O tym jak NIE ulepszać łąk

Nie jestem już w stanie zliczyć ilości maili z pytaniami, które dostałem w związku z “ulepszaniem łąk” czy może trafniej mojej opinii nt. tego co ludzie piszący te maile ze swoimi łąkami/pastwiskami zrobili. Moja standardowa odpowiedź na ten sposób traktowania użytku zielonego to:

“What have you done?!” (Cóżeś uczynił?!)

Wojciech Majda (Permakulturnik)

“Standardowym” zachowaniem osób chcących “zwiększyć poziom materii organicznej w glebie”, które (o zgrozo) w związku z tym co zrobili oczekują mojej aprobaty jest “ściółkowanie” łąk. Nie może być mowy bym takie zachowanie pochwalał! Zachowanie takie potępiam! A Ogień Piekielny trawić będzie ich dusze a cierpieniom nie będzie końca… Dlaczego?&>

By odpowiedzieć na to kluczowe dla rozwikłania tajemnic ludzkiego losu zagadnienie ;) musimy zdawać sobie sprawę z tego w jaki sposób materia organiczna (w tym przypadku ściółka) rozkłada się w poszczególnych ekosystemach. Dla dużego uproszczenia podzielę wszystkie ekosystemy na dwie grupy:

Rodzaje ekosystemów lądowych i rozkład ściółki

 

  1. Leśne (czyli takie w których dominującą formą roślinności są jak łatwo się domyślić… drzewa)
  2. Trawiaste (czyli takie w których dominującą formą roślinności są wszelkiego typu trawy;  stepy, łąki górskie czy prerie to przykłady tego typu ekosystemów)

W ekosystemach leśnych ściółka rozkłada się na ziemi, nie przeszkadzając dominującej formie roślinności  (drzewom) w przeprowadzaniu procesu fotosyntezy. Co najwyżej nieznacznie może być utrudnione kiełkowanie niektórych roślin z piętra runa. Ściółkę tworzą głównie zużyte liście drzew, których rozkład może być bardzo długi (nawet kilka lat w klimacie umiarkowanym). Jednak od zarania dziejów rośliny tworzące tego typu zbiorowiska roślinne dostosowały się do tego typu warunków (zacienienia i długo rozkładającej się ściółki). Jest to zatem dla nich normalne i są przyzwyczajone do tego typu rozkładu ściółki.

Ekosystemy trawiaste funkcjonują inaczej. Tam w normalnych warunkach (czytaj naturalnych, lub z prawidłową ingerencją człowieka) ściółką są odchody zwierząt, które rozkładają się dość szybko. Ściółka w tych warunkach (krótko przystrzyżona/zgryziona przez zwierzęta ruń) może przeszkadzać w procesie fotosyntezy głównej formie roślinności (trawom, motylkowym, ziołom). Na szczęście odchody zwierząt są ściółką szybko rozkładającą się, która zabezpiecza w czasie pory suchej*  glebę przed  erozją wietrzną, jednak gdy zostaną zmoczone przez deszcze niezwłocznie** zmywane są z roślin i dostają się do gleby dostarczając runi składników do potrzebnych do raptownego wzrostu. Nie słyszałem by gdzieś ściółkowano łąki jako praktyka gospodarcza (czyli, że daje to jakąś korzyść człowiekowi), do takiego zachowania rośliny nie miały zatem czasu się przygotować, jest to bodajże praktyka wymyślona przez praktyków permakultury będących na Ciemnej Stronie Mocy…

Dlaczego tak istotne jest zrozumienie warunków w jakich rozkłada się ściółka w naturalnych ekosystemach? Ano dlatego by nie ściółkować ekosystemów trawiastych na modłę ekosystemów leśnych licząc na to, że można je w ten sposób poprawić. Nie można, przynajmniej nie w ten sposób…

Jak funkcjonowały ekosystemy trawiaste zanim pojawił się na nich człowiek

Większość ekosystemów trawiastych w przeszłości żywiła stosunkowo duże stada wielkich roślinożerców, które przerabiały mało wartościową i ciężkostrawną dla większości zwierząt trawę na lekkostrawne, pełnowartościowe białko oraz bogaty w witaminy sycący tłuszcz.  Wielkie stada zwierząt miały równie wielki apetyt, dlatego znajdowały się w ciągłym ruchu. Nie dość, że jadło szybko się kończyło, to to co zostało równie szybko było zanieczyszczane kałem i moczem. Żadne zwierzę nie lubi spożywać żywności zanieczyszczonej kałem swego gatunku, innych może być jak np. teraz Permakulturnik spożywający zanieczyszczony odchodami drożdży sok winogronowy. Ponadto  instynkt samozachowawczy zmuszał stado do tego, by trzymać się “w kupie” w myśl zasady: kupa śmierdzi, kupy nikt nie ruszy. Nieszczęsne sztuki, które oddzieliły się lub zostały przez drapieżców oddzielone od stada dzieje się zwykle coś takiego:

Likaony atakują cielaka antylopy gnu. Tym razem matce udało się go obronić, jednak szczęście kiedyś się od nich odwróci.

Te wszystkie czynniki (duże, zbite stada ciągle poszukujące żywności) powodowały, że niemal cała roślinność, która znajdowała się na danym obszarze została skonsumowana, a ta co nie została została (np. trujące czy niestrawne chwasty) zostawały stratowane. Te warunki powodowały, że wszystkie rośliny (zarówno jadalne jak i niejadalne) miały w nowym sezonie “równy start”. Innymi słowy po przejściu takiego stada nie pozostawały niedojady.*** Co istotne wszelka nowa materia organiczna (z tego sezonu) znajdowała się na ziemi, była zmieszana z górną warstwą gleby, jej rozkład był bardzo szybki w odpowiednich warunkach (dodatnia temperatura i wilgotność gleby).

Co dzieje się ze ściółkowaną łąką?

Mojego przyjaciela Jacka Kobusa pewnego razu okoliczności zmusiły do tego by “ściółkować” łąkę. Po prostu jego druh serdeczny, pierwszy gospodarz we wsi nie wyrobił się z zebraniem jego siana z części padoków, co poskutkowało tym, że siła faktu zaczęło zalegać. Zadałem Jackowi dwa pytania:

  1. Jeśli byś skosił siano (powiedzmy to majowo-czerwcowe) i tak skoszone siano zostawił na pastwisku, to (jak bardzo by to przeszkadzało w odroście runi?
  2. Jak bardzo “upośledzałoby” wzrost trawy w następnych latach fakt, że siano nie zostało w poprzednich latach w ogóle zebrane?

Oddaję głos Jackowi:

Mimowolnie zrobiłem coś takiego dwa lata temu i rok temu – na obu
padokach, aczkolwiek tylko na stosunkowo niewielkiej ich części. W
pierwszym roku upośledzenie odrostu trawy jest znaczne. Miesiąc w
plecy – tyle trwa, nim trawa przebije się przez kołdrę wcześniejszego
pokosu – przy czym odrasta głównie najpospolitsza wiechlina i tymotka,
giną zaś zupełnie wszystkie motylkowe (odgarniając warstwę starego,
zgniłego siana widać pod spodem przegniłe nim wyrosły łodygi
koniczyny…) i zioła, jeśli wcześniej takie występowały (u nas jest
naturalnie dużo krwawnika, babki lekarskiej – jeszcze babka to jakoś
sobie radziła, krwawnik w tych miejscach w ogóle zginął). Z chwastów
pleni się bujnie jeżyna (ale to lokalny fenomen, bo u mnie po prostu
kwaśno). Na dłużej uprawianej łące mogłoby to wyglądać inaczej: ja
miałem od samego początku o wiele bogatszą ruń pastwiskową niż tylko
te 7 czy 10 posianych gatunków traw i motylkowych, bo okres
przygotowawczy przed posianiem trawy był u mnie bardzo krótki, w
związku z czym nie doszło do wytępienia gatunków poprzednio dziko
żyjących (co by się udało, gdybym najpierw przez bodaj jeden sezon
posiało żyto i zaorał…).

W drugim roku na powierzchni ziemi tworzy się coś jakby dywan, przez
który trawa odrasta już całkiem normalnie – ale warstwa tego starego,
zgniłego siana jest oczywiście dalej widoczna, chodzi się jak po
bagnie, bo grunt ugina się pod nogami! Zioła i motylkowe stopniowo
powracają – ale jest to proces bardzo powolny, do tej pory w miejscach
gdzie dwa lata temu trochę siana przegniło, pastwisko jest zauważalnie
uboższe.

Jaki jest wpływ takiej praktyki na żyzność ziemi tak krótko trwający
eksperyment nic jeszcze nie mówi – trzeba poczekać. Nie ulega
wątpliwości że upośledza odrost trawy znacznie – i że zubaża
odrastającą ruń.


Wiosna 2010


Następny mail:

Historia z niezebranym sianem zaczęła się u nas w 2009 roku. Miałem
dobrze uprawiony Pierwszy Padok, skąd Radek zebrał dwa pokosy
(jesienią 2008 i wiosną 2009) na zielonkę dla swoich krów. Na Wielki
Padok jednak nie starczyło mu czasu – skosił część po raz pierwszy
wiosną 2009 i zostawił. Trochę tego po dwóch miesiącach pozbieraliśmy
i zwieźliśmy przyczepą z myślą, żeby użyć na ściółkę – ale i do tego
się nie nadawało, więc spłonęło w grudniu w ramach czyszczenia placu
pod budowę padoku zimowego. Z reszty tego, czego na Wielkim Padoku w
ogóle nie skoszono, we wrześniu 2009 zebraliśmy jeszcze 300 kostek
bardzo kiepskiego siana – z którym konie sobie do grudnia poradziły.

Jeszcze następny:

Oczywiście nie udało się nam wybrać tego dwa miesiące zalegające siana
zewsząd. Na wiosnę 2010 roku ten fragment Wielkiego Padoku wyglądał
więc tak jak na zdjęciu.

Kolejny mail:

Historia powtórzyła się jesienią 2009 roku. Na końcu Wielkiego Padoku,
na południowym stoku wzgórza mamy – a raczej: mieliśmy – najlepszą
trawę, której konie nie dały rady zjeść podczas wypasu (pierwsze
zdjęcie). Radek ją skosił we wrześniu – kolejne zdjęcie pokazują jak
wyglądała w listopadzie. A ostatnie dwa – porost na początek maja (2
maja konkretnie – co jest ważne, bo 3 maja spadł śnieg!). Jak
robiliśmy te zdjęcia to się nam wydawało, że widać granicę między
miejscem, gdzie trawa rosła swobodnie, a tym, gdzie musiała się przez
zeszłoroczną przebijać. Teraz nie jestem tego taki pewny. Gołym okiem
w każdym razie, co dobrze pamiętam, granicę było widać!

I jeszcze jeden skutek pozostawienia skoszonej trawy: kiedy gnije
mnożą się w niej robaki, które przyciągają dziki. Na jednym ze zdjęć:
efekt takiej wizyty…

Zalegające, niezebrane siano przyciąga robactwo, które z kolei przyciąga dziki.

Fragmenty Pierwszego Padoku na których została zeszłoroczna trawa (data zdjęcia lato 2011). Widać “łyse placki”, na których nie zachodzi proces fotosyntezy, zatem marnowana jest energia!

Oczywiście Jacek nie ściółkował swoich padoków umyślnie –  życie za niego to zrobiło :)

Co z fotosyntezą na ściółkowanym pastwisku?

Jedynym źródłem energii dla ekosystemu trawiastego jest światło słoneczne (chemosyntezę czyli wytwarzanie energii z utleniania skał/minerałów można w tych warunkach pominąć jako zupełnie nieznaczącą). Jeśli zatem zablokujemy ściółką dostęp promieni słonecznych do roślin (a przecież jest to jeden z CELÓW) ściółkowania to siłą rzeczy ograniczymy ilość energii dostępnej ekosystemowi. Jakie to ma konsekwencje? Co prawda dostarczymy materii organicznej w postaci ściółki, ale ograniczymy wytwarzanie nowej materii organicznej, w tym korzeni roślin, które rozkładają się dłużej (a więc lepiej zwiększają poziom materii organicznej niż cześć nadziemne roślin). Musimy również pamiętać, że martwa materia organiczna cały czas jest konsumowana przez rozliczne stworzenia (dżdżownice, nicienie, grzyby itp.)

Jak Jacek zauważył na fragmencie pastwiska, gdzie zostało pozostawione niezebrane siano zanikły/zmniejszyły się ilość roślin motylkowych czyli takich wiążących wolny azot atmosferyczny. Nie ma w tym nic dziwnego, ponieważ proces wiązania azotu jest bardzo energochłonny, a niemal wszystkie rośliny wiążące azot wymagają silnego naświetlenia. Poprzez ściółkowanie łąk pozbawiamy się  zatem pieniędzy/naturalnego azotu…

Podsumowując ściółkując łąki tracimy tak naprawdę żyzność a nie ją zwiększamy.

*opis z innych środowisk

**cóż to w porównaniu do wieczności?

***Nie do końca, co się w ekosystemach trawiastych działo z niedojadami i dlaczego nie dominowały ekosystemu zostanie omówione w osobnym wpisie o kruchości środowiska.

—–

Już wkrótce napiszę również wpis nieco bardziej kontrowersyjny, choć dla wszystkich chcących trzymać świnie, kury itp. zwierzęta wszystkożerne bardzo praktyczny. Coś dawno nikt nie powiedział, żem jest zakałą polskiej permakultury, znaczy nudą na blogu wieje. A tak nie może być!

Related Post

Comments

  1. says

    Mam prośbę o poradę. Od niedawna jesteśmy szczęśliwymi posiadaczami 3,5 ha nieużytków odkupionych od ANR. Ziemia leży przy granicy małej rzeczki (+ bobry). Jakieś 40% terenu gęsto zarosło już różnej wielkości głównie Olchą, a przy małym rozlewisku rzeczki – wierzbą. Teren może być częściowo i okresowo przy samym bobrowisku trochę podmokły, ale nie jest tak źle, rzeczka jest uregulowana. Dodam, że dookoła są łąki (trochę lasów) i pola – mocno „schemizowane”. To chcę zostawić – przynajmniej na razie. Reszta to jakieś zwarte 1,5 ha nieużywanej od co najmniej kilkunastu lat łąki porośniętej wszystkim co możliwe – wysokie trawy, chwasty itp. Jak mogę na początek przygotować ten teren niskim kosztem (pracy się nie boję) i w sposób w pełni ekologiczny – pod coś w rodzaju ogrodu, sadu leśnego? Ze względu, że mieszkamy 20 km od tego miejsca, wykorzystanie zwierząt domowych przynajmniej na razie nie wchodzi w grę… Jak mam przygotować teren pod krzewy i drzewa owocowe, ozdobne (i nie tylko) oraz pod przyszłe grządki warzywne? Przeczytałem już większość artykułów z permakultura.net (i tej starszej strony) ale jednoznacznie nie potrafię sobie poradzić co powinienem zrobić, żeby nie zepsuć… Z góry dziękuję za rady.
    Piast

  2. yeti says

    Jestem w podobnej sytuacji, Jak PIAST i próbuję coś zrobić z dwudziestoletnim opuszczonym polem. Nie było uprawiane z powodu problematycznego dojazdu – można dojechać jedynie po ścierniskach, kiedy sąsiedzi wykoszą zboża, a jeszcze nie zaorają. Ziemia jest kiepska, piaszczysta,bez dostępu do wody, a materia organiczna , to może 1mm.
    Na razie wykosiłem jakieś 2/3 pola, a chwasty zostawiłem tworząc okrywę ze ściętych roślin.
    Myślę o posypaniu całości mączką bazaltową, a na wiosnę coś zasadzić, może leszczyny, dziką różę, topinambur.
    Nie chcę zalesiać – więc rośliny, które można zakwalifikować jako np. uprawa owoców, lub orzechów.
    Sczerze mówiąc czytam ten blog i inne stony o permakulturze z nadzieją , że mnie oświeci i wpadnę na pomysł zagospodarowania nieużytków.
    A tak z innej beczki, to
    dziękuję autorowi za dużą dawkę informacji przedstawianych w ciekawy sposób.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *