Pochwała starych parówek, czyli dlaczego mięsożercy miewają niedobory witaminy B12?

Jedną z często spotykanych argumentów przeciwko rzekomej naturalności diety wegańskiej jest fakt, że witamina B12 (kobalamina) – ta forma witaminy B12, której ludzie i niektóre inne zwierzęta potrzebują do funkcjonowania) – występuje w produktach pochodzenia zwierzęcego/bakteryjnego. Nieodzwierzęce jej pozyskanie wymaga posiadania skromnego laboratorium w którym będziemy w stanie stworzyć warunki podobne do tych jakie występują w jelitach zwierząt. Do czasu opanowania tej (niezbyt skomplikowanej)  technologii fizycznie niemożliwe było istnienie „społeczeństwa wegańskiego” z racji tego, że weganie powymieraliby (lub nie rozmnażali się) z powodu niedoboru (chociażby) tej jednej witaminy. Gimnazjalistom przypomnę tylko, że termin weganin został stworzony w 1942r. Zapewne z racji popularności tej odwiecznej z diet wśród naszych protoplastów…

Weganie broniąc swej dietetycznej ideologii  przytaczają fakt, iż mięsożercy czasami również cierpią z powodu niedoboru witaminy B12. Innymi słowy wszyscy powinni przyjmować suplementy witaminy B12, więc nie może to stanowić argumentu przeciw temu „najszlachetniejszemu z możliwych sposobów odżywiania”. Coś jest na rzeczy, czego najlepszym dowodem jest fakt, że w wielu wypadkach podawanie nie-weganom witaminy B12 poprawia ich stan zdrowia i jakość życia bardziej niż placebo.

Rozwinięciem tego poglądu, jest twierdzenie, iż naturalnie organizm ludzki wytwarza sam witaminę B12 co jest prawdą – zawartość jelita grubego (potocznie zwana kupą) zawiera mnóstwo witaminy B12, tylko lata nadużyć związanych ze spożywaniem toksycznej  żywności, czytaj zawierającej:

  • mięso
  • zbyt słodkie owoce
  • niedojrzałe owoce
  • produkty zbożowe
  • nabiał
  • produkty zwierzęce
  • pokarm obrobiony termicznie

(niepotrzebne skreślić)
Na poziomie logicznym, trudno nawet ten argument podważyć,  gdyż nie ma ludzi, którzy od urodzenia byli na diecie wegańskiej a których możemy być pewni, że nie spożywali  suplementów witaminy B12 – przyjmijmy więc, że jest on niedorzeczny, gdyż niemożliwy do zweryfikowania. Równie dobrze możemy  bowiem dyskutować na inny temat, który mnie bardzo interesuje: w jakim stylu budowano kolumny w świątyniach Atlantydy. Oczywiście można, ale uczciwiej chyba będzie te rozważania prowadzić w kontekście wiary, idei, fantazji, a nie nauki czy praktyki dietetycznej..?

Mimo wszystko nie do końca tłumaczy to dlaczego również osoby pochłaniające od czasu do czasu kawałek kurczaka chorują na niedobory B12…
By poznać prawdę o tym kluczowym dla rozwikłania tajemnic ludzkiego losu zagadnieniu :) należy zrozumieć, że dieta ludzi w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat zmieniła się znacznie. Również odmieniły  się preferencje w rodzajach spożywanego mięsiwa. Nie chodzi nawet o to, że je się więcej kurczaka czy wołowiny, ale o nastawieniu do poszczególnych kawałków zwierzęcia. Gdzieś jeszcze wiek temu, mięso było na tyle drogie, że spożywało się praktycznie całe zwierzę. Dziś ceni się głównie (z braku lepszego określenia) mięśnie szkieletowe zwierzęcia – przykładowo: udziec, karkówkę, steki, filety bez kości, pierś z kurczaka. Prawdopodobnie związane jest to z  mylną a przez dziesięciolecia popularyzowaną wśród prostego ludu teorią o szkodliwości tłuszczy nasyconych oraz tym, że, oderwanemu od rzeczywistości klientowi lepiej nie przypominać o zwierzęcym pochodzeniu mięsa, bo jeszcze się zaduma i pójdzie do sklepu w którym mięso sprawiają w sposób, który mniej rani jego odczucia estetyczno-etyczne…

Wspomniane zwiększenie spożycia mięśni szkieletowych odbyło się m.in. kosztem zmniejszenia konsumpcji innych części zwierzęcia, których wartość odżywcza jest wyższa niż ta „mięsa”. Popyt na chude mięso doprowadził do tego, że stworzone zostały nowe kawałki zwierząt, jak choćby „pierś z kurczaka” – wielkość tego mięśnia u tradycyjnych odmianach kur jest na tyle mała, że takim kotletem nie najadłby się uprawiający kulturystykę pierwszoklasista. Jako ciekawostkę można jeszcze dodać, że wyhodowane w USA indyki z racji przerostu mięśni piersi straciły naturalną możliwość dosiadania i zapładniania samic!

Co więcej sposób w jaki w dawnych czasach spożywano zwierzęta wspomagał wchłanianie witamin, mikroelementów i pożytecznych substancji czynnych a minimalizował  aktywność substancji antyżywieniowych. Zupki gotowane na kościach są bogate w łatwo przyswajalne, budujące kości mikroelementy. Jeśli oprócz kości do kotła wrzuci się również np. ogon, kurze łapki czy jakieś stawy, chrząstki, etc. to do zdrowotny wywar bogaty będzie również w kolagen: substancje  pozytywie wpływające na stawy, więzadła, skórę i jelita… Dziś nie dość, że większość ludzi uważa jedzenie tego typu kawałków zwierzęcia za obrzydliwe, to na dodatek twierdzą, że nie mają na tak pieczołowite i długotrwałe przygotowanie jedzenia czasu.

Z racji mego pobytu w Wlk. Brytanii, widzę jak przeciętny młodzieniec, a i trochę bardziej wiekowi ludzie się odżywiają. Przykładowo starsi czasami jedzą steak and kidney pie (nerki i pocięta wołowina z warzywami  zapiekana w cieście (chyba) francuskim), fakt, że kupowana w supermarkecie i podgrzewana w mikrofali, ale zawsze. Pokolenie młodsze (moje) żywi się pizzami, sphagetti bolonese, curry, płatkami śniadaniowymi (wartość odżywcza płatków śniadaniowych jest tak niska, że muszą być wzmacniane sztucznymi witaminami, inaczej uzyskujący około 30% dziennego zapotrzebowania kalorycznego z tego źródła żywności Brytyjczykom groziłaby awitaminoza), udkami z kurczaka, rybami w panierce, stekami. Warzyw poza tym co w ketchupie (pomidor), frytkach (ziemniak)  i tego co na pizzę producenci wrzucą, to oni raczej nie… A nawet jeśli chcą się „zdrowo odżywiać  (czyli tak jak rząd Jej Królewskiej Mości zaleca), to jedzą owoce, warzywa, pierś z kurczaka, tuńczyka, chude mięso wieprzowe, wołowe, chleb  tostowy z mąki razowej, makaron pełnoziarnisty, sałatki, Qurn (produkt mięsopodobny pochodzenia drożdżowego), oliwę z oliwek, lubrykant roślinny na chleb z obniżoną zawartością tłuszczu i cholesterolu,  owsiankę, curry czy obleśny Marmite (ekstrakt drożdżowy). W Albionie spotkałem się nawet z podejściem, które pokrótce można scharakteryzować tak: „nie po to haruję po 60 h w tygodniu, by moje dzieci musiały jeść podroby (wątrobę, nerki, serca, płuca itp. – wytłumaczenie Permakulturnik)„.
Ta zmiana w diecie ma nie tylko wymiar ekonomiczny ale i zdrowotny.

Oto jak wygląda tradycyjne superfood

 

Nie znęcajmy się tylko nad biednymi Anglikami – czy znacie Polaków w wieku dwudziestu kilku lat (lub młodszych), którzy zupy zamiast na kostce rosołowej, przygotowują na kilkanaście godzin się gotującym wywarze z kości? Podobnie jak zauważył Jacek – spożycie zdrowych i bogatych w kwasy tłuszczowe omega 3 śledzi w Polsce spada już spadło na łeb, na szyję. Również na blogu o koniach achałtekińskich, (pewnie wegetarianin) jako inwektywę skierowana w stronę mięsożercy został mu zarzucony fakt, że z mięsa może jadać on tylko tanią pasztetową!:

Pomijając bezsens większości słów, dieta wege kosztuje mnie mniej, niż jedzenie mięsa. No chyba, że macie na myśli mortadelę, czy inne pasztetowe, bo widzę, że ceny mielonki dobiegły juz nawet do 15zł za kg…

Monika Kielan

…(która to zapewne zawiera wątróbkę  dopowiedzenie Permakulturnika). Przy okazji ta obrończyni praw zwierząt ujawniła swoje prawdziwe wartości: Jesteś biedny więc jesteś gorszy! Ten ich snobizm jest jak na mój gust… mało subtelny. Bo niby jak inaczej można ten fragment zinterpretować?

Wróćmy ponownie do głównego tematu…

Z tego co mi wiadomo to w czasach najlepszego z wszystkich ustrojów te kawałki zwierząt o “gorszej prezencji” wrzucano m.in. do parówek. Pamiętam dobrze, jak byłem mały, że moja mama mówiła coś takiego:

 

„Mamo, nie powinnaś dawać Wojtusiowi parówek, bo one niby takie delikatne się wydają, ale do ich produkcji idzie najgorszy syf: oczy, wymiona, zmielone chrząstki.”

Mama Permakulturnika

Dziś parówek regularnie nie jadam, jednak nie ze względu na obecne w nich oczy czy krowie cycki, ale dodawaną do nich soję, której (dedukuję), że kiedyś nie używano, bo za nią trzeba było płacić trudnymi do zdobycia w gospodarce socjalistycznej dewizami. Poza tym gdy kiedyś grałem w Crisis in the Kremlin (symulator gospodarki ZSRR w czasie pierestrojki), to jeśli źle się rządziło i zbytnio oszczędzało się na jadle dla ludu, to ten skarżył się, że kiełbasa składa się w 90% z ziemniaków (a nie soi). Skoro w grze komputerowej coś mówią, to to musi być prawdą, no nie?

Takie oczy, z racji tego, że narząd ten wymaga ogromnej elastyczności również w niskich temperaturach zrobione są głównie z najbardziej pożądanych (w małych ilościach) wielonienasyconych kwasów tłuszczowych z grupy omega 3 – DHA. Ma to wielki biologiczny sens – wyobraź sobie jak skutecznie działałyby mięśnie oka, gdyby wiał Ci w oczy arktyczny wiatr a byłyby zrobione głównie z tłuszczy nasyconych, które przecież w temperaturze pokojowej są ciałami stałymi (olej kokosowy, łój wołowy, smalec, masło…) by zadziałać najpierw musiałyby odtajać… W międzyczasie nadmiar światła uszkodziłby oko. Osoby zainteresowane survivalem mogą sobie nawet sprawić sobie fajną  latarkę, która migając wysyła potężny sygnał świetlny powodując niekiedy trwałe obrażenia. Niektóre takie latarki same w sobie są bardzo masywne, więc mogą również być używane jako broni obuchowa. Niektórych może również zainteresować fakt, że kopyta/nogi zwierząt również są bogatsze w nienasycone kwasy tłuszczowe niż reszta ich ciała. Ma to związek z tym, że np. zimą temperatura przy ziemi jest na tyle niska, że nasycone kwasy tłuszczowe (mające wyższą temperaturę krzepnięcia niż kwasy nienasycone)  powodowałyby utratę elastyczności i możliwości dopływu krwi do kończyn, a to przecież nie jest fajne jak trzeba s….ć  przed watahą wilków, lwów czy ludzi.

Zakończy te dygresje i przejdźmy do meritum… Preferencje konsumentów prowadzą do takich kuriozów, że 1 kg nowozelandzkiej wątróbki jagnięcej (Nowozelandczycy mają idealne warunki do hodowli pastwiskowej przeżuwaczy, niemal pewne zatem jest, że jagnię całe życie spędziło na pastwisku, co jest dużo zdrowsze niż dieta zbożowa) kosztuje w UK mniej niż 4 funty za 1 kg, a ta sama ilość borówek z uprawy ekologicznej około 15.

Ta dziewczyna jadła wątróbkę i jest ładna!

Oczywiście nikt nie je 1kg wątróbki na jedno posiedzenie, ale czy znacie wegan zjadających 1kg suchej spiruliny czy surowego kakao w jeden dzień?

Wartość odżywcza 1 kg wątroby jagnięcej (w procentach podane jest ile procent dziennego zapotrzebowania pokrywa):
Witamina A 249430 to jest 4990% dziennego zapotrzebowania na Witaminę A
Ryboflavina 40 mg to jest 2370% dziennego zapotrzebowaniaWitamia B12: 765 mcg to jest 12750% dziennego zapotrzebowania

 

Selen: 1110mcg to jest 1590% dziennego zapotrzebowania

Gdyby wątróbka jagnięca była rośliną nazywałoby się ją „superfoods” i sprzedawało 5-10 razy drożej a suszoną pewnie z 20x razy…

Related Post

Comments

  1. artur xxxxxx says

    Wierzę, że organy są zdrowsze niż mięśnie. Dla przykładu: jeżeli pies będzie żywiony wyłącznie piersiami z kurczaka, rozchoruje się, tak jak pies żywiony chlebem. Jeżeli dostaje organy jest zdrowy.
    Tylko jak się przełamać, gdy nigdy nie jadło sie płuc, wątrubek etc.? U mnie sama myśl o zjedzeniu nerek czy wątróbki budzi obrzydzenie.

    • Archanioy i ludzie says

      Polecam „Kuchnię polską” – genialne przepisy pozwalają na smakowite przygotowanie podrobów. Dla chcącego, nic trudnego.

    • Permakulturnik says

      Proszę zacząć od wątróbki drobiowej, bo mają sporo subtelniejszy smak. Później można się przerzucić na jagnięce, wołowe czy kozie…

      Sam lubię drobiowe z cebulką lub w sosie śmietanowo-serowym.

  2. says

    Nie wiem dlaczego ludzi brzydzi serce albo ozorek, a kawał mięśnia z d… albo świńska noga już nie. Surowe mięso ma to do siebie, że potrafi wyglądać drastycznie, nawet dla mięsożerców. Dlaczego móżdżek ma wyglądać drastyczniej niż kurczak albo inny drób w całości, kształtem, kolorem i rozmiarem przypominający nieco niemowlaka.

    Z nerkami, z tego co się orientuję, jest ten problem, że powinny być dobrze wypłukane, ale teraz ogólnie większość żarcia jest dobrze oczyszczona. Np. można łatwo kupić serca z kurczaka ładnie oczyszczone, tylko myk na patelnię, poddusić i gotowe. Podobnie z żołądkami. Im lepiej oczyszczone, tym droższe, ale jak ktoś się nie lubi babrać są idealne.

    Wątróbka jest specyficzna w smaku, ale przecież pasztet mocno smakuje wątróbką, a większość Polaków wcina pasztet bez żadnych oporów.

    Zresztą, co tu gadać, jest dużo różnych podrobów, różnią się smakiem i konsystencją, można sobie wybierać, co smakuje.

  3. Jah Maya says

    „Gdyby wątróbka jagnięca była rośliną nazywałoby się ją „superfoods” i sprzedawało 5-10 razy drożej a suszoną pewnie z 20x razy…”

    Dlatego jest sacred food i spożywa ją tylko świadoma elita społeczeństwa. 😀

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *