Biedni zawsze będą wśród was. Bieda i weganizm.

Życie człowieka żyjącego pewną ideą, a jeszcze lepiej IDEĄ jest prostsze i mam wrażenie, że przyjemniejsze. Nie ma się żadnych wątpliwości, prosto dąży się do “celu”. A jeśli rzeczywistość nie przystaje do  IDEI?  Tym gorzej dla szkaradnej rzeczywistości!

Oczywiście jednym z takich IDEI (i mitów) jest łączenie jedzenia mięsa na “globalnej północy” z głodem na świecie, wycinką lasów i ogólnym zniszczeniem środowiska, czy może znalezienie rzekomego rozwiązania dla tych problemu. Według wielu (tak, zaraz będę używał wyrazów na w.) wystarczy przestać jeść mięso a ilość głodujących na świecie się zmniejszy się a nawet przejdzie do przeszłości, tropikalne lasy przestaną być wycinane, a na świecie zapanuje pokój i wszyscy będą śpiewać Kumbaya! By nie być gołosłownym przytoczę cytat z takiego jednego artykułu propagandowego ze strony wegetarianie.pl (zapewniam Was, że w dyskusjach o wegetarianizmie i weganizmie te gadanie o przemyśle mięsnym i głodzie na świecie słyszę ciągle)

“Na świecie żyje obecnie trzy razy więcej zwierząt hodowlanych niż ludzi. Oblicza się, że dla wyprodukowania 1 kg mięsa potrzeba aż 10 kg soi. Jak podaje Światowa Organizacja Zdrowia, na świecie produkuje się dziś taką ilość pokarmu roślinnego, że wystarczyłaby ona do wykarmienia 17 miliardów jednostek ludzkich! Tymczasem około 90 procent hodowli soi przeznaczana jest na paszę dla zwierząt hodowlanych. Do tego sporą część upraw ziarna importuje się z krajów Trzeciego Świata. W samych Stanach Zjednoczonych zwierzęta hodowlane zjadają soję i pszenicę w ilościach, jaka pozwoliłaby na wyżywienie prawie 2 mld ludzi. Aby pokazać, w jakim ogromnym stopniu spożywanie mięsa wpływa na degradację zasobów naturalnych, przedstawia się poniższe zestawienie. Obszar o powierzchni 5 boisk futbolowych może wyżywić jedynie 2 ludzi jedzących mięso, 10 ludzi jedzących kukurydzę, 24 ludzi jedzących zboża lub 64 ludzi jedzących soję. Logika jest prosta – wyeliminowanie mięsa z jadłospisu wpływa bezpośrednio na zmniejszenie głodu na świecie.”

Punkt 4 artykułu “Powody dla których nie powinniśmy jeść mięsa” z portalu Wegetarianie.pl

To rozumowanie jest proste jak konstrukcja cepa, jakże można się z nim nie zgodzić? To trzeba chyba… być niewiernym! I nie zabrakło mojego ukochanego przykładu z boiskiem do footballu amerykańskiego.

Niestety, nawet … dużo to nie zmieni. Biedni nadal będą umierać, lasy deszczowe nadal będą wycinane bo jak widać nie jest “problemem” to, że na świecie nie produkuje się niewystarczającą ilość żywności, a fakt, że sporo ludzi ma zbyt mało pieniędzy na to by kupić sobie jedzenie a inne grupy ludzi są z ziemi z różnych powodów rugowane (co chyba jasne – dla pieniędzy).

By każdy kto chce mógł w prosty sposób zobaczyć czy w którymś z mych założeń i kroków  popełniłem błąd przedstawię tok mego rozumowania.

  • 1. Wielkie Chciwe Ponadnarodowe Korporacje oraz skorumpowane rządy czerpią korzyści z wykorzystania rolniczego/leśnego obszarów, które wcześniej nie był w ten sposób przez nie wykorzystywane, jak np. Puszcza Amazońska. Dzisiaj profity czerpią w dużej mierze z produkcji soi i wypasu bydła.
  • 2. Gdy wszyscy ludzie przejdą na weganizm zmniejszy się popyt na zboża i soję, więc cena z czasem spadnie.
  • 3. Rolnicy/Korporacje rolne będą miały mniejszą motywację do tego, by obsiewać ziemię, wycinać dziewicze puszcze w celu sadzenia soi i zbóż. Spadnie zatem podaż zbóż i soi. Cena zbóż i soi z czasem wzrośnie, osiągając nową cenę równowagi (która niemal na pewno będzie bliska tej sprzed konwersji ludzi na jedyną słuszną dietę weganizm).

 Gruby facet mówi: “Przepraszam, ale potrzebuję tego bym mógł
nakarmić moje zwierzęta.” Nie wiem jak Was,
ale mnie męczą tego typu obrazki propagandowe.

Związek mięsożerstwa ze światowym głodem dałoby się udowodnić, gdy ideologiczne klapki zamkną się nam na punkcie 2. Dopuszczenie rzeczywistości w formie podstawowego prawa ekonomii o popycie i podaży jest dla naszej Szlachetnej IDEI miażdżące. Po kilku miesiącach od nagłej, światowej konwersji ludzi na weganizm ceny zbóż i soi rzeczywiście spadną. Biedota świata raduje się, bo ceny żywności spadły. Teraz  już każdego stać na miskę ryżu i soi GMO dziennie. Świat pokonał głód! Niestety radość nie trwa długo… Spora część rolników nie obsieje pól zbożem i soją, bo dojdzie do wniosku, że ceny zbóż i soi są zbyt niskie, więc im się nie opłaca. Jaki jest tego efekt? Po kilku miesiącach możemy się spodziewać powrotu ceny do normy, bo podaż (czyli produkcja żywności) będzie odpowiadać popytowi (czyli ilości żywności za jaką ludzie będą w stanie zapłacić).

W rzeczywistości po konwersji (może by zacząć nową erę i lata liczyć od tego momentu?) Wielkie Chciwe Ponadnarodowe Korporacje (WCPK) i kupowane przez nie rządy nadal będą… wielkie (czytaj posiadające zapas gotówki do smarowania), chciwe i ponadnarodowe. To, że dany rynek (w naszym wyimaginowanym przypadku – rynek zbóż i soi) znacznie się zmniejszył nie oznacza, że zarząd tych firm nagle dojdzie do wniosku: “No dobra, już zarobiliśmy wystarczającą ilość pieniędzy dla naszych akcjonariuszy, zamykamy interes”. Czy nie myślicie, że będą szukać podobnych rynków, na których można zarobić? Bo przecież jak nie produkcja soi, to może roślin do naturalnych do kosmetyków? Chyba każdy z Was woli kosmetyki z samymi naturalnymi składnikami niż z jakąś chemią? Pewnie też większy dochód można uzyskać uprawiając drogie przyprawy na stoły bogatego Zachodu niż na produkcji żywności dla ludzi, którzy nie mają jak zapłacić.

Alternatywnie można zapłacić lobbystom sporom łapówkę (i tak się odliczy od podatku!) by w parlamentach przeszła ustawa wprowadzająca obowiązek, by w paliwie było dwa razy więcej biokomponentów. Można? No pewnie, co to za problem dla WCPK, przecież tak ten biznes działa od dawna…

Jeśli ktoś ma grubą kasę do zainwestowania i jest cierpliwy, to na plantacji drzewa sandałowego można sporo zarobić…

Zadam teraz wszystkim weganom, którzy próbując przekonać do swej nienaturalnej diety wzbudzając w ludziach poczucie winy “za głód na świecie” kilka pytań:
Ilu ludzi możne wyżywić obszar o powierzchni boiska footballowego plantacji drzewa sandałowego?
Ilu ludzi możne wyżywić obszar o powierzchni boiska footballowego plantacji drzewa różanego?
Ilu ludzi możne wyżywić obszar o powierzchni boiska footballowego plantacji eukaliptusa?
Ilu ludzi możne wyżywić obszar o powierzchni boiska footballowego plantacji jaśminu?
Ilu ludzi możne wyżywić obszar o powierzchni boiska footballowego plantacji szafranu?

A biedni, co nie mają pieniędzy na jedzenie?

“Biedni zawsze będą wśród was…”

Related Post

Comments

  1. says

    Argument w stylu: na świecie zawsze będą wojny, dlatego nie warto działać na rzecz pokoju… jakieś to takie wygodnickie i milusie, uciszające głos sumienia dla mnie…

  2. Anna Devi says

    Szanowny Panie Permakulturnik!
    Zgadzam się, że biedni będą zawsze (nawet w realnym socjaliźmie byli, choć tam bogatych było jak na lekarstwo). Bieda jest pojęciem względnym. Cierpienie już nie. Caly tok Pańskiego rozumowania obraca się wokół ludzi. Ludzie biedni, ludzie głodujący, ble ble ble. A gdzie w tym wszystkim są zwierzęta? Nie rozumie Pan że tu chodzi o cierpienie zwierząt?

    • says

      Szanowna Anno Devi,

      cierpienie również jest pojęciem względnym. Zauważ proszę, że „przeznaczeniem” większości zwierząt jest zostać karmą dla czegoś większego, co w jakimś sensie wywołuje cierpienie. Poza tym ta walka o „zwalczanie cierpienia zwierząt” powoduje coraz większą niewolę ludzi.

        • says

          Przykładowo w trosce o dobro zwierząt i (ponoć) zdrowie ludzi, rolnik nie może zabić sobie świnki czy krowy u siebie w gospodarstwie, tylko musi przewieźć zwierzę do rzeźni, gdzie zostanie ono ubite w „humanitarnych” warunkach. Gdyby to zrobił czekają go sankcje.

          • Barbara says

            Zwierzęta niewolone przez ludzi czy to w chowie przemysłowym, czy to w gospodarstwach wiejskich, czy na fermach całe swoje krótsze lub dłuższe życie spędzają w klatkach / na łańcuchach, często tylko w jednej dozwolonej pozycji, skute, przytwierdzone metalem do sztucznego dla nich podłoża, w brudzie, smrodzie, karmione paszą, hormonami, antybiotykami. Do tego panowie i władcy ‚homo sapiens’ w każdym momencie mogą zadać im cierpienie na setki przemyślnych choć bezmyślnych sposobów, a w końcu i tak zawsze mordują. Zaprawdę można to porównać z gigantycznym duchowym cierpieniem zniewolonego rolnika z Pańskiej opowieści, któremu zapewne wredni weganie kazali jeździć do rzeźni, z pewnością wredni obrońcy praw zwierząt ustanowili takie prawo. Prawie mnie Pan rozśmieszył…

          • Permakulturnik says

            Różnie to z nimi jest. Niektóre mają całkiem przyjemne życie, niektóre… no cóż to w końcu jedzenie.

            „Do tego panowie i władcy ‘homo sapiens’ w każdym momencie mogą zadać im cierpienie na setki przemyślnych choć bezmyślnych sposobów, a w końcu i tak zawsze mordują.”

            Widzisz, ja mogę chwycić nóż, udać się do centrum handlowego i MÓGŁBYM pozabijać sporo ludzi. Podobnie dysponuję (jak każdy zdrowy mężczyzna) narzędziem gwałtu. Czy teraz zarzucisz mi, że MÓGŁBYM zgwałcić połowę (no może 1/100 bo mam dobry gust) populacji Ziemi?

            Inna sprawa, to fakt, że nie widzę niczego złego w zabijaniu zwierząt dla korzyści. Po prostu nie widzę…

    • Permakulturnik says

      Nie mogę pozbyć się wrażenia, że to jakże Szanowne Grono dyskutowało te jakże palące kwestie przy prosciutto, szampanie i kawiorze…

  3. says

    Jeśli chodzi o maksymalną dopuszczalną gęstość zaludnienia, to problemem nie jest upakowanie ludzi na określonym obszarze, lecz głównie to, jaki obszar powierzchni uprawnej musi przypadać na jednego człowieka, aby dało się wyprodukować wystarczająco dużo żywności.

  4. reel says

    Mam wrażenie że autor zbyt emocjonalnie podchodzi do wegetarianizmu.
    Zwyczajnie cywilizacjach rozwiniętych można nie jeść mięsa ponieważ jest dostępy bogaty wachlarz roślin którymi można zastąpić zwierzęta. Więc po co je krzywdzić? Jeśli chodzi o obszar uprawy to warto by było uwzględnić projekty takie jak te http://www.biztok.pl/Niesamowicie-futurystyczny-budynek-powstanie-w-Szwecji-a3710 Zresztą jest pewna prosta zasada jeśli skrócimy łańcuch pokarmowy to mamy mniejsze straty energetyczne. Przypomniało mi się również wykład Marcina Kołakowskie o low tech „Może nie więcej tylko lepiej, szerzej.

    • Permakulturnik says

      Reel,

      jakieś zwierzęta na pewno będą krzywdzone jeśli ludzkość ma istnieć. Byśmy mogli jeść ten „szeroki wachlarz roślin” trzeba jakoś walczyć ze szkodnikami, np. gryzoniami. W chwili obecnej sporo z nich jest zabijana np. podczas orania pól.

  5. Dave says

    @Permakulturnik, widzę, że jesteś permanentnie odporny na wszelkie argumenty. Podziwiam moich przedmówców za ich cierpliwość w tłumaczeniu Ci o co tak na prawdę chodzi w diecie roślinnej. Dorzucę coś od siebie, choć nie mam większych nadziei na przekonanie akurat Ciebie, zostawiam ten komentarz dla ewentualnych innych czytelników o bardziej otwartych umysłach. Twój umysł jest zabetonowany zgodnie z zasadą: kto chce, znajdzie sposób; kto nie chce, znajdzie przyczynę. Ty akurat jesteś z tych, którzy nie chcą. I cóż z tego, że zwierzęta zawsze będą w jakimś stopniu krzywdzone (przywołując Twoją wypowiedź)? Niech będą krzywdzone jeszcze bardziej, w imię pasztetowej i kakałka z mlekiem, (koniecznie krowim, kto by się tam bawił w roślinne). Moglibyśmy ograniczyć naszą działalność na polu zadawiania bólu innym do minimum, tylko po co, prawda? Zgodnie z tą zasadą nie przejmujmy się ilością produkowanych śmieci, wszak one zawsze będą wśród nas. Ani zanieczyszczeniem środowiska, no kto to widział, do czego to dojdzie, że człowiek nie będzie już sobie mógł puścić bąka legalnie.

    • Permakulturnik says

      @Dave

      Tak, jestem permanentnie odporny na wszystkie argumenty retoryczne, które wielu wegan/wegetarian we mnie „rzuca”. Wielokrotnie zadawałem pytania dotyczące faktów czy logiki. Niestety, wtedy pozostają one bez odpowiedzi. Zobaczymy jak będzie w Twoim przypadku…

      Sęk w tym, że jeśli przejdzie się do sedna tego o co chodzi w diecie roślinnej (rozważając kwestie moralne), to widać, że wegetarianizm niekoniecznie jest najlepszym rozwiązaniem. Przyznam, że nie zamierzam zmienić diety ze względów moralnych – mięso po prostu lubię. Pasztetową już mniej, ale kakałkiem nie pogardzę. Mylisz się jednak w kwestii mleka – pijam zwykle krowie, ale kozim też nie gardzę. Roślinnych „mlek” nie lubię (próbowałem sojowe, owsiane, ryżowe, migdałowe i kilka innych). Zresztą mają one nieodpowiedni profil kwasów tłuszczowych.

      Wracając do meritum dyskusji, proszę o merytoryczną odpowiedź na następujące pytanie:

      1. Jeśli powodem dla którego wybiera się konkretną dietę jest ograniczenia cierpienia zwierząt, to dlaczego przekładać jedzenie wegetariańskich zbóż przy której produkcji giną gryzonie (średnio z hektara kilkadziesiąt na ha/rok) nad mięsa ze słonia lub wieloryba?

      Uwzględniając, że do wyżywienia wegetariańskiego człowieka potrzeba 365 kg pszenicy na rok (czyli upraszczając 1/10 -1/11 ha pola pszenicy) w imię wegetariańskiego wyżywienia 1 wegana jest zabijane około 4-5 gryzoni na rok. Płetwal błękitny waży powiedzmy 150 ton, teraz (z tyłka biorę dane), że byłoby z tego do 100 ton jedzenia. Szacując, że potrzeba 3 kg mięsa* wielorybiego na dzień, można by tym wyżywić przez rok 91 ludzi.

      Jest oczywiste zatem, że (pod tym względem) mniej cierpienia (jeśli liczyć ilością czujących istot, które muszą zginąć) dostarczy dieta wielorybowa niż dieta pszeniczna.

      Cytując Ciebie „Moglibyśmy ograniczyć naszą działalność na polu zadawiania bólu innym do minimum, tylko po co, prawda? ” Można by, ale tym rozwiązaniem nie jest wegetarianizm.

      *Wziąłem kaloryczność mięsa wieloryba stąd:
      http://nutritiondata.self.com/facts/ethnic-foods/8081/2
      W praktyce domyślam się, że kaloryczność wieloryba jest wyższa, bo ma on przecież dużo tłuszczu… W takim wypadku 1 płetwal błękitny wyżywiłby jeszcze więcej ludzi….

      • Witeg says

        Echhh…. jak zwykle jak nie uwierzą, że obowiązkowy weganizm rozwiąże problem głodu, to cierpieniem biednych zwierzątek ich!!!
        Fakt w takiej rzeczywistości zwierzęta gospodarskie cierpieć nie będą, bo ich nie będzie.
        Wracając do „ad remu” – lekarstwem na głód, jest zagonienie głodujących do roboty, połączone z nauką uprawy i hodowli i wsparciem technicznym.

  6. ariosto says

    Weganizm to nie tylko troska o świat ludzi, zwierząt i roślin. Weganizm to tez niekrzywdzenie samego siebie. Spożywanie zwierząt prowadzi do wielu chorób, zarówno fizycznych jak i psychicznych, można by długo wymieniać. Kiedyś ogólnie ludzie jadali mniej zwierząt, patrząc jeszcze dalej w przeszłość można stwierdzić że jadali tylko dzikie zwierzeta i rośliny (bez dzisiejszej chemi i antybiotyków)
    Biorąc natomiast pod uwagę budowę naszego organizmu-układ pokarmowy np, trudno się nie zgodzić że ludzie są z natury roślinożercami. Dochodzi też do tego instynkt samozachowawczy, prostym przykladem jest dziecko które widząc uciekającego króliczka będzie go gonić aby móc sie do niego przytulić i pobawić a nie skręcić kark i natychmiast zagryść popijając ciepłą krwią. Sprawa ma się kompletnie inaczej gdy dziecko znajdzie pod drzewkiem jabłko, dojrzalego daktyla albo soczystego pomarańcza. To że ludzie jedzą zwierzeta nie wynika z samej w sobie instynktowej potrzeby dostarczenia pożywienia, jest najzwyczajniej wyborem, i to w większości przypadków nieświadomym.

  7. Piotrze says

    Popieram permakulturę i biodynamikę.
    Ja weganinem jestem od 20 lat. Zboża nie zjadam dziennie więcej, niż 20 dag. Soi w życiu zjadłem , może, 2 kg. na początku wegetarianizmu. Soli zjadam, może, łyżeczkę na miesiąc. Jak przestałem pić mleko, wzmocniły mi się zęby. Nie choruję, chyba, że „przegnę pałę”. Po przeliczeniu kalorii, to nie powinienem mieć siły na leżenie, a przetrzymuję przy robocie osiłków.
    A są ludzie, którzy piją tylko soki owocowe i biegają w maratonach. Gdzie tu logika i matematyka?
    Pasztetowa, polędwica itp… Jak bardzo trzeba zmienić mięso w wyrób mięsopochodny, żeby dał się zjeść? Przyprawy, obróbka termiczna, wędzenie itd. Nie jesteś mięsożercą. Jesteś żercą wyrobów mięsopochodnych. Mięsożercy jedzą surowe mięso, które Ty dałbyś radę jeść góra przez miesiąc.
    Z królika też można zrobić mięsożercę i to w pół roku najdłużej. Będzie łapał myszy tak, jak kot.
    Dlaczego człowiek je mięso? Bo tam jest adrenalina i kwas moczowy, które uzależniają tak, jak kawa, fajki i dragi.
    Podskoczysz mi jeszcze raz, to użyję mocniejszych argumentów.

    • Permakulturnik says

      @Piotrze

      Dopiero doczytałem jakie bzdury powypisywałeś w komentarzu. Mam dobry dzień, więc obiecuję, że nie będę brutalny i nie będzie bardzo bolało.

      Wędzenie i w ogóle szeroko pojęte przetwarzanie mięsa miało pierwotnie za zadanie KONSERWACJĘ mięsa, czytaj żeby się szybko nie zepsuło. Z czasem ludzie się przyzwyczaili do tego smaku. Inna sprawa, że suszone i wędzone mięso jest po prostu smaczne…

      Zgodzę się z Tobą, nie jestem mięsożercą, bo jestem wszystkożercą (tzn. należę do gatunku, który może jeść zarówno rośliny jak i owoce).

      Tę część o króliku pominę milczeniem – jak już pisałem mam dzisiaj dobry dzień a nie chcę Cię upokarzać.

      Na deser zostawiłem sobie ten fragment:
      „Dlaczego człowiek je mięso? Bo tam jest adrenalina i kwas moczowy, które uzależniają tak, jak kawa, fajki i dragi.”

      1. Adrenalina jest białkiem (hormonem konkretnie), jako wegetarianin (choć nie surojadek) wiesz zapewne, że białka pod wpływem obróbki termicznej (której zwykle poddawanej jest mięso) zmieniają swoje właściwości. Czytaj adrenalina z kotleta przestaje być skuteczna zanim zostanie włożona do ust.

      2.Adrenalina jest białkiem (hormonem konkretnie), które po włożeniu do jamy ustnej (tzw. buzi) trafia do żołądka (bo jest zbyt dużą cząsteczką by przedostać się przez błonę śluzową jamy ustnej czy przełyku). Tam zaś nasz biedna adrenalina trafia na pepsynę i sok żołądkowy (pH 1,5-1,6), te robią z nią to co z każdym białkiem czyli TRAWIĄ ją. This is the end.
      http://www.youtube.com/watch?v=NoBFhdeR9PE

      Uzależnienie od kwasu moczowego..? Interesujące. Tylko dlaczego mięso jest uzależniające a nie jest np. ptasia kupa?

      Majda Out!

      • Jah Maya says

        Nie do końca. Białko z surowej trawy musi zostać zjedzone w środowisku alkalicznym przez odpowiednie bakterie, pierwotniaki i grzyby. Dzieje się to w u ssaków w: żwaczu, jelicie ślepym lub okrężnicy. Jako, że człowiek ma krótkie lub szczątkowe te organy układu trawiennego przyswajalność białka z surowej trawy bez obróbki jest marna: 2-5%.

        • Permakulturnik says

          @Jah
          Po prawdzie jak się wyciśnie sok z pszenicy, to przyswajanie substancji odżywczych wzrasta. Gdzies wyczytałem (nie była to strona naukowa) do 90%, bo nie trzeba tej celulozy trawić. No, ale ta technologia to podobnie jak ogień tzw. „game changer”.

          • Jah Maya says

            No tak wzrasta przyswajanie witamin i minerałów (aczkolwiek sądze, że 90% to lekka przeginka w teoretyzowaniu) ale większość białka i tak idzie precz razem z twardą częścią trawy. Sęk w tym, że np. w żwaczu krowy z około 1 g roślinnego powstaje w ciągu godziny ok 154 g bakteryjnego dzięki temu, że one jedzą tę celulozę.

            Tym niemniej taki sok nadmiernie pity ma swoje wady jak np. to, że alkalizuje nasz układ pokarmowy co naturalne nie jest włókniste rośliny nie należą do ludzkiej diety może oprócz sporadycznych zastosowań zielarskich. Przez to można utracić zdolności do dobrego trawienia mięsa i jego przyswajanie. A chyba lepiej dobrze przyswajać mięso niż taki sok. Nie mówią, że w ilościach zielarskich to spoko.

    • Jah Maya says

      Mój drogi spożywam surowe zwierzęta już jakiś czas (dość długi) i żyję. Na początku okazjonalnie, później częściowo a teraz głównie i niemalże, I żyję. 😀

  8. Krzysiek says

    Jak czytam te idiotyczne wpisy wegetarian, to nie wiem czy śmiać się z nich, czy płakać nad nimi.
    Lecz z kolei czego wymagać od tych którzy żywią się paszą.
    I w sumie może to i dobrze, bo ile wówczas musiałbym zapłacić za mięso.
    Jako ciekawostkę przytoczymy w tym miejscu inną relację dotyczącą sposobu odżywiania żołnierzy realizujących ważne i wyczerpujące zadania. Jak podaje w swojej książce pt. Wschód Czerwonego Księżyca (Wydawnictwo Znak, Kraków, 2009) Matthew Brzeziński, kiedy pod koniec lat 50. XX w. Amerykanie rozpoczynali misje szpiegowskie nad ZSSR z wykorzystaniem samolotów U-2, dobierano do tych zadań najbardziej sprawnych i zdrowych pilotów ze względu na niezwykle wymagającą konstrukcję samolotu, którego pilotowanie wymagało od nich wielogodzinnego skupienia oraz najwyższej sprawności umysłowej i fizycznej. Nawet niewielki błąd niechybnie kończył się bowiem dla pilota śmiercią. Oto, co czytamy w przywołanej książce na temat procedury przygotowującej pilotów do startu:

    O godzinie czwartej rano lekarz zmierzył Jonesowi temperaturę, tętno i ciśnienie krwi, a następnie zbadał uszy, nos i gardło pod kątem możliwych oznak infekcji. Badanie lekarskie było czystą formalnością; jak każdy z dwudziestu kilku pilotów U-2 zatrudnionych przez CIA, Jones cieszył się znakomitym zdrowiem… Po pomyślnym przejściu badania Jones skierował się do niewielkiej stołówki, gdzie kucharze przygotowali dla niego wysokoproteinowy posiłek złożony ze steku i jajek, który miał wzmocnić jego organizm przed czekającą go dziewięciogodzinną misją.
    Jones wykonał swoją misję z sukcesem.

    Ciekawe jakby sobie poradził, gdyby przed lotem zjadł, dajmy na to, sałatkę owocowo-warzywną?
    http://nowadebata.pl/2012/04/27/zywieniowy-stan-wyjatkowy/

    • yeti says

      A ile po lat mieli ci piloci? może byli po pięćdziesiątce, lub dojrzalsi, czy raczej dwudziestoparoletni młodzieńcy w okresie szczytowej formy fizycznej?

  9. says

    Sama jem tylko ryby, owoce morza i ptactwo (zdarzaja mi sie i larwy ciem), mam wielu przyjaciol, ktorzy sa wegetarianami, ale badzmy realistami: ludzie sa wszystkozerni. Mieso jest dla nas najbardziej zwartym (dense) zrodlem bialka, tluszcze zwierzece oraz kolagen sa cennymi skladnikami budowy ludzkiego organizmu.

    Uwazam, ze zamiast koncentrowac sie na nierealnej idei wszechswiatowego wegetarianizmu, powinnismy zajac sie propagowaniem takich systemow hodowli zwierzat, w ktorych zaspokajane sa ich naturalne potrzeby, wykonuja prace dla farmera i przywracaja rownowage ekologiczna zdegradowanych pastwisk. Nie wiem, czy juz dyskutowaliscie metody farmerow takich jak Sepp Holzer czy Joel Salatin albo ksiazki Michaela Pollana, ale osobiscie polecalabym kazdemu rolnikowi zapoznanie sie z nimi…

    • Jah Maya says

      Ciągle tylko te bialko i ewentualnie tłuszcze jak ktoś bardziej świadomy prawidłowego żywienia. Spójrzmy na fakty. Ciała zwierząt mają w mięśniach 10 razy więcej witamin i minerałów niż warzywa a w organach i gruczołach nawet ponad 100 razy więcej. Tak generalnie oczywiście. Wiadomo, ze sa różne tam superfoodsy roślinne co coś tam pojedyńczego więcej zawierają. Aczkolwiek liczy się też przyswajalność.

  10. kolla says

    Tak, żryj mięcho i sobie choruj. „jacy sa biedni wege bo zdrowi”. Policzylbyś wartość odżywczą roślin , a pokarmu po dowolnej obróbce – nie, bo łeb masz zajęty strzelaniem do zwierząt (sry, toż to jest sport) – w innym artykule piszesz że wspierasz polowanie nie „dzikie” zwierzaki.

    • Permakulturnik says

      Nie zrozumiałaś przesłania wpisu, więc wyłożę Ci to jak kawę na ławę. Ludzie umierają z głodu z tego powodu, że mają mało pieniędzy, a nie dlatego, że mieszkańcy Zachodu jedzą mięso. Jakbyśmy wszyscy byli wegetarianami/weganami, to i tak Ci biedni ludzie by umarli, bo na terenach gdzie obecnie uprawia się soję na paszę czy bydło byłyby plantacje roślina dla (niespożywczych) celów mieszkańców Zachodu, jak wspomniane przeze mnie plantacje roślin na pachnidła, rośliny na kosmetyki…

      Niestety mój łeb nie jest zajęty strzelaniem do zwierząt czy w ogóle strzelaniem. Teraz skupiam się bardziej na pieniądzach, na strzelanie do zwierza, daj Boże przyjdzie czas później!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *