólnie NASZE warzywa to ceny 1-5 zł/kg (nawet na przednówku) a ceny mięsa od około 10 zł/kg (tak kojarzę, ale jak wspomniałem jestem wege :) )

    @Permakulturnik
    Tłuszcz dowolny musi być mechanicznie i chemicznie rozdrobniony i rozbity na kwasy tłuszczowe. Cukry proste wchłaniają się „same” – to na pewno jest prostsze i „tańsze”.
    Jako niegdyś chemik z zamiłowania mam skrzywienie chemiczne – cukry są chemicznie najprostsze i najbardziej je lubię :)

    Zakładam, że białko potrzebne jest tylko do budowy/odbudowy bo funkcje energetyczne lepiej spełniają cukry i tłuszcze. Poza tym większość aminokwasów organizm może sobie wytwarzać samodzielnie lub z pomocą bakterii w przewodzie pokarmowym. Oczywiście są i takie aminokwasy których wytwarzać nie może, ale dla tej garstki aminokwasów nie trzeba zżerać całego kurczaka 😉

  11. Permakulturnik says

    @Kudła i RO
    Widziałem raz parówki w promocji za 4,99 😉

    Poza tym panowie co to za „kasowanie się” na to co jest tańsze? Najtańsza jest biała mąka, olej rzepakowy i śruta sojowa, to co mamy to konsumować?

    @Kudła
    TEF tłuszczy to jakieś 2-3%, węglowodanów strawnych 3-10%, białka 20-30% Tłuszcze zatem są „najlżej strawne”, zwłaszcza nasycone.

    No jak najbardziej białko nie jest optymalnym substratem energetycznym (chyba, że chce się schudnąć). Jak się ma ochotę na całego kurczaka, to czemu nie, zwłąszcza jak jest z pastwiska (jeszcze takiego nie jadłem)? Nie można zapominać o maśle, bo zwłaszcza te piersi takie jakieś suche są bez niego :)

  12. says

    parówek raczej nie spożywam, tam więcej białka roślinnego niż mięsa

    niestety, po spożywaniu soi zaczynam zachowywać się jak rasowy nazista! (intensywnie gazuję otoczenie)

    nie wiem czy soja to w ogóle jedzenie zdatne dla ludzi!

    ale za około 4,99 zamiast parówek na pewno kupię coś w miarę wartościowego ze świniaka – np. móżdżek, golenie na zupę, itp.

  13. says

    aha, co do Polan i wegetarianizmu!

    najstarsze i najpierwotniejsze plemiona identyfikowane jako Słowiańskie wywodzą się mniej więcej z lasów Polesia i mniemam, że dieta była bardziej leśna niż polna – czyli mięsko

    natomiast wcześniej było tak:

    Przodkowie Słowian ze strony północnej, czyli ludy Bałtyckie raczej mieli też dietę leśną – obfitującą w mięso,

    A przodkami z południa i wschodu byli Sarmaci/Scytowie, ludy stepu – a takie ludy zawsze głównie wcinają mięsko.

    (mamy jako lud „podwójne” pochodzenie, badania genetyczne rozwiązały już kwestię pochodzenia Słowian)

  14. Permakulturnik says

    Częste wojny na naszym terytorium i tolerancyjna polityka religijna sprawia, że pewnie mamy sporo genów wszelkich ludów…

  15. says

    Problem z wzdęciami po fasolowatych zniknie jak się nauczy je gotować: moczenie na noc w wodzie filtrowanej, lub co najmniej mineralnej to raz, a dwa podczas gotowania kilkakrotnie należy wymieniać wodę po jej zagotowaniu, i nie dopuszczać do zagotowania „szumu”. Do gotowania dodać można jakieś wodorosty – też przeciw wzdęciom.

    Co do jakiejkolwiek diety – jeśli ona komuś pomaga, niech nawet żyje sobie samym powietrzem ;-), każdy ma wolny wybór, własne ciało i własny rozum i szuka się tego co jest najbardziej optymalne dla każdego indywidualnie. Co by dietę nie wybrać zawsze kluczem będzie łączenie pokarmów i spożywanie ich w jak nabardziej nieskażonej chemicznie, czy genetycznie formie.

    P.S. Wojtku a raw food jest tak naprawdę nazywana raw and living food (w stronę ukłonu ku „żyjącym” kiełkom), i ten styl diety juz nie jest tak modny jak kilka lat temu, no może w Polsce mamy dopiero okres niemowlęcy ;-).

    Pozdrawiam ciepło i wielkie dzięki za ten post.

    • Mirosław says

      Aniu,

      Z otwartą głową i szukaniem na własną rękę warto uważać – bo jak człowiek ma głowę zbyt otwartą i szpara się zrobi za szeroka, to może z głowy rozum wypaść. 😉

      Jeśli chodzi o moczenie strączkowych – nie ma żadnego powodu, aby moczyć je w filtrowanej, albo – jak piszesz – co najmniej mineralnej. Woda filtrowana przynosi więcej szkody niż korzyści (teoretycznie pozbawia kranówkę metali ciężkich – któych tam prawie nie ma, ale za to pozbawia też dość skutecznie wapnia, magnezu i in.). Te filtry to czysta propaganda. A wody mineralne z butelek są tak naprawdę gorsze niż kranówka. Dotyczy to zarówno kranówki chlorowanej (chlor łatwo usunąć – wystarczy krótko przegotować), jak i ozonowanej.
      Masz rację, że moczenie ogranicza potencjał wzdymający strączkowych. Ale druga strona medalu jest taka, że to co w nich wzdyma, to substancje należące do frakcji błonnika. A więc tak naprawdę mocząc strączkowe, trochę ograniczach ich wartość żywieniową.
      No trudno, człowiek sobie musi wybrać. Jak chce jeść strączkowe tak naprawdę zdrowo, to musi i puszczać bąki. :)

  16. Permakulturnik says

    O tych szumowinach nie wiedziałem, że trzeba je usuwać. Spróbuję, bo jedną z moich słabości jest fasolka po bretońsku – mało paleo, ale lubię. No i mimo kiszenia 2 dni i tak powodowała… no nakarmiłem mikroby w j. grubym :)

    Bycie surojadkiem może doraźnie ludziom pomagać, no ale trudno nazwać zdrową i długofalową dietą, którą trzeba z definicji suplementować.

    Piszesz:
    „nieskażonej chemicznie, czy genetycznie formie.” Zbyt duże uproszczenie IMO – dzikie rośliny mają często więcej substancji antyżywieniowych. Ciekawe jak strawna jest taka niezmieniona soja czy fasola…

  17. Permakulturnik says

    Wychodząc z założenia, że człowiek w paleolitycznej przeszłości był mocno mięsożerny (a był) to dużego znaczenia nie ma czym parali się nasi przodkowie kilka tyś lat temu – jedzenie mięsa nie może zaszkodzić. Co najwyżej możemy mieć się źle jeśli mamy sporo genów od ludzi, którzy w rolnictwem się nie parali, bo nie wystąpił mechanizm selekcji jednostek nieprzystosowanych…

  18. gabuzo says

    Mam pytanie: czy mechaniczne niszczenie „żywej” żywności przez sokowirówkę nie niszczy ścian komórek i nie jest swego rodzaju obróką (niestrawnej) żywności?

  19. Permakulturnik says

    IMO jak najbardziej tak. Jakby natura chciała żebyśmy używali sokowirówek, to byśmy mieli sokowirówkę na plecach. Zresztą miłośnicy surowej żywności zwracają uwagę, że sokowirówki nie są najlepsze, do wytwarzania soków, bo w czasie ucierania wytwarzana jest często ta „magiczna” temperatura powyżej 40-48 stopni C. Zalecana jest (przez surojadków) wyciskarka do soków, która niby mniej niszczy i utlenia sok.

  20. Tzw. surojad says

    Zastanawiam się co jest z takimi ludźmi jak ty – zamiast promować swój własny sposób odżywiania który (jak sądzę) uważasz za skuteczny, opluwasz wegetarian, wegan teraz Raw food. To zwykła, polska nienawiść do inności, czy deficyty uwagi otoczenia w rzeczywistości które wyrównujesz poprzez „kontrowersyjne” (zwyczajnie zakłamane) wynurzenia? Ten „artykuł” powyżej od pierwszego do ostatniego zdania jest żenująco zakłamany i stronniczy.

    Piszesz: „Ostatnim krzykiem dietetycznej mody (przynajmniej w internecie) jest dieta “raw food”” – Jakoś na tę modę „zapadają” głównie ludzie chorzy – na choroby cywilizacyjne (choroba crohna, zespół jelita drazliwego, migreny), otyłość, cukrzycę, raka – którym medycyna konwencjonalna i jak to nazywasz „racjonalne” diety nie pomagają. I zdrowieją. Historie ludzi którzy są na surowej diecie w znakomitej większości zaczynają się tak samo: byłem nieuleczalnie chory…

    Piszesz: „W żywności podgrzanej powyżej 40 – 48° C denaturalizacji ulegają enzymy, co zdaniem surojadków powoduje, że jadło staje się dużo mniej zdrowe a  nawet toksyczne.” – Nie denaturalizacja a denaturacja (lub koagulacja). I denaturacji ulegają nie tylko enzymy, ale wszystkie wartości odżywcze. Najbardziej widoczne jest to w przypadku białek – Cytat (o zgrozo!) z Wikipedii: „Koagulacja białka występuje na skutek zniszczenia jego trzeciorzędowej struktury, prowadzącego do łączenia się rozpuszczalnych w wodzie białek w nierozpuszczalne strzępki i całkowitej utraty ich aktywności biologicznej. Koagulacja białek może następować pod wpływem temperatury lub czynników chemicznych (np. wysokiego stężenia soli, tzw. wysalanie).” Muszę pisać co dzieje się z pokarmem który w naszych jelitach nie może zostać przyswojony a leży sobie w cieplutkim, wilgotnym środowisku?

    Piszesz: „Niektórzy wyznawcy tej “doktryny dietetycznej” (bo na podstawach naukowych to ta wiara oparte nie jest)” – Skoro nie jest poparte naukowo to jak wytłumaczysz zjawisko leukocytozy pokarmowej (wzrostu białych krwinek) występującej tylko po spożyciu gotowanego pożywienia? (Leukocytoza jest to reakcja naszego organizmu na stany zapalne, zatrucia, infekcje bakteryjne i wirusowe, nowotwory.) I skoro po każdym posiłku układ immunologiczny zajęty jest trawieniem, to co w tym czasie zajmuje się chorobami?

    Piszesz: „David Wolfe – główny ideolog i guru surowego weganizmu, promotor tzw. superjedzenia (ang. superfood).” – Twierdzenie, że David Wolfie to główny ideolog surowej diety to śmiech na sali. Gdybyś chwilę poczytał na ten temat to wiedziałbyś, że książka Wolfego jest częściej posądzana o plagiat niż zamawiana na Amazonie. Ale rozumiem, że to wygodne przedstawić oszołoma jako „prekursora”. Więcej na temat początków Raw food napiszę niżej.

    Piszesz: „Zakładając, że obróbkę termiczną żywności rozpoczęto około 250 tys lat temu, czy można wnioskować, że ludzie są przystosowani do tego, by spożywać obrobione termicznie jedzenie?.” – Bezpośredni przodek człowieka pojawił się jakieś 3 mln lat temu. Jak myślisz co do czasu pojawienia się ognia jedli? Jak to możliwe że w świetle twoich argumentów przetrwali? Czy jeżeli jesteśmy w stanie „przyzwyczaić się” do żywności tak zdegradowanej pod wpływem obróbki termicznej to może będziemy mogli „złapać gena” dla przyswajania żywności modyfikowanej genetycznie? Skoro gotowanie daje „ewolucyjną przewagę” to może faktycznie „GMO uratuje świat przed głodem”? Myślę, że u ludzi z Monsanto mógłbyś zapunktować.

    Piszesz: „Kiedy wymyślono poszczególne diety?” – I podajesz że surowa dieta pojawiła się ostatnio. Z Davidem Wolfie. Szkoda, że znowu nie doczytałeś, albo wygodniej było to pominąć… Znasz słowa Hipokratesa „Niech żywność będzie Twoim lekarstwem, a lekarstwo Twoją żywnością”? Pojęcie pełnowartościowego, wysokoodżywczego pożywienia było znane już od starożytności. Już wtedy „medycyna” dzieliła się na dwa fronty: jedni twierdzili, że dobrze odżywionemu i zdrowemu organizmowi nie są w stanie zagrozić żadne bakterie i wirusy z zewnątrz, a chorujemy dlatego, że źle się odżywiamy przez co komórki naszego własnego organizmu zamiast stawać się budulcem zaczynają w nieodpowiednim środowisku stawać się chorobotwórcze. Drudzy natomiast postawili tezę, że wszelkie choroby przychodzą z zewnątrz (z tego narodziła się współczesna farmacja). Badania nad żywnością jako lekiem były obecne od zawsze. W 1866 roku Antoine Bechamp sformułował pojęcie pleomorfizmu – wielopostaciowości drobnoustrojów. Za Wikipedią: „Twierdził on że w istocie bakterie nie są przyczyną lecz skutkiem choroby i zależne jest to od tego jaką formę przybierają, co wynika ze stanu podłoża, na którym żyją, a nie zarazka samego w sobie”. Zaczęto więc badać nasz wewnętrzny ekosystem, a następnie pH i odkryto, że żywność dzieli się na zasadową i kwasową. Przy czym gotowane, przetworzone, rafinowane produkty są najbardziej kwasotwórcze. Bardzo ważne były też badania przeprowadzone w 1897 r. przez Rudolfa Virchowa, ojca nauki o patologii komórki. Potwierdziły one zjawisko leukocytozy pokarmowej – wzrostu liczby białych krwinek po jedzeniu (wszystkie osoby biorące udział w badaniu spożywały żywność termicznie przetworzoną). Virchow uznał to za zjawisko normalne. Dopiero w 1930 r. badania przeprowadzone przez Paula Kouchakoffa wykazały, że skok ilości leukocytów występuje tylko po spożyciu gotowanego pożywienia. Te same produkty, tylko surowe, nie powodowały wzrostu ilości białych krwinek.

    Piszesz: „Wielu wegan surojadków (tych mniej w biologii wyuczonych) lubi porównywać ludzi do naczelnych, które wyglądają mniej więcej tak: “Patrz goryle i szympansy są surowymi weganami, a jakie duże silne i zdrowe są, ludzie to też naczelne, naszym najbliższym krewnymi są szympansy, więc dieta, którą spożywają szympansy i goryle powinni spożywać ludzie, bo jest “naturalna”.” – Wiesz co ja nie wiem czy ktoś odżywiając się wg. Raw food jest na tej diecie dlatego że szympansy na takiej są. Myślę, że to twoja bardzo dowolna interpretacja zmierzająca raczej do ośmieszenia a nie rzeczowych argumentów.

    Piszesz: „Surojadki odżywiające się głównie owocami i warzywami (głównie glukozą i fruktozą) dostarczają zupełnie swemu organizmowi innego “paliwa” niż “bliscy kuzyni”: szympansy czy goryle.” – Kolejna nadinterpretacja (zaczynam się przyzwyczajać). Mógłbyś to napisać tylko w przypadku frutarian – osób będących na diecie owocowej (tak zwana dieta 80/10/10). Klasyczna surowa dieta to: 80% surowe pożywienie (zasadowe) czyli warzywa i niesłodkie owoce, orzechy i nasiona, 20% gotowane pożywienie (w tym strączkowe) i bardzo słodkie owoce (kwasowe).
    Dlatego też to co piszesz dalej o atrakcyjności seksualnej osób puszczających bąki będących w domyśle na Raw food jest cyniczne, prostackie i na poziomie porad z Bravo pod hasłem „mam pryszcze, czy jestem w ciąży”.

    Piszesz: „Wbrew opinii surojadków obróbka termiczna często zwiększa wartość odżywczą żywności. Nie zawsze, ale często. Rzecz się ma zwłaszcza z węglowodanami.” – Świetny argument. Znowu połowa prawdy – ta druga strona medalu to indeks glikemiczny. Marchewka surowa ma indeks 30, marchewka gotowana 85. Dla porównania sacharoza (cukier rafinowany) ma 70, Coca-cola i batoniki czekoladowe mają również 70. Piszesz że jedzenie surowej nie jest wydajne – ekonomicznie może tak, ale z punktu widzenia organizmu który żeby dostać więcej karotenu musi się zmierzyć z takim ogromnym podwyższeniem cukru we krwi to już jest inna bajka.

    Jednak najbardziej żenujący z tych twoich wynurzeń jest akapit o efektach Raw food. Po prostu brak słów. Zastanawiam się czy propagując takie bzury, rzygi intelektualne masz świadomość odpowiedzialności – może tu wejść osoba chora na raka, która szuka ratunku i czytając te bzdety spłodzone ku zwróceniu na siebie uwagi odrzuci metodę która może uratować jej życie?

    A pisał to, jak to nazywasz „surojad” który wyleczył się z raka dzięki surowej diecie.

    • Marcin says

      Gratulacje!udało się Panu wyleczyć z raka,tak jak wielu innym osobom dzięki pochłanianiu tłuszczy zwierzęcych,jaj i mięsa!(dieta dr.Kwaśniewskiego)Ci ludzie napisali by że to Pana „wynurzenia” są żałosne i stronnicze…Główny powód uzdrowień jest wiara że dzięki „dziwnej” diecie zostaniemy wyleczeni!Wykazał Pan totalny brak podstawowej wiedzy.

      • niespo says

        Ja również znam osoby które dzięki tej diecie wyleczyły się z raka, i mam nadzieję że będzie takich osób coraz więcej. Niestety takie artykuły, które można by podważać w nieskończoność nie służą nikomu, a wręcz szkodzą. Po pierwsze raw food jeszcze nikomu nie zaszkodziły, a popatrzmy na ludzi odżywiających się na „normalnej diecie”. Ponadto jest jeden minus naszej wiedzy na temat b12, Ludzie pradawni dostarczali sobie tą witaminę z jedzenia niemytego gdzie bakterie głównie dostarczały tą witaminkę, ta witamina jest jednak obecna również w nasionach owoców, w organiźmie człowieka powstaje na skutek przemian metabolicznych. Ówczesni ludzie na raw food często nie mają o tym pojęcia, bo dzięku takim ludziom jak ty pestki uważane są za trujące częsci pokarmowe i ludzie je omijają, szkodząc samemu sobie. Inna strona to że jeśli podajesz ludzi żyjących na raw food którzy mają znaczny niedobór witaminy b12 to mowa o ludziach którzy są de facto blisko śmierci czyt. na wykończeniu. BO witamina b12 odpowiada za rozwój wszelkich nowych komórek, bez niej życie nie mogło by istnieć. człowiek np. dziecko według zreszta głośnej w stanach sprawie, dziecko było w stanie ciężkim po 3m-c diecie pozbawionej witaminy b12, więc trzeba najpierw poznać fakty, poszukać trochę głębiej w temacie, żeby się wogóle wypowiadać na ten temat.

        Ale z drugiej strony ja to traktuję jako naturalną selekcję, zostaną na ziemi tylko osoby które potrafią czerpać z natury i które potrafią poszukiwać i dochodzić do prawda (czyt. inteligentne), reszta pójdzie do lamusa. Pytanie tylko ile lat będziemy musieli znosić takich ludzi jak Pan i takie wpisy jak Pańskie.

        A żeby było Panu weselej proponuję na kilka lat zamienić wszelką surową żywność na gotowaną i spozywać jedynie przetworzoną żywność, dodatkowo zaszczepić się jeszcze kilkoma szczepionkami a po kilku latach, gdy wszelkie choroby będą uprzykrzać Panu życie zmieni Pan zdanie na temat surowej żywności.

        • Permakulturnik says

          NIespo,

          Jesteś ideologiem.Tutaj jedna relacja dotycząca tego jak surawka zepsuła dziewczynie zęby:
          http://www.marksdailyapple.com/nutritional-cures-for-damaged-teeth/#axzz3TKSl3BLL

          Serio będziemy wałkować kwestie witaminy B12?

          Piszesz:

          ” Inna strona to że jeśli podajesz ludzi żyjących na raw food którzy mają znaczny niedobór witaminy b12 to mowa o ludziach którzy są de facto blisko śmierci czyt. na wykończeniu”

          Oczywiście się z Tobą zgadzam – są blisko śmierci, bo ideologia nie pozwala im zjeść mięsa czy wątróbki, choćby surowej.

          Jakoś ta selekcja naturalna nie działała dobrze dla surojadków czy wegan… Bo było i jest ich ciągle mało. Może dlatego, że ich dieta nie dostarcza większości z nich wystarczającej ilości witamin i minerałów?

          • Mirosław says

            Nie przekonasz. Chłopak w ewolucję pewnie nie wierzy, bo obejrzał filmy na youtubie i woli uwierzyć im niż książce do biologii.

        • Mirosław says

          Oczywiście nie ma żadnych osób, które dzięki temu, co piszesz, wyleczyłyby się z raka. To tylko filmy na youtubie, różne opowieści dziwnej treści na forach, itd., itp. Papier wszystko przyjmie. Internet tym bardziej.

          Ale jeśli masz takie dowody i potrafisz to udowodnić, to bardzo proszę o kontakt. Jestem lekarzem onkologiem, a przy okazji dietetykiem. Jeśli wykażesz mi w sposób nie budzący wątpliwości, że ktokolwiek wyleczył się z raka przy pomocy jakiejkolwiek diety – obojętne mi jakiej – chętnie napiszę o tym pracę naukową i ją opublikuję (oczywiście chętnie zaproszę Cię do współautorstwa).
          Jeśli pokażesz mi rozpoznanie, dane z badań obrazowych, laboratoryjnych i wykażesz, że żadna interwencja medyczna nie była podejmowana u tej osoby. Oczywiście będę chciał się spotkać z tą osobą /osobami. No i jeszcze jeden warunek – ze nie jest to nowotwór o którym wiadomo, że czasem ulega samoistnej remisji (np. rak jasnkomórkowy nerki, czy chłoniak grudkowy, itp.), chociaż w sumie – wtedy chętnie też bym się z taką osobą spotkał.
          Tylko wcześniej zadaj sobie pytanie, czy osoba nie była czasem po prostu leczona. I czy w ogóle istnieje…
          No ale twierdzisz, że znasz kilka takich osób. Bardzo chętnie podejmę temat.

          Moim zdaniem to zwykłe myślenie życzeniowe skrzyżowane z brakiem wiedzy, a w przypadku niektórych cwaniaków zarabiających na tym – z modelem biznesowym. Ale jeśli mi udowodnisz tak, że mnie to przekona w świetle mojej wiedzy, to chętnie zmienię zdanie i zrobię wszystko, żeby sprawę na płaszczyźnie nauki rozpowszechnić.

          W Twojej wypowiedzi pobrzmiewa właśnie „ideologia youtube’owa”. Widać, że wiedzy brak (piszesz na przykład, że w organizmie człowieka witamina B12 powstaje wskutek przemian metabolicznych – typowe bełkotanie, a to słowo „metaboliczny” to chyba ma rozmówcę przestraszyć). No i ten wtyk szczepionkowy – no typowy youtubowiec. Pojęcia brak, ale dużo filmów obejrzał i dzięki temu zgłębił naturę świata, poznał spiski, itd.

          Większość ludzi, żyjących na raw food robi to w ramach mody – mody, która im szybko przechodzi, bo nikt normalny długo na tym nie ujedzie. Jeśli teraz weżmiesz pod uwagę, że zapasy witaminy B12 zgromadzone w wątrobie wystarczają człowiekowi na parę miesięcy (wg różnych źródeł między 3 a 12 m-cy), to masz wytłumaczenie, dlaczego ci ludzie żyją. Zapewniam Cię, że jako dzieci – gdy się rozwijali – nie żywili się w ten sposób. Zaczynali od diety cyckowej – to znaczy jedli mleko matki. A potem żadna normalna matka nie karmiła tak małego dziecka. Potem dorośli, zaczęli czytać głupstwa i robią dziwne rzeczy. Zwykle krótko.

  21. Mike says

    Osobiście wole jak piszesz o uprawie ziemi,
    jednak w tej tematyce to lepiej nie pisz więcej no chyba że sprostowanie.

    Pozdrawiam.

  22. says

    Witam wszystkich bardzo serdecznie. Przeczytania tego artykułu oraz riposty pt. „dietetyczne Atlantyda…” nie działa pozytywnie jak reszta tego portalu. Podejmę dobry pomysł całkowitego usunięcia tego tematu poniewaz ja oraz kilkanascie innych osób którym go pokazalem jedni na surowkach inni nie wszyscy jednoglosnie stwierdzili iż jest on wyraźnie negujacy i odstraszajacy zwolenników surowek.

    Znam wiele osób na surowce i cieszą się oni doskonałym zdrowiem od kilku do kilkunastu lat. Wiele osób wyłączyli się z nowotworów – siedzę w tym temacie i pomagam własnie kilku osobom wyjść z nieperacyjnego stadium. Mam nadzieje ze jak poprzednio się uda.

    W bardzo dużym skrócie – komórki nowotworowe sa w stanie istnieć wyłącznie jeśli maja dostarczane białko zwierzęce znajdziecie na to dowody w Google na YouTube w setkach miejsc. Nie będę się rozpisywać. Uniknięcie wszelkich cywilizacyjnych chorób a nie przybędzie Wam żadna jeśli oczywiście bedziecie Prawdziwymi Witarianami a nie takimi o jakich pisze ten artykuł o ludziach którzy jedza głownie owoce i to gmo lub na potężnych portalach oraz odmiany modyfilowane – większość dostępnych na rynku odmian jabłek gruszek itp to krzyżówki gromadzace nawet do 50 x tyle cukru co dawne odmiany sprzed stu lat owoce wtedy były twarde i kwaskowe.

    Sam od roku stosuje surowa żywność i powiem tyle,

    1. Czuje się znakomicie.
    2. Mam świetne samopoczucie i zasypiam naturalnie ok 21-22 Max! A budze się o wschodzie.
    3. Nie choruje pomimo iż w pracy nom stop mam chorych pracownikow, wracam zgrzany po piłce na -15 st mrozie w krótkim rekawku lub wychodze po kąpieli z mokrymi wlosami :-))
    4. „odrosl” mi kręg ledzwiowy – ok 10 lat temu po chorobie scheuermana mialemubytek km 1/3 kręgu, jakieś 2 miesiące temu robiłem rezonans magnetyczny okazało się ze mam cały krąg bóle w 90% ustały… Dlaczego nie w 100%… Uwielbiam jeść i gotować i czasami zjem nie to co trzeba :-)) wtedy jestem senny widzę spade energii to samo mam nawet jak jem tatara a muszę przyznac ze robie najlepszego na świecie :-))
    5. Świetne wyniki na siłowni – znacznie wiecej siły
    6. Pozytywne myślenie jak nie jem miesa oraz znacznie poprawione postrzeganie okazji w biznesie poprawa relacji z ludźmi mniej, a praktycznie zero agresji.
    7. Proponuje każdemu z Państwa sprawdzic sie w surowej diecie i samem zobaczyć ze rezultaty powalaja…! I nie chodz tylko o b szybko znikajace nadmiaru tkanki tłuszczowej…
    8. Pamiętajcie Państwo wystarczy jeść mnóstwo zielonych części rozlinnosci trochę warzyw mało owoców jeslijuz to starych odmian Bez Pestycydów, kasze i ryze pelnoziarniste czyli np ryż brązowy jedynie namaczany w wodzie ta ja i orzechy przez ok 12 godzin żeby reakcje zablokowane z powodu wywiązania mogły z powrotem zostać uruchomione. Pijemy duuzo wody i cieszymy sie życiem w świetnym zdrowiu :-)) jakby co prosze pisac podesle odpowiednia literature. C.czerny@op.pl

    Pozdrawiam wszystkich i prosze o włączenie podświadomości czyli wewnętrznej własne wiedzy organizmu który sam dokładnie wie czego potrzebuje i umie odróżnić coś co mu służy od tego co poprostu smakuje i sie uzaleznil,,, trzymam kciuki ! Czarek

    • Marcin says

      Najlepsze jest to z siłownia,spróbuj przekonać zawodowych kulturystów by zrezygnowali z kg.mięcha i dziesiątek jaj pochłanianych dziennie na rzecz Twoich surówek :-)Ciesze się że odkryłeś coś co daje Ci tego „powera”.Wiara czyni cuda! :-)

      • says

        Ja tam żaden zawodowy kulturysta nie jestem „przerabiam” tylko 0,5 kg wołowiny dziennie z 1,5 jajka, jakieś sery do tego warzywa, zielenina i trochę owoców. Nieskromnie przyznam (albowiem skromność to jedna z nielicznych cnót, której Stwórca mi poskąpił), że efekty są.

      • Marcin says

        Świetny artykuł Panie Wojtku!Mam nadzieję że nie odpuści Pan sobie dalszych tylko dla tego że kilku wegetarian się oburzyło.Wrażliwi bardzo są Ci ludzie ale na tak mało wydajnym i ubogim pożywieniu inaczej być nie może.Zresztą samo to jak się nazwali czyli-„wegetarianie” dużo już tłumaczy bo czyż słowo „wegetarianizm”,nie pochodzi od słowa „wegetacja”?

        • says

          Słowo wegetarianizm pochodzi z łaciny od życia – vitae (czy jakoś tak). Tak przynajmniej mi się zapamiętało z książki Marii Grodeckiej.

          Znam sporo normalnych wegetarian, agresywnych również, także wrażliwości bardzo bym do tego nie mieszał.

  23. Tomek says

    Przykład z marchewką jest nie na miejscu, bo każde warzywo po ugotowaniu zmienia swój IG. Im więcej glukozy = więcej cukrów = większa brama dostępu do pasożytów i grzybów.

    Polecam zakłębić się w temat grzybów Candida. Większość polaków je ma.

  24. Surowy26 says

    Powiem krótko i na temat.A mianowicie na ziemi istnieje ok1,5-2 mln gatunków i tylko jedne z pośród nich podgrzewa termicznie żywność (człowiek) i robi z nią inne cuda. Teraz szanowny autorze i reszta popierających artykuł zastanówcie się jaki element do tej idealnej układanki nie pasuje..?
    To tyle na temat.
    Pozdrawiam surowy 26 latek.

  25. says

    Jesteś świadomy tego, że odpisałeś mi na komputerze? Z tego co mi wiadomo, to człowiek jest jedynym gatunkiem na Ziemi, który używa komputera, pisze piosenki, książki, używa antykoncepcji. Sam fakt, że coś robimy jako jedyny gatunek na Ziemi nie czyni tego automatycznie złym/niezdrowym.

    Pozdrawiam, człowiek, który wczoraj zjadł surowy stek (podsmażony z każdej strony około 1 minuty, w środku był surowy).

  26. Zdzisiu senior says

    Zwracam tylko uwagę na błąd w artykule: David Wolfe nie jest i nie zaleca weganizmu a wręcz go krytykuje. Zaleca spożywanie m.in. surowych krewetek.

  27. Green says

    Hej panie Wojtku mam wrażenie, że ludziska mają rację, panu brakuje po prostu uwagi i w ten prowokacyjny sposób próbojue ją pan zdobywać. Taki z pana pracownik permakultury jak z mojej d…py trąba. Z tego co mi wiadomo ostatni rok spędził pan pracując jako kierowca cięzarówki w UK, nie posiada pan do dzisiaj swojej ziemi, a o permakulturze czytał pan z nudów jako bezrobotny. Nigdy nie był pan praktykiem, więc nie rozumiem co czy kto daje panu prawo do nadawania sobie tego szczególnego statusu mentora permakultury? na prawdę żenada.

    • Permakulturnik says

      Green pisze:
      ” Z tego co mi wiadomo ostatni rok spędził pan pracując jako kierowca cięzarówki w UK, nie posiada pan do dzisiaj swojej ziemi, a o permakulturze czytał pan z nudów jako bezrobotny”

      Symptomatyczne jest to, że nawet nie próbujesz dyskutować z informacjami zawartymi we wpisie, tylko wypisujesz tu jakieś faktoidy z mego życia… Ku Twojej wiadomości, w UK jestem już ponad 2 lata. Nie posiadam uprawnień do kierowania pojazdów większych niż 3,5t, więc jak, nadal myślisz mały, śmieszny plotkarzu, że zawodowo param się prowadzeniem ciężarówki?

    • Mirosław says

      Green, to, co szczególnie cenię w Twojej wypowiedzi, to taka żelazna dyscyplina intelektualna. Odnosisz się wyłącznie do meritum i ani na chwilę nie odbiegasz od tematu. To naprawdę fajne.

  28. miras says

    Leukocytoza pokarmowa to niezaprzeczalny i niepodważalny argument który stoi murem za surowym sposobem odżywiania i korzysciami ktore z niego płyną…

    • Mirosław says

      Leukocytoza pokarmowa – a cóż to takiego? Mam doktorat z medycyny – konkretnie z patologii przewodu pokarmowego – a o takich rewelacjach nigdy nie słyszałem…(?) No, oszukuję troszkę, słyszałem. W internecie. Na forach, gdzie to jedna baba drugiej babie oraz na portalach, gdzie pierze się mózgi ludziom na to podatnym. Bo nikt tak tego nie nazywa wśród fachowców.

      Rozumiem, że ma chodzić o fizjologiczny wzrost ilości białych krwinek po spożyciu pokarmu? To o to ci chodzi? Na co to ma być argument? W dodatku niepodważalny?
      A pokażesz mi wiarygodne prace wykazujące, że po spożyciu surowizny tego efektu nie ma? Ale nie film na youtubie, tylko wiarygodne prace naukowe?

    • Permakulturnik says

      Oczywiście, że posiadając dobry sprzęt można by uzyskać więcej bata karotenu. To już jest jednak używanie technologii, czyli teoretycznie nie jest „naturalne.

      • niespo says

        A brał Pan pod uwagę i Ci za przeproszeniem „naukofcy” że ludzki zgryz ma niebagatelną siłę i potrafi rozpiep…. komórki roślin w ciągu kilku nanosekund???? Wszyscy jakoś ten fakt pomijają a nasze uzębienie aż prosi się o komentarz po co zostało właśnie tak stworzone….
        Idąc tym tokiem rozumowania nie trzeba mieć „super” sprzętu aby wydobyć z marchewki tyle ile trzeba, jede warunek jest taki że trzeba ją pogryżć a nie połknąć w całości:) ( jak to uczynili naukofcy podcza wyceny tych 3% :) )

        • Permakulturnik says

          Ale komórki są małe i trudno jest w nie wszystkie zębami „trafić”. Tu nie chodzi o to, że nie mamy wystarczającej siły do tego by je zniszczyć.

        • Mirosław says

          Niespo, powiedz, ile prac naukowych opublikowałeś w swoim życiu, że tak łatwo szydzisz z osób, które to robią? Myślę, że niezbyt wiele. Że raczej publikowałeś dotąd co najwyżej wypracowania na języku polskim.

  29. Grzegorz says

    Fakt, że uznajemy osoby z wzdętym brzuchem i puszczające „bąki” za mniej atrakcyjnych partnerów seksualnych* jest moim zdaniem dowodem na to, że dieta w której musimy polegać na fermentacji bakteryjnej, by dostarczać nam choć części energii za mocno nieoptymalną (kapusta, strączkowe), bo czyni ona nas (co najmniej) czasowo mniej atrakcyjnym seksualnie.

    Drogi autorze – DOWODEM NA CO ?
    takich zdań z urwana logika jest więcej…

    :)

  30. Grzegorz says

    zjadło orzeczenie:

    Niektórzy wyznawcy tej „doktryny dietetycznej” (bo na podstawach naukowych to ta wiara oparte nie jest), że będąc na tej diecie nie trzeba jej suplementować, […]

  31. Mirra says

    Jestem 80% raw vegan od 10 miesięcy z przewaga owoców w diecie, jem jeden gotowany posiłek dziennie ( nie raw till 4) okres mi nie zniknął, co do zapachu z paszczy – poprawił mi się odkąd przestałam jeść produkty odzwierzęce (luby potwierdza), atrakcyjność seksualna również wzrosła, bo straciłam masę tłuszczu i mięśnie zaczęły być widoczne, czego na wszystkożerstwie nie mogłam osiągnąć. Jedyne co mi znikło to właśnie wieczne wzdęcia i nadprodukcja gazów (potrafiłam pierdzieć z częstotliwością bąk co kwadrans), chroniczne zapalenie pęcherza, anginy co miesiąc, na co lekarze rozłożyli ręce; bóle głowy, bóle miesięczne, a co dla mnie jest najważniejsze, obniżyła mi się liczba przeciwciał tarczycowych, bo mam hashimoto. Zachęcam każdego do szukania własnych doświadczeń, bo nie problemem jest rodzaj diety tylko jej zbilansowanie i jedzenie z głowa :)

    • Mirosław says

      Spadła ci liczba przeciwciał, bo spadła ci ogólna odporność. Ot i tyle. Zresztą w naturalnym przebiegu Hashimoto różne rzeczy się dzieją.

      Co do atrakcyjności – wierzę. Po prostu schudłaś. Motoryka dróg moczowych też dzięki temu się poprawiła. Anginy przeszły, bo jak organizm się ileś tam razy zbodźcował, to w końcu – nawet przy gorszej odporności ogólnej – skutecznie zwalcza infekcje. Nie dowodzi to wcale, że stosowana przez Ciebie dieta w dłuższej perspektywie też będzie przynosiła korzyści.

      Co do rozkładania rąk przez lekarzy – nie wiem, do kogo trafiałaś. Ja tam bym rąk nie rozłożył w tej dość banalnej sytuacji. Pytanie, czy faktycznie chorowałaś tak często jak twierdzisz, czy rzeczywiście były to anginy (w to powątpiewam, bo angina to sprawa dość konkretna), czy nie było wówczas innych przyczyn (choćby pośrednio w związku z Hashimoto), itd., itp.

  32. cedric says

    http://www.nutrivitality.pl/zwiazki-chemiczne-produktow-spozywczych/bialka/wartosc-odzywcza-bialek-podczas-obrobki-termicznej.html

    Thyroid Madness Definition:
    Treating hypothyroid patients solely with T4-only meds.
    Dosing solely by the TSH and the total T4, or using the outdated „Thyroid Panel”.
    Prescribing anti-depressants in lieu of evaluating and treating the free T3.
    Telling thyroid patients that desiccated natural thyroid like Armour is „unreliable”, „inconsistent”, „dangerous” or „outdated”.
    Making labwork more important than the hypo symptoms which scream their presence.
    Failing to see the OBVIOUS symptoms of poorly treated thyroid, and instead, recommending a slew of other tests and diagnoses.

    http://www.stopthethyroidmadness.com/2015/01/20/12-ways-make-thyroid-treatment-worse/

    http://www.stopthethyroidmadness.com/mistakes-patients-make/

    http://www.ziolaiprzyprawy.info/2013/04/08/blog/5-przypadkow-niedoczynnosci-tarczycy-ktorych-nie-pokaza-wyniki-badan/

    KLINICZNE OBJAWY niedoczynności tarczycy , wyniki lab. nie powinny być traktowane jako ostateczne
    http://www.poradnikzdrowie.pl/sprawdz-sie/sygnaly-ciala/niedoczynnosc-tarczycy-objawy-jakie-sa-objawy-niedoczynnosci-tarczycy_33584.html

Trackbacks

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *