Jak wyhodować superfoods? I

Istnieją trzy najważniejsze problemy w żywieniu człowieka.

Problem pierwszy to wiedza o tym, jakie substancje odżywcze, zdrowotne lub antyżywieniowe znajdują się w danym pokarmie.

Problem drugi, to wiedza o tym, w jaki sposób substancje te zachowują się pod wpływem kolejnych etapów obróbki danego produktu i co z nimi potem robi nasz organizm.

Wreszcie, problem trzeci, to nasza NIEWIEDZA na temat substancji odżywczych, zdrowotnych lub antyżywieniowych, oraz ich zachowania w trakcie obróbki pokarmu.

Właśnie ten trzeci problem, czyli stan aktualnej NIEWIEDZY o tym, co jemy i jak to coś zmienia się w trakcie naszych działań czyniących je zjadliwym oraz potem, gdy już (załóżmy, że w miłym towarzystwie i romantycznych okolicznościach poprzedzających intensywny wysiłek fizyczny…) połkniemy to, co mieliśmy połknąć – jest zasadniczym powodem, dla którego Permakulturnik z daleko posuniętą nieufnością podchodzi do wszelkiego rodzaju nowinek, mod, „gwiazd sezonu“ jak chodzi o zdrową dietę i właściwe odżywianie.

W przypadku diety, owa NIEWIEDZA jest problemem dużo poważniejszym niż w przypadku np. testowania leków. I tu można co prawda „zażyć“ przemysł farmaceutyczny i medycynę filozoficznym pytaniem, czym właściwie jest choroba (przecież nigdzie nie jest napisane, że gdy Permakulturnika bolą po treningu kolana, to jest to „stan chorobowy“! Pojęcie „choroby“, to tylko nazwa nadawana arbitralnie przez lekarzy pewnym stanom organizmu, a innym stanom – odmawiana: starczy przypomnieć pewne plemiona z Afryki Zachodniej, których członkowie, wedle wszelkich oznak, cierpią na chroniczną anemię – za to prawie wcale nie chorują na malarię – ludzie ci są zdrowi, czy chorzy..?).

Nie będziemy się jednak bawić w takie subtelności. Cel tych rozważań jest czysto praktyczny: pomóc Czytelnikom zachować dobre zdrowie i kondycję do późnej starości – niezależnie od tego, jak Czytelnik sam sobie swoje „dobre zdrowie“ wyobraża.

Lekarze, zwalczając „stany chorobowe“ (które sami zdefiniowali) mają o tyle łatwiej, że ich interesuje tylko to, aby zanikł „stan chorobowy“. Mogą zatem pomijać w dużym stopniu tak dla dietetyka ważny problem NIEWIEDZY, testując działanie pojedynczych substancji na konkretne organy ludzkiego ciała. Znacznie to upraszcza i przyspiesza wynajdywanie nowych leków. Jakoż widzimy przecież, że mimo szalonej popularności „zdrowego odżywiania“ – istnieje dziesiątki, a może nawet setki razy więcej leków, niż „diet“. Po prostu „dietę“ stworzyć o wiele trudniej – i właściwie da się to zrobić tylko starą, sprawdzoną metodą prób i błędów.

Najlepiej zaś – polegać na doświadczeniu przodków. Którzy wprawdzie wszyscy, co do jednego pomarli – ale zanim to się stało, cieszyli się przez długi czas dobrym zdrowiem i znakomitą kondycją..!

Biorąc pod uwagę długość ludzkiego życia to zjawisko polegania przede wszystkim na wysoko przetworzonej, wysoce schemizowanej żywności udostępnianej na masową skalę przez współczesny przemysł spożywczy, wciąż ma status EKSPERYMENTU.

Jest to EKSPERYMENT tym groźniejszy, że prowadzony in vivo, na żywych organizmach konsumentów, w dodatku – na masową skalę. Na ludziach, którzy nigdy nie podpisywali (na ogół) zgody na takie traktowanie i których nikt nie informuje o możliwych skutkach ubocznych – ponieważ skutki te, jak chodzi o spożywanie takiej żywności przez czas dłuższy niż kilka dziesięcioleci, są po prostu nadal w dużym stopniu NIEZNANE (a to, co już na ten temat wiemy – nie wygląda za dobrze…).

Kolejne wpisy z tego cyklu mają Państwu pomóc zorganizować samoobronę. To znaczy – wyhodować własne jedzenie, o którym zarówno wiedza (czyli ustalenia nauki), jak i NIEWIEDZA (czyli doświadczenie przodków) mówią nam, że jest zdrowe i pomaga przedłużyć ludzkie życie w dobrej kondycji.

  1. Czosnek w doniczce i w ogródku

 

Czosnek to jedna z najstarszych roślin uprawnych. Od samego początku był też traktowany jako roślina lecznicza. Surowy, posiada znaczącą wartość wskaźnika ORAC: 5.708 – jest zatem jednym z roślinnych „antyoksydantów“, roślin, które powinny znajdować się w naszej diecie z uwagi na profilaktykę przeciwrakową. Uchodzi także za „naturalny antybiotyk“ – jeszcze nasze babcie stosowały go przy przeziębieniach (nie mówiąc już o tym, że w czasach naszych babć, był czosnek jedną z najpopularniejszych przypraw na terenie Polski – a to ze względu na hołdującą swoistej odmianie „diety śródziemnomorskiej“ ludność wyznania mojżeszowego[1], po intensywnym zapachu często jedzonego, surowego czosnku w miejscach publicznych rozpoznawaną…).

Czasami czosnek bywa używany przez niektórych panów jako zagryzka pod wódeczkę – a to w celu zamaskowania wódczanego „huhu“ i ukrycia w ten sposób przed Małżonką udziału w libacji. Nie muszę chyba powtarzać, że Permakulturnik gardzi tak niskim zastosowaniem tej cennej rośliny..? Poza tym, metoda ta ma bardzo krótkie nogi – panowie, którzy raz dadzą się nakryć na takim oszustwie, będą potem brali od swoich Małżonek w gębę za każdym razem, gdy ta poczuje od nich czosnek…

Bardzo łatwo jest wyhodować w doniczce czosnkowy szczypiorek. Wystarczy wziąć ząbek czosnku (wszystko jedno skąd, może być chiński, z „Biedronki“ – roślinka, którą wyhodujemy sami, z pewnością będzie zdrowa..!) i wsadzić do doniczki – na głębokość od 2 do 4 wysokości ząbka. Ustawić w słonecznym miejscu, podlewać regularnie, ale bez przesady – na tyle, aby ziemia w doniczce była wilgotna, ale nie przypominała błota (nadmiar wody może spowodować pojawienie się grzybów!).

Po około dwóch tygodniach powinien pokazać się kiełek, który potem w ciągu następnych 4  – 6 tygodni osiągnie rozmiar rośliny dorosłej. Konsumować można go w zasadzie – w charakterze szczypiorku – przez cały czas, od momentu pojawienia się kiełka.

Szczypiorek z czosnku nie ma aż tak intensywnej woni jak świeże ząbki czosnku – łatwiej zatem można go spożywać w postaci surowej (jako dodatek do sałatek, na chlebie, w zupach…).

Oczywiście, ambicją każdego „domowego survivalowca“ powinno być też wyhodowanie główek czosnku (właściwie – bulw). To już nie jest takie łatwe, wymaga praktyki i odrobiny szczęścia. W zasadzie, nie wymaga to wcale innych zabiegów, niż uzyskiwanie nadającej się do spożycia części zielonej – i, na zasadzie prób i błędów, każdy w końcu sam dojdzie do tego, kiedy udaje się uzyskać bulwę, a kiedy – nie.

Współcześnie, najczęściej spożywa się w Polsce czosnek smażony. Rzecz jasna – w tej postaci traci on zdecydowaną większość swoich właściwości prozdrowotnych. Z kolei spożywanie surowego czosnku, zwłaszcza w takich ilościach, w jakich sugeruje to „dieta śródziemnomorska“ – nie należy od rzeczy akceptowalnych towarzysko.

Co robić..? Ludy Kaukazu i Azji Środkowej, uchodzące za przykład zdrowia i długowieczności (nie dotyczy to mieszkańców szeroko rozumianych okolic Semipałatyńska – i jeszcze kilku posowieckich poligonów atomowych, obszarów intensywnego wydobycia surowców mineralnych lub silnie schemizowanej uprawy bawełny – niestety…) zwykły czosnek kisić lub marynować. Dokładnie tak samo jak ogórki czy kapustę.

Najlepiej do obu tych procedur nadają się szczególnie okazałe główki czosnku, traktowane w całości, bez rozdrabniania – zapewne zatem, nie uda się ich pozyskać w doniczce, jeszcze w ilościach usprawiedliwiających użycie słoika – na samym początku uprawy. W lepszej sytuacji są tu posiadacze ogródków – z tym, że ich z kolei ogranicza sezonowość uprawy: czosnek najlepiej jest zasadzić jesienią, możliwie blisko jesiennej równonocy – a zbierać wiosną, od połowy maja do połowy czerwca (na wolnym powietrzu czosnek latem będzie żółkł i zwiędnie – niezależnie od tego, ile by go nie podlewać: ta roślina tak już po prostu ma – początek więdnięcia to najlepszy moment na zbiory…). Czosnek, niestety – wymaga dobrej gleby, o co bardzo łatwo w doniczce, nie zawsze tak łatwo – w ogródku.

Jeśli mamy problemy z brakiem światła, lepszym wyborem od czosnku pospolitego może być czosnek niedźwiedzi. Tego już nie da się kupić w „Biedronce“ – przy odrobinie szczęścia można go czasem znaleźć w lesie, a najpospoliciej – kupić przez internet.

O mój rozmarynie, rozwijaj się…

 

Skoro zaczęliśmy od „diety śródziemnomorskiej“, nie sposób pominąć rozmarynu. Kolejnej rośliny bardzo łatwej do uprawy doniczkowej – i to nawet w bardzo małych mieszkaniach, o ile tylko jest w nich okno wychodzące na południe (niestety, także rozmaryn wymaga dobrego nasłonecznienia!).

 

Rozmaryn stosuje się u nas czasem jako przyprawę – w postaci zielonej lub suszonej. Mając własny rozmaryn, możemy oczywiście zawsze dodawać jego zielone listki (pamiętając, by nigdy nie oberwać więcej niż 20% roślinki naraz). Aby w pełni uwolniły się zawarte w niej olejki eteryczne, które nie tylko nadają potrawom (zwłaszcza mięsnym – stąd powszechne użycie rozmarynku w kuchni śródziemnomorskiej właśnie, gdzie często używa się miąs intensywnie, a niekoniecznie najprzyjemniej woniejących – jak koźlęcina czy baranina) charakterystyczny zapach – ale mają też właściwości dezynfekcyjne i przeciwbakteryjne – oczywiście, rozmaryn musi zostać poddany obróbce cieplnej.

 

Należy jednak pamiętać, że im krócej taka roślinka jest gotowana, smażona czy pieczona – tym mniej zawartych w niej alkaloidów ulegnie termodegradacji.

 

Sposobem na pełne wykorzystanie dobrodziejstw rozmarynu jest uzyskanie zeń wyciągu alkoholowego lub wodnego.

 

Wyciągiem wodnym z rozmarynu jest… zalewa, w  której marynuje się mięso z dodatkiem świeżych listków rozmarynu! Można też przyrządzić herbatkę z rozmarynu (por. http://youtu.be/ydibuZwHYnU).

 

Natomiast wyciągiem alkoholowym jest nalewka rozmarynowa (por. http://zioladobrenawszystko.pl/nalewki/nalewka-rozmarynowa.html). Rozmaryn może także stanowić element nalewek złożonych z wielu ziół.

 

Rozmaryn w doniczce najłatwiej jest uprawiać korzystając z sadzonki zakupionej po prostu w sklepie (czasem bywa nawet i w supermarketach…). Potrzebna jest bardzo dobra ziemia (można użyć organicznego nawozu – np. kompostu z liści lub naturalnego obornika), bardzo dobre nasłonecznienie i – podobnie jak w przypadku czosnku – zachowanie stałej, ale nie przesadnej wilgotności (obfite podlewanie nie częściej niż raz w tygodniu).

 

Listki można pozyskiwać przez cały czas życia rośliny – im jest starsza, tym bogatsza w cenne substancje lecznicze. Latem można ją wystawić do ogródka lub na balkon. Polskiej zimy jednak, poza ogrzewanym pomieszczeniem – nie przeżyje.

 

Suszony rozmaryn posiada niezwykle wysoki wskaźnik ORAC: 165.280. Uwaga! Zależy to oczywiście od jakości samej rośliny i przebiegu procesu suszenia. Poza tym – nie zjada się przecież suszonego rozmarynu garściami. W ogóle, warto pamiętać o tym, co zostało napisane w poprzednim wpisie: iż kluczem do zdrowia, jest spożywanie JAK NAJBARDZIEJ RÓŻNORODNYCH roślin, ponieważ ich działanie uzupełnia się (i to w sposób, którego nauka wciąż jeszcze do końca nie rozpoznała…).

 Dziki urok dzikiej róży

Dzika róża ma jedną z najwyższych wartości wskaźnika ORAC spośród wszystkich dostępnych u nas roślin: 96.150. Po prawdzie – jest to roślina o najwyższej wartości tego wskaźnika spośród wszystkich, dziko rosnących w Polsce.

 

Cóż – kiedy ma też kilka istotnych wad. Po pierwsze – kto nie próbował wyłuskać z jej (stosunkowo niewielkich…) owoców niejadalnych pestek, ten nie zna jeszcze życia (kudy tam do tego służbie w marynarce…). Po drugie – rośnie wprawdzie nader obficie i obficie owocuje w stanie dzikim – ale cóż z tego, gdy zwykle: wzdłuż torów kolejowych lub dróg, więc w miejscach, które niekoniecznie budzą zaufanie jako źródła zdrowej żywności.

 

Tym niemniej, pozyskiwanie dzikiej róży metodą zbieractwa nie jest złym pomysłem. Po co się męczyć z uprawą, kiedy sama natura robi to za nas..? Należy tylko zadbać o to, aby źródło naszych owoców było w miarę czyste.

 

Czego należy unikać..? Linie kolejowe, zwłaszcza o trakcji elektrycznej – nie są groźne. Autostrady i inne ruchliwe drogi – już bardziej. Z całą pewnością jednak – nie należy zbierać dzikiej róży (i w ogóle – NICZEGO!) w bezpośrednim sąsiedztwie nowoczesnego sadu, dobrze uprawianego pola (zwłaszcza podejrzenia winien wzbudzić brak chwastów!), fermy czy tym podobnych instytucji obficie broczących na prawo i lewo chemikaliami…

 

Jeśli nie uda się nam zidentyfikować takiego miejsca w pobliżu (nie należy się obawiać konkurencji innych zbieraczy – mało komu w dzisiejszych czasach chce się tak „marnować czas“: por. http://domowy-survival.pl/2010/11/jak-przygotowac-ogrod-na-wshtf-9-porad/) – pozostaje uprawa.

 

Doniczka w praktyce odpada, chyba że ktoś ma spory balkon i może go zabudować pergolami: dzika róża bujnie się rozkrzewia, utrzymanie jej w doniczce po prostu mija się z celem. To znaczy – kwiatek tak możemy wyhodować, ale nie roślinę uprawną, przynoszącą jakieś zadowalające plony.

 

Dzika róża, jak to z gatunkiem dzikim bywa, jest z zasady niewymagająca i jeśli tylko nie będzie się jej przeszkadzać i od czasu do czasu podrzuci coś do schrupania (najlepiej trochę obornika – wiadomo, jak róża, to najlepszy jest koński: który, przy okazji, jest praktycznie bezzapachowy – więc polecany do upraw domowych!) – sama wyrośnie.

 

Można brać się na ambicję i próbować hodować z nasionka – tylko po co..? Sadzonki dzikiej róży są powszechnie dostępne w sprzedaży. W ramach racjonalnego oszczędzania, możemy sobie też po prostu przesadzić mniejsze roślinki z dzikiego stanowiska – trzeba się trochę namęczyć, bo róże mają głęboki i skomplikowany układ korzeniowy, a trzeba się do niego dobrać tak, aby głównego korzenia nie uszkodzić: od czego jednak jest dobra saperka i plastikowe worki..?

 

Przerób dzikiej róży zdecydowanie polecam scedować na kobietę. One są genetycznie dużo odporniejsze na stres, mają więcej cierpliwości i większą odporność na ból – 93% mężczyzn w okolicach dwudziestego rozłupywanego w poszukiwaniu nasionek owocka wybiega z krzykiem i tylko przypadek zdecyduje – z drzwiami, czy jednak bez nich?

 

W czasie, gdy kobieta będzie wyłuskiwać te upierdliwe nasionka (oprócz tradycyjnej konfitury z róży – a propos, Drogie Panie, jest sposób na to, aby oszukać małżonka – tylko ciiii… – oraz samą Naturę – i mieć konfiturę o takim smaku już w maju lub w czerwcu: starczy nazbierać odrobinę PŁATKÓW dzikiej róży – i dodać je, pod sam koniec smażenia, do standardowej konfitury z truskawek… oczywiście: nie mówimy tu o zdrowiu, w tym momencie… chociaż, jak by się tak zastanowić..? – zdecydowanie najzdrowsze są owoce dzikiej róży na surowo – świeże lub mrożone – pychota..!), Prawdziwy Mężczyzna może oddać się Męskiemu Zajęciu – i zrobić z dzikiej róży wino (por. http://www.swiatkwiatow.pl/poradnik-ogrodniczy/wino-z-dzikiej-rozy-id601.html). Nie wymaga to wyjmowania pestek. Dzika róża jest też świetnym dodatkiem do wina np. – z jabłek.

Ciąg dalszy – nastąpi.


[1] O antyoksydacyjnej, więc przeciwrakowej właściwości „diety śródziemnomorskiej“ traktuje np. niedawno ogłoszona praca „Bioactive Foods in Promoting Health. Fruits and Vegetables“ – rozdział 3, „Fruit and Vegetable Antioxidants in Health“, Manueala Blasa, Lorenzo Gennari, Donato Angelino, Paolina Ninfali z Uniwersytetu Urbino: czosnek, podobnie jak ogórki (z tej samej rodziny botanicznej), dostarcza naszemu organizmowi allicynę, która w procesie przemian metabolicznych wytwarza siarkowodór, który obniża ciśnienie krwi, chroniąc tym samym przed zawałem. Allicyna jest też substancją o działaniu przeciwrakowym.

Related Post

Comments

  1. Iwona says

    Ale jaki rodzaj dzikiej rozy? Ich jest wiele.
    Ja nauczylam sie ze Rosa mosqueta ma wyjatkowe wlasciwosci kosmetyczne, olejek z tej rosliny konsekwentie wcierany goi blizny i zmarszczki. Ale ten najbardziej efektywny olejek pochodzi z Rosa Mosqueta z Chille. Ta sama roslina rosnaca w innych warunkach klimatycznych ma juz slabsze wlasciwosci.

  2. says

    Rozmaryn w doniczce najłatwiej jest uprawiać korzystając z sadzonki zakupionej po prostu w sklepie (czasem bywa nawet i w supermarketach…). Potrzebna jest bardzo dobra ziemia (można użyć organicznego nawozu – np. kompostu z liści lub naturalnego obornika), bardzo dobre nasłonecznienie i – podobnie jak w przypadku czosnku – zachowanie stałej, ale nie przesadnej wilgotności (obfite podlewanie nie częściej niż raz w tygodniu).

  3. cedric says

    Jak wyglada EBM-owska terapia glioma możemy sie tu przekonać?

    http://www.fakt.pl/wydarzenia/polska/ks-jan-kaczkowski-nie-zyje-po-jego-smierci-hospicjum-w-pucku-dostalo-250-tys-z-datkow/lcyvcrj

    Tu mamy wybitnego polskiego wiolonczelistę przed terapią

    https://www.youtube.com/watch?v=CdwBBzpAFFY

    po terapii

    http://kultura.trojmiasto.pl/Dominik-Polonski-Pokonalem-raka-mozgu-jedynie-dla-wiolonczeli-i-muzyki-n99728.html

    http://www.gloswielkopolski.pl/artykul/767587,dominik-polonski-ustawilem-sie-w-kolejce-do-zycia,id,t.html

    zostaje najwybitniejszym na świecie wiolonczelistą używającym tylko prawej ręki.

    https://www.youtube.com/watch?v=eklJLe4htYg

    http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/smiertelnie-chory-byly-posel-sld-tomasz-kalita-sie-nawrocil/d24n481

    A tu mamy pacjenta , do tego prof. uniwersytetu, który wyleczył się z glejaka, wbrew EBM-owskim talibom.

    http://www.survivingterminalcancer.com/

    Nowotwór posiada kilkanaście razy więcej receptorów insulinowych, z powodu zablokowania glikolizy i jest to mechanizm adaptacyjny . Jest to walka o maksymalizację energii. Jednak nadal ma jej zbyt mało , by sie ostatecznie zróznicować.

    http://www.medgen.mcgill.ca/Files/DavidRosenblattOnline/ch94.pdf

    http://www.jbc.org/content/277/17/14674.full

    Zwiększona ilość receptorów wymaga zwiększonej podaży inozytolu, jako następnego przekaźnika z fitynianów, z glukozy(b3), z lecytyny, suplementacji.

    Insulinooporność zmniejszymy np. Metforminą, suplementem -berberyną.

    Glejaka cechuje zakwaszenie-naciekanie ośrodka oddechowego indukuje hiperwentylację- odkwaszamy jonami alkalicznymi- lit, sód, potas, magnez i aminokwasami -lizyną i argininą.
    Stabilizatorem ph jest też mocznik , który w kwaśnym srodowisku staje się alkalizującym amoniakiem.

    Spectacular tumor healing successes – eye cancer, skin cancer, liver cancer – with the urine compound urea

    badania w linku
    http://www.healingcancernaturally.com/urea-treatment-cancer-cures.html

    Benefits of Urea

    Only recently has it been discovered that the concentration of urea in the blood has a key role in regulating at least 7 major pathways. Urea levels are low with cancer and many other diseases. The frequency of cancer and especially of multiple tumours and metastases increases greatly if urea levels are low.

    Urea is not just a waste product or the end state of the protein metabolism as commonly assumed. Biochemical research has shown that urea, both from internal sources or externally supplied, is used by the body as a raw material to synthesise amino acids and proteins.

    This is especially important for patients with kidney failure. These deteriorate quickly on a diet containing normal amounts of protein, but do much better if the diet is extremely low in protein, below 20g per day.

    Another research report states that patients with kidney failure on very low protein intake show progressive clinical improvement when receiving added urea, which then becomes the main source of nitrogen for protein synthesis. Urea may thus be the main reason why urine therapy and especially urine fasts are so successful with kidney failure

    I believe that it is the best and sometimes the only successful therapy. One of my patients with kidney failure continued to deteriorate on a fast of fresh vegetable juices, but was cured when fasting on urine for 2 weeks.

    Another helpful factor is the role of urea as the best natural diuretic and far better than synthetic ones. This is not only important for those with deem or fluid retention because of kidney or heart weakness but especially with fluid pressure on the brain or spinal cord or in the eye with glaucoma.

    With this, additional urea is important with brain tumours, stroke, meningitis and other inflammations of the brain and spinal cord. One report cites the case of a massive brain tumour reappearing 3 months after surgical removal of another brain tumour. The patient received 256ml of 30% urea. After 2 hours the tumour had completely disappeared.

    When applied externally, urea has a very beneficial effect on wound healing, including infected wounds, burns and ulcerating tumours. The urea crystals may be directly packed into the wound or a strong or saturated solution may be applied. In this way, urea removes the foul odour often associated with an ulcerating tumour or other dead or putrefying tissue.

    Urea Pioneer

    The use of urea in cancer treatment was pioneered by E V Danopoulos, a Professor of Internal Medicine in Athens. Urea was notably effective with liver cancer and in preventing the development of metastases or secondary tumours. He used 45g of urea daily in 6 divided doses for 40 days and then 20g in 3 doses for 2 years. 45g correspond to 6 rounded teaspoons, while 20g are about 3 teaspoonfuls. The results were published in The Lancet in 1974.

    But as it happens so often with discoverers of cheap cancer cures, Danopoulos lost his position after this publication and was forced to retire. Other research has shown that the effectiveness of urine in killing microbes depends largely on its concentration of urea and is better, the higher it is in urea.

    http://www.health-science-spirit.com/urine.html

    Regulacja histonów zależy m.in.od dostępności lizyny .

    Nowotwór cechuje naciekanie i stan zapalny. Zwiększa to podaż inhibitorów cyklu Krebsa powstających z cholesterolu, BCAA, treoniny, metioniny. Leki p/zapalne, złoto mają udowodnione działanie antynowotworowe.

    Wiele nowotworow powiazanych jest z infekcjami. Zwiększenie podaży jodu, suplementacja srebra, boru ma udowodnione działanie antynowotworowe.

    Nowotwór ma zmienione właściwości błony komórkowej. Pacjenci leczeni glikozydami nasercowymi rzadziej chorują .

    Strofantin jest choćby w konwalii , czy kokoryczce.

    Okresowa głodówka , dieta ketogenna, gdy nie ma kacheksji ma udowodnione działanie w leczeniu nowotworow.

    Zwalacznie kacheksji

    https://www.cancertutor.com/advcachexia/

    Jest wiele naturalnych suplementów pozwalajacych kontrolować chorobę nowotworową i doprowadzić do zróżnicowania w kom. prawidłową. Komórki zmutowane m.in. po chemio- i radioterapii, mammografii są eliminowane przez NK killer

    Immunomodulation by vitamin B12: augmentation of CD8+ T lymphocytes and natural killer (NK) cell activity in vitamin B12-deficient patients by methyl-B12 treatment.
    Tamura J1, Kubota K, Murakami H, Sawamura M, Matsushima T, Tamura T, Saitoh T, Kurabayshi H, Naruse T.
    Author information

    Abstract
    It has been suggested that vitamin B12 (vit.B12) plays an important role in immune system regulation, but the details are still obscure. In order to examine the action of vit.B12 on cells of the human immune system, lymphocyte subpopulations and NK cell activity were evaluated in 11 patients with vit.B12 deficiency anaemia and in 13 control subjects. Decreases in the number of lymphocytes and CD8+ cells and in the proportion of CD4+ cells, an abnormally high CD4/CD8 ratio, and suppressed NK cell activity were noted in patients compared with control subjects. In all 11 patients and eight control subjects, these immune parameters were evaluated before and after methyl-B12 injection. The lymphocyte counts and number of CD8+ cells increased both in patients and in control subjects. The high CD4/CD8 ratio and suppressed NK cell activity were improved by methyl-B12 treatment. Augmentation of CD3-CD16+ cells occurred in patients after methyl-B12 treatment. In contrast, antibody-dependent cell-mediated cytotoxicity (ADCC) activity, lectin-stimulated lymphocyte blast formation, and serum levels of immunoglobulins were not changed by methyl-B12 treatment. These results indicate that vit.B12 might play an important role in cellular immunity, especially relativing to CD8+ cells and the NK cell system, which suggests effects on cytotoxic cells. We conclude that vit.B12 acts as an immunomodulator for cellular immunity.

    albo przez pH-zależny dualizm mocznik-amoniak.

    Czy rak jest chorobą?

    Czy raczej komórkami macierzystymi , które próbują nas ratować , ale niedobór mocznika, niacyny, b12,glutationu i kaskady antyoksydantów , zaburzenia regulacji alkalizacji ,wielopoziomowa blokada na poziomie mutazy metylomalonianowej i regulacji histonów zaburzają pełne zróżnicowanie ?

    https://www.youtube.com/watch?v=SEE-oU8_NSU

    Cancer as a metabolic disease: implications for novel therapeutics

    https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC3941741/

    Tripping Over the Truth: The Return of the Metabolic Theory of Cancer Illuminates a New and Hopeful Path to a Cure
    https://www.amazon.com/Tripping-Over-Truth-Metabolic-Illuminates/dp/1500600318

    https://www.amazon.com/Life-Mitochondria-Original-Probiotic-Dictates/dp/1460251814/ref=sr_1_1?s=books&ie=UTF8&qid=1481876727&sr=1-1&keywords=epic+story+mitochondria

    http://bonito.pl/k-1131918-rak-nie-jest-choroba

    http://www.ceneo.pl/13957034#tab=reviews

    http://livro.pl/medycyna-mitochondrialna-nowatorska-metoda-na-pozornie-nieuleczalne-choroby-kuklinski-bodo-schemionek-anja-sku1113583688.html?gclid=CjwKEAiAvs7CBRC24rao6bGCoiASJABaCt5DmmOeqOtSRJIzRaSIsiyAihyikJlRloYpHLmfMLjoZBoCITnw_wcB&gclsrc=aw.ds

    http://www.imma-polska.pl/

    • cedric says

      errata
      „Nowotwór posiada kilkanaście razy więcej receptorów insulinowych, z powodu zablokowania glikolizy”

      Cyklu Krebsa zamiast glikolizy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *