Koprofagia stosowana:Wartość odżywcza odchodów zwierząt i profil aminokwasów poszczególnych rodzajów odchodów

Dawno, dawno temu pisałem o tym, że w niektórych systemach permakulturowych wykorzystuje się odchody zwierząt jako źródło żywności dla zwierząt. Zwłaszcza pożądane jest zjadanie odchodów krów czy koni przez świnie czy drób ze względu na dobroczynny wpływ na zdrowie zwierząt wszystkożernych tego typu jadła[1].

Dzisiejszy artykuł poświęcony będzie temu jakie konkretnie aminokwasy (i inne pożądane składniki) są w odchodach poszczególnych rodzajów zwierząt w zależności od gatunku oraz od żywności jakie dostarczyciele paszy “z drugiej ręki” (czytaj dupy)  otrzymują. Innymi słowy będzie wiadomo jakie aminokwasy są w odchodach różnych zwierząt w zależności od tego jak te zwierzęta są karmione.

Dlaczego skład aminokwasów odchodów jest ważny?

Każdy profesjonalny hodowca drobiu czy świń wie, że musi dostarczać zwierzętom paszy o określonej ilości białka. Białko, białku nierówne gdyż niektóre jego rodzaje posiadają więcej aminokwasów egzogennych, czyli takich, który organizm danego zwierzęcia (w tym człowieka) nie jest w stanie sam wytworzyć z innych składników pożywienia. Jeśli chcemy osiągać szybkie przyrosty masy (beztłuszczowej) musimy dostarczać żywności o stosunkowo dużej ilości tychże aminokwasów. Jeśli zwierzęta dostaną zbyt mało to tempo wzrostu obniży się co źle wpłynie na współczynnik konwersji paszy naszej hodowli a w konsekwencji (jeśli chcemy zarabiać na sprzedaży produktów zwierzęcych) wyniki ekonomiczne naszego przedsięwzięcia. W przypadku skrajnych niedoborów zwierzęta nie będą rosnąć/zaczną chorować/padać. Podsumowując: Aminokwasy egzogenne są ważne!

Oto aminokwasy egzogenne dla świń i człowieka:

Aminokwasy egzogenne:

  1. fenyloalanina (phenylalanine, Phe)
  2. izoleucyna (isoleucine, Ile)
  3. leucyna (leucine, Leu)
  4. lizyna (lysine, Lys)
  5. metionina (methionine, Met)
  6. treonina (threonine, Thr)
  7. tryptofan (tryptophan, Trp)
  8. walina (valine, Val)

U dziecka należy jeszcze wymienić dwa aminokwasy (organizm dziecka nie wytwarza ich w wystarczającym tempie potrzebnym do optymalnego wzrostu):

  1. histydyna (histidine, His)
  2. arginina (arginine, Arg)

Jakie aminokwasy występują w odchodach krowich?

Wiele zależy od ich diety, ta w warunkach hodowlanych zwykle różni się ze względu na typ/przeznaczenie krowy (krowy mleczne wymagają lepszej diety (czytaj bogatszej w białko, lub azot)  w celu maksymalizacji produkcji mleka niż jałówki.

Profil aminokwasów w odchodach krów. Pasza dla świń i kur.

Objaśnienie: DM – sucha masa; Crude protein – białko ogólne. 3,4,5 i 6 kolumna przedstawia zawartość białka i poszczególnych aminokwasów w odchodach krowich. Różnice wynikają ze względu na dietę krów. Im dalej na prawo tym dieta wyjściowa krów była bogatsza w białko. Kliknij w obrazek by otworzyć większe w nowym oknie.

Jakie aminokwasy występują w odchodach świń?

Zawartość aminokwasów w odchodach świń.

Od lewej: świeże świńskie odchody, suszone świńskie odchody

 

Czy karmienie zwierząt odchodami nie jest niebezpieczne?

Badania przeprowadzone w 1969, 1970, 1971 roku przez Anthonego  na Universytecie  Auburn  (Alabama) wykazały, że pasożytnicze nicienie z odchodów krowich nie są w stanie przetrwać procesu fermentacji. Można zatem wykorzystać odchody krowie jako dodatek do kiszonek*, którymi potem skarmiano krowy. Warto zauważyć, że karmienie zwierząt odchodami tego samego gatunku wiąże się z największym ryzykiem. Wykorzystanie kilku gatunków zwierzą (jak to ma miejsce na permakulturowych farmach) zmniejsza zagrożenie.  Popularne “permakulturowe” kombinacje to:

  1. kury nioski=> świnie=> ryby (system popularny w Południowo-Wschodniej Azji)
  2. bydło =>kury
  3. bydło=> świnie => kury/drób
  4. konie =>świnie/kury

Znane i  sprawdzone również są inne połączenia w których otrzymuje się pozytywne wyniki ekonomiczne jak np.

  • bydło =>bydło
  • drób => bydło
  • świnie =>bydło
  • drób  => drób
  • drób =>  świnie
  • drób => owce

Korzyści ze skarmiania zwierząt odchodami:

  • Ograniczenie kosztów zakupu paszy
  • Ograniczenie ilości odchodów, które trzeba zutylizować
  • Odchody zwierząt (zwłaszcza świeże) posiadają wiele witamin, minerałów, są bogate w aminokwasy egzogenne. Ponadto zawierają wiele Niezidentyfikowanych Stymulatorów Wzrostu (UGF – unidentified nutritive (growth) factors)
  • Pozwalają zredukować zagrożenie infekcji pasożytami (np. kury zjadające czerwie z odchodów krowich na pastwisku)
  • Możliwość utrzymywania dodatkowych zwierząt (np. drobiu) bez ponoszenia dodatkowych nakładów na paszę

Minusy skarmiania zwierząt odchodami

  • Złe połączenia mogą wiązać się  ze zwiększonym ryzykiem przenoszeniem chorób i pasożytów
  • Kwestie prawne (nie wiem czy to jest legalne, nie zdziwiłoby mnie to, gdyby nie)
  • Jeśli sprzedajemy własne produkty zwierzęce bezpośrednio, skarmianie zwierząt odchodami zwierząt może być źle widziane przez klientów
  • W przypadku zbyt dużego udziału odchodów zwierzęcych w racji pokarmowej może doprowadzić to do pogorszenia tempa wzrostu, wyników produkcyjnych i/lub parametrów organoleptycznych (smaku/zapachu)
  • Odchody, zwłaszcza drobiu i świń zwierają dużą ilość popiołu

Jeśli ktoś chciałby bardziej zgłębić temat polecam przestudiowanie linka poniżej lub zadawanie pytań w komentarzach.

—–

[1]Feed from animal waste: State of knowlege; FAO Animal Production and Health Paper

—–

Zarchiwizowane komentarze:

  1. Adam K. says:

    No Wojtek – jak widzę ciągle żyjesz :) i od razu ulubiony temat :(
    A czy np. takie zwykłe kasztany (nie jadalne) mogą być wykorzystane jako pasza dla świń? Mamy ich dość dużo, a “zywność” którą opisujesz jest jakby nie patrzeć tabu. Chociaż miliardy much nie mogą się mylić..

    • “Kasztany” mogą służyć za paszę dla świń. Niestety zawierają sporo tanin, co obniża ich użyteczność jako podstawa diety, choć ich dodatek jest niemile widziany dla pasożytów układu pokarmowego… Koła łowieckie skupują je m.in. by dokarmiać nimi dziki.

      Można się bawić w namaczanie i pieczenie, wtedy ich wartość odżywcza zwiększy się.

      Muchy zdecydowanie się nie mylą. One po prostu swe preferencje w ten sposób okazują! Podobnie jak ludzie w demokratycznych wyborach :)

      • Ewa says:

        Żywienie świniaków owocami kasztanowca, zwłaszcza tych niefermowych jest całkiem dobrym pomysłem :) Kasztany prawie w połowie są skrobią (ok40%), zawierają też on 10%, białka (to akurat tak sobie). Najlepiej byłoby chyba potraktować kasztany śrutownikiem i tak zmielone dodać do reszty pasz. Nie przypomnę sobie w tej chwili jaki jest zalecany udział kasztanów w dawce, ale mam to gdzieś zapisane.
        Fakt, że garbniki ograniczają strawność białek, ale taka świnia będzie bardziej delikatesowa niż na tradycyjnych paszach gospodarskich. Tuczniki na szynki parmeńskie i podobne wyroby są żywione w sposób naturalny gównie żołędziami, a w nich jest jeszcze więcej garbników. Niestety tucz takich świniaków trwa dłużej, ale za to jaka będzie jakość mięsa ;)

        Najważniejsze w tym wszystkim jest to czy kasztany są zdrowe. Absolutnie nie można karmić nimi zwierząt kiedy są porażone pleśnią. Mykotoksyny to zło, gorsze od wielu innych trucizn.

        • wolfshadow says:

          Hmm. Garbniki garbnikami. Ale czy nie większym problemem są saponiny? Dawno temu w Anglii były przywileje na wypas świń w dąbrowach. Żołędzie zawierają dużo taniny (garbniki) i jednocześnie są wolne od saponin.
          Oczywiście i jedne i drugie da się usunąć tak aby skrobia nadawała się do spożycia przez ludzi.

          • Masz rację, użyłem złej nazwy. Również się zgodzę, że da się przygotować do spożywania przez ludzi i poprawy ich strawności – moczenie i potem gotowanie. Sęk w tym, żeby tak to zrobić, żeby się nie narobić (albo narobić jak najmniej).

        • Jak wolfshadow mnie poprawił kasztany zawierają saponiny, one zaś są o klasę lepsze jeżeli chodzi o pogarszanie jakości paszy niż taniny…. Co ciekawe, ich mała ilość również poprawia strawność pozostałej żywności!

          Byłbym bardzo wdzięczny za odgrzebanie wiadomości dotyczących tego ile może być orzechów kasztanowca w dawce. Najlepiej z podaniem źródła.

          • Ewa says:

            Gorsze nie gorsze to zależy w jakim przypadku. Cytując Paraleusa: “Omnia sunt venena, nihil est sine veneno. Sola dosis facit venenum.” Nawet jeśli w skład dawki żywieniowej czy żery wchodzą potencjalnie toksyczne metabolity wtórne to nie znaczy, że będą szkodliwe dla organizmu. Bardzo wiele zależy od ich “towarzystwa” w sumie składników żeru/ dawki żywieniowej. Czytam teraz między innymi artykuł: “Behavioral Strategies of Mammal Herbivores Against Plant Secondary Metabolites: The Avoidance–Tolerance Continuum”

            Co do ilości owoców kasztanowca w żywieniu zwierząt mam tylko dane pochodzące z wykładu na temat alternatywnych materiałów paszowych jednego z profesorów na mojej uczelni. Wykład był jakieś 2 lata temu, wiec nie pamiętam wszystkiego ;) ale mam notatki.

          • Mam w planach napisanie artykułu jak nauczyć krowy jeść niesmaczne rośliny… Było by miło, jakbyś mogła odgrzebać te notatki i podać % albo namiary do profesora!

  2. Ewa says:

    Został poruszony dosyć obrzydliwy temat… ale to dobrze.
    Obecnie nie bierze się pod uwagę skarmiania odchodów jako pasz. Z reszta jest to niedozwolone wg prawa paszowego (i całe szczęście). Gdyby było dozwolone u żywienie zwierząt odchodami na pewno fabryki zwierzęciny próbowałyby na tym zmniejszyć koszty produkcji. To nie byłoby korzystne ani dla zwierząt ani dla konsumentów. W odchodach zwierzęcych poza naturalnymi metabolitami znajdują się także czynniki chorobotwórcze takie jak np pasożyty, a do tego masa pozostałości po stosowanych farmaceutykach.
    Z własnego doświadczenia (niestety) wiem, że kury bardzo lubią grzebać w oborniku, który jest wyrzucany od królików. To wszystko może się u mnie skończyć zarażaniem się zwierząt kokcydiozą i mam tego świadomość. W odchodach kur i królików znajdują się pierwotniaki z rodzaju Emeria (potrafią przetrwać w środowisku ok 2 lata), robiące ogromne spustoszenie zwłaszcza wśród młodych zwierząt oraz w sytuacjach stresowych.
    Wniosek z tego taki, że lepiej unikać sytuacji gdy zwierzęta zjadają na wzajem swoje odchody (i pasze nimi zanieczyszczonymi). Na opłacalność wpływają nie tylko koszty poniesione na pasze, ale także profilaktykę weterynaryjną i straty wynikłe z upadków czy niskich przyrostów chorych zwierząt.

    • Na szybko odpowiem… Kury trzymane na głębokiej ściółce zdają się być w kontakcie z kokocyidami od urodzenia, dlatego mogą tolerować ten patogen. Innymi słowy od jedzenia odchodów zwierzęta mają wykształcony system odpornościowy + te różne pożyteczne substancje o których nie wiemy. W końcu jeśli kura/świnia to żre nawet w warunkach pełnego zaspokojenia potrzeb żywieniowych z paszy + wolny wybieg, to znaczy, że naprawdę tego chcą/potrzebują…

      http://permakultura.net/2010/10/05/jak-mniej-czyscic-kurnik-i-poprawic-zdrowie-kur-z-tego-powodu/

      Odchody można przed podaniem poddawać rożnym zabiegom, jak np. zakiszaniu. Warunki w kiszonce są diametralnie rożne od tych do jakich przyzwyczajone są pasożyty (czyli głównie przetrwać dłuższy czas w glebie).

      • Ewa says:

        Kokcydia są dosyć odporne. Źródła podają, że obornik, który może je zawierać powinien być przefermentowany przez 1,5 roku nie powinien być używany wcześniej do nawożenia upraw, którymi mogą się zarazić pozostałe zwierzęta. W praktyce hodowlanej to jest mało wykonalne. Do tego pasza może być zanieczyszczana na polu Emeria nie tylko przez zwierzęta domowe, a i wolno żyjące. Środowisko hodowlane nie możne być całkiem jałowe.
        Moim problemem tak szczerze nie są kury,a króliki. Kury są całkowicie podwórkowe, a problem z upadkami mam dopiero wtedy gdy sąsiad sypie im trutkę…
        Zajmuje się hodowlą królików hobbystycznie, ale i użytkując ich w wszystkich trzech typach (wełna, mięso, skórki). Do tego prowadzę (nie swoją) mięsna hodowlę towarową. O ile hodowla towarowa jest bardziej sterylna i łatwiej kontrolować tam warunki zoohigieniczne, to jeśli tam wedrze się jakiś problem zdrowotny będzie trudniej poradzić sobie z nim niż w mojej własnej hodowli. Staram się unikać syntetycznych kokcydiostatyków i antybiotyków, idealnie byłoby gdyby można byłoby używać wyłącznie szczepionki. Dążę do tego, aby znaleźć jakieś w miarę naturalne rozwiązanie, które pomogłoby mi poradzić sobie z problemami zdrowotnymi zwłaszcza w przypadku problemów z kokcydiozą, która jest po prostu zmorą wszystkich królikarzy. Nawet jeśli moje króliki będą ok, to nie wiem co będzie z zwierzętami wprowadzonymi do stada od innych hodowców… Na razie stosuje dosyć duży dodatek różnych ziół i czosnku do żywienia.

        • Ewa says:

          W zakiszanie i tym podobne zabiegi nie bawiłabym się absolutnie. Najgroźniejsze pasożyty i tak są w stanie przetrwać takie warunki.

          • Króliki zdecydowanie nie są zwierzętami słynącymi z odporności, dlatego do tych celów (recyklingu żywności) mogą się nie nadawać, chyba, że jako producent “żywności przetworzonej” ;) . Może napiszesz Ewo czy króliki w warunkach wolnego wybiegu są zainteresowane zjadaniem odchodów innych gatunków zwierząt? Opisane w temacie świnie czy kury pociąga to bardzo! Bardziej kontrowersyjne jest żywienie krów, owiec itp.

            Kiszenie (np. z sianem) to jeden z lepszych sposobów na zakonserwowanie odchodów, ich wartości odżywczej i zmniejszenia ilości pasożytów.
            http://www.fao.org/DOCREP/004/X6518E/X6518E05.htm#ch4.2

          • Ewa says:

            Królik, a królik to nie to samo. W obrębie poszczególnych typów czy nawet ras mogą się znacznie różnić. Ich genotyp jest bardzo plastyczny dlatego występuje wśród nich olbrzymia zmienność, a to pozwala im dostosować się do różnych warunków oczywiście w pewnych granicach.
            Jakieś 20 lat temu wyszła książeczka dotycząca stosowania pasz odpadowych w żywieniu królików. Miałaby ogromne wzięcie (zwłaszcza z uwagi na autora) lecz została wydana nakładem ośrodka doradztwa rolniczego czy podobnej instytucji w Złotym Potoku koło Częstochowy. Nie wiem ile było egzemplarzy, ale wystarczająco mało aby nie była nigdzie dostępna, a jest warta uwagi.
            Króliki są koprofagami, ale w obrębie własnego gatunku. Na porządku dziennym (a raczej nocnym) jest zjadanie przez nie cekotrofów. Kał nocny przewyższa wartością odżywczą ten dzienny (zwłaszcza w przypadku białka), to jest coś w stylu przeżuwania u bydła. Królik jako monogastryczny jest doskonalszy w odzyskiwaniu składników odżywczych przez recykling odchodów. Młode króliki tylko na początku zjadaną odchody matek, ale w tym przypadku chodzi o rozwój flory jelitowej, z resztą podobnie jest u koni.
            Zjadania odchodów innych zwierząt przez króliki nie obserwowałam i nie mam ochoty tego obserwować u swoich królików. Wątpię, że doszłoby do tego ponieważ królik jest typowym roślinożercą i to dość wybrednym. Nie to co kury czy świnie. Bydło potrafi korzystać z mocznika w paszy, ale dla królików jest szkodliwy.

  3. Ewa says:

    W notatkach znalazłam jak dotąd tylko o żołędziach. Kasztany są na pewno opisane w pewuenowskim żywieniu i paszoznawstwie, a do tego zajrzę może jutro. Kontakt do tego profesora raczej nie wiele da. Gdyż jest to dosyć trudny człowiek…

    Przekonywanie krowy, że niesmaczne jest dobre jest działaniem wbrew jej naturze. Smak odgrywa u zwierząt bardzo ważną rolę poznawczą przy pobieraniu pokarmu. Jeśli coś odstręcza od jedzienia to znaczy, że raczej nie należy tego jeść. Oczywiście dla roślinożercy najlepszy jest smak słodki, bo wskazuje na dużą wartość energetyczną. Gorzki, czy palący wskazuje na zawartość niekorzystnych metabolitów wtórnych pochodzenia roślinnego lub innych toksyn. Prosta, a dobra strategia zwierząt mówi: “zjeść dobrze, a się nie namęczyć”. Dlatego nie je się tego co jest niesmaczne (np gorzkie) i “trudne”, bo chodzi o to aby zostało w rezerwie jak najwięcej energii.
    Upychanie na siłę czegoś w zwierzęciu jest dla mnie nawet trochę nie etyczne, bo staje się przekształcaniem żywego, wspaniałego organizmu w maszynę nastrojoną wg. potrzeb człowieka. Zwierze nie jest głupie i wie czasem więcej o tym czego potrzebuje niż najlepszy żywieniowec. Musi nieć tylko szansę rozwinąć swoje umiejętności i mieć wybór.

    • Permakulturnik says:

      Wiele zalezy od kultury. Moze brzmi to smiesznie,ale krowy rowniez ja maja. W przypadku ludzi mamy podobnie – niektore kultury maja pikantna kuchnie, cos do czego mozna sie przyzwyczaic…

      • Ewa says:

        Pikantność kuchni nie jest przypadkowa, nie wiem czy można to nazwać kulturą. Preferencje smakowe wynikają bardziej z potrzeb fizjologicznych. Ostre przyprawy mają często funkcję uzdatniania jedzenia do spożycia. Używa się je w dużych ilościach w ciepłych krajach gdzie jedzenie może się szybko psuć. Te przyprawy ograniczają zatrucia pokarmowe. Pomagają także w trawieniu ciężkostrawnych rzeczy np tłustych mięs pobudzając trawienie.

  4. Hmm, rzeczywiście da się taką prawidłowość zauważyć… Choć teoretycznie spożywanie ich w “zimnych krajach”, a w szczególności teraz, gdy są lodówki jest “bez sensu”… A tak się rzeczy mają np. w UK, gdzie populacja zajada się różnymi curry, pełnymi niestrawnych przypraw jak choćby śmierdzącym i obrzydliwym sosem Tikka Masala…

    • Ewa says:

      Na ludziach niezbyt się znam, bo bardziej interesuje mnie feeding behaviuor u zwierząt wolno żyjących. Wydaje mi się, że przyprawy to chłodniejszym klimacie to też sposób zabezpieczania się przed problemami trawieniowymi i a do tego takie odwieczne przyzwyczajenie. Patrząc na współczesne społeczności w krajach rozwiniętych można powiedzieć, że wielu z ludzi ma zepsuty smak między innymi przez glutaminian sodu. Zepsucie smaku to upośledzenie tego zmysłu.

  5. Ted says:

    Temat ciekawy , zabroniony jest wypas na tym samym pastwisku drobiu i krów ,owiec i kóz ,a szkoda bo moje doświadczenia są pozytywne. Pozdrawiam.

  6. Ewa says:

    Ja pamiętam, że dawno temu nasze bydło PC nie chciało się paść na pastwisku, a którym były wcześniej wypasane owce. Odstraszał je prawdopodobnie owczy mocz. Sama raczej nie widzę problemu w wspólnym wypasie owiec i kóz, chociaż ich zwyczaje żywieniowe oraz preferencje co do runi są różne.
    Za to nie chciałabym widzieć drobiu i bydła razem. Już mam to gdzieś, że krowa wbudowała by sobie azot z odchodów kurzych, kaczych czy gęsich. Lepiej jest używać konwencjonalnych, ale bezpieczniejszych pasz unikając chorób i zaburzeń metabolicznych. Z resztą jak już pisałam w Polsce używanie odchodów jako paszy jest nielegalne i nie wynika to tylko z widzimisię urzędników, a z wiedzy.

  7. Droga Ewo!

    Jedyne przeciwwskazania do wspólnego wypasu owiec i krów to (bodajże) inna zawartość miedzi w lizawce.

    Osobiście uważam, za najłatwiejszą do zastosowania kombinację przeżuwacz => świnia/kura lub przeżuwacz świnia=> kura. Krowy w normalnych warunkach nie żrą gówna ptasiego.

    Zakaz żywienia zwierząt odchodami jest spowodowany m.in. widzimisię urzędników. W źródłach jest podane, że w wielu przypadkach jest to bezpieczne (albo nie jest niebezpieczne). Naturą urzędników jest uśrednianie i upraszczanie, dlatego zakazane jest również żywienie świń odchodami krów, co chyba się zgodzisz jest całkowicie dla trzody naturalne. Świnie to świnie i lubią takie rzeczy jeść… O zgubnych dla nas tego konsekwencjach można przeczytać u Jacka Kobusa:
    http://boskawola.blogspot.com/2011/12/dzien-zagady.html

  8. Ewa says:

    Nie napisałam, ze mam jakieś ale do wypasu bydła z owcami, ale opisałam co krowy na to. Tak czy inaczej nawet biorąc na przykład wypas w górach to jest praktykowane. Baca nie robi oscypka z czystego owczego mleka, a jego mieszanki z krowim.
    Chodzi mi o to, że pastwisko dla bydła powinno być względnie czyste. Krowa żre całą mordą, a nie po ździebełku. Chcąc nie stosować profilaktycznie ton farmaceutyków należy dbać o zwierzęta, a to wiąże się z trzymaniem się umiarkowanej czystości. Nie chodzi tu o sterylność, tylko trzymanie się tego co dyktuje biologia lecz omijanie sytuacji, które są zagrożeniem dla zdrowia.
    Przyznam, że nie wszystko w ustawach jest pisane z głową. No, ale nawet biorąc pod uwagę żywienie świń odchodami bydła… niby byłoby mozliwe nawet bez większego zagrożenia patogenami. Tylko co w tym przypadku z farmaceutykami, które znajdują się w tych odchodach. Bydło zwłaszcza mleczne jest okropnie napakowane wszelkimi lekami przeciwzapalnymi i całą resztą, a to trafi do organizmu świni. O ile zwierzęta ekstensywne nie są aż tak mocno napakowane chemią hodowlaną to też naturalne metabolity nie są całkiem ok. Gdyby nie było prawnego zakazu właśnie duże fermy korzystałyby najchętniej z używania odchodów jako taniej paszy, a cierpiałby na tym (zdrowotnie) konsument.
    Permakulturniku momentami mam wrażenie, że co co piszesz zwłaszcza w temacie zwierząt jest jedynie teoretyzowaniem bez praktycznego odniesienia do praktyki. Z wieloma sprawami mogę się zgodzić, ale nie ze wszystkim.

Related Post

Comments

  1. Joanna says

    witajcie,
    Dzięki temu wpisowi rozumiem, dlaczego moje mangalice (świnie, dla porządku dodam), jak tylko uda im się uciec z zagrody, pędzą na górkę z obornikiem kozim. W szczególności samica ją lubi. Nie sposób je z stamtąd wyciągnąć. Przynajmniej nie będę się martwić, że coś im się od tego stanie.
    Pozdrawiam,

    • Permakulturnik says

      Spokojnie, minerały, witaminki i probiotyki. Możesz też od czasu do czasu rzucić im do katery kilka łopat obornika – widocznie coś w nich jest czego nie dostają w normalnej diecie. Samo to może sprawić, że będą mniej skłonne uciekać!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *