Wpływ hormonów zawartych w paszy na zwierzęta

Jednym z najbardziej kontrowersyjnych (dla kupujących produkty zwierzęce konsumentów a jak znam życie to  „ekologom” i obrońcom praw zwierząt się to za bardzo pewnie też nie podoba) jest kwestia dodawania do pasz dla zwierząt różnorodnych hormonów. Właściwie to określenie „kontrowersyjne” jest nietrafne – praktyka ta jest przez te grupy w czambuł potępiana… Czy słusznie? Postaram się na to pytanie tym wpisem odpowiedzieć, albo chociaż Czytelnikom nieco temat przybliżyć. Zacząć należy od początku, czyli…

Czym są hormony?

Hormon (od gr. ὁρμάω hormao – rzucam się naprzód, pędzę) – związek chemiczny, który jest wydzielany przez gruczoły lub tkanki układu hormonalnego. Funkcją hormonu jest regulacja czynności i modyfikacja cech strukturalnych tkanek leżących w pobliżu miejsca jego wydzielania lub oddalonych, do których dociera poprzez krew (wyjątkiem są tzw. hormony lokalne). Istnieją także takie hormony, które wywierają wpływ na funkcjonowanie wszystkich tkanek organizmu.

Wikipedia

Dlaczego dodatki hormonalne do pasz są uważane przez konsumentów za niepożądane?

Wszelkie dodatki hormonalne do pasz są uważane przez konsumentów za niepożądane głównie z powodu:

  • Słowo hormon sugeruje jakieś silne biologiczne działanie.
  • Większość konsumentów ma znikomą wiedzę nt. biologii, hodowli, dietetyki nie mówiąc już nawet o zagadnieniu tak specjalistycznym jak wpływ hormonów na zdrowie zwierząt. Rozsądne ze strony konsumentów jest zatem ograniczenie przyjmowanie nowych substancji, których działania nie znają.
  • Były przypadki złego wpływu dodatków hormonalnych na zdrowie zwierząt, niektóre hormony przedostają się następnie do produktów pochodzenia zwierzęcego spożywanych przez ludzi.
  • Spora część dodatków hormonalnych jest pochodzenia syntetycznego (sztucznego). Określenie „hormony syntetyczne” brzmi dla przeciętnego, niewyćwiczonego uch fatalnie. „Sztuczne hormony” nie mogą być przecież dobre! Prawda?

Czy hormony mogą wpływać na zwierzęta? Czy hodowca może wpływać na poziom hormonów u zwierząt?

Hormony bez wątpienia wpływają na zwierzęta. Znany jest fakt, że knury (niewykastrowane samce  świni) rosną szybciej niż wieprzki (wykastrowane samce świni) a samice rosną jeszcze wolniej niż kastraci. Każdy osiedlowy paker wie, że niektóre hormony (dostępne na siłowni bez recepty i bez rachunku) działają jak anaboliki – najpopularniejszym jest testosteron, który ułatwia przyrosty masy mięśniowej. Wyższy poziom hormonów (u knurów) poprawia zatem współczynnik konwersji paszy i sprawia, że świnia ma wyższą mięsność.

Od dawna również wiadomo, że niektóre hormony (fitoestrogeny) w wyższych dawkach mają  negatywny wpływ na płodność krów i owiec, mogąc powodować czasową lub nawet trwałą bezpłodność.[1]

Niesławny bydlęcy hormon wzrostu  (ang. bovine growth hormone, skrót BST) powoduje u krów podniesienie mleczności o kilkanaście procent (zwykle 11-16%), wyższą o 25% szansę na kliniczną postać mastitis (zapalenie sutka) oraz obniża płodność krów o 40% .  Aplikacja tego środka hormonalnego wytwarzanego przez nasz ulubiony  koncert agrochemiczny… Monsanto powoduje, że komórki produkujące mleko w gruczołach krów wolniej zanikają.

Powyższe przykłady pokazują, że możemy wywierać wpływ na poziom hormonów u zwierząt co pośrednio również wpływa na ich produktywność…

Czy hormony występują naturalnie paszy dla zwierząt?

Lucerna – jedna z roślin bogata w hormony.

Rośliny są pełne hormonów, fitohormonów

Wbrew powszechnej opinii w „normalnej” paszy dla zwierząt czyli tym co krowa, owca, koza, koń czy świnia znajdzie sama na pastwisku występuje sporo hormonów… fitohormonów, czyli hormonów roślinnych. Bogatym źródłem fitoestrogenów (hormonów roślinnych przypominających w budowie i działaniu estrogeny – żeńskie hormony płciowe) są rośliny motylkowe (różne gatunki koniczyny, lucerna…), które jeśli stanowią znaczną część zielonki pastwiskowej mogą powodować u przeżuwaczy bezpłodność[1]. Podobne substancje występują również w nasionach roślin strączkowych,  siemieniu lnianym,  kwiatostanach wierzby oraz… zapleśniałej kukurydzy [2].

Te same fitoestrogeny powodują zwiększenie wydzielania mleka wśród zwierząt wychodzących wiosną na pastwisko (młode motylkowe są w nie szczególnie bogate).  Większa mleczność zwierzą hodowlanych jest przydatna jeśli wykorzystujemy mleko bezpośrednio, ale w przypadku chociażby takich świń powoduje, że prosiaki szybciej rosną i mają większą szansę przeżycia.

Na wieprzki (wykastrowane samce świni)  karmione standardową dietą z zawartością soi fitoestrogeny zmniejszały otłuszczenie świń a zwiększały mięsność. Nie zmieniał się jednak pobór paszy.  Efekt „fitoestrogenowej poprawy” wydajności tuczu świń z dodatkiem soi jest niezależny od wysokiej jakości białka i aminokwasów w tej paszy[3].

Kupa hormonów

Innym przykładem wpływu hormonów na zwierzęta jest zwiększenie tempa wzrostu świń i brojlerów po dodatku do paszy odchodów krowich.  Nie dość, że odchody zawierają niestrawione ziarna, witaminy z grupy B (również B12), to poprawiają wzrost świń z powodu aktywności enzymatycznej oraz  prawdopodobnej hormonalne aktywności odchodów. Tak, oznacza to, że gnój krowi dobrze wpływa na trawienie świń i kur (brojlerów). Czytelnicy mogą uznawać, że odchody nie są naturalną paszą brojlerów czy świń, nie jest to jednak prawdą. Dziki (przodkowie świń) konsumują m.in. odchody innych zwierząt. Kur bankiwa (przodek kury domowej) również konsumuje małe ilości odchodów zjadając np. całe gryzonie.

W niektórych krajach hoduje się świnie w oborze dla krów. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że tych świń się nigdy nie karmi… To niewyraźne zdjęcie przedstawia kury hodowane w klatkach nad zagrodą dla świń.


Pytania i wnioski na przyszłość związane z hormonami w paszy.

Hormony mają wpływ na zdrowie, tempo wzrostu i wydajność zwierząt. Jest to istotne, zwłaszcza, że chcemy wyprowadzić świnie na pastwisko z dużą ilością fitohormonów. Nasuwa się sugestia, by na pastwisku z dużą zawartością lucerny/koniczyny nie dokarmiać zwierząt roślinami z dużą zawartością fitoestrogenów.
Drugi wniosek jest natury marketingowej. Chcesz hodowco używać hormonów w produkcji zwierzęcej? To używaj, stosuje jednak je  w formie nieprzetworzonych produktów np. mączki czy siana z lucerny – ci sami  klienci przerażeni słowami „hormon syntetyczny” podziękują Ci za to i pochwalą, że Twoja hodowla jest „zgodna z naturą„, cokolwiek to hodowli zwierząt znaczy :) Aha i nie wspominaj o karmieniu świń odchodami, bo klienci tego nie lubią/nie rozumieją.

Czy spożywanie zwierząt, które „faszerowane” były hormonami ma wpływ na jedzących te zwierzęta i produkty zwierzęce ludzi? To zagadnienie zgłębimy w następnym wpisie dotyczącym wpływu hormonów na zwierzęta.

—–

[1] „Detection of the effects of phytoestrogens on sheep and cattle” N. R. Adams
[2] „The Estrogenic Activity of Alfalfa and other Feedstuffs” P. J. S. Pieterse and F. N. Andrews
[3] „Effects of dietary soy isoflavones on growth, carcass traits, and meat quality in growing-finishing pigs” R. L. Payne, T. D. Bidner, L. L. Southern and J. P. Geaghan
[4] „Animal Feed Resources Information System: Manure” FAO

—–

Na zakończenie piękna piosenka „Hùg Air A’ Bhonaid Mhòir”  i o podobnym fizysie piosenkarki Julie Fowlis.

Related Post

Comments

  1. cedric says

    Boostery testosteronu

    Kolejną grupę ekskluzywnych i dosyć drogich suplementów stanowią tzw. ‘testoboostery’ lub ‘boostery testosteronu’. Są to zazwyczaj ekstrakty ziołowe, podnoszące poziom testosteronu. Bodaj najpopularniejszymi środkami z tej grupy pozostają ekstrakty z tribulusa, takie jak np. Tribusteron 60 i Tribusteron 90. Składnikami aktywnymi ziół o takich właściwościach są zazwyczaj saponiny steroidowe. Związki te są często zbliżone swoją strukturą do naszych androgenów – męskich hormonów płciowych. Saponiny ulegają ‘wstępnej obróbce’, prowadzonej przez florę bakteryjną przewodu ludzkiego pokarmowego, a następnie wchodzą na szlaki enzymatyczne, prowadzące do powstawania testosteronu. Ustalono, że przyjmowanie saponin steroidowych może doprowadzić do wytworzenia nawet 4 mg dodatkowego testosteronu na dobę. To sporo, zważywszy, że organizm dorosłego, zdrowego mężczyzny produkuje dziennie, przeciętnie 5 mg tego hormonu. Co niezwykle ciekawe i istotne – powstający takim sposobem testosteron pozostaje w formie niezwiązanej z białkami magazynowymi (SHBG), czyli bardzo aktywnej.
    Boostery testosteronu stosowane są przez sportowców – albo w celu wspomagania rozwoju siły i masy mięśniowej, gdyż testosteron to jeden z najsilniejszych hormonów anabolicznych, albo przy tzw. ‘odblokach’ po ‘kuracjach steroidowych’, gdyż leki z grupy steroidów anaboliczno-androgennych hamują produkcję własnego testosteronu.
    Jak się okazuje – saponiny steroidowe znajdziemy również niektórych roślinach przyprawowych, stosowanych w naszej kuchni, chociaż niezbyt powszechnych. Chodzi tutaj głównie o czernuszkę (do 6% saponin) i kozieradkę (do 8%).

    Jeżeli nie uda się nam zdobyć ziółek zmielonych, ziarna musimy sami rozdrobnić w moździerzu lub młynku do kawy. Tak otrzymany proszek mieszamy w równej proporcji z modem. Przygotowaną pastę spożywamy w ilości 2-uch łyżeczek od herbaty rano i 2-uch wieczorem.
    Proponuję przygotować dwa rodzaje pasty – kozieradkową i czarnuszkową. Chodzi o to, że kozieradka – zawierająca więcej saponin – ma wszakże tę wadę, że – po dłuższym czasie spożywania – nadaje charakterystyczny (kozi) zapach naszemu ciału. Dlatego przyjmowanie kozieradki warto przeplatać przyjmowaniem czarnuszki. Na przykład: 3 dni kozieradka, 3 dni czarnuszka, i od nowa…

    W programie telewizyjnym wspominałem jeszcze o nagietku… Ponieważ ziółko ta zawiera saponiny podobne do ginsenozydów – składników aktywnych żeń-szenia, które relatywnie silnie podbijają testosteron, dlatego zawsze wskazywano na nagietek – jako na krajowy zamiennik tej chińskiej rośliny leczniczej. Aktualne badania udowodniły jednak, że nagietek działa całkowicie odwrotnie… Jego stosowanie – w miejsce spodziewanego wzrostu – daje obniżenie poziomu testosteronu. Wycofuję się więc z nagietka, tym bardziej, że najwyższej jakości ekstrakty z żeń-szenia możemy nabywać teraz (po naprawdę przystępnej cenie) w postaci preparatu Żeń-szeń Vita-compleks, oferowanego przez OLIMP Laboratories.

    Antyestrogeny

    Estrogeny to żeńskie hormony płciowe. Pewna ich ilość jest niezbędna mężczyznom (szczególnie – sportowcom), gdyż są one niezastąpione we wzmacnianiu aktywności anabolicznego testosteronu (patrz: „Estrogeny – androgenami”). Jednak prawidłowy stosunek estradiolu (podstawowy, żeński hormon płciowy) do testosteronu (podstawowy, męski hormon płciowy) powinien wynosić tutaj – jak 1:80. Kiedy bowiem w męskim organizmie pojawia się nadmiar estrogenów, wtedy cierpi nasza sylwetka i prostata. Naukowcy szacują, że estrogeny odpowiadają w 70-ciu procentach za przerost prostaty. Przy ich nadmiarze – organizm gromadzi tłuszcz w okolicy sutków (również – ud i pośladków) i powiększa gruczoły sutkowe, co – w zależności od stopnia zaawansowania – nazywamy lipo- lub ginekomastią. Dochodzić może tu również do spadku ogólnego poziomu testosteronu, gdyż estrogeny silnie blokują oś – podwzgórze-przysadka-gonada. Nic więc dziwnego, że pośród sportowców cieszą się dużą popularnością leki lub suplementy diety, obniżające poziom czy aktywność estrogenów, nazywane ogólnie – antyestrogenami.
    Estrogeny powstają zawsze z androgenów – męskich hormonów płciowych, przekształcanych w efekcie aktywności pewnego enzymu – aromatazy. (Na wzrost poziomu estrogenów narażeni są więc szczególnie ci sportowcy, którzy stosują w celach dopingowych androgeny, czyli steroidy anaboliczno-androgenne.) Dlatego jedna z metod obniżania poziomu estrogenów polega na blokowaniu tego enzymu.
    Hormony płciowe wiązane są przez specjalne białka – SHBG, co pozbawia je aktywności i tworzy ich pulę zapasową. Tylko wolne, niezwiązane z SHBG hormony wykazują właściwą aktywność biologiczną. Białka te mają tę paskudna wadę, że znacznie chętniej wiążą i pozbawiają aktywności androgeny, aniżeli estrogeny. Przy wysokim ich poziomie – estrogeny zyskują więc wyraźną przewagę. Dlatego druga metoda walki z estrogenami polega na obniżaniu poziomu i aktywności SHBG.
    Relatywnie silną zdolnością blokowania aromatazy cechuje się chryzyna – główny flawonoid propolisu, stanowiący 50% składu ekstraktów z tego surowca. Podobną aktywność względem aromatazy wykazują składniki czynne korzenia pokrzywy, które – dodatkowo – o prawie 70% zmniejszają efekt wiązania androgenów z SHBG.

    Propolis dostaniemy w każdym sklepie ‘pszczelarskim’, zaś koledzy z mniejszych ośrodków mogą nabywać go wprost od miejscowych pszczelarzy. 100 g propolisu zalewamy 0,5 l spirytusu (lub bierzemy proporcjonalnie mniej składników, jeżeli chcemy uzyskać mniejszą porcję ekstraktu) i odstawiamy na ok. 3 tygodnie w ciemne miejsce, co jakiś czas wstrząsając. Kupujemy w aptece kroplomierz, odmierzamy 40-50 kropli nalewki na pół kieliszka soku owocowego, dawkę powtarzamy rano i wieczorem.
    Uwaga! Do odmierzania propolisu najlepiej poświęcić jeden kieliszek lub wykorzystać kieliszek plastikowy, gdyż propolis trwale matuje szkło.

    Korzeń pokrzywy zmielić w młynku do kawy, zmieszać pół na pół z miodem, a tak uzyskaną pastę zażywać 2 razy dziennie – w ilości 2-uch łyżeczek rano i 2-uch wieczorem.
    http://slawomirambroziak.pl/legalne-anaboliki/magiczne_mikstury_slawomira_ambroziaka/

  2. Permakulturnik says

    Boostery testosteronu stosowane są tylko przez sportowców w reklamach boosterów testosteronu. Preparatem najlepiej zwiększającym poziom testosteronu we krwi jest… testosteron.

    Czarnuszki nie stosowałem, tylko kozieradkę. To zioło nie nadaje się dla nikogo, kto chce mieć życie seksualne, bo to zioło nie nadaje ciału „charakterystyczny zapach”, tylko sprawia, że się niemiłosiernie śmierdzi. I to po 2 dniach stosowania. Po 3 czy 4 przestałem, bo nie mogłem znieść tego fetoru, dziewczynę miałem dobrą, więc nic nie mówiła, ale widziałem po twarzy, że to jest coś co „toleruje”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *