Surowa kupa też jest lepsza… dla roślin!

Pamięta jeszcze ktoś z tu obecnych doświadczenie z kotkami przeprowadzone przez Francisa M. Pottenger juniora? Nie? To tutaj mały filmik wprowadzający o co chodzi.


Proszę przesunąć do 3:04

Dla tych co chcą oszczędzać pozostały im do końca miesiąca limit na internet by nie zabrakło im na oglądanie redtuba wspomnę, że doświadczenie to polegało na karmieniu kotów dietą o różnych proporcjach ugotowanego i surowego pożywienia. Dość jednoznacznie wskazuje ono na korzyści zdrowotne dla kotów wynikające ze spożywania większej ilości surowego mięsa (mięśni, kości, podrobów?) i mleka kosztem tych samych produktów poddanych obróbce termicznej. Choć metodologii tego przeprowadzanego w latach 30tych ubiegłego wieku doświadczenia można sporo zarzucić [1] zwróciło ono uwagę na różnicę w wartości odżywczej obrobionej termicznie żywności.

Nie o surowym i ugotowanym jedzeniu będzie to wpis a o tym co po tym jedzeniu zostaje… Zainteresowani? Jak się okazuje eksperyment nie zakończył się na stwierdzeniu, że lepiej dla kotków jest jak jedzą surowe – po zakończeniu części dotyczącej odżywiania zaczęto sadzić w wypłukanym piasku nawożonym odchodami z różnie karmionych grup roślinki.

Jak zostało zasugerowane przez Dr. Pottengera rośliny do wytwarzania niektóry często deficytowych aminokwasów jak tryptofan albo do syntezy hormonów roślinnych (jak np. kwas indolilooctowy) mogą pobrać z gleby pewne „duże” organiczne związki chemiczne, które powstają w czasie trawienia aminokwasów przez zwierzęta. Co ciekawe zaobserwowano różny wzrost fasoli (typu Jaś) w zależności od tego jakim mlekiem były karmione.

 

Przebieg eksperymentu:

Dieta wszystkich kotów składała się z gotowanego mięsa oraz  wybranych dodatków dla poszczególnych grup:

  1. mleka zagęszczonego z dodatkiem cukru (to mleko z którego usunięto 60% wody)
  2. mleka skondensowanego (to mleko z którego usunięto prawie całą wodę)
  3. mleka pasteryzowanego (czyli podgrzanego na kilkanaście sekund do temperatury 72 stopni C)
  4. mleka surowego

Koty były również podzielone pod względem płci. Po zakończeniu pierwszej fazy eksperymentu (dotyczącej odżywiania zwierząt) zmieszano odchody z wypłukanym piaskiem, który był prawie czystym kwarcem. Po zakończeniu eksperymentu zostawiono kojce przez dłuższy czas. Zaobserwowano znaczne różnice we wzroście samorzutnie pojawiających się w nich chwastów. Mocz i odchody kotów karmionych mlekiem zagęszczonym, skondensowanym i pasteryzowanym nie spowodował wzrostu chwastów w kojcach (poza kojcem samców karmionych mlekiem pasteryzowanym – nadal twierdzicie, ze płeć to twór kulturowy?). Zaś odchody i mocz kotów karmionych surowym mlekiem (o tym samym składzie co mleko pasteryzowane) umożliwiły bujny rozwój chwastów. Jest to o tyle ciekawe, że koty w grupie karmionej surowym mlekiem były zdrowsze, miały lepszy wigor i dalszą możliwość reprodukcji, więc teoretycznie więcej pobrały substancji odżywczych z mleka. Mimo wszystko chwasty miały się w tych zagrodach najlepiej…

W tym miejscu chciałem wkleić zdjęcie kociej kupy w kojcu, ale doszedłem do wniosku, że może się powstrzymam. W końcu większość Czytający jest jeszcze przed śniadaniem… Czasami mam wrażenie, że za bardzo Was rozpieszczam.

By przeprowadzić dalsze obserwacje nad naturą kociej kupy szef zarządził by wyrwać chwasty i posadzić w każdym kojcu po dwa rzadki fasolki. Choć wraz z chwastami usunięto nieco substancji mineralnych zaobserwowano różnicę w pokroju wzrostu fasolki. W kojcach gdzie karmiono koty podgrzanym mlekiem fasola miała pokrój karłowaty albo krzewiasty. Tam zaś gdzie były karmione mlekiem surowym fasola miała pokrój fasoli pnącej i była widocznie większa (dorosła do 180cm).

To jednak nie wszystko – w zebranych nasionach z kojców nawożonych odchodami kotów karmionych podgrzanym mlekiem wyraźnie wyczuwano odór odchodów. Oznacza to nic innego, że skatol i indol  nie przeszły odpowiedniej przemiany przez mikroorganizmy (albo samą roślinę?), tylko zostały przez roślinę wchłonięte tak jak były. Indol po niewielkiej przemianie chemicznej może zmienić się w kwas indolilooctowy – jeden z popularniejszych hormonów roślinnych (regulatorów funkcji życiowych), hormon ten pozyskany z pędów wierzby może być używany jako ukorzeniacz dla sztorbów różnych roślin. Po dalszej niewielkiej przemianie chemicznej kwas indolilooctowy może być przez rośliny użyty do wytworzenia tryptofanu – niezbędnego dla ludzi i wielu zwierząt aminokwasu (zwłaszcza w okresie wzrostu) będącego często czynnikiem ograniczającym jakość białka. Pozwala to więc roślinie na uzyskanie dodatkowego źródła azotu, białka i aminokwasów, które to zapewne jest mniej kosztowne energetycznie niż wytworzenie tryptofanu od podstaw.

Dlaczego zatem rośliny nawożone odchodami od kotów karmionych wyłącznie gotowanym jedzeniem nie potrafiły przerobić indolu i skatolu w tryptofan (wzrost roślin może sugerować nawet, że nie były w stanie zmienić tych związków w auksyny? Prawdopodobną odpowiedzią na to pytanie jest inna mikroflora jelitowa kotów karmionych inną dietą a co się z tym wiąże inna mikroflora kocich odchodów, mniej sprzyjającą roślinom

Nie jest to jedyny sposób na wytworzenie tryptofanu przez rośliny, nie mniej sprawia to, że te z czystych „producentów” stają się częściowym heterotrofami. Uważam, że to całkiem niesamowite…

Inny, nie tak oczywisty wniosek jaki można wysunąć z tego eksperymentu, to fakt, że nawozy organiczne (obornik, gnojowica, kompost…) są lepszym źródłem żyzności dla roślin niż nawozy stricte mineralne. Zakładając, że efekt jest identyczny, to po co robić coś od podstaw jak można użyć prefabrykatów?

Aktualizacja 1:

Poprawione zostało kilka źle napisanych stylistycznie zdań oraz opis mleka skonensowanego

—–

[1] „Lesson of the Pottenger’s Cats experiment: cats are not humans” Beyond Veg

Related Post

Comments

  1. Karol says

    No i teraz mam dylemat:

    – mam paranoję i to jest zbieg okoliczności, że władza narzuciła nam przymus pasteryzowania mleka (sprzedawanie nie pasteryzowanego to przestępstwo);

    – nie mam paranoi, żądzą nami ludzie którzy traktują nas jak świnie, a 99% ludzi idzie na rzeź nie zdając sobie z tego sprawy;

    Sam nie wiem który scenariusz wolę, chyba wybieram ten w którym nasz gospodarz to agent Ruskiego wywiadu mieszający prawomyślnym obywatelom w głowach.

    • says

      Co do tego (pasteryzowane mleko czy wędliny z dodatkiem chemii) – moja teoria (nie wykluczone, że będna) jest taka, że lepiej stopniowo w małych dawkach podtruwać ludzi na śmierć, niż żeby od razu komuś jenemu na tysiąc miało zaszkodzić zepsute mleko czy mięso. Pomaga to również sprzedawać na wielką skalę i nie martwiać się, że szybko się zepsuje i trzeba będzie wyrzucić. Tak czy inaczej chroni to (również) takie czy inne lobby przemysłu mleczarskiego czy mięsnego przemysłu, również przed drobną indywidualną konkurencją. Przyszło mi jeszcze do głowy – tak jak wspomniałeś w innym wątku o rewoluci kulturowe w Chinach – jak nie przez wciskanie ciemnoty otumanimy masy. to może uda się to, dodając różne specyfiki do produktów żywnościowych…
      No chyba, że znów miałeś coś innego/ głębszego na myśli ..:)
      Co do mie to pamiętam czasy mleka tylko ze szklanych butelek, jak również jeszcze cieplutkie mleko z pianką prosto od babcinych krów – dla mnie w tym wypadku wybór jest oczywisty – świeże czy pasteryzowane…. Żal mi jedynie moich dzieci, że w dzieciństwie nie doświadczają tego co ja kiedyś (przynajmniej częsciowo) …

      • Karol says

        „…epiej stopniowo w małych dawkach podtruwać ludzi na śmierć, niż żeby od razu komuś jenemu na tysiąc miało zaszkodzić zepsute mleko czy mięso.”

        Zabij poćwiartuj nie pamiętam, żeby komuś zaszkodziło mleko ze szklanej butelki. Co do mięsa to też pierwsze słyszę żeby ta chemia zabezpieczała mnie przed jakimiś chorobami. Chyba „racjonalizujesz rzeczywistość” co by się lepiej poczuć. Tu nie ma racjonalnego wytłumaczenia, masz do wyboru jedynie kilka konkurencyjnych teorii spiskowych.

        • says

          Znów się nie do końca rozumiemy. Ja nie usprawiedliwam rzeczywistości tylko piszę jak było a jak teraz (wydaje mi się) jest. Wolę to co było i w miarę możliwości opieram się temu co jest. A o teoriach spiskowych mógłbyś wspomnieć to zweryfikuję swoją wiedzę :)

  2. Permakulturnik says

    @Karol
    Nie ma przymusu pasteryzacji mleka (przynajmniej w PL). Widziałem na własne oczy „mlekomaty” w którym można było kupić surowe mleko.

    Nie trzeba też dorabiać żadnych teorii spiskowych. Pasteryzowane czy UHT mleko jest mimo swej mniejszej wartości odżywczej (o której większość ludzi nie wie) wygodniejsze w użyciu, bo wytrzymuje dłużej, przy okazji poddawane jest homogenizacji, więc się nie rozwarstwia jak kilka godzin poleży w lodówce. To zaleta zarówno dla klienta jak i producenta…

    • Karol says

      Co do legalności to nie jestem pewien jak jest w III RP. Byłem delikatnie przekonany, że raczej jest zakaz. Jako usprawiedliwienie mogę podać, że nie tylko ja tak myślałem.

      http://www.eioba.pl/a/3e2m/mleko-niepasteryzowane-w-sprzedazy-stanowcze-nie

      Może ci od mlekomatów znaleźli jakąś taką furtkę?
      http://wiadomosci.wp.pl/kat,1356,title,Krowie-mleko-sprzedaja-jako-produkt-kolekcjonerski,wid,13009100,wiadomosc.html?ticaid=113013

      Nie jestem na 100% przekonany, że niepasteryzowane mleko jest produktem w pełni legalnym. Mleko ze szklanej butli mogłem walić litrami – po tym dzisiejszym to jak nie mam kibla w odległości dwóch metrów to jest DRAMAT.

      • Permakulturnik says

        Kwestie sprzedaży bezpośredniej reguluje Rozporządzenie Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi z dnia 29 grudnia 2006 r. w sprawie wymagań weterynaryjnych przy produkcji produktów pochodzenia zwierzęcego przeznaczonych do sprzedaży bezpośredniej (Dz.U. z 2007 r., Nr 5, poz. 38). Wg tych przepisów wielkość produkcji produktów pochodzenia zwierzęcego, wyprodukowanych we własnym gospodarstwie, przeznaczonych do sprzedaży bezpośredniej, wynosi:

        do 50 sztuk tygodniowo – dla tuszek indyków lub gęsi,
        do 200 sztuk tygodniowo – dla tuszek innych gatunków drobiu, niż wymienione w pkt. 1,
        do 100 sztuk tygodniowo – dla tuszek zajęczaków,
        do 1.000 litrów tygodniowo – dla mleka surowego,
        do 500 litrów tygodniowo – dla surowej śmietany,
        od 350 do 2.450 sztuk tygodniowo – dla jaj konsumpcyjnych.”
        http://www.wir.org.pl/siewca/wlasne_produkty.htm

        • Karol says

          @Permakulturnik
          Ale mleczarnia MUSI pasteryzować?

          @Piast
          „A o teoriach spiskowych mógłbyś wspomnieć to zweryfikuję swoją wiedzę”

          OK. Przyjrzyj się na chłodno jeszcze raz temu co napisałeś:

          „moja teoria (nie wykluczone, że będna) jest taka, że lepiej stopniowo w małych dawkach podtruwać ludzi na śmierć, niż żeby od razu komuś jenemu na tysiąc miało zaszkodzić zepsute mleko czy mięso.”

          Czyli „wypaczenia” rodem z PRL? Ja w tym zdaniu widzę „Nowy wspaniały świat” Huxleya, typową reakcję obronną. Przecież do mięsa nie dodaje się nic co mogło by zapobiec zatruciu! Bronisz systemu wbrew logice, owszem to może być tylko błąd i zbieg okoliczności.

          Co do poważniejszych teorii spiskowych to czym się różni Valium od Rohypnol’u? Porównaj RÓŻNICE w składzie chemicznym i działaniu, a potem podziel się wnioskami.

          • says

            @Karol
            Nie obraż się, ale Ciężko się z Tobą konwesuje, ale wyciągasz (błędne) wnioski jedynie z fragmentów wyrwanych z kontekstu.
            „Przecież do mięsa nie dodaje się nic co mogło by zapobiec zatruciu! Bronisz systemu wbrew logice, owszem to może być tylko błąd i zbieg okoliczności.” – Po pierwsze nie bronię, bo wolę zdrową żywność nawet jeśli jej przydatność do sporzycia miałaby spaść drastycznie. Dodawanie konserwantów powoduje m.in. przedłużenie przydatności do sporzycia mięsa. Proste – zjemy mięso, które szybko się zepsuło to nam od razu zaszkodzi lub doprowadzi do zgonu (kwas kiełbasiany). To samo mięso z dodatkiem konserwantów nie zepsuje się w podobnych warunkach tak szybko więc możemy je w miarę bezpiecznie zjeść i to jest fakt. Cały problem polega natym, że mięso z konserwantami inaczej (gorzej) smakuje, a co NAJGORSZE powoli, ale stopniowo zwiękasza ryzyko zachorowania na m.in. raka, bo stosowane związki chemiczne są rakotwórcze. Sam głównie z tego powodu (nie z litości do istot żywych) nie jem od roku mięsa (poza rybami, jajkami, przetworami z mięsa w płynie tj. z mleka :)). Przemówiło do mnie uświadominie sobie czym obecnie karmi się zwierzęta i co „po drodze” dodaje się do mięsa.

  3. Karol says

    @Permakulturnik
    Ten zapis co go podałeś dotyczy jedynie sprzedaży bezpośredniej, na bazie tej furtki działają te mleko-maty. Pojawiła się możliwość techniczna obejścia paragrafu której pewnie ustawodawca nie przewidział. Mam nadzieję, że w Białymstoku coś takiego postawią! Ale nie mam jakoś nadziei, że długo postoi – skończy jak sklepy z dopalaczami :) – obym się mylił.
    „Pasteryzowane czy UHT mleko jest mimo swej mniejszej wartości odżywczej (o której większość ludzi nie wie) wygodniejsze w użyciu, bo wytrzymuje dłużej, przy okazji poddawane jest homogenizacji, więc się nie rozwarstwia jak kilka godzin poleży w lodówce. To zaleta zarówno dla klienta jak i producenta…”
    Pamiętam jak je wprowadzili – smakowało jak mleko w proszku po rozrobieniu w wodzie – było ohydne. Po jakimś czasie człowiek się przyzwyczaił ale już nigdy tyle mleka nie piłem co wcześniej. Do tej paskudnej wędliny z soją też można się przyzwyczaić. A jak się w mózgu klepka przestawi to nawet potem do normalnej wrócić ciężko.

    @Piast
    Nie przekonasz mnie, że to co robi się z naszą żywnością w jakikolwiek sposób jest dla naszego dobra. Bo moim zdaniem logicznie wynika to bezpośrednio ze zdania:
    „…lepiej stopniowo w małych dawkach podtruwać ludzi na śmierć, niż żeby od razu komuś jenemu na tysiąc miało zaszkodzić zepsute mleko czy mięso.”
    Czyli, że chcieli dobrze? Że wyszło źle to OK, ale ty sugerujesz, że jednak chcieli DOBRZE! Ci w gułagu też w większości uważali, że władza chciała DOBRZE tylko w ich wypadku się pomylili :)

    Wiem, że ze mną dyskutuje się nieprzyjemnie – nic na to nie poradzę. Z Tobą dyskutuje się też ciężko bo ignorujesz najważniejsze pytania i nie dbasz o logikę wypowiedzi. Czytałeś „Płeć mózgu”?

      • says

        Co do dopalaczy to wcześniej nie było regulacji prawnych, bo swego czasu były nowością, a w myśl zasady co nie jest zakazane to można przyjąć, że jest legalne – co nie znaczy, że kiedyś były uznawane za coś dobrego, a teraz są beee – zawsze były beee. Podobnie było kiedyś z papierosami -twierdzono, że nie są szkodliwe, czy chociażby zdjęcia rentgenowskie – z braku świadomości robiono je na potęgę nawet jak nie były potrzebne….
        Jeśli się mylę to zaraz poprawi mnie druga połówka….:)

    • says

      Kolejny co to mnie inaczej zrozumiał :) – a to co chciałem przekazać to – że producenci – cwaniaki wiedzą, że będzie im trudno udowodnić po latach, że spożywanie ich produktów z konserwantami mogło spowodowć raka „czegoś” u konsumentów, mało tego prawie nikt nie skojarzy relacji między tymi czynnikami. Jak się zatrujesz w tym samym dniu po zjedzeniu zepsutego mięsa (bo dali za mało chemi do starego produktu) to od razu do sklepu czy producenta zjawi się np. Sanepid . Reasumując nikogo nie usprawiedliwiam i nie twierdzę, że chemię dodają dla dobra konsumentów, przeciwnie robią to tylko dla swego dobra po to, żeby wszystko ładnie wyglądało i w razie czego by łatwo wypchać się sianem…
      Więcej prób wytłumaczenia tego się nie podejmę…. :)

      • says

        Właśnie zauważyłem, że pomyliłem osoby – odpisując miałem błędnie na myśli naszego moderatora :)
        Fakt- łatwo się pomylić bo to nie jest typowe forum dyskusyjne tylko sekcja (całkiem zgabnych) komentarzy. Może powinniśmy przyjąć zasadę, że 1 komentarz to 1 pytanie? – na pewno łatwiej by było dyskutować razem na miejscu w realu (tego nie zastąpi żadne wirtualne forum) szczególnie przy wspólnej flaszce :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *