O gównianej rewolucji i nawadnianiu łąk

Dzisiejszy wpis będzie traktował o gnoju i łąkach…

The return from cows and sheep in cheese is worth much money every day in the season, without calves and lambs, and without the manure, which all return corn and fruit.

Przychody ze sprzedaży sera krowiego i owczego warte są dużo więcej pieniędzy w czasie sezonu, [jednak – przypis W.M.] bez cielaków i jagnią nie było by gnoju, który umożliwia uzyskanie dochodu ze sprzedaży zboża i owoców.

 

Robert Grosseteste

Nigdy nie ukrywałem, że moje pojęcie o historii rolnictwa jest dziurawe niczym dojrzały ser szwajcarski (co najwyżej się z tym zbyt mocno nie afiszowałem). Ostatnio jednak znalazłem prawdziwą perełkę[1]) w której przedstawione są ciekawe techniki, używane niegdyś w Zjednoczonym Królestwie (głównie w południowo zachodniej części Wysp Brytyjskich), a która trochę me historyczne luki zasklepiła… &> Nadrzędnym celem tych technik było zwiększenie produkcji gnoju i co ciekawe nie chodzi tu o płodozmian z jego alkierzową metodą trzymania zwierząt, albowiem metody te (w zaawansowanej formie) wyprzedzają upowszechnienie płodozmianu o niemal sto lat.

Te szczytne założenia można było osiągnąć tylko dzięki zwiększeniu ilości zwierząt w gospodarstwie lub posiadaniu tej samej liczby zwierząt jednak o większych rozmiarach… Niby nic dziwnego ani odkrywczego, jednak na przeszkodzie stoi kwestia tego, skąd ci biedni Brytyjczycy mieli wziąć większą ilość paszy by te dodatkowe, wyklinane przez wojujących we*an za “niewydajność” paszcze wyżywić? Na stosunkowo spokojnych Wyspach Brytyjskich dość wcześnie osiągnięto maksymalną, choć stosunkowo niską dla danego (czyli trójpolówki) systemu produkcji żywności wysokość pogłowia zwierząt. Oznaczało to, że nie było innej możliwości zwiększenia produkcji gnoju, tak ważnego dla wyższego plonowania zbóż, jak tylko zwiększenie produkcji paszy dla zwierząt. Oto czym zajmowali się w przeszłości brytyjscy gentelmeni!

We wczesnej XVI I wiecznej, południowej Anglii (w mniejszym stopniu również w Walii)  rozwinięto wyrafinowaną technologię nawadniania łąk poprzez tworzenie  water-meadows (w wolnym tłumaczeniu nawadniane łąki). Niby irygowanie to technika znana od kilku tysięcy lat, ale ta w wydaniu brytyjskim miała kilka dość ciekawych cech.

Nawadniana łąka metodą “water meadow” była uznawana za bardzo wartościowy teren w XVII-XX wiecznej Anglii. Cena za dzierżawę “water meadow” w XIX wynosiła nawet 70 szylingów za akr w porównaniu do 5 – 25 szylingów za akr zwykłego pastwiska lub łąki nienawadnianej! [1].

Nawadniana łąka metodą “water meadow” była uznawana za bardzo wartościowy teren w XVII-XX wiecznej Anglii. Cena za dzierżawę “water meadow” w XIX wynosiła nawet 70 szylingów za akr w porównaniu do 5 – 25 szylingów za akr zwykłego pastwiska lub łąki nienawadnianej! [1].

Nawadnianie łąk systemem water-medow zwiększało produktywność tych obszarów na co najmniej trzy sposoby:

  1. Letnie nawadnianie łąk powoduje szybszy wzrost runi pastwiskowej, niekiedy wyższą zawartość białka oraz wyższe plony siana, tak ważnego dla zimowego dokarmiania zwierząt i utrzymywania ich wysokiej liczebności.
  2. Specjalny sposób nawadniania umożliwiał całoroczną wegetację roślin, poprzez ochronę roślin przez zamarzaniem. Umożliwiało to ponowny wypas zwierząt o kilka tygodni wcześniej niż w przypadku nienawadnianych łąk.
  3. Woda płynąca poniżej miast niosła ze sobą (oprócz morowego powietrza, chorób i pasożytów wszelakich) również odchody ludzkie oraz wszelkie inne dobro, które ludzie wyrzucali do ścieku (w tych epokach ściek to synonim rynsztoka, w najlepszym przypadku okolicznej rzeczki czy strumienia…). Woda po jesiennych deszczach była szczególnie bogata w biogeny (NPK) i mikroelementy, dlatego wartościowa.

Więcej zwierząt to oczywiście więcej mięsa, mleka, wełny, skór, ale co ważniejsze większa ilość zwierząt stworzy większą kupę gówna, tak istotną do nawożenia zboża. Dzięki temu można było zwiększyć ogólną produkcję żywności.

O ile punkt 1 i 3 są łatwe do zrozumienia, to punkt 2 chciałbym nieco rozwinąć.

Jak nawadniać łąki by zapewnić całoroczną wegetację roślin?*

Łąki nawadniane metodą “water medows” są wielokrotnie w ciągu roku “zalewane” wodą na wiele tygodni. Osoby mające coś do czynienia z produkcją paszy z łąk wiedzą, że nie ma nic gorszego dla jakości roślinności, która na łące/pastwisku występuje jak jej długotrwałe zalewanie. Przecież jeśli dojdzie do takiej sytuacji, to nieznoszące długotrwałych warunków beztlenowych w strefie korzeni (takie właśnie występują na zalanych terenach – woda wypiera powietrze z gleby) szlachetne trawy i rośliny motylkowe (czyli te wiążące azot atmosferyczny) ustępują miejsca roślinom mniej wymagającym czytaj sitom oraz innym roślinom wodnym i bagiennym. Co w tym złego? Ano to, że ich wartość paszowa jest nędzna:

  • są mało odżywcze (więcej włókna)
  • są mało smaczne – zwierzyniec zjada go tylko tyle by nie paść z głodu a nie tyle by się utuczyć/mieć korzystny współczynnik konwersji paszy
  • mają mało białka (czyli najdroższego elementu paszy)
  • roślinność bagienna częściej jest trująca niż roślinność terenów suchych/dobrze nawadniane pastwisko

“Siano” z tego typu użytków zielonych nadaje się co najwyżej na ściółkę dla zwierząt, nie na paszę.

Zatem jaka była (a w niektórych miejscach o znaczeniu historycznym nadal jest) tajemnica tego, że zalewane na kilka tygodni łąki nie tylko nie degradowały się (z produkcyjnego punktu widzenia) a produktywność zwiększała się?

Przepływ wody kluczem do jej natlenienia

Odpowiedzią jest odpowiednie tempo przepływu wody, które powodowało, że woda jest niezwykle bogata w tlen. Woda nie mogła zalegać gdyż w takich warunkach szybko zawartość tlenu spadłaby co doprowadziłoby do gnicia korzeni szlachetnych traw oraz motylkowych… Kluczowe jest by woda przepływała “pomiędzy” źdźbłami trawy a nie ponad nią. Takie meandrowanie tworzy zawirowania i wzburza wodę co przyczynia się do jej natlenienie. Nasycenie tlenem wynosiło przy prawidłowej praktyce około 85-92%. To niezwykłe wysoki wynik zważywszy, że łąk nie nawadniano krystalicznie czysta wodą górską a wodą do której spuszczano ścieki miejskie (nieoczyszczone oczywiście). “Zwykłe” nieoczyszczone ścieki mogą być natlenione zaledwie w 40%.

Jakie czynniki umożliwiały wegetację użytków zielonych zimą?

Woda w rzekach południowo-zachodniej Anglii zimą zwykle miały temperaturę nie niższą niż 5,5 °C ( w czasach współczesnych są nawet jeszcze cieplejsze – patrz Mała Epoka Lodowcowa. Przepływająca woda ogrzewała zatem glebę oraz same rośliny, uniemożliwiając również ich uszkodzenie przez przymrozki (ciepło promieniowało z gleby/wody). Proszę zwrócić uwagę, że za okres wegetacyjny uznajemy czas gdy temp. powietrza wynosi powyżej 5 °C.

Produktywność “water meadows”

Produktywność łąk** ulepszonych określana była na około 2 tony siana z akra (czyli o,4ha) w porównaniu do 1 tony na akr na łąkach nie poddanych irygacji. To niemal 100% wzrost wydajności.

Bioróżnorodność “water meadows”

Bioróżnorodność na tak nawadnianych łąkach jest niezwykle wysoka. O ile sam obszar nawadniany i nawożony wodą z rzek i strumieni był niezbyt zróżnicowany botanicznie (łąkarze wiedzą, że łąki nienawożone cechują się dużo większą bioróżnorodnością niż pastwiska i łąki zarządzane pod kątem produktywności) to “infrastruktura” potrzebna do nawadniania tych użytków zielonych (np. kanały nawadniające, kanały odwadniające, rowy transportujące, obszary wokół grobli itp.) sprawiały, że całokształt terenu potrzebnego do utrzymania “water meadows” charakteryzuje się niezwykle wysoka bioróżnorodnością. Wynika to z tego, że na stosunkowo małym obszarze stworzono niezwykle dużo różnych biotopów (od bagiennych, do obszarów zdrenowanych it.)

Zanik znaczenia “water meadows” wraz z postępem technologicznym

Rola water meadows zaczeła się zmniejszać w połowie XIX wieku wraz z rozpoczęciem używania importowanych nawozów (np. chilijskiego guana),  taniego zboża z Nowego Świata,  industrializacją. XX z takimi zjawiskami jak wzrastającą mechanizacją i chemizacja rolnictwa, wzrost płac spowodował zanik tego niezwykle pracochłonnego i trzeba przyznać dość nieprzyjemnego (przebywanie w wodzie w zimie, praca ze ściekami) sposobu zwiększania produkcji paszy dla zwierząt i w konsekwencji organicznego nawozu dla zbóż.

*Zawsze jest jakiś haczyk: Dotyczy warunków południowej Anglii. Jeśli coś brzmi zbyt dobrze by było prawdziwe, to takie prawdopodobnie jest.

**Praktycznie wszystkie “water meadows” były używając współczesnej terminologii użytkami zielonymi używanymi przemiennie, nie “łąkami”

—–

[1] “Water Meadows, History, Ecology and Conservation” Edited by Hadrian Cook and Tom Williamson

Related Post

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *