Dlaczego emerytury dla koni to zły i nieekologiczny pomysł?

Po niemal rocznej przerwie zmuszony zostałem by przemówić ponownie… Tym razem nie o myśliwych, a o koniach. Wielkimi krokami zbliża się bowiem Skaryszew 2013 – największy i najstarszy targ koński w Polsce, pamiętający jeszcze czcigodnego Jagiełłę. Zdecydowana większość koni tam sprzedawanych to konie rzeźne, które następnie są eksportowane do Włoch. W związku z tym, że niektórym ludziom nie podoba się idea używania koni jako zwierząt rzeźnych – pragną by te były traktowane wyłącznie jak przerośnięte chomiki, brońcie (neopogańscy) bogowie by na nich jeździć – to przecież przemoc i nadużycie – nie zawahają się użyć wszelkich dostępnych środków by swój cel osiągnąć. Część z nich wykorzystuje więc takie wydarzenia jak targ koński w Skaryszewie po to by kręcić wyciskające łzy filmiki i umieszczać je na Youtubie. Łzawe filmiki umożliwiają później pozyskanie wpłat od empatycznych dziewczyn, ostatecznie umożliwiając co sprytniejszym z tych osób uzyskanie przyjemnego stylu życia: na wsi, w otoczeniu uratowanych koni i młodych, pracujących w pocie czoła hożych wolontariuszek . Wersja dla dam: przystojnych, muskularnych i opalonych młodzieńców z długimi włosami. Jak taki styl życia może się komuś zainteresowanemu permakulturą nie podobać? Podobnie jak lekarze, którym koncerny farmaceutyczne firmują wycieczki do ciepłych krajów z opłaconymi jedzeniem, drinkami i egzotycznymi dziwkami szkolenia naukowe teoretycznie nie zarabiają na „wycieczce”, tak kilku (sprytnych) aktywistów nie zarabia na „ratowaniu koni”.

Konie od tysiącleci służyły człowiekowi, głównie jako żywe narzędzie mające pomóc mu przetrwać, szybciej się przemieszczać i wydajniej zabijać bliźniego swego. Swoją rolę odegrały również w zwiększaniu wydajności rolnictwa (choć to już trochę nowsze dzieje). Po szczegóły zapraszam na bardzo ciekawy, mądry i uczony blog Jacka Kobusa. Co istotne to fakt, że konie zwykle wykorzystywano do czegoś po śmierci. Nasi przodkowie nie byli wystarczająco bogaci by się mogło coś marnować. Np. do robienia kleju, cięciw do łuków, ze skóry wyrabiano trwałe buty oraz wysokiej klasy odzież i galanterię skórzaną. Mięsem (z reguły starych i spracowanych koni) karmiono co najwyżej psy z racji tego, że z wiekiem każde mięso robi się twarde i żylaste (wzrasta ilość tkanki łącznej, spada ilość tkanki mięśniowej, dlatego mięso starych zwierząt trzeb gotować/piec dłużej niż młodych). Innymi słowy nic się nie marnowało – bo nie mogło.

Jak już wspomniałem Skaryszew to tylko środek do celu. Dla niektórych tym celem będzie poprawa losu czterokopytnych (co prawda poprzez zagładę gatunku, ale zawsze…), dla innych zakazania ich hodowli, dla jeszcze innych styl życia i pieniądze. Gdzieś pośrodku są pewnie też ludzie, którzy robią to bo kiedyś w to wierzyli, a dziś co prawda już nie wierzą, ale dostają dzięki “akcjom” pensje, płatne zlecenia, możliwość zawarcia nowych znajomości, spotkania starych przyjaciół mieszkających na drugim końcu Polski, zabicia nudy (niepotrzebne skreślić)…

Wróćmy jednak do tematu głównego tego artykułu – Dlaczego emerytury dla koni to zły i nieekologiczny pomysł? Pisząc zły mam na myśli z punktu widzenia utylitarnego, permakulturowego.

Z racji tego, że konie nie żywią się praną a jakaś kombinacją trawy, siana, zbóż, roślin strączkowych i słomy do utrzymania 1 konia potrzeba około 1 ha ziemi. Wg. danych szacownych organizacji wegetariańskich 1 ha ziemi jest w stanie wyprodukować np. 20 ton ziemniaków lub 2,5 tony soi (z tego da się zrobić całą górę tofu!). 20 ton ziemniaków jest w stanie wyżywić gdzieś 26 ludzi przez rok…

Zakładając, że wolontariusze Fundacji Tara odratują spracowanego 12 letniego konia, któremu przyjdzie na fundacyjnych pastwiskach żyć jeszcze 10 lat, to ten koń „zablokuje” obszar potrzebny do wyżywienia 26 ludzi przez 10 lat lub dla wyżywienia przez rok 260 w ciagu swego podarowanego życia. Fundacji Tara informuje, że trzymają tam aktualnie 112 zupełnie bezużytecznie chowanych koni, Sprawia to, że nie można wyprodukować żywności dla 2912 ludzi! Tymczasem setki milionów ludzi na całym świecie cierpi głód, a miliony co roku giną z głodu. Widać wyraźnie, że z moralnego punktu widzenia lepsi są „gumofilce” hodujący krowy na mleko czy mięso – przynajmniej z tak „niewydajnej” krowy powstaje jakiś produkt spożywczy, którym można wykarmić głodującą ludzkość…

Szkoda, że te dzieci muszą głodować, by bezużyteczne konie w Fundacji Tara mogły żyć…

 

Natura a na pewno rynek nie znosi próżni. Nie produkowaną na polskiej ziemi rolnej żywność trzeba skądś wziąć. Aktualnie głównym źródłem nowych gruntów pod uprawę potrzebnej na białko soi są ciągle kurczące puszcze tropikalne. Lasy deszczowe w w samej Brazylii codziennie zmniejszają się o 8150 ha. Między 1990 a 2005 Brazylia straciła niemal 3 miliony hektarów lasów deszczowych. Trudno nie zauważyć, że swój udział w tej zbrodni przeciw Naturze ma również Fundacja Tara…

 

Analogicznie wycinana jest dżungla w Indonezji – tam jednak dziewicze lasy zmienia się w monokultury palmy olejowej uprawianej jak nie trudno się domyślić na… olej, który jest najtańszym tłuszczem na ziemi. Ofiarą tej rzezi padają m.in. orangutany, które jak pewnie moi inteligentni Czytelnicy się domyślają nie są przystosowane do życia na plantacji a w wielogatunkowej puszczy. Podobnie nie można zapomnieć jakie są tego powody – niedobór ziemi uprawnej i popyt na tłuszcz… Może gdyby nie pastwiska Fundacji Tara, to jedno orangutaniątko więcej miałoby nadal swoją mamę?

Możliwe, że ten orangutan stracił swój dom przez ludzi ratujących konie… Zobacz jaki jest smutny z tego powodu. ;’((

Po prawdzie, to sprawa wygląda jeszcze gorzej, bowiem nasz sympatyczny a wyeksploatowany koń (lat 12) gdyby poszedł na rzeź (w tym wieku to nadaje się tylko na klej, karmę dla psów i może skórę na ubrania i galanterię) to nie dość, że nie zjadałby jedzenia, które mogłoby wyżywić niejedną wioskę w Afryce, ale mógłby zostać przerobiony na co najmniej kilkaset kg karmy dla psów i kotów! W ten sposób zmniejszyłoby się presję na wykradanie nowych terenów Naturze, bo nasi pupile zamiast soi i oleju palmowego (bardzo częsty składnik karmy dla psów i kotów) dostaliby mięso, tłuszcz i kości starego konia. Taka sytuacja nie ma miejsca, gdy koń, jak to na pastwiskach Fundacji Tara naturalnie padnie ze starości lub z powodu ciężkiej choroby zostanie uśpione – takie zwierzę zostaje wtedy spalone. Co stwarza kolejny już problem dla środowiska..!

W Polsce większość energii cieplnej i elektrycznej pochodzi ze spalania węgla. Strach pomyśleć ile zanieczyszczeń powietrza i emisji dwutlenku węgla do atmosfery takie postępowanie z koniem powoduje. Czy ktoś obliczał carbon footprint działalności Fundacji Tara? Od kiedy to Globalne Ocieplenie nie jest największym, współczesnym zagrożeniem dla całej ludzkości? Czy może podczas mego pobytu w UK coś może przespałem?

Przejdźmy teraz do kwestii zanieczyszczenia środowiska z powodu produkcji tworzyw sztucznych. Skóra dwunastoletniego konia, choć nie idealna, nadal nadaje się na buty, odzież i galanterię skórzaną. Koński grzbiet to materiał, który nie jednemu motocykliście uratował skórę. Jestem przekonany, że przyczynił się również do poczęcia niejednego życia. Motocyklowe kurtki skórzane wyglądają bowiem… zajebiście. Jak już wspomniałem ciało 22 letniego konia padłego ze starości lub uśpionego nie nadaje się do niczego (z racji tego, że jego tusza jest niewykrwawiona a skóra ze starości straciła elastyczność i wytrzymałość). Dodam tylko, że takie kurtki (które można nosić nie tylko na motocykl) zwykle wytrzymują kilkadziesiąt lat użytkowania. Ile nieodnawialnej ropy naftowej się zużyje i ile toksycznych odpadów dostanie się do środowiska by wyprodukować 5-30 kurtek z tworzyw sztucznych (ilość kurtek, z tworzyw sztucznych, które zużje przeciętny człowiek w ciągu kilkudziesięciu lat).

Schott Perfecto 618 z końskiej skóry. Wkrótce sobie taką kupię, muszę tylko wymyślić sposób, by nie płacić VAT’u i cła, bo i tak kosztuje 770$ (+przesyłka)…

Schott Perfecto 618 z krowiej skóry. Nadal świetna, ale to już nie to samo… Cena 570$

Jak ciekawostkę podam jeszcze, że jeden z aktywistów w ramach pokazywania jakie nieprawidłości i zbrodnie dzieją się na targu w Skaryszewie podał mi linka do filmiku w którym przyjeżdżającym w nocy koniom (z powodu zwykłego lenistwa i olewactwa niektórych pracowników) nie sprawdzano tzw. „paszportów”. Nie zdziwiłbym się gdyby ci sami ludzie protestowali przeciwko biurokracji, np. w przypadku Szopy Waldemara Deski. Widać ich umysły rzeczywiście osiągnęły inny poziom rozwoju bowiem posiadają one możliwość utrzymywania dwóch przeciwstawnych poglądów w tym samym czasie… Może Arystoteles mógłby się czegoś od nich nauczyć o logice?

Disclamer dla idiotów:

Ten artykuł nie miał na celu potępienie trzymania koni do starości – Twoje zwierzę, pieniądze i ziemie – Twoja sprawa co z nimi robisz. Wiedz jednak, że jeśli jesteś “aktywistą” w Skaryszewie a pouczasz mięsożerców jakie to jedzenie mięsa jest be dla środowiska to jesteś głupcem lub hipokrytą do którego katolicki biskup pouczający o czystości przedmałżeńskiej a dupczący ministrantów się nawet nie umywa. W takim przypadku milczeć nie będę. No chyba, że jesteś młodą i ładną kobietą i będę chciał Cię przelecieć

—–
Zarchiwizowane komentarze:

28 Responses

  1. ewa says:

    Po części mogę się zgodzić, ale już mieszanie tematu biednych murzyńskich dzieci głodujących z powodu szkap pasących się na pastwiskach Tary jest co najmniej nie właściwy.
    Tara pasie konie nie na żyznych lessach czy czarnoziemach, a na ziemiach, które można co najwyżej zalesić sosną. Tak się składa, że marne, bo marne, ale mam jakieś pojęcie o tym w jaki sposób są wypasane te konie i gdzie. Pani Scarlett współpracuje z inną organizacją, której celem jest właśnie utrzymywanie łąk, ich ochrona przed zakrzaczenie i unikatowych zwierząt i roślin, które tam żyją. Konie pomagają utrzymać tam lepszy stan tego ekosystemu.
    Nikt =nie byłby tam w stanie posadzić nic sensownego. No można poza sosną, a nie ma nic bardziej permakulturowego jak ciągnące się hektarami rządki sosny.

    • No tak, ale czy nie można by chociaż krów tam trzymać, by te biedne dzieci w Afryce tak nie umierały..?

      • ewa says:

        Jakich krów? To nie są warunki do utrzymywania wysokoprodukcyjnych zwierząt, więc odpada produkcja mleka. Teoretycznie da się tam paść bydło mięsne, ale też nie to z najwyższej półki, tylko “ekstensywne”. No i tutaj nie ma się co oszukiwać, nikt nie będzie karmić europejską wołowiną afrykańskich dzieci, bo to nie ekonomiczne. Do Afryki wysyła się transporty drobiu zużytego w Europie Zachodniej, jednak to nie jest żadna pomoc. Takie “zdechłe” mięso przy okazji wykańcza się afrykańskie drobiarstwo i ludzie przez to bankrutują.
        Jedyne zwierze produkcyjne względnie dobrze wytrzymujące na takich ubogich pastwiskach to koza. Tylko jeśli to ma być koza mleczna potrzebna jest cała infrastruktura i zbyt. Na mięso kozie skolei jest słaby popyt.
        Moim zdaniem takie wykorzystanie pastwisk Tary nie jest złe.

        • Ewo chodzi o prawo popytu i podaży. Popyt na paszę i żywość w PL wpływa (choć w niewielkim stopniu) na ceny światowe.

          Poza tym czy uważasz, że na 33ha słabych (jak piszesz) pastwisk da się wyprodukować jedzenie dla 112 koni, czy też może dokupują trochę zboża, siana i słomy na wolnym rynku?

          • ewa says:

            Czyli uważasz, że powinno się koniecznie uprawiać ziemie bez względu na to jaka jest? Nie wiem kto miałby być uszczęśliwiony przez produkcje paszy/żywności na tak słabej glebie. Zysk byłby niewielki, nakłady bardzo duże.
            Fakt nie można wyżywić koni na tych pastwiskach, ale to jest inna sprawa. Jeśli nie zwierzęta będą wyjadały tą trawę to ktoś będzie musiał ją kosić, a to czy ją zbierze jest dość wątpliwe. Zakup pasz, tu głownie owsa jest konieczny, ale tego się nie przeskoczy. Nie wiem jak jest w Tarze, ale sporo gospodarstw, które nie maja wystarczającej ilości łąk dogaduje się z właścicielami nieużytków na koszenie i zbiór. Przede wszystkim możemy tylko gdybać, nie znamy ich dokładnych planów co do pozyskania i zagospodarowania pasz.
            Właśnie nieużytki to jest problem, a nie użytkowane pastwiska. Przejedź sobie przez Polskę, co kawałek masz pola pełne nawłoci, z zaniedbania ludzi. To o tych nieużytkach powinno się myśleć i chociaż je wypasać lub kosić.

    • Iza says:

      Ewa i pewnie paru innych. Autor zapomniał w “Disclamer dla idiotów” dodać: Tekst sarkastyczny, nie mniej utrzymywany w tonie i argumentacji przesadzonej i przejaskrawionej. W nadziei, zapewne, że taki Ty, February, zauważy jak kretyńskie są akcje wspomnianej organizacji, gdzie ze zdjęcia, sarnimi oczami, spod długich rzęs, spogląda na nas zapasiony konik, który według ogłoszeniodawcy myśli sobie: “Już nie długo oglądać będę ten piękny świat, wiem, że czeka mnie długa i męcząca podróż do Włoch, a na jej końcu spektakularna, w męczarniach i błyskach fleszy śmierć z rąk człowieka… Człowieka, który kiedyś opatrzył mi pępek, dokarmiał siankiem i owsem, drapał za uszkiem, mówił “kocham”… A potem sprzedał!!! Sprzedał złemu handlarzowi, który dopilnuje, abym w czekającej mnie podróży zaznał jak najwięcej bólu i upokorzenia!!! Tak, upokorzenia, bo niegdysiejszy rumak Królów, padam na kolana (tfu!) nadgarstki i proszę: OCAL MNIE! WYSTARCZY 2000 ZŁ I BĘDĘ ŻYŁ!!!

  2. Magda says:

    Zajmij się Pan tymi dziećmi, których Panu tak szkoda. Polecam może mi Pan nawet w tym pomuc:). Bo ja myślałam, że najlepszym sposobem na wykarmienie dzieci nie jest ich dokarmianie i przekonywanie, że jedzenie przylatuje z nieba, tylko oddanie ich rodzicom ziem na dzięki, którym mogliby wyzywić swoje rodziny. A patrz tu kilka koni na emeryturze jest przyczyną powstawania głodu w krajach 3 świata. Wiekszość tych ziem np Afryki jeśli się nadaje, jest wykorzystywana na uprawy paszy dla zwierząt zjadanych przez ludzi z globalnej północy. Kiedyś przed czasmi kolonialnymi tam głodu niebyło, ludzie miejscowi tak robili,że sobie radzili(dzięki permakulturze choć o tym słowie nie wiedzieli). Jesli zajmiemy się swoją gospodarka to i jej naprawianiem przez właściwe zachowania konsumenckie np ograniczenie spożycia mięsa. To niebędzie potrzeby wykorzystania słabości krajów Afryki i innych, i będą mogły się zająć karmieniem swoich dzieci. Czy Pn Panie Majda wychodował kiedyś tyle jedzenia by wykarmić przez rok jedno dziecko, czy tylko Pan mówi o tych statystykach jako teorytyczny znawca permakultury? Przepraszam jeśli Pana uraziłam. Nie musi mi Pan odpowiaać. Proszę się zastanowić tylko czy kilka koni naprawde jest jakim kolwiek problemem dla gospodarki światowej?? Tak mi się wydaje, że poprostu Pan zazdrości kolegom co te Konie obsługują (i sprzątają po nich często za darmo)atrakcyjności i powodzenia wśród pięknej części tzw. przez Pana Ekolożek. Tak ma Pan czego zazdrościć:) Facet wrażliwy z uczciwą pasją to dobry target nie tylko dla Ekolożek:)
    Pozdrawiam

    • Droga Magdo,

      pomijasz lub po prostu nie wiesz o kilku faktach:
      “Kiedyś przed czasmi kolonialnymi tam głodu niebyło, ” – wtedy mieszkało tam również sporo mniej ludzi…

      Wracając do meritum sprawy… Skoro piszesz, że:

      “Jesli zajmiemy się swoją gospodarka to i jej naprawianiem przez właściwe zachowania konsumenckie np ograniczenie spożycia mięsa. To niebędzie potrzeby wykorzystania słabości krajów Afryki i innych, i będą mogły się zająć karmieniem swoich dzieci”

      Sęk w tym, że te bezużytecznie hodowane konie powodują, że na 100 ha nie można produkować paszy dla “globalnej północy”, co POTWIERDZA to co wypisałem w artykule…

      Dlaczego uprawa paszy dla zwierząt rzeźnych jest niedobra i przyczynia się do “głodu na świecie”, a uprawa paszy dla bezużytecznych koni w Fundacji Tara już nie?

      • Po prawdzie to już niejedną ekolożkę bliżej poznałem. Odkąd zacząłem się lepiej ubierać i pakować nie narzekam na niedobór atrakcyjności u płci przeciwnej… Mimo wszystko dziękuję za troskę!

  3. […] A jednak tak jest. Działania obrońców zwierząt są nieekologiczne Logiczny dowód przedstawia Wojciech Majda na […]

  4. Falco says:

    Wracajac do tematu, jesli ktos widzial jak naturalnie /tzn. ze starosci/ umiera kon, ten uzna, ze bardziej “humanitarne” jest jego zastrzelenie czy uboj gospodarczy…

  5. @Ewa
    Te argumenty miały pokazać, że postawa (zwłaszcza wegetariańskich) “ratowników końskich” jest niekonsekwentna. Jeśli “ratowanie koni” jest dobre, to nie powinni oni stosować argumentów “ekologicznych” przeciwko mięsożercom. Lub jeśli nie jest ok jedzenie mięsa (bo biedne dzieci w Afryce głodują) to “ratować konie” i fundować im emerytur się nie powinno.

    Jeszcze inna pogląd (jaki prezentowała powyżej Magda) to:
    (w uproszczeniu) “Taka mała ilość uratowanych koni nie wpływa na głód na świecie” powoduje, że można być “rozgrzeszonym” z jedzenia mięsa, bo taka mała ilość mięsa co to ja zjem, nie ma wpływu na głód na świecie…

    Wykazałem niekonsekwencje/ignorancję/hipokryzję (niepotrzebne skreślić) podejścia obrońców zwierząt.

    Ot taka pułapka!

    • ewa says:

      oj tak ;)
      to jest coś podobnego jak przy wypuszczaniu norek z ferm przez “ekologów”… ich myślenie kończy się na otworzeniu klatki.

  6. pedros.lol says:

    Miło Cię wreszcie poczytać Wojtku po tak długiej przerwie, choć temat jest naciąganie średnio powiązany z permakulturą :)

    Zgadzam się z Tobą w 100%, że ekolodzy i im podobne gady bywają hipokrytami etc., jednakże ich hipokryzja nie zmienia faktu, że mięsożerstwo jest jedną z najgorszych rzeczy, jakie ludzi robią nie tylko głodującym dzieciom w Afrycie, ale całemu ekosystemowi.

  7. panda says:

    Facet, weź nie zaśmiecaj internetu swoją “twórczością”. Geeezzzzesss. Drugi kuźwa najmądrzejszy po kobusie.

  8. Karol says:

    Dolaczam sie do kolegi pedros.lol, ze milo znow poczytac Twoje teksty. Juz myslalem, ze calkowicie zniknales.

    Wszystkiego dobrego i w niecierpliwieniu oczekuje na kolejne teksty.

    Pozdro

  9. Vegperm says:

    Kto karmi polskie konie soją??
    A już w ogóle te odratowane z rzeźni. Twój “argument”, że ratując konia, zabieramy jedzenie głodującym, jest po prostu ohydną propagandą. Dostajesz za to kasę od tych, co rok temu rzucali w Skaryszewie kamieniami w manifestujących? Szukasz klientów? Wyborców?? Ciężko mi sobie wyobrazić, dlaczego inaczej ktoś by się wysilał na tak wymęczony argument.

    Akurat przytaczanie przykładu orangutanów jest tu szczególnie perfidne. Część osób, które były w Skaryszewie nie je produktów z olejem palmowym, by nie wspierać właśnie wycinania lasów pod uprawę palm, przez co orangutany tracą swoje domy. To jest po prostu perfidia i na kilometr śmierdzi prowokacją.

    Byłem w Skaryszewie i widziałem na własne oczy jak wygląda “transport”. Twój post jest oburzający. W ogóle dociera do Ciebie, że koń ma mózg, czuje ból, pewne emocje? (jak masz wątpliwości, to poczytaj coś o współczesnej etologii). To nie ma znaczenia, czy czuje coś podobnego, jak my – ale czuje i fakt, że ewolucja bazuje na kontinuum nie jest tu bez znaczenia. Idąc Twoim tokiem myślenia, zaczniemy przerabiać starych i bezdomnych na karmę. Idź, mądralo, do Skaryszewa za rok i spójrz w oczy koniu, który całe życie pod batem służył człowiekowi, który na czcigodną starość zapewnia mu piekło.
    Problem głodu jest min. problemem przeludnienia i koń nie jest niczemu winien, a człowiek ma odpowiedzialność wobec niego.

    • @Vegperm

      Naprawdę masz takie problemy z pojęciem prostej logiki, która została na dodatek wyjaśniona?

      Nie trzeba karmić koni soją bezpośrednio, by dzieci w Afryce umierały. Konie jedzą np. owies. Owies z którego można by zrobić owsiankę dla głodującej Afryki!

      Analogicznie z wspomnianym przez Ciebie olejem palmowym. Może wegetarianie ze Skaryszewa nie jedzą oleju palmowego, ale swoim stylem życia (czytaj utrzymując bezużyteczne konie, mają wysoki “ślad ekologiczny“) do tej wycinki się przyczyniają. Na ziemi na której jest uprawiany owies dla koni można by uprawiać rzepak (który w pewnym sensie jest substytutem palmy olejowej). Teraz rozumiesz, czy zacietrzewienie ideologiczne nie pozwala Ci dostrzec tego niezbyt skomplikowanego faktu?

  10. Alek says:

    Podobało mi się. Popieram. Czekam na więcej.

  11. Vegperm says:

    @Permakulturnik
    Głód w Afryce nie jest problemem braku żywności, tylko jej dystrybucji. To jedna z podstawowych prawd nt. Afryki, którą można przeczytać w praktycznie każdym opracowaniu na temat tego problemu. Nawet gdybyśmy w Polsce spali na hałdzie jedzenia, to tam nic się nie zmieni. Sporym problemem jest tamtejsza polityka i stosunki społeczne (np kasa z ropy w Sudanie idzie do pewnych nielicznych gremiów, które mają gdzieś resztę populacji, zamiast, jak np w Norwegii, upaństwowić wydobycie i z zysku wspierać różne programy socjalne – to by było dopiero coś). Arabowie kupują kukurydzę, by wyżywić swoje wielbłądy, a cena jest za wysoka dla miejscowych, itp. perypetie. Nie wielbłądy są tu problemem, ale raczej dziki kapitalizm i brak wartości, bo nie wierzę, że tej kukurydzy nie mogli wziąć skądinąd. Do tego wojska biorące udział w tamtejszych konfliktach, coś przecież jedzą, poza tym, że kupują broń wartą wiele owsianek, a gwałty i rabunki, które się przy okazji zdarzają, raczej nie służą budowaniu normalności.
    Teraz – próbujesz mi wmówić, że zanim zabierzemy chłopcom karabiny, powiemy arabskim magnatom, żeby kombinowali inaczej i sprawimy, by z zasobów całej społeczności korzystała cała społeczność, a nie tylko pewne jednostki, powinniśmy przede wszystkim spojrzeć na nasze, trawiące celulozę konie, odległe o tysiące km, które przedtem pozwoliły nam uprawiać ziemię tam, gdzie nie wjedzie traktor i przerobić je na kiełbasę gdy się zestarzeją, te czujące ból niewinne i praktycznie bezbronne stworzenia, które i tak eksploatujemy nieraz za bardzo.
    Fakt jest taki, że na zachodzie mamy już nadprodukcję żywności, a i tak mamy biednych i Afryce w niczym to nie pomaga.
    Pytanie też, czy Twoja ideologia pozwala Ci dostrzec, że całe to żarcie na własnych nogach nie pójdzie w rejony głodu, nawet jeśli zabierzesz koniom ostatnie ziarno owsa.

    Zastanawia mnie też, że nie podnosisz kwestii ludzkiej odpowiedzialności wobec koni, tylko patrzysz na sprawę z czysto ekonomicznego punktu widzenia, jakby były tylko nic niewartym narzędziem, które należy zrecyklować po zużyciu.
    To jest podstawowa różnica między podejściem antropocentrycznym, a wegetariańskim – w tym drugim zwierzę może być podmiotem, które ma prawo do życia i wolności i wobec którego człowiek może mieć zobowiązania, a nie tylko śrubką w całej machinie podtrzymywania ludzkości, do której zostaje na siłę wtłoczone, by na koniec życia pełnego cierpienia, zostać zmielonym na łatwostrawne białko.

    Mieszanie weg*n z błotem, poprzez stawianie na szali głodujących dzieci, jest po prostu nieuczciwym postawieniem sprawy i nieodpowiadającym rzeczywistości.

    • Vegperm says:

      Jeszcze jedno – apropos wpływania na ceny na globalnym rynku – taki przykład. W zeszłym roku nasi rolnicy posadzili za dużo ziemniaków i ceny spadły poniżej kosztów produkcji. Żaden koń im ich nie wyjadł ;) . Teraz pytanie – co to dało Afryce? Absolutnie nic. Też, czy to o to chodzi, by ich zalać naszymi towarami, zabijając miejscowe rolnictwo, czy raczej dać wędkę?

      • Ja tam wolę ich zostawić w spokoju niż im cokolwiek dawać. Poza tym jak możesz sugerować dawanie mieszkańcom Afryki narzędzia do hurtowego zabijania czujących istot!

        • Vegepermi,

          ja się w ogólnym rozrachunku z Tobą zgodzę – nie jest przyczyną głodu zbyt mała ilość żywności na świecie, tylko fakt, że większość mieszkańców Afryki jest zbyt biednych by zapłacić za jedzenie. Bardziej opłaca się np. uprawiać rośliny na pachnidła dla mieszkańców Zachodu… Przesłanie zawarte w artykule jest dużo prostsze do zrozumienia, podobnie jak wegańskie przesłanie, że jedzenie mięsa = głód w Afryce.

          Tutaj jesteśmy zwolennikami antropocentrycznego poglądu na świat. Nie mam nic przeciwko temu, że zwierzątko (albo setka) zostanie zabite bym ja dobrze zjadł, miał ładny szalik czy kurtkę…

  12. […] fajnie – za rok, najdalej za dwa lata – pojedziesz w ostatnią drogę i będzie z ciebie fajna kurtka motocyklowa i sporo […]

  13. maja says:

    ha ha ha takiego steku bzdur dawno nie czytałam cóż internet wszystko przyjmie , idąc tropem myślenia( ?) autora to po co domy starośc,i po co leczenie starych ludzi, w zasadzie po co leczenie raka skoro i tak wiadomo że w większości jest nieuleczalny – a ile dzieci w Afryce można wyżywić gdyby zamiast nakładów finansowych na produkcję chemioterapii dać pieniądze na ich żywienie? a samochody toż te dopiero przyczyniają się do niewlaściwego spozytkowania pieniędzy i tak można by dalej i dalej i dalej….

    • Droga maju,

      mam nadzieję, że w życiu codziennym jesteś chociaż ładna i miła. Specjalnie dla Ciebie dodałem małe uaktualnienie, sprawdź proszę pod koniec wpisu.

      Pozdrawiam!

Related Post

Comments

  1. Karol says

    Świetny wpis – pamiętaj jednak, że lewaki nie używają logiki – bo gdyby używali to przestali by być lewakami.

    A co do głodu w Afryce to problemem jest brak kultury – mentalność Kalego.

    „Czy ktoś obliczał carbon footprint działalności Fundacji Tara?”
    Jest to najbardziej rozbrajając zdanie z całego wpisu. Żaden lewak do tego się nie odniesie, będą udawali, że tego nie widzą.

    Pozdrawiam
    Karol

    • says

      Vox Day (którego blog polecam) określa osoby o lewicowych poglądach mianem królików, na początku tego (dopóty nie przeczytałem jego wytłumaczenia) nie załapałem dlaczego, ale teraz doskonale to rozumiem.
      Myślę, że może Ci się spodobać:
      http://voxday.blogspot.co.uk/2013/01/digging-out-rabbit-people.html

      W skrócie, dla królika istotnym argumentem, wpływającym na ocenę mojego wpisu jest to, że np. jestem brzydki i „se nie porucham”, jestem bezrobotny, jestem kierowcą ciężarówki itp., itd..

      Również pozdrawiam!

  2. piotr says

    Czytałem „disclaimer”, rozumiem. Ale tak z przekory skomentuję tekst: siedzę sobie na wsi, mam dwa koniki które wyjadają trawę na pastwiskach i nie oddaję ich na rzeź. Czy jestem w takim razie winny śmierci afrykańskich dzieci, orangutanów, braku kurtek skórzanych dla motocyklistów i czego tam jeszcze? Acha, w koło są hektary, hektary, hektary ziemi której nikt nie uprawia, bo sąsiadom „sie nie opłaci”, którą zaczynają porastać krzaki głogów, jeżyn i innych „torni”. Nawet im się nie chce wykosić żeby dostać opłaty, bo „urzędniki się bedą czepiać”. Chyba się przejdę do sąsiadów i im powiem, że mordują dzieci w afryce (wzięliby się do roboty zamiast oglądać telewizję, to by dla nich wyprodukowali mleka czy czego tam). Wpis ma przekornie naśmiewać się z błędnej logiki wegan, ale sam logicznie jest bez sensu. No bo jak ktoś trzyma psy i koty to też morduje dzieci w afryce? Zamiast kupować jedzenie dla swoich zwierzaków mógłby wysłać biednym dzieciom jakieś leki czy coś do jedzenia. Wydają na psy i koty (że koni nie wspomnę) a nie pomogą biednym dzieciom? A motocykliści? Zamiast marnować duże pieniądze na durne kurtki, wysłaliby do afryki jaką paczkę z ubrankami dla dzieci.

    • Permakulturnik says

      Panie Piotrze,

      Czy nie ma Pan poczucia humoru?

      Oczywiście, że nie jest Pan winny śmierci dzieci w Afryce, orangutanów cyklistów i innych takich. Podobnie jak nie są winni śmierci ww. mięsożercy. Jeśli by się chciało szukać winnych to chyba sprawczynią jest Ewa, która dała się skusić Szatanowi i Adam, że wiarołomnej niewiasty posłuchał!

      Po co dzieciom w Afryce ubranka? Przecież tam (w większości) jest ciepło…

      • says

        Co się z Panem stało. Sledziłam kilka lat wpisy. Z miłego mądrego chłopca powodzenie internetowe robi seksistowskiego bufona. Naprawdę. Te wszystkie seksistowskie wstawki w stylu podtatusiałego Casanowy nijak do tematów nie przystają. I ten przerażający brak empati dla zwierząt. Okropność. Pana upadek moralny zaczął się w momencie szukania ziemi do kupienia. Paskudnie wtedy odniósł się Pan do chłopa , że wysoko ceni swój grunt. Ale w porównaniu do niego jakże wysoko cenił Pan swoje książki. Ziemię sprzedaje się tylko raz nie można jej dodrukować.
        Zakończę w Pana stylu ; po co panu ta ziemia była przecież mógł Pan siedzieć w mieście i nie szkodzić zwierzętom. Ewa

        • Marta says

          Cały artykuł czytałam z niesmakiem, wywołanym (wydaje się centralnym punktem wywodu) megalomanią autora. Szczególnie „odciągający” uwagę jest fragment dotyczący zasobów finansowych pozwalających takiej fantastycznej partii na zakup kurtki z końskiej skóry za 2500 złotych. Brak empatii także zdaje się tu być zamierzony. Cały artykuł wraz z komentarzami ma bowiem za zadanie przekazać nam prawdę o wyjątkowym twardzielu pozbawionym uczuć wyższych, bardziej cynicznym niż Diogenes, nadzwyczaj przystojnym, cieszącym się powodzeniem u płci pięknej, lecz ceniącym sobie ponad wszystko własną wolność, niezależność i drogie ciuchy, „born to be wild”, bezkompromisowym motocykliście o umyśle ostrym jak brzytwa. Autokreacja pierwsza klasa, a tyle serwisów randkowych jest w sieci… really.

      • marysia_wesoła says

        Człowieku, o jakim poczuciu humoru piszesz? Ty nie masz poczucia czegokolwiek, a twoja prowokacja jest bardzo nędzna. W ratowaniu koni chodzi głównie o warunki, jakich człowiek dostarcza im po wieloletnim eksploatowaniu (z całego serca życzę ci przejażdżki transportem w warunkach, w jakich przewożone są konie-„darmozjady”, które twoim zdaniem bardziej zasługują na owleczenie ciała snobistycznego motocyklisty, niż godny schyłek życia).
        Nie napiszę nic więcej, bo nie jesteś wart tyle uwagi. Dodać mogę jedynie, że skoro masz ego napuchnięte niczym grzbiet skatowanego konia (przez kogoś, kogo zapewne poklepał byś za to po grzbiecie) – popracuj nad interpuncją, będziesz jeszcze bardziej zajebisty. I wysil się na eliminację literówek, bo chyba masz problem z szacunkiem, nie tylko do życia, ale i swoich „fanów-czytelników”.

  3. misio says

    Co za kretyński artykuł, serio ,czytałam uważnie ale proponuję twórcy samemu udać się do rzeźni by dzieci afrykańskie mogły coś zjeść bo żyjąc do śmierci naturalnej będzie pan cały czas spożywał żywność i wodę… i puszczał gazy powodujące dziurę ozonową, choć pewnie mięso z Pana będzie koszmarnie śmierdzące moczem i zatrute śmiesznymi poglądami, żenująca próba wyśmiania obrońców zwierząt i wegetarian, niech żyje konsumcjonizm

  4. Kar says

    Zawsze denerwowały mnie takie wpisy jak ten. Autor wyraźnie stawia siebie na piedestale (nawet nie człowieka tylko siebe samego). Artykuł dotyczy „emerytury” koni które przez całe życie pracują dla człowieka a potem (wg autora) powinny zostac zjedzone bo powodują: głód ludzi i zwierząt, większy popyt na olej palmowy (wtf?! xD) oraz wzrost energii cieplnej i elektrycznej… Jednym słowem konie niszczą naszą planete!!! Ciekawe czy tak samo traktuje swoją rodzine. Z babci włosów można zrobić cięciwe do łuków i mydło a z dziadka olej i klej. Bo przeciez ile rzeczy zostanie umytych ile sklejonych! No i może wkońcu ten biedny orangutanek znajdzie swój dom, bo to odciąży Lasy w brazylii! No i oczywiście mamusia i tatuś tez nie dadzą rady pracowac więc może by ich tak na mięso? No bo tak to zabierają to cenne pożywienie dzieciom z afryki (o jaki zbieg okoliczności! one teź są bezuzyteczne :O ale przynajmniej nie marnują jedzenia prawda ;)) więc idąc tym tokiem myślenia rodziców trzeba dać do rzeźni bo nie dość ż dziura ozonowa przestanie się powiększać (przez gazy tatulka) to jeszcze będzie więcej żywności! Żyć nie umierać!!! No prawie zapomniałam o skórze! przeciez ile mozna zrobic fotel, ile kurtek!

    Gdy wspominamy 2 wojne światową i obozy koncentracyjne kojarzymy to z masowym mordem gdzie zginęły miliony ludzi. Jest to dla nas coś odrazającego i wzruszającego. Coś co nas złości. Jednak nie zauważamy ze codziennie taki masowy mord sie odbywa. Dlaczego? bo są to zwierzęta. Jakieś obce. Czy ktoś z was zjadłby swojego psa albo kota? podejrzewam, że nie. Jeżeli jecie mięso to jest wasza sprawa ale nie wypowiadajcie sie, że nie jedzenie mięsa to jest głupota. No chyba że jednak zdecydujecie na konsumpcję Burka czy Pusi. Ale wracając do tematu. Tgz „emerytura” dla zwierząt jest tym samym czym dla ludzi. Jeżeli ludzie nic nie robiąc biorą pieniądze to dlaczego zwierzętom za całe życie ciężkiej pracy nie należy się poprostu dalsze życie? Ktoś może sie odezwać, że post jest o koniach chodowanych na mięso. Ale czy ktoś z was chodowałby swoje dziecko po to żeby je zjeść? Jeżeli tak to życzę smacznego gulaszu z Piotrusia czy z Karolinki 😉

    Myśle, że jeżeli ktoś dotarł do tego momentu mojego wpisu to czegoś sie dowiedział. Może nawet ktoś zmieni postrzeganie świata i tego jak my ludzie traktujemy inne gatunki. Tam naprawde nie jesteśmy bogami, którym wszystko wolno… (Tak w komentarzu jest dużo sarkazmu)

Trackbacks

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *