Lasów nikt nie nawozi, same rosną – czy trzeba nawozić?

Kolega maniek umieścił komentarz w którym stwierdził, że zmieniło się moje podejście do tematyki permakultury:

pierwsze wpisy z bloga bardzo mi się podobały, niestety teraz odnoszę wrażenie że z permakultury autor przebranżowił się na zwykłe tradycyjne rolnictwo, gdzie ta samowystarczalność jak tu same nawozy minerały i inne środki? rozumiem że „Z pustego nawet Salomon nie naleje” i dobrze na samym początku zobaczyć czego brakuje i wzbogacić glebę, no ale później „lasów nikt nie nawozi same rosną” i nasza ingerencja powinna ograniczać się do „chop and drop” i podsypania obornika pod drzewko czy ściółkowania, wydaje mi się że autor w swojej pasji zabrnął w ślepą uliczkę, jak napalony amator na siłowni który zamiast zwyczajnie ćwiczyć więcej czasu spędza nad tabelami wykresami i zna skład każdej odżywki na pamięć, po pewnym czasie jest tak „oczytany” że stwierdza że bez kreatyny i innych suplementów jakiekolwiek ćwiczenia nie mają żadnego sensu, każda roślina ma troszkę inne wymagania glebowe więc nigdy wszystkim nie dogodzimy, coś takiego jak gleba idealna nie istnieje chyba że prowadzimy monokulturę, w permakulturze chyba nie chodzi o jakąś super wydajność tylko żeby to wszystko „samo się kręciło” na przyzwoitym poziomie, to nie uprawa przemysłowa gdzie strata 1% plonów jest liczona w tonach, czy te wszystkie zabiegi są warte tego co finalnie otrzymamy? miała być samowystarczalność a jest zakopywanie kasy w ziemi.

 

Zacznę do tego,że rzeczywiście zmieniło się moje podejście. Wcześniej rzeczywiście wierzyłem, że wystarczy, że uprawa ekologiczna/permakulturowa jest w stanie zapewnić wysokiej jakości plony. Niestety jakość wielu warzyw i owoców ekologicznych pozostawia wiele do życzenia. Wcześniej, moje osiągnięcia w tej dziedzinie też nie były imponujące. Ściółkowałem, nawoziłem mączką skalną, dawałem dużo kompostu, nie używałem żadnej chemii, ale mimo wszystko jakość tych moich pomidorów, zielonych warzyw do robienia soków nie była rewelacyjna. Pal licho, że i wysokość plonów nie była również specjalnie wysoka, bo bardziej nastawiony byłem na jakość, a poza tym w intensywnej metodzie uprawy (w tym miejscu mam na myśli większy nakład pracy, coś co nie byłoby możliwe np. w uprawie towarowej) i tak łączna wysokość plonów jest dość przyzwoita. Nie miałem wyższe oczekiwania, nazwijcie to stosunkiem roszczeniowym – chciałem więcej. Tak po prostu uważałem, że mi się należy…

Jak już wcześniej pisałem po tym jak dodałem mączki kostnej, rybnej i z krwi a przestałem dodawać kompostu w ciągu 2 miesięcy jakość roślin poprawiła się ogromnie. M.in. przestały być zjadane przez ślimaki. Wiem, że to brzmi niesamowicie, ale zbilansujecie glebę pod tym kątem, by mieć wysoką zawartość dostępnego wapnia, a ilość elementarnego fosforu niech się równa ilości elementarnego potasu w glebie i potem zobaczycie, że coś jest na rzeczy. Oczywiście inne mikroelementy też powinny być w porządku, tych jednak nie badałem, ale myślę, że z racji dużej dawki mączki bazaltowej, nie były one w najgorszej ilości i proporcjach.

Lasów nikt nie nawozi – ale też nikt nie wytwarza w nich dużej ilości jedzenia

Maniek przyznaje, że warto na początku uzupełnić brakujące minerały, bo może tych minerałów brakować. Niestety nie jest tak fajnie, że wystarczy raz i później do końca życia już będzie super, bo niektóre pierwiastki jak np. bor czy siarka są dość szybko w z gleby wypłukiwane. Jeśli są w formie łatwo dostępnej na rynku np. bor jako boraks czy kwas borowy, to po kilku-kilkunastu tygodniach już ich w glebie będzie bardzo mało. Jeśli będziemy chcieli utrzymywać wyższy poziom tych minerałów, będziemy musieli je okresowo dodawać do gleby. Inaczej ten poziom będzie niski, z wszystkimi tego negatywnymi konsekwencjami dla zdrowia roślin i zwierząt czy ludzi oraz wielkości plonu. Zażaleń z tego powodu proszę nie mieć do mnie – ja tu tylko posłańcem jestem…

Co do tego czy lasów nikt nie nawozi… Po pierwsze są tacy co nawożą lasy mączkami skalnymi, po drugie drzew nie zjadamy, co sprawia, że ich wartość odżywcza nie musi być aż tak wysoka. Po trzecie w niewielkim stopniu lasy są nawożone pośrednio, np. poprzez lizawki mineralne dla zwierzyny. To bardzo istotny komponent zdrowia zwierzyny łownej, bo inaczej jej populacja byłaby dużo niższa i bardziej chorowita – zwierzęta nie są w stanie wyżyć w dobrym zdrowiu żywiąc się paszą wyrosłą na glebie nie zawierającej odpowiednich minerałów. Dlaczego zatem chcielibyśmy spożywać żywność wyrosłą na glebie, której tych minerałów brakuje?

 

Lizawka dla zwierząt z selenem

Skład takiej nieco lepszej Lizawki dla zwierząt MultiLisalSe z selenem. Zawartość selenu jest na poziomie 10mg/kg. W USA sprzedają lizawki zawierające do 90mg selenu na kg, 1500 mg jodu, 100mg kobaltu (nie w jednym produkcie). Ta akurat wersja to lizawka dla m.in. owiec, bo nie zawiera miedzi. W Kopalni Soli w Kłodawie można sobie zrobić „designerską” lizawkę. Jakbym miał krowy, to dodałbym do lizawki jeszcze boraksu. Lizawki dla zwierząt to też okazja do tego by wzbogacić produkty zwierzęce w minerały…

Trzecia sprawa, to coroczny „eksport” minerałów w formie plonu. W większości przypadków z plonem wynosi się nawet kilkaset kg minerałów z ha rocznie. Oczywistym rozwiązaniem byłoby użycie odchodów ludzkich i moczu do nawożenia, jednak z racji tego jak to wygląda dziś, tzn. te minerały na większą skalę można odzyskać w formie osadu z oczyszczalni ścieków, które to są bogate m.in. w metale ciężkie, wolałbym ich nie wykorzystywać do nawożenia roślin jadalnych.

Po czwarte w najbliższej (i dalszej) przyszłości nie zabraknie nam i nie będzie żadnego „peak”:

  • wapnia
  • magnezu
  • miedzi
  • cynku
  • boru (boraksu)
  • siarki
  • żelaza
  • manganu
  • molibdenu
  • potasu
  • sodu
  • jodu
  • selenu

Więc jaki problem jest z ich używaniem jeśli ktoś chce?

Potencjalny problem może pojawić się z fosforem, więc moim zdaniem najlepszym rozwiązaniem będzie wrzucić go do gleby jak najwięcej, bo on m0że sobie w glebie leżeć… W miarę jak światowe zapasy fosforu będą się kurczyć, coraz intensywniej będą rozwijane technologie jego recyklingu i odzysku. Jak na razie jest jeszcze na tyle dostępny (a więc tani), że go używamy dość rozrzutnie.

Ba, w wielu przypadkach wykorzystanie tych minerałów do nawożenia pozwoli zagospodarować minerały uznawane do tej pory za odpad. Jest tak np. w przypadku gipsu syntetycznego, który powstaje w dużej ilości  podczas oczyszczania spalin z elektrowni i elektrociepłowni a którego hałdy rosną.

Czy obornik spada z nieba?

Maniek poruszył również kwestię obornika jako środka do nawożenia. Skąd się jednak ten obornik bierze? Najczęściej od konwencjonalnych hodowców, w hodowlach których używa się wielu nawozów sztucznych. Ponadto zwierzęta hodowlane dostają w dodatkach paszowych wiele minerałów, które mają zaspokoić ich zapotrzebowanie na te niezbędne składniki odżywcze, bo żywność wyrosła na glebie z niską zawartością tych składników będzie miała niską zawartość danych mikroelementów.

I tak obornik jak i gnojowica świńska jest bogatym źródłem cynku, bowiem prosiętom podaje się go sporo (niektórzy hodowcy, co prawda już niezgodnie z przepisami, ale podają np. do 2000 ppm tlenku cynku w paszy) w celu zapobieżeniu biegunkom. Oznacza to, że w 1 tonie paszy dla świń, najczęściej prosiaków  jest 2 kg tlenku cynku, co podnosi zawartość cynku w paszy o około 1400ppm (o 1400 ppm plus ten cynk co normalnie się w roślinach znajdował.

Z drugiej strony wiele krów mlecznych ma myte kopyta w roztworze siarczanu miedzi 5wodnym. Zużyte „pomyje” zwykle dodawane są do gnojowicy, którą potem nawożone są pola…

Myjka do kopyt dla krów

Jedna z wersji automatycznych „myjni” do kopyt dla krów.

 

Z racji tego, że drób karmiony jest pokarmem zawierającym dużo minerałów – ziarnem i nasionami roślin strączkowych a oprócz tego daje się im dużo minerałów, m.in. kredę, sól kamienną, fosforan wapnia, siarczan miedzi, tlenek cynku… Kurzeniec jest bogatym w minerały i pożądanym nawozem, swoją drogą w przeciętnym kurzeńcu stosunek fosforu pierwiastkowego do potasu pierwiastkowego jest bliski 1:1.

Prawda o pakowaniu – na sucho masy nie zrobisz

Maniek porównał mnie również do „internetowego” kulturysty. Bardzo mnie cieszy, że nawiązał do branży fitness, bo mam w tej dziedzinie pewną wiedzę i doświadczenie, która pośrednio przekłada się na nasz przykład. Zanim przejdziemy dalej, słit focia Permakulturnika sprzed około 10 miesięcy:

Wojciech Majda

Teraz dla porównania, albo przedstawienia zjawiska, zdjęcie Arnolda reklamującego pewną linię serwatek (dla niekulturystów – białko serwatkowe to jedno z podstawowych źródeł białka do robienia szejków proteinowych).

Reklama serwatki

Jako ciekawostkę można dodać, że ta firma również uczestniczyła w procederze „amino spiking” – odżywkach zamiast kompletnych białek dodawano pewną ilość tanich (wolnych) aminokwasów. Jako, że aminokwasy również zawierają azot, na teście dana odżywka zawierała „odpowiednią” ilość białka. To jedna z form oszukiwania testu…

Można by pomyśleć (i młodzi pakerzy tak myślą) – będę szamał paszę tej firmy, to urosnę duży i piękny jak Arnold. Po pierwsze za czasów Arnolda białka serwatkowego jeszcze nie jadano, po drugie „zapomina się” o dość istotnym składniku sukcesu i wyglądu Arnolda – sterydach. W skład „śniadania mistrzów” wchodziła ponoć „garść” tabletek z dianabolem (popularnie w Polsce zwanym „metką”). Hardcorowy trening, idealna dieta i duża ilość odpoczynku oczywiście nie wystarczy do osiągnięcia sukcesu w kulturystyce (czy sportach siłowych w ogóle). Różnica miedzy trenowaniem będąc na koksie a nie biorąc jest niemal jak dzień do nocy. Każdy, kto powie inaczej po prostu bredzi – wystarczy spróbować raz (tzn. przez co najmniej kilka tygodni). Wiem co mówię, bo trenowałem przez długi czas „na sucho” jak i z odpowiednim hormonalnym wspomaganiem. Dziś najlepszym kulturystą samo bycie na koksie też nie wystarcza, trzeba jeszcze dodać hormon wzrostu i insulinę…

Mam wrażenie, że podobnie jest w przypadku używania nawozów sztucznych w rolnictwie. Jeśli Twoje doświadczenie z ogrodnictwem jest tylko od strony ekologicznej, to aż trudno uwierzyć w to jak rośliny reagują na niektóre nawozy i jakie rezultaty można osiągnąć. Zwłaszcza jeśli podstawą jest zrównoważona mineralnie gleba, więc nie będzie problemu, że np. dorobimy się niedoboru wapnia, miedzi czy innych mikroelementów.

Dodatek minerałów (używanych z głową) sprawi, że Twój ogród wejdzie na „wyższy poziom”. Rośliny wyrosłe na glebie o wysokiej aktywności biologicznej z luksusową zawartością minerałów są po prostu lepsze niż tylko te wyrosłe tylko na glebie o wysokiej aktywności biologicznej.

Co mnie interesuje

Osobiście fascynuje mnie związek między minerałami glebowymi, jakością roślin i zdrowiem zwierząt. Może to jakiś mechanizm kompensacji, bo od dziecka byłem alergikiem? Nie wiem, wiem jednak, że zamierzam robić to co robię i tak. Pisanie ułatwia mi zebranie myśli i zdaje się, że kilka osób to interesuje. Niespecjalnie dbam by to co robię było z pieczątką „permakultury”. Nie mniej przypomnę czym jest permakultura: Permakultura to system projektowania trwałych i zrównoważonych osiedli ludzkich  w oparciu o system etyczny. Jednym z założeń jest dbanie o ludzi. Moja wersja permakultury zakłada, że pod pojęciem „troski o ludzi” zapewniam im najwyższej jakości żywność, która zaspokoi ich potrzeby na znane nam minerały i witaminy.
Czy dodawanie minerałów do gleby czy „Zakopywanie pieniędzy w ziemi” jest tego warte? To pytanie na które każdy sam musi sobie odpowiedzieć.

 

Related Post

Comments

  1. says

    Myślę, że jeden bardzo istotny czynnik został pominięty w tej dyskusji – czas. Jeśli bowiem chce się mieć efekty szybko, to rzeczywiście, trzeba się pomęczyć z dodatkami. Jeżeli jednak podchodzi się do tematu w sposób bardziej naturalny, symulujący wieloletnie cykle wytwarzania biomasy w miesiącach ciepłych i jej dekompozycji w chłodnych, to wcale nie trzeba się tak mordować. Pomiary zawartości mikro i makroelementów zarówno w glebie, jak i w warzywach ogrodu Paula Gautschi („Back to Eden”) wielokrotnie przekraczają wszelkie średnie, kluczem jednak do tego jest przykrycie gleby zrębkami 20 lat temu i „przerabianie” wszelkich resztek z tego ogrodu przez drób, a następnie powrót do ogrodu w postaci kompostu. Oczywiście nie trzeba czekać 20 lat i procesy gromadzenia biomasy, rozwoju organizmów glebowych i dekompozycji można znacznie przyspieszyć, ale jeśli gospodarzy się na lichej ziemi, nie mozna się spodziewać sukcesów z dnia na dzeń, trzeba się uzbroić w cierpliwość.

    • Permakulturnik says

      Tak, czas jest ważny. Szczerze mówiąc wątpię by udało się mi w pierwszym roku uzyskać doskonały Brix tak od razu. Nie ta biologia gleby, nie ta „przetrawiona” przez mikroby równowaga mineralna…

      Obejrzałem ten film „Back to Eden” i jedna rzecz, która mi utkwiła w pamięci, to fakt, że on ma tam bardzo niskie opady. To zaś oznacza, że jego gleba nie została jeszcze wypłukana z minerałów. W takich miejscach ściółkowanie bardzo się sprawdza, bo ułatwia uwalnianie minerałów z gleby.

      Nie zmieni to faktu, że np. siarki czy boru i tak może brakować…

  2. lebiodka says

    Jak zasilić glebę borem za pomocą boraksu? Nie mam jeszcze badań gleby (bo nie zrobiłam) ale skoro szybko bor się wypłukuje….można zasilać ją co roku?

  3. colins1 says

    Zastanawiam się czy jest metoda na uwięzienie w glebie pierwiastków rzekomo łatwo wymywanych (w tekście są podane przykładowo bor i siarka)? Może mieszanie z innymi materiałami: węglem drzewnym, węglem brumatnym, drewnem? Może jakieś organizmy glebowe kumulują minerały?

    • Permakulturnik says

      Cześć,

      dodanie kwasów humusowych nieco spowalnia wymywanie tych pierwiastków. Nie mniej to jest coś, co będzie trzeba powtarzać co roku (a nawet kilka razy w roku w przypadku boru) jeśli zależy Ci na wysokim plonie o wysokiej wartości odżywczej. Miejsca, które mają naturalnie dużo boru (nie w naszym klimacie, bardziej na jakiś pustyniach) zwykle są bardzo suche i po prostu nie dochodzi tam do wymywania.

      Zważywszy, że zarówno boru jak i siarki nam w najbliższej jak i dalszej przyszłości nie zabraknie, to naprawdę nie ma problemu by je dawać co roku do ogrodu/pola.

  4. danny says

    maniek ma z jednej strony duza racje! , ano z takiej ze pomagajac roslinom rosnac dyzym i pieknym i ladym poprzez lepsze „jedzenie„ dla nich powielamy blad hodowcow trzody ktorzy trzymaja zwierzeta a sterylnych warunkach , dosypuja czynnikow wzrostu a pozniej podleczaja antybiotykami …. ta sama bledna wedlug mnie strategie mozna przelozyc na rosliny…. pomagajac im i ochraniajac je w dluzszej persektywie wytwarzasz gatunki ktore nie maja odpornosci, slabe lecz wygladajace pieknie jak krowy czy swienie na sterydach paszowych…. zeby to lepiej zobrazowac spojrz na moc ziol jak pokrzywa, glistnik jaskolcze ziele, podbial one maja dzikosc i sile z natury , sile ktora pozwala im zyc w niekorzystnych warunkach . i ta wlasnie sila natury ktora nie potrzebuje opieki i nawozow jest ich glownym plusem dla czowieka , ta dzikosc i sila przechodzi na nas gdy je spozywamy. peace :)

  5. majka says

    Danny ma sto procent racji.
    A co do kulturystów to powiem tylko tyle-patrząc na foto permakulturnika (po siłce bez wspomagaczy) widać bardzo fajne mięśnie i wygląda super. Natomiast Arni (po wspomagaczach -sterydach)-jedno wielkie bueeee. I tak samo jest z roślinami jadalnymi. Może i po nawozach wyglądają jakoś tam (dla niektórych lepiej, ładniej -jak ten napompowany Arni -choć dla mnie wygląda on fatalnie i ohydnie) plon jest duzy ale co z tego gdy nie wnoszą naszym organizmom tyle pożytecznych dla zdrowia związków, nie są nośnikiem tej naturalnej witalności i energii jak te nie wyrośnięte na nawożonej glebie, lecz bardziej ”dzikiej”. Przykro mi że permakulturnik postrzega warzywa i ich uprawę juz głównie w kategoriach opłacalności a zatracił podejście to że warzywa są i powinny być lekiem, są tym co ma wzmacniać organizm i je się dla zdrowia a nie są one tylko towarem który się sprzeda, i ma dać jak największy zysk. Owszem ja rozumiem że producent produkuje aby mieć za co żyć, moc sie utrzymać ale nie można tego robic kosztem jakości (w sensie wartości odżywczej bo to jest głowna i najważniejsza sprawa jeśli chodzi o warzywa a nie ich wygląd, ilość czy nawet smak, ale wpływ na zdrowie. Odnoszę wrażenie że dla permakulturnika to jaka wyhodowane rośliny będa mieć wartość zdrowotną-odżywczą, już sie jakby nie liczy …Szkoda.

    Mnie sie nie podoba takie podejście żeby dopuszczać możliwość stosowania nawozów sztucznych.
    Cóż z tego że slimaki sie nie imają tych warzyw, (a może to wlasnie dobry znak, gdy je jadly, bo slimak ma dobrą intuicje, tak jak i robaczek w jabłku, skoro dla tych zwierzątek jest to dobre to znaczy ze jest to dobre i zdrowe rownież dla nas ludzi). Wydaje mi sie że lepiej byloby znalezc jakaś metodę odstraszania tych slimakow (jakies mechaniczne zapory) a nie super odzywienie roslin , jak tego ohydnego Arniego, bo co by nie mówić to nie jest naturalne (ani ten Arni ani taki super zestaw wszystkich mineralów i pierwiastkow w glebie-a już szczególnie nie w takiej formie jak w nawozach sztucznych. Nie umiem może wytlumaczyć w zaden naukowy sposob (choc wierzę -jestem pewna ze takie wyjasnienie istnieje, ale ja nie mam takiej wiedzy, dysponuję tylko własną naturalną intuicją która mowi mi że owszem to jest roznica jak dane wiązanie atomowe powstalo, że tak jak jes roznica czy polykam syntetyczna witamine w pigułce czy zjadam ją w roślinie -pietruszce czy innej porzeczce że to jest kolosalna różnica. Tak samo jest różnica między fosforem nauralnym np z kurzenca czy innego obornika, czy mączki skalnej a tym wytworzonym sztucznie i podanym jako jakaś chemiczna superfoska czy inne syntetyczne dziadostwo. Gdzieś permakulturnik pisal ze ”dla klienta nawoz sztuczny to *zuo* więc tylko dlatego nalezy ich nie stosować.A nie dlatego że one naprawdę trują środowisko..Czyli to że owe sztuczności zaburzają ekosystem juz nie ma znaczenia …Przykre. Ze już nie ma znaczenia to iż naprawdę i obiektywnie są one trującą szkodliwą rzeczą,. Smutne to jak jasny gwint. Przykre że permakulturnik nie widzi po prostu tego że to naprawdę jest złe ani nie rozumie dlaczego.
    To tak jak ludzie którzy zachwalają ubrania z tworzyw sztucznych, i jeszcze potrafią wpierać w człowieka że sa one zdrowsze niz z włókien naturalnych, że są bardziej przepuszczalne i bleble. Po prostu słów brak. Ale no cóż, każdy ma prawo mieć własne zdanie i nic sie na to nie poradzi. Tylko naprawdę szkoda, bardzo szkoda. Bo fajnie byłoby móc czytać blog tym jak uprawiać rośliny w sposób naprawdę i całkowicie naturalny, a nie dla zysku gdzie naturalności i ekologiczności już za wiele nie ma i idea się rozmyła znikła. :(

  6. lubkam says

    rolnicrtwo ekologiczne przeciez nie wyklucza stosowania nawozów mineralnych oczywiscie nie w dawkch konwencjonalnych ale stosowanie chemicznych srodkow ochrony roslin tez jest dpuszczalne. natomiast permakultura ma byc zgodna z rytmem natury i wyklucza stosowanie chemii. w roslnictwie ekologicznym nawet stosowanie obornika ma granice a w permakulturze nie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *